TWA trwa i trwa mać !

Znów ...ten straszny #fundom

Jedną z największych bolączek polskich wydawców, projektantów (itp. hucznie nazywających się członków #fundom'u) jest błędne założenie o potrzebach innych osób zainteresowanych RPG. Jeśli do tego założenia dołożymy błędną ocenę, tym razem dotyczącą swoich kompetencji (plecak na ego w fundomie zawsze ciążył) możemy dowiedzieć się jak czegoś nie robić dla społeczności.
Zawsze się kończy tym samym.
Mam świetny pomysł w swoim (i znajomych) mniemaniu, minimum na koncie i takie też zainteresowanie.
Świadczyć może o tym przykład A., który uruchomił zbiórkę na Patreonie.

Parcie na Gorilla Glass (old version) i monitory (no curved) 

Tak my znamy cię Janeczku, nasz ty kochaneczku, wszak jesteś dziełem cudu
Karuzela 5/85
Pamiętam jak A. miał wypowiedzieć się ze mną i byłym redaktorem MiM nt. nMiMa. Podesłał sążniste bio, które na oko było K10 razy dłuższe od byłego redaktora. Kaprawo to wyglądało w obliczu tego co ów pozostawił dla polskiego RPG . A. zminimalizował swoje bio i było OK, tekst poszedł. 

Pamiętam też prywatną dyskusję z pewnym młodym człowiekiem, który chciał być popularny w fundomie. Niestety wiele dla fanów RPG to on nie zrobił, ale moc błyszczenia, niczym w młodym Jedi była duża.

I to nie wina pierwszego członka fundomu i drugiego. Do tego przyzwyczaili nas od lat fundomowi koledzy konwentowi, redaktorzy i jurorzy skoligowaceni ze sobą.  I dawali przez lata takowe wzorce.
Nie tylko w Polsce można zostać celebrytą nie mając prawie żadnych zdolności. W fundomie jest identycznie. Ew. można sobie te zdolności wykreować niczym w RPG i wypisać w CV. Czyniło już wiele osób, powielokroć na Polterze.

Wielkość S.N.T. wzrosła

Na skos! Na wspak! Do przodu!
Karuzela 5/85

Cały czas musimy pamiętać, o tym że każdy w fundomie chce być osobą publiczną, którą będzie się wychwalać. Problem w tym, że fundom nie przyjmuje w żaden sposób krytyki i jeśli wydźwięk opinii jest negatywny, to ta osoba nie jest już osobą publiczną, a zwykłym użytkownikiem FB, a krytyka jest atakiem personalnym, czyli Szyderą & Szykanizmami. Obiecuję sobie napisać kiedyś więcej na ten temat, w tym momencie mam nadzieję, że jest to zrozumiałe, co chcę przekazać.
A. startując na Patreonie, jest już Aureusem. Tak samo jak znany jest były redaktor MiM.

Kolejnym problemem może być positive feedback, który zanikł (nie tylko w fundomie). Coś co jest dobre, to komentowane jest jak aplikacje w Google Play: "Zajedwabioza" ;"Kólówka awesomiczna" "WoW11!!Jedenaście" itp.
Coś jest słabe, mamy #FochFundomowy ze strony Wydawcy (duże "W" musi być), lub Dizajnera Światowej Sławy, bo koleżanka po ingliszu przetłumaczyła.
Dawniej byli tylko Słusznie Niedocenianymi Twórcami i kłócili się o najmojsze racje ich rewolucyjnych gier na Aleji Fantasy, czy Autorskich Magnesa. Niekiedy nawet konstruktywnie i wyciągali wnioski. Ale wtedy innego sortu osoby miały dostęp do sieci, dziś ma każdy.
Dziś kiedy kilkoma kliknięciami mogę wgrać produkt do sklepu internetowego lub drukarni zostaje się wydawcą, dizajnerem, biznesmenem, sterem i Nurgle wie kim jeszcze. W kilka chwil ma k6 profesji zaawansowanych do CV.
Zarabia mniej ze swojej gry, niż bloger z programu partnerskiego Drive Thru RPG, ale jesteś Kimś (oczywiściew skali jokto).

Pamiętam moje Nowe Odważne Pomysły, kiedy wydawało mi się, że mam rewolucyjny pomysł związany z grami. Przerabiałem to z dwadzieścia lat temu. Czasami człowiek tylko się wystawił na pośmiewisko, bo w wojewódzkim mieście nie było zainteresowania właśnie tym Nowym Odważnym Pomysłem w swoim (i znajomych) mniemaniu. Człowiek się uczy na błędach.

Wtedy jeszcze sieć nie była tak popularna (jak w dniu dzisiejszym) i te kolejne pomysły lądowały w szufladzie do leżakowania. Jeśli nie, zawsze znalazł się za pomocą tradycyjnej poczty: JeRzy, Mochocki, Trzewik czy ktokolwiek inny który zweryfikował przed publikacją twoje farmazony.

Czas był / jest i będzie zawsze godnym polecenia weryfikatorem umiejętności. Lecz czas, znajomi to tylko jedne z wielu czynników, które powinny wykorzystywać osoby, które pałają żądzą opublikowania czegokolwiek i gdziekolwiek. Gdziekowlwiek to też temat na sążnisty artykuł, bo publikować o grach w ostatniej dekadzie nie za bardzo było gdzie.
Ale mamy Lata Małych Publikacji RPG (dawniej był tylko Tydzień).

Pamiętajmy, że ja zostałem ukształtowany w czasach sprzed internetu, dzisiejsza młodzież już nie. Ona dzieli się wszystkim i wszędzie. Począwszy od zdjęć owsianki o 7.00, skończywszy na wieczornej k5+1 zdaniowej recenzji odcinka Cards Game of House Thrones (czy na co tam nerdy tracą dzisiaj czas).

Czy dzisiaj mamy wybitnego projektanta w Polsce? Pewnie dobry, czy przeciętny znalazłby się, jednak kto mógł uciekł w inne rejony rozrywki: gry wideo, gry planszowe, jakiekolwiek inne przynoszące dochód.
Elementarna logika.

Znów o prosumpcji

Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj!

Nie od dzisiaj wiadomo, że produkcje RPG to prosumpcja. Czy to na Zachodzie, czy w Polsce (inna skala tylko). Whatever RPG jeszcze się sprzeda w tysiącu egzemplarzy. Przaśne, rodzime Cokolwiek RPG zadowoli się i setką w naszym rodzimym języku.

Jaki jest sens wspierania się wespół, zespół w gronie kilku, kilkudziesięciu, kilkuset osób? Żaden.
To obieg zamknięty, w którym te same osoby wspierają się nawzajem. Pieniądze przepływają, wytwarza się ruch, jednak bilans zawsze jest zerowy. 5- 50 osób wspiera Ciebie, a Ty te 5-50 osób wesprzesz przy innych projektach.
Nic nie zyskujesz, nic nie tracisz. Otrzymasz 25 dolarów od pięciu osób, jednak w najbliższym czasie wydasz te 25 dolarów na produkty pięciu znajomych.
Co najważniejsze otoczysz się TWA, tak jak manufaktura, społeczności, strony, portale, fanziny itp. Obieg zamknięty, lub Wąż Uroburos.
Założysz klapki na oczy (tak jak chce te go Zuckerberg) i czytasz to co prawe. Lecz tylko według ciebie i znajomych.
Problem tkwi w tym, że poznajesz tylko jedną stronę medalu. Takie jednak już mamy czasy, że na postrzeganie rzeczywistości i obiektywne myślenie ma wpływ to co podsunie FB.
Niektóre jednostki czytają że zrozumieniem, co więcej potrafią przyjąć wiadomości z dwóch stron flanki (Czytając Michnika, słuchaj Rydzyka) i wyciągnąć sensowne wnioski.
Nad osobami z klapkami na oczach pozostaje co najwyżej ubolewać.

Jeśli dorzucić do tego nieumiejętność pracy zespołowej, to jesteśmy skazani odwiecznie na "bomby" w pokroju: Agonii, Wiatyku czy innych gier mających w założeniu deprecjonować rolę Warhammera. I nic innego w zamian nie oferować.

Gdyby te 5-50 osób umiało współpracować, mielibyśmy jakąś szansę na zaistnienie nośnej gry. I przede wszystkim zespołu.
A tak mamy oto autora ("Autora" brzmi lepiej) dwóch niezwykle niszowych gier. Zainteresowanie pracą Aureusa wyceniono na kwotę 14 dolarów miesięcznie. Wśród atutów tego autora jest jeszcze spis gier tego typu i założenie bloga, co świadczy już w ogóle o braku logiki w kampanii promocyjnej.

Fochy joktoLegend 

" Zrobiłeś dla polskiego RPG bardzo wiele i niejednego się od ciebie nauczyłem"

Koniec, końców projekt Aureusa został anulowany. Zaprzyjaźnieni popisali się swoimi dumkami na jedno serce na publicznych, prywatnych grupach FB, a reszta polajkowała Sz&Szystów.
Można było jeszcze odśpiewać hymn Polski Dizajnerskiej autorowi gry, która jest lepsza od WFRP, bo nie ma tak głupich konfliktów. Potem Red Aktorzy mogli wyjść z sztandarami. Nowymi, oczywiście Postpoltera, bo dla Poltera to oni chcieli dobrze ...tylko, że wyszli jak Francesco Schettino z Costa Concordii. I na końcu zaprzyjaźnione cosplayerki, cosplayerki i cosplayero (konieczność powołania sędziów ds. gender i zbadania w jakim stosunku i kolejności wystąpią) zatańczą paląc lulki z lebiody bezTHCowej, popijając sojowym Dee Cafe bezglutenowym.

Kto zechce poczytać te zamknięto-otwarte pseudo grupy na FB zorientuje się, że m.in. Aureus popstrykał się z jednym z dwóch wydawców z Fajne RPG. Tym samym, który wydając darmowy quickstart (booklet) sprzedawał go jako podręcznik do gry, ale już mu nie pasowała mu recenzja w której recenzent pisał o przewodniku w kontekście dodatku. Sprawy sądowe o kilkanaście, kilkadziesiąt egzemplarzy.
Wicie, rozumicie. Rynek, popyt, podaż.

Czy to  ważne? Kiedy kręgosłup moralny fundomu zanikł już za czasów "profesjonalnych redaktorów"..."na najwyższym możliwym poziomie"?
Czy to ważne, że Aureus miał problemy?
To raczej interesuje tych którzy nie mają czasu, na to aby podjechać do znajomych na sesję, bo muszą  trzymać walla na FB. 

Tymczasem udam się szukać "polskiego RPG" w ostatnich Latach Małych Publikacji RPG. Bo jeśli monitor nie zakłamuje mi rzeczywistości (jak niektórym członkom fundomu) to nikt po dziś dzień nie stworzył tak nośnej rzeczy jak: Jesienna Gawęda, PEŚM czy nawet Skrót do R'lyeh.
Bez względu na ich wady, czy zalety.

Oczywiście pamiętam o Infinite monkey theorem i zamkniętych w grupach, społecznościach i klatkach. Jednak pamiętam też o partykule komunikującej almost surely...
Nashledano!
ost]

Prześlij komentarz

O zbiórce Aureusa słyszałem, choć nie wiedziałem, że już jej nie ma... Nie wiem jak pozostałe jego dzieła, ale Wiatyk, niestety, zniechęcił mnie do zapoznania się z nimi i jeśli w przyszłości to zrobię, to tylko przy okazji. W sieci jest zresztą kilka przypadkowych głosów nt. Wiatyku. Wszystkie one są niezbyt entuzjastyczne. To jednak bez znaczenia, bo nawet, gdyby Wiatyk był świetny, to na co można liczyć w fanowskiej "branży"? Może jestem starym dziadem, ale wydaje mi się, że jak już komuś w ten sposób pomagać, to może lepiej wesprzeć, nie wiem, choćby lokalne schronisko dla psów... Ale to przecież poza naszą "branżą". Zrzutki w "branży" to ewentualnie przechodzą jeszcze przy zamawianiu pizzy na sesji, przynajmniej u nas tak było.

Mam zbliżone wrażenia co do jednego z powodów tego i innych tragicznych skutków robienia czegokolwiek: brak krytyki (takiej normalnej, rzeczowej), ewentualnie traktowanie jej lekceważąco. Niewiele dobrego w takich warunkach może powstać. Choć biorąc pod uwagę to, jak dzisiaj krytyka wygląda, to zwykle trudno ją inaczej traktować, jak tylko lekceważąco (ale to osobny, chyba jeszcze bardziej smutny temat). Jak dla mnie świetną ilustracją tego stanu rzeczy jest odnośnik do artykułu z Ha!artu, jaki zamieściłeś wcześniej na g+, w którym młoda pisarka napisała "recenzję" wszystkich wystawionych jej recenzji. Ale ona przynajmniej ma jeszcze audytorium, które jakieś recenzje jej wystawia. Bo w naszej "branży"...

Dzięki za komentarz. Postaram się napisać o krytyce w sieci, zaczyn już mam.
10 lat temu na tym samym blogu jeden z niewielu komentujących napisał o "patologiach, które piętnuje Borejko". Problem tkwi w tym, że młodsi przejmują od tych aÓtorytetów sprzed 10 lat wzorce i dziś uznają je za słuszne.
Niestety wczoraj upewniłem się, że ludzie nieaktywni w sieci robią sporo rzeczy i robią to dobrze np. gry fabularne. Mają taki sam feedback jak zsieciowani, tylko że od żywych osób nie wirtualnej wylęgarni nickow.

Z wspierania w latach 90' (kiedy to robiłem dużo rzeczy dla "innego fundomu") wyleczył mnie skutecznie kolega. Wtedy zarobki z nakładów
(częściowo) przeznaczałem na Amnesty International.
Przez kolejne lata tego nie robiłem.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget