Bajtek, gry tekstowe i gry fabularne

Fairlight, Hobbit w Bajtku i gry tekstowe

Jeśli obedrzeć komputerowe gry tekstowe pokroju Hobbita z szczątkowej grafiki, wydawały się one niezwykle proste. Nawet dla osoby mającej podstawowe pojęcie o BASIC. Wtedy wydawało mi się, że funkcjonuje w nich niewiele zmiennych [$] odpowiedzialnych za grę.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że gry tekstowe nie były pisane w BASICu dostarczanym wraz z mikrokomputerem, ale dla młodego człowieka nic trudnego. Podstawy programowania zapewniał Bajtek w cyklu Tylko dla przedszkolaków. Ja w młodym wieku przeczytałem dodatkowo trochę podręczników dotyczących programowania. I oczywiście byłem pełen zapału, by stworzyć bardziej skomplikowaną grę tekstową. Z znacznie większą ilością opcji, niż te zawarte w Ingliszu z Hobbita.
Mój ówczesny zapał i wiedza zapewne niewiele miały wspólnego z logiką. Wydawało mi się wtedy, że bezproblemowo da się samemu napisać grę tekstową z większą ilością opcji od Rozglądnij się, Podnieś, Wyrzuć, Idź na Północ. Grę fabularną z trzema podstawowymi profesjami, z kilkoma cechami, zdolnościami, kilkoma charakterystycznymi przedmiotami, charakterem i PD. Wychodziło, że to kilkadziesiąt zmiennych. No może, ponad sto. Potem okazało się, że na pewno kilkaset. Niekiedy udawało mi się doprowadzić program do etapu w którym wszystko "prawie" działało.
Czyli testowo: przemiot6$ po opcji zabierz$ wędrował do plecak$.

Następował najwspanialszy proces. Projektowanie przygody, czyli esencji gry. W pierwszych interiorach /exteriorach pojawiało się trochę losowych zmiennych, potem kolejne i następne. I jeszcze więcej. Kiedy w programie pojawiały się pięciocyfrowe linie... coś nie grało i pojawiał się ERROR.
Był to mniej więcej taki błąd, jak popełniają dzisiejsi amatorscy projektanci gier wideo zaczynający od MMORPG, nie mający na koncie ani jednego cRPG.
Fairlight to już zupełnie inna para kaloszy, ale plany można było "kalkować" i wykorzystać w swoich podziemiach
Po wielu próbach odnalezienia błędu trzeba było spróbować od początku. Pomimo, że zawsze robiłem save lub można było skopiować te fragmenty programu (które funkcjonowały należycie) to zawsze coś w natłoku danych się chrzaniło.
I znów trzeba było od nowa.

Dlaczego piszę o BASIC w moich wspominkach o RPG sprzed 30 lat? Przede wszystkim dlatego, że większość gier pozwalała zapoznać się z ich mechanizmami, składowymi (choćby współczynniki, bonusy do nich wynikające z  przedmiotów znalezionych w grze itp. itd.). Gry komputerowe były kopalnią pomysłów odnośnie np. konstrukcji przygody (góry, bądź woda ograniczające teren gry), magiczne bronie, napoje +1 do cechy, można było poznawać same fabuły itp.
Kompletnie wszystkie elementy inspirowały, bo innych tekstów trzeba było już szukać w bibliotece.
Również dlatego, że od momentu zainteresowania się grami: Manewry morskie, Eurobizness, Master Mind i inny Tranzyt (czy nawet tymi z obecnych ówcześnie w pismach: Kokosy, Bruce Lee etc.) gdzieś w oddali zawsze tkwił mikrokomputer, na którym można było "zaprogramować grę komputerową".

Obok gier tradycyjnych zainteresowanie mikrokomputerami było na tyle duże, że wybrałem się do sprofilowanej pod kątem informatyki szkoły ponadpodstawowej. Były tylko dwie w Polsce - jedna w Poznaniu, druga w Kętach oddalonych o kilkanaście kilometrów od 2B. Oczywiście nie dostałem się do niej (było naprawdę dużo osób na jedno miejsce) i mogłem zostać ewentualnie słuchaczem. Wylądowałem więc w szkole elektronicznej. W tym czasie okres aktywność mojego grania mógłby przyćmić niektórych dzisiejszych e-Hołowczyców grających na ilość.

Niestety nie mam tej chili pod ręką pierwszego listingu z Bajtka jaki przepisałem (polegał na wciskanie dwóch klawiszy "L" i "P" - na ekranie postać zbudowana z liter alfabetu podnosiła lewa lub prawą nogę. Spadochroniarze to jednak była już pełną gębą gra :) Podobnie jak gra handlowa (nazwy nie pamiętam, była podobna chyba do Tranzytu i znalazła się w pierwszych numerach Bajtkach) której listing był rozpisany na kilka stron.
Problem tkwił, w tym że w przepisywaniu tylu linii nietrudno było o błąd.
Także redakcjom. Wyobrażacie sobie frustrację młodego człowieka, kiedy przepisał masę linii i w kolejnym numerze Bajtka znajdowało się sprostowanie, że któraś z nich nie działa przez chochlika drukarskiego?

By dziś uświadomić ludziom dostęp do gier, można by to porównać do bezpłatnego dostępu do Steamu. Nie wiem czy trafne porównanie, ale dobrze to chyba obrazuje. Nieco później, za czasów kiedy ja sam handlowałem na giełdzie, opłata za skopiowanie była chyba równowartością dyskietki, a charakterystyczny dźwięk nagrywającej stacji dyskietek rozlegał się przez cały czas trwania giełdy komputerowej.

Rozwiązłość ówczesnych praw autorskich sprawiała, że trafiały do nas gry obecne w sprzedaży na Zachodzie (właśnie za sprawą giełd), a Bajtek miał nawet Listę Przebojów Gier. Wszystkie te tytuły, o których pisały ówczesne pisma były naprawdę łatwo dostępne. Inne programy nawet można było nagrać z radia ("kanał lewy...kanał prawy...").


    [right-
[full-post]

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget