Uparcie i skrycie erpegi kocham ponad szycie - perły blogosfery cz. 2

Przez osiem ostatnich lat Polki i Polacy byli ignorowani przez rynek RyPyGy, który nie wsłuchiwał się...
Niestety do tekstu nie da się odnieść nawet chronologicznie, bowiem autor leje wodę, skacze
przez polterki. Niczym komentator sportowy. Stąd zaręczam, będzie się czytało z takim chaosem jako pisze autor. Do tego mnóstwo w tekście fajerwerków, wybuchów, dezintegracji itp. Czyli o umieraniu rynku RPG na niepoważnie.

Ktoś kto rozpisuje się w sposób poważny na temat hobby, którego docelowa grupa to 200-500 osób i dopasowuje do tego różnorodne teorie ekonomiczne, naukowe czy nawet fallocentryczne z założenia powinien być traktowany niepoważnie.
To samo może dotyczyć prowadzenia gazetki szkolnej/ fanzine o zasięgu dwustu osób, np. którego grupą docelową są chłopcy i dziewczęta z szkoły podstawowej z klas 1-4 i ich liga cymbergaja.
Analizowanie tego typu zbioru osób pod jakimkolwiek kątem nie ma wiele wspólnego z studium, a raczej taką samą zabawą jakie od lat towarzyszą w fundomie. Czyli odgrywaniem roli wydawcy, redaktora, eksperta RPG, respondenta i innych tego typu osobników.
Odnoszę wrażenie, że odpowiedzialną za plotki o śmierci RPG w Polsce jest gwałtowna dezintegracja społeczności Poltergeista, która miała miejsce w latach 2012-2013. 
Ta śmierć z dezintegratora miała chyba miejsce kilka lat wcześniej, kiedy to redaktorzy, współpracownicy pouciekali niczym z Costa Concordii, by pootwierać swoje pisemka, wydawnictwa, serwisy i portale. Wtedy, kiedy grunt palił się im pod nogami. Uniknęli tym samym odpowiedzialności za klęskę, niektórzy się pochowali po szafach np. Rebel Times, by ucichł smród Megakonkursu.

Autor nie po raz pierwszy hecnie lubi pisać o ilościach odwiedzin w kontekście RPG i analizy odwiedzin np. miałby "grubo powyżej 1.000 lajków na Facebooku i z 200-300 tysięcy wyświetleń bloga miesięczne." 
Pod jednym warunkiem.
Gdyby tu stało przedszkole w przyszłości.

Uwielbiam kiedy "erpegowcy" popisują się swoją wiedzą na temat analizowania odwiedzialności swoich wpisów. Problemem jest drobny fakt - na odwiedziny nikt nie zwraca uwagi.
Tak się składa, że miałem swego czasu największą ilość unikalnych odwiedzin spośród blogów RPG (np. około 25 tys UU dla jednego wpisu) i żaden reklamodawca, z którymi współpracowałem nigdy nie pytał o odwiedziny. Jeśli chodzi o analizowanie tego typu danych w głównej mierze chodziło o UU (teraz jest troszkę inaczej). Żadna osoba, która płaciła za reklamy nie jest zainteresowana wyświetleniami, bo te nabijają nawet najpopularniejsze programy.
Pamiętam u schyłku Poltera, któryś z redaktorów poszedł jeszcze bardziej w absurd i pisał coś w ten deseń - odwiedziny nam maleją, ale wydłuża się czas osoby przebywającej na portalu - świadczy to mniej więcej o tym, że mamy merytoryczne treści skłaniające do przemyśleń.
Nie wspominając już o klasyku, czyli redaktorze działu RPG, który twierdził że FB zabija takie społecznościówki jak Polter.
Tu tylko Bareja nie rozłożyłby bezsilnie rąk, bo tak błyskotliwym humorem dysponował tylko on.
Niemniej jednak przyczyną było to, ze Poltergeist, czyli ostatni duży serwis dedykowany grom fabularnym wybuchł, a nie to, że ludzie nagle przestali grać w RPG.
To musiał być wybuch supernowej, bo do tej pory jestem oślepiony niczym Qfwfq, mięczak, dinozaur, wszelka istota żyjąca z Opowieści Kosmikomicznych. Ciemność widzę!
Ew. problemem polskiej sceny RPG jest Borejko, jak napisał kiedyś klasyk i to on jest winny eksplozji.
To ostatnie jest zjawiskiem normalnym. W końcu ile można grać w jedną grę?
Czterdzieści lat można grać. Trzydzieści. Dwadzieścia i dziesięć. A nawet pięć. Niestety dotyczy to dobrych gier fabularnych. W Nikotynowe Dziewuszki, TsoY i inne tego typu ewenementy gra się co najwyżej kilka sezonów. Ale już w takie gry jak szachy można grać piętnaście wieków.
Pisałem kilkukrotnie, ale niekiedy trzeba jak Abel...
Stworzyć cokolwiek klasycznego (nawet w obrębie niszy gier fabularnych, nadużywając słowa "klasyczny") jest niezwykle trudno. Stworzyć cokolwiek popularnego znacznie łatwiej.
To czy ktoś sobie zaśmieca umysł grami mającymi uchodzić za popularne (zazwyczaj w zamyśle autorów) to już jego problem. Ja oszczędnie gospodaruje swoim czasem i zajmuję się grami, które są godne uwagi.
A jeśli ktoś o poranku zaśmieca internet grami spisanymi wieczorem...
Być może pojęcia te maja inne nazwy w socjologii albo statystyce, ja posługuję się nomenklaturą giełdową, bo ta jest mi najbliższa.
Ja z kolei posłużę się nomenklaturą PGR, bo ta jest mi jeszcze bliższa.
RPG dokonało dobrej zmiany i rozniosło się po polu już nie widłami, a roztrząsaczem obornika. Równomiernie, rozdrobnionym wyrzutnikiem tylnym, bocznymi przednim rozniosło się po całej Polsce, za sprawą wielu udanych akcji stawiających RPG do pionu.

Praktycznie nikt z branży RPG (w dziewięćdziesiątych latach na Zachodzie) nie miał pomysłu na zmonetyzowanie gier fabularnych na większą od ówczesnej skali. Wszyscy zajęci byli wydawaniem dziesiątek clanbooków, armybooków i innych dodatków itp. Bo to zaspokajało bieżące potrzeby. Nikt nie pokusił się o zastrzeżenie formatów (tak jak np. dzisiaj TV shows). Nawet bliżej i w przypadku prostszych projektów, czyli gier wideo - TSR i SSI również zaprzepaściło swoją szansę. Transmedia dostrzeżono dopiero niedawno (patrz 5 ed. Vampir the Masquarade). Generalnie całe RPG zawsze było na bakier z nowościami, wystarczy zwrócić uwagę jak późno WotC zaczyna się brać za elektroniczną rozrywkę. Zaczynając od szachów.
Nierzadko gry tworzyli zapaleńcy, nie zwracający uwagi na późniejsze zyski, ich prawa, czy licencje. Wystarczy przeczytać kilka wywiadów Orlygga, by zobaczyć jak to funkcjonowało w 80-90 w Games Workshop przy analogicznych grach bitewnych. Któryś z rozmówców przyznaje nawet, że jeśli chodzi o prawa autorskie i zarobki to autorzy komiksowi mieli więcej rozumu.
Z różnych powodów główni wydawcy RPG, jak ISA, Portal oraz Copernicus zrezygnowali z tej działalności okolu roku 2007 (Mag to osobny przypadek, oddalony w czasie o kilka lat). Powody takiej decyzji są mi nieznane.
Z jednego powodu. Logicznego myślenia o wydawaniu.
Każdy rozsądnie myślący wydawca utrzymuje działalność, a nie doprowadza ją na skraj bankructwa.
Żyje z wydawania, więc drukuje to co się opłaca, nie to co lubi. Może wydawać to co lubi, jeśli go na to stać i jest patronem tego typu misjonarskiej działalności. Logicznie myślący wydawca ma priorytety, których się trzyma jak np. Ignacy, patrz Myśl produktem przed wydawaniem czegokolwiek. Logicznie myślący człowiek nie interesuje się wyłącznie grami fabularnymi i nie działa niczym don't be a dick and post about RPGs. Interesuje się całym spektrum innych rzeczy np. tym jak wygląda prawdziwy rynek wydawniczy.
Taka ciekawostka: wyniki sprzedażowe DeDeków z pierwszych 3 lat.
To nie ciekawostka. Wie o niej każdy kto jest zainteresowany grami fabularnymi w Polsce w miarę na tyle poważnie, by nie podawać nieprawdziwych informacji takich jak pewien prezes Tawerny FBis, że DnD lepsze od WFRP bo łącznie sprzedało się więcej egzemplarzy DnD.
DnD łącznie nie przeskoczyło 100 000 sprzedanych egzemplarzy (z dodatkami, ekranami MG i innymi gadżetami. Podstawka Warhammer Fantasy Role Play 1 ed. otarła się najprawdopodobniej o 20 000 egzemplarzy.
Liczby podane przez Tomka Kreczmara są co najmniej bliskie prawdy - inne osoby zaangażowane w wydanie WFRP 1 ed ( z osobna) kilkukrotnie potwierdzały mi dodruki.
DnD w Polsce sprzedało się po prostu znacznie gorzej niż WFRP.
Nie ma co porównywać, skoro liczba sprzedanych podręczników podstawowych Warhammera przekroczyła co najmniej trzy lub czterokrotnie podręczniki Dungeons & Dragons.

Na Zachodzie nader często pojawia się fraza "Dungeons & Dragons and other roleplaying games". Z wielu powodów w Polsce mamy do czynienia z "Warhammer i inne gry fabularne". I jeśli jacyś idioci z FB hejtują Warhammera wykonują niedźwiedzią przysługę samemu polskiemu RPG. Za co im chwała bo przynajmniej nikt nie zainteresuje się sezonowymi grami pokroju "Grotki i Gorgothki" czy nawet zagraniczne Dungeonslayery, do których to grania zachęcają z uporem maniaka.
Nie wspominając już o tym, że FBIdiots deprecjonują tym samym wieloletnią pracę na rzecz rozwoju gier fabularnych w Polsce takich osób jak: Karlicki, Rodek, Trzewiczek i całej rzeszy osób zaangażowanych w rozpropagowanie hobby nie tylko w latach dziewięćdziesiątych.
Ale musimy sobie zdawać sprawę, że zazwyczaj to biedni ludzie, którzy co najwyżej nawołują do eksterminowania fanów Warhammera niczym Wermacht w trakcie drugiej wojny światowej. Jeśli konstruktywnie wytknie im się błędy ubolewają nad tym że są permemanetnie szykanowani i jedyną znaną przez ich opcją jest denuncjowanie oponenta rozmówcy (do G+ lub FB) jak w podstawówce "Proszę Pani, a Marcin się przezywa".
Na niekorzyść wydawców RPG działa wiele czynników. Po pierwsze: Polska jest bardzo złym krajem do bycia małym, niszowym wydawcom.
To akurat prawda. Jeśli ktoś inwestuje swój czas w wydawanie czegoś dla dwustu osób ma po prostu dużo wspólnego z znanym osobnikiem z la Manchy.
Po drugie, mam wrażenie, że gry fabularne są strasznie złym z punktu widzenia sprzedawcy produktem. W jedną grę fabularną można grać 30 lat albo i dłużej nie nudząc się i nie kupując nowych, a tworzenie dodatków i rozszerzeń doń jest bardzo proste. Nie ma też konieczności kupowania nowych produktów, czy płacenia abonamentów.
Pisałem, ale znowu przypomnę. Jestem przekonany, że żadna z obecnie "wydanych" gier (np. jak "Grotki i Gothki", "Lelum Polelum 100d") czy nawet takie tuzy wydawnicze jak "Opowieści z Hacjendy" nie będą pamiętane za 30 lat. Za trzy też. Tak jak "Szermierz" czy inne "Drogi ku szale".
Po prostu w kraju nie mamy projektantów gier. Tak jak i wydawców.
Projektanci z potencjałem przesunęli się w inne rejony branży Hobby/ Games/ Toys bowiem myślą logicznie pod kątem zarobków (patrz wyżej ustęp o ekonomii). Stąd mamy uznanych projektantów gier wideo i planszowych, bo ... niektórzy z nich przestali się zajmować grami fabularnymi.
Z punktu widzenia wydawców dobrym produktem jest gra, która znudzi się po miesiącu i zostanie wymieniona na nową.
Kolejny absurd. Tak, dlatego właśnie koszt tłumaczenia pierwszych 50 stron przerasta zyski ze sprzedaży. I dlatego właśnie wydawcy terroryzują fundom "płać bo jak nie to zobaczysz" itp.
Dobrym produktem jest gra ze wsparciem. Ostatnio wsparcie dla gier zapewniał Ignacy Trzewiczek i w początkowej fazie próbował Wolsung.
Reszta wydanych gier to "wydam i potem jakoś będzie". Albo "znajomi blogerzy napiszą".
Po drugie: wrażenie śmierci RPG potęgowane jest niestety przez jego znikniecie z powierzchniowego Internetu. Przez długie lata RPG dysponowało szeregiem twierdz jak forum dnd.pl, Poltergeist, forum ISA, Nowa Gildia czy Walkiria. Stopniowo one upadały, każda z innego powodu. Ostatnim, wielkim serwisem był Poltrgeist, który jednak przestał się liczyć jako społeczność na przełomie lat 2012-2013.
Autor lubi się powtarzać dla lania wody. Wszyscy dobrze wiemy że Polter upadł przez kompletnie niekompetentnych redaktorów, współpracowników. No chyba, że jak wspominałem wyżej przez Borejkę. I/ lub koklusz.
W efekcie powstała próżnia, która trwała mniej-więcej do końca 2015, obecnie stopniowo zapełniana przez grupy działające w oparciu o Facebooka.
Ta próżnia prawdopodobnie zmobilizowała Smartfoxa do napisania tekstu o niczym dla PTBG. Blogosfera upadła, bo nie ma koni pociągowych. Przykładowo takich jak w przypadku gier bitewnych jest quidam corvus.

Fakt, że w dzisiejszych czasach na FB trzeba być, nie oznacza, że trzeba uczestniczyć w nim aktywnie, wdając się w tawerniane dyskusje. Tudzież czytania tego, co Zuckerberg podsuwa w ramach "eksperymentów". Społeczności, feedy, maile, fora, komunikatory nadal istnieją i mają się naprawdę dobrze. Ale tak jak nadmieniam na FB trzeba być, by w sieci być.
Sporym problemem są bańki internetowe, co nie jest aż tak złożone jak się wydaje. Ludzie związani z RPG mają problemy z odbiorem krytyki i sami wokół siebie i swoich ego tworzą te bańki np. usuwając, czy banując niewygodnych znajomych. W ten sposób ich rozwój zatrzymuje się na poziomie Mordorksiążki. Tylko to oni sami się ograniczają, nie inni ograniczają ich.

Te same osoby z fundomu nierzadko mają problemy z egzystencja w świecie rzeczywistym, więc kompensują sobie to online. Długość e-penisa zawsze mierzono wymiernie w fundomie, a lajki to doskonałe narzędzie dla joktogwiazd RPG, ekspertów i respondentów badaczy. Znacznie lepsze niż fejmy i flejmy o których to dowiedziałem się dopiero z Poltera. Stąd jeśli jednak ktoś jest żądny lajków może pisać o nowym i staroszkolnym podejściu do IQ w oparciu o MiMy. O katanie. O szabli. O smokach. Jedno i to samo co kilka lat. I zawsze dostanie odpowiednią pulę lajków adekwatną do wiedzy wyniesionej z MiM (bo wszystkie inne Poltery nawet w drobnej mierze nie były tak opiniotwórcze). Niestety puli lajków nie wymieni się na znajomości i przyjaźnie w realnym świecie. Również lokalna sklepowa nie da na kreskę za lajka.
Zawsze można jednak pośmiać się na  WhatsApp, Telegramie czy gdziekolwiek indziej z eFBkówych śmiesznych zachowań.

Faktycznie jednak, na nieco niższym poziomie widać było, ze RPG ciągle budzi zainteresowanie. Przykładowo te pojedyncze notki, które o nim napisałem miały często kilkakrotnie większą niewyświetlanie, niż typowe wpisy.

Może dlatego, że o innych rzeczach autor pisze równie kompetentnie. Pisałem w poprzedniej części. 
I na koniec.  
Fundamentem każdego hobby są ludzie.
Tak oczywiście, jeśli weźmiemy pod uwagę że ci sami ludzie obrzucali błotem Valkirię, potem Trzewika, potem blogerów, Warhammera, czy vlogera to nie muszę chyba nikogo upewniać, że to zakompleksieni ludzie rekompensujący swoje niepowodzenia życiowe w sieci. To ludzie, którzy obok RPG na półce trzymają katalogi z najnowszymi roztrząsaczami obornika.
Mało kto dołączy do jakichkolwiek społeczności internetowych, skoro może natrafić na epitety tylko dlatego, że dobrze się bawi w popularne, a nie sezonowe gry. Ci ludzie, którzy od lat manipulują innymi w sieci, skutecznie odpychają graczy od aktywności online, co daje wyśmienity efekt, bo fundom wykrusza się w zatrważającym tempie - od abstrakcyjnej liczby 200 000 odwiedzających Poltera (wyssanej pewnie i tak z palca) do 200 zainteresowanych produktami dzisiejszych Słusznie Niedocenianych Twórców.
Napawa to optymizmem - złota polska młodzież wykończy się sama. To właśnie ta różnica - ludzie grający nie publikują swoich statystyk w sieci. Nie przeliczają swoich zasad autorskich na liczbę znaków w tekście, czy na lajki. Oni grają tak jak chcą, gdzie chcą i z kim chcą. Nie bywają na salonach. To ludzie żyjący swoim własnym trybem. Nie życiem online. I tego typu ludzie nadal będą grali.
Zaś #fundom dzięki swoim patologicznym zachowaniom wyniesionym jeszcze z Poltera będzie się wykruszał nadal.
Tak wiele faktów na to się składa... Ciebie też dotyczy ta sprawa...
Brudna i śmierdząca albo czysta i schludna
Wielka żywa masa, tępa i obłudna
Myśląca bezpiecznie, bo tak wytresowana
Złota polska młodzież, wykończy się sama
Wykończy się sama..
Tak wiele faktów na to się składa...
Oto polska młodzież, która jest niczym
Polska złota młodzież - kłótliwa i słaba
Polska złota młodzież - krzykliwa i głupawa 

Na koniec.
Niestety nie chciałbym już wracać do tego blogera. Pisze nader dużo, nader często i bez zastanowienia, prawdopodobnie nawet nie bardzo wiedząc o czym pisze - stąd kilkukrotne powroty do Poltera i wybuchy o których wspominałem na początku. Stąd jeśli miałbym się odnieść do kolejnych bzdur stawka musiałaby wzrosnąć niepomiernie.
Ostatnio zdaje się popisywał się na temat recenzji. Jeśli ktoś sobie przypomni wpis nt. recenzji (bodajże Sławka Serafina), że to jedyne teksty o grach wideo, które są wartościowe to od razu wiadomo, że cały wpis blogera posypie się.

Jeśli zechcesz wesprzeć społecznościowo serię tego typu wpisów wystarczy wybrać próg finansowania społecznościowego i dostarczyć na moje konto równowartość, przyjmuję wpłaty nawet w pesos sanescobarskich.
  • Czteropak
  • Sześciopak
  • Multipak
Sponsorem tego wpisu był użytkownik ukrywający się pod nickiem Fantastyczny Staropramen



Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget