Realizm

Lucas Cranach Starszy - WIlkołak
Pewien autor polskiej gry powiedział mi kiedyś, że większość tych rzeczy, o których wciąż dyskutuje się na listach dyskusyjnych, forach, grupach i społecznościach opisano w MiMach. Dyskutują o nich, bowiem nie przeczytali tego ze zrozumieniem.
Ma rację, chociaż powiedział to dobitniej.
W wieloletniej historii prowadzenia swoich blogów, pamiętam też takie wpisy (niektóre specjalnie sprokurowałem), w których ci gracze z długim stażem odkrywali prawdy, które dawno temu przeczytali.

Wiecie, chodzi mi o te "dyżurne tematy", których jest niezwykle sporo. Może to być "katana czy szabla", "turlać czy opowiadać"  czy wreszcie "realizm". Jeśli mnie pamięć nie myli, to w jednej ze swoich ostatnich książek Umberto Eco wspomniał, że tego typu dyżurne tematy w prasie brukowej określano "krokodylami" [nigdy nie przekonam się do audiobooków - chociażby nigdy nie można znaleźć swojego ulubionego fragmentu].

Te dyżurne tematy pojawiają się  regularnie, choć w różnych odstępach czasu. I nie myślę tu o młodych ludziach, bo ci muszą dochodzić zawsze na własną rękę do tych rzeczy. Debatowali o tym na Valkirii, Tawernie, Poltergeist, Last Inn, a teraz na Panie i Panowie. 
To normalne.
Gorzej z tymi starymi wyjadaczami.

Wracając do owego, dyżurnego tematu - realizmu, bowiem przewinął on się w moich ostatnich feedach.

Z pozoru wydawać by się mogło, że realizm od lat jest mylnie postrzegany z logiką, spójnością świata przedstawionego w grze. To od niego rozpoczynają się spory. Starsi Czytelnicy wiedzą czym był spór o batystowe majtki w Wiedźminie (o pardon, dziś już Witcherze). Jeszcze inni nadaremno doszukiwali się logiki w Kryształach Czasu, aprowizacji stolicy Orchii rybami, agawami i opasami. Młodsi debatowali nad kruchością broni wykonanej z obsidianu w uniwersum serii The Elder Scroll. 
To szukanie dziur w świecie gry lub ich logiczne wytłumaczenie, fani gier fabularnych skupieni w różnorodnych społecznościach internetowych zwykli mylić z realizmem.

Problem tkwi w tym, że realizm (w odniesieniu tylko do naszej rzeczywistości) sam w sobie stał się wieloznaczny i różnorodnie definiowany na długo przed tym zanim spróbowali to zrobić fani gier fabularnych.

Dwieście lat temu (a zarazem po raz pierwszy) w piśmie Mercure français du XIX siècle, realizm postrzegany był jako synonim prawdy.
Nieco później realizm wg. Jules Champfleury ukazywał społeczne zależności, a także bezosobowy i bezstronny opis świata. Zalecał on autorom odwiedzanie miejsc pracy, przeprowadzanie wywiadów i rozmów z ludźmi i wykorzystywanie tej wiedzy w swojej twórczości.

We Francji w pewnym momencie granica pomiędzy realizmem, a naturalizmem się zatarła, a od wieku XX było już całkowicie pogmatwanie:
Zofia Mitosek włącza do niego m.in. kontynuatorów XIX-wiecznego realizmu, wskazując na takie cechy jak: ujmowanie rzeczywistości w ramach logiki przyczynowo-skutkowej, wybieranie takich form literackich, w których opowiadanie przeważa nad opisem, występowanie trzecioosobowego narratora wszystkowiedzącego oraz obecność języka potocznego. Badaczka wskazuje ponadto, że realizm może być rozumiany i stosowany nie w znaczeniu pewnej metody twórczej, ale jako uniwersalna kategoria opisowa, która może być "narzucana" pewnym utworom, niezależnie od stosowanych przez ich autorów technik artystycznych. 
Henryk Markiewicz natomiast podzielił współczesny realizm według trzech rodzajów reprezentatywności: werystycznej (opartej na życiowym prawdopodobieństwie i obfitości szczegółów, niekoniecznie ujmującej prawa rządzące rzeczywistością, np. Pola Gojawiczyńska Dziewczęta z Nowolipek), homologicznej (polegającej na ujmowaniu prawd i zasad rządzących światem, posługując się niekoniecznie realistycznym opisem rzeczywistości, ale też symbolem, fantastyką czy groteską, np. Franz Kafka) oraz typowej (zarówno przekazującej prawdopodobny obraz świata i zdarzeń, jak również ujmującej prawa rządzące rzeczywistością, np. Noce i dnie Marii Dąbrowskiej). 
Roger Garaudy stwierdził natomiast, że realistyczne jest każde dzieło sztuki czy literatury, które w jakikolwiek sposób wychodzi poza sferę artyzmu i w tym sensie realistyczne byłyby np. obrazy Picassa czy powieści Kafki.
Michel Riffaterre wskazywał natomiast, że tekst literacki nie jest prawdziwy, dlatego, że naśladuje czy dokumentuje rzeczywistość, ale dlatego, że zgadza się ze zbiorem klisz, szablonów i wyobrażeń na temat rzeczywistości, które nosi w sobie czytelnik; według poglądów badacza utwór literacki w ogóle nie łączy się z rzeczywistością, a jedynie z jej obrazem w głowie czytelnika.
Każdy z nas ma pewnie wyobrażenia o świecie przedstawionym konkretnej gry.
Przykładowo pamiętam, że po zapowiedziach gry Werewolf: Apocalypse spodziewałem się znanego z mitów słowiańskich i germańskich człowieka który potrafi zmieniać się w wilka, mniej więcej takiego jak przedstawiał go na swych ilustracjach Lucas Cranach Starszy. Albo i nawet takich elementów historii grozy, jak zrobił to w roku w 1970 Janusz Majewski w swej ekranizacji Lokisa.
Na szczęście mój znajomy wybił mi to z głowy - Ależ to taki Amerykański Wilkołak...
Skojarzenie z filmami o tym samym tytule, sprawiło, że zszedłem na ziemię.

Jeśli nasze wyobrażenia i oczekiwania co do gry różnią się, to nie ma się czym przejmować i szukać dalej.
Jeśli są już blisko (te wyobrażenia i oczekiwania) to należy iść na kompromisy.
Jeśli wyobrażenie co do świata nam pasuje to trzeba pamiętać aby logika i spójność świata przedstawionego nie kulała, aby fakty/miejsca/opinie nie działały na korzyść/niekorzyść gracza.
Czyli chodzi o obiektywność. Żeby nie następowała eskalacja założeń danych wyjściowo, czyli aby nasza postać była magiem, który umie stworzyć Płomyk, ale i Ognistą Kulę, a jednocześnie palić całe wsie jednym magicznym gestem.
Pisał o tym i Ziemkiewicz w Feniksie i Lem. Nawet w Małej Fantastyce.
Jeśli z definiowaniem realizmu w literaturze, czy jakiejkolwiek formie sztuki mają problemy badacze literatury, to nie wierzcie, że jakikolwiek internetowy bloger czy avatar ma rację.

Ja skłaniam się ku temu co pisze Michel Riffaterre. Jednak i ja nie mam racji, bo zdaję sobie sprawę że zupełnie inaczej to funkcjonuje w Twojej grupie graczy.
I w tym clue: I ja i Ty dobrze się bawimy.

Na początku przytoczyłem wypowiedź autora gry i to samo zrobię na koniec.
Maciej 'lucek' Sabat [Wolsung] rzekł mi w wywiadzie, którego kilka lat temu mi udzielił (wraz z Arturem Ganszyncem) takie oto słowa:
Jeden przykład – zerkam czasem na dyskusje, które toczą się tu i ówdzie i widzę, że ktoś pisze o baśniowości fantasy. Rzuca przykład w stylu „zawsze przychodzi archetypiczny czarodziej i daje bohaterowi magiczny przedmiot”. Wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że ani czarodziej, ani przedmiot nie są archetypami, tylko funkcjami, fantasy nie jest w tym kontekście baśniowe, tylko bajkowe, a w ogóle to strukturę narracji bajki Wladimir Propp opisał w 1905 roku. Jak się nie zna Levi-Straussa, Barthesa, Derridy, Proppa czy Jakobsona to sobie można teoretyzować na poziomie piaskownicy.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget