Michał Oracz [de Profundis]

Witaj! Cieszę się ze zgodziłeś się odpowiedzieć na parę pytań dotyczących de Profundis.
Mógłbyś powiedzieć coś na początek o sobie? Czym zajmujesz się poza grami fabularnymi?
Najogólniej rzecz ujmując, uwielbiam wymyślać, tworzyć, poprawiać, rozwiązywać problemy i
zastanawiać się nad wszystkim, co tylko możliwe, choćby nad najdurniejszymi rzeczami – stąd
powstał taki śmieszny zestaw, że z zawodu jestem plastykiem / rzeźbiarzem, z wykształcenia
filozofem, a główne moje trzy pasje, które zmieniły się w zawody wykonywane to muzyka, sztuka i
gry. I o ile gry i sztukę tworzę sobie na co dzień w pełni, tak jak to sobie wymarzyłem jako
dzieciak, to w przypadku muzyki niestety czasu już mi nie starcza na nic więcej, niż tylko graficzna
obsługa kilku zespołów oraz praca w jednym magazynie muzycznym. Dobra, jako że o sobie pisze
się najłatwiej i najchętniej, i przez to najwięcej, to może skończę w tym miejscu, ha ha, bo jeszcze
Ci tu napiszę książkę...
Zastanawiałem się kiedyś nad jednym. Skąd i jak wpadłeś na koncept gry takiej jak de
Profundis? Tak próbowałem wykombinować i szedłem tokiem myślenia HPL - olbrzymia rola
korespondencji w jego życiu - de Profundis. Coś w tym kierunku? Dobrze kombinowałem?
Skąd wzięła się idea tej gry?
Po części super, trafiony zatopiony. Ale tylko po części. Bo widzisz, sama gra, w jakiejś swojej
pierwotnej postaci, powstała zanim jeszcze dołączył do niej koncept lovecraftowski. Ale znów
jeszcze wcześniej był etap zerowy, na wskroś lovecraftowski. No dobra, było to tak, w trzech
odsłonach.
Etap pierwszy. W wieku “dzieciowym” robiliśmy z przyjaciółmi różne naprawdę dziwne rzeczy –
bo tak się składa, że do normalnych dzieci nie należałem. Spora cześć tych dziwnych zajęć / zabaw
była związana z tym, co nas kręciło oczywiście – tak z muzyki, jak i z filmów, książek itd. Tak więc
oprócz tłuczenia się na miecze całymi dniami, biegania po lesie i zastawiania pułapek, oprócz
wydawania ostro zjechanych pseudo gazetek, rysowania komiksów, nagrywania audycji niby-
radiowych, pisania pokręconych opowiadań, konstruowania wszelkiego rodzaju gier planszowych,
RPG i innych, tworzyliśmy także klimatyczne, obryzgane krwią, poszarpane bluźnierczymi
pazurami pamiętniki szaleńców, takie, w których na pierwszych stronach czytasz, że ktoś gdzieś
przyjechał i zaczyna prowadzić pamiętnik, a na ostatnich szalonym pismem gryzmoli “Oni idą,
słyszę ich, aaaaaa!!!” i masz wyrwane kartki, czerwone bryzgi itd. Wszystko oczywiście w
manierze HPL. Dokładniej, tworzył te pamiętniki mój bliski przyjaciel, Krzychu Owedyk, znany
bardziej pod pseudonimem Prosiak – jemu też zadedykowałem De Profundis właśnie, bo to wyrosło
bezpośrednio z tamtych pamiętników. Ja sam stworzyłem jeden taki pamiętnik – znalazł się on w
wersji czysto tekstowej, bez tej całej nastrojowej oprawy, w antologii “Przejście”, takim polskim
“tribute to Lovecraft”.
Etap drugi. W pewnym momencie prowadziłem dość ożywioną korespondencję (to były czasy!
Teraz cierpię na jakąś listofobię...), zaś część z tych listów zahaczyła o zjawisko zwane mail-artem.
Taki list to było właściwie pełnoprawne, małe dziełko sztuki, tyle że bardzo niekomercyjne i czyste
w duchu, bo przeznaczone nie dla widowni, a dla jednego odbiorcy, przez to bardzo szczere. W
niektórych listach zawartość jakichś tam faktów, informacji, względem surrealistycznej oprawy,
maniery lovecraftowskiej na przykład, filtrującej każde zdanie, była tak duża, że w zasadzie to było
już De Profundis, tyle że nie skodyfikowane, takie trochę amebiczne.
Etap trzeci. No właśnie – dość ważny etap. Bo jak wiadomo, fajne pomysły to nie jest jakaś
szczególna rzadkość wśród ludzi. Wielu ma wiele świetnych pomysłów, patentów, doświadczeń itd.
Brakuje im Ignacego, żeby przekuć to w produkt. Kiedy przy jakiejś okazji wspomniałem w
redakcji (jeszcze raczkującej wtedy, bardziej przypominało to spotkania twórców fanzina) o tym
wszystkim mniej więcej, na co składa się deP, dodając, że mógłbym z tego zrobić artykuł, Ignacy z
miejsca powiedział: “Ej, weź i napisz o tym grę!”. No i fakt, zrobiłem sobie partyturę i potem
dokładnie to spisałem.
To akurat świetny moment na pytanie, co robi Prosiak, bo wreszcie po długiej przerwie, czasowym
pożegnaniu się ze światem komiksu (nie każdy człowiek jest w stanie zniżyć się do poziomu, jaki
jest wymagany w niektórych środowiskach) wraca. Szykuje kilka prawdziwych niespodzianek, a
tak już jest z Prosiakiem, że ma on zawsze naprawdę wiele do powiedzenia – i cokolwiek rysuje &
pisze, nigdy nie jest to zwykłe zapełnianie kartek rysuneczkami po to, żeby czytelnik musiał
powiedzieć “wow, ni ch... nie kumam o co biega ale to dość artystyczne”. Mam nadzieję, że znowu
mocno potrząśnie naszymi mózgami. W odróżnieniu od wielu komiksów, w jego tworach naprawdę
kryje się treść przez duże T, nie tylko pretekstowa i pozorna.
Poza Kulturą Gniewu, która wydaje jego starsze komiksy (oraz 2 z planowanych 8 części nowszej
epopei “Cierń w koronie”), Prosiak ostro pracuje ...w pracy :/ Cóż, takie życie, tak wybrał – zamiast
się szarpać o marne złotówki za każde spędzone dziesiątki i setki godzin nad planszami... Wiadomo.
Ale odsapnął na tyle, że znów wraca jako rysownik / myśliciel / obserwator naszej polsko-ludzkiej
rzeczywistości, więc można już regulować swoje radary, żeby czasem nie przegapić tego, co
stworzy w najbliższym czasie.
Co do związków Prosiaka z RPG, cóż, można by napisać grubą księgę. Poczynając od tego, że był
naszym (mówię o naszej grupie grającej) odwiecznym i pierwszym Mistrzem Gry, wiecznieniedoścignionym w swoim fachu, każdorazowo przecierającym nowe szlaki w prowadzeniu i scenariuszach, że nauczył nas co to RPG, jak robić porządne planszówki, że Neuroshima powstała
po części przez zainspirowanie jego starym komiksem “Tajemne bronie”, po fakt, że “Cierń w
koronie” jest zaadaptowaną do formy komiksowej kampanią RPG rozgrywaną przez nas przez
...ponad 10 lat (a mamy zwyczaj nagrywać wszystkie sesje w audio, więc nic się nie traci, nic nie
zapomina). Plus takie ciekawostki, jak 2 komiksy o RPG w starych poczciwych Portalach (sławetny
cthulhu-makaron i rpg w Sarajewie), czy grafiki, które zdobią artykuł o Psychodramie, który to
znów wchodzi w skład De Profundis. A to tylko czubek góry lodowej...
“Ej, weź i napisz o tym grę!” to już było chyba powolutku odchodzenie od nieco dziwnej
formy Portala, który de facto sprzedawał artykuły – materiały na gry, jak chociażby nieraz
przytaczany “Warhammer 1940”. Nadeszła nowa era: sieciowych portali, serwisów itp. mimo
iż każdy z nich publikuje jakieś teksty, brakuje inspirujących tekstów do naszych zabaw,
takich “Tekściorów numeru” znanych z Portala. Nie jest to też moje “zmęczenie materiału”,
że wszystko już było, nie jest to moje odosobnione zdanie. Brakuje po prostu tekstów
odkrywczych, inspirujących, zachęcających do innych nowych, odważnych pomysłów, które
można by zastosować w RPG. Masz jakieś miejsca w sieci, które dostarczają takich inspiracji?
A może jakieś gry fabularne, które niosą “nową falę”, które poleciłbyś nam ?
Hm, może to dziwnie zabrzmi, ale to, co mówisz o istnieniu hitów w jednym medium, ich braku
(albo rzadszym występowaniu) w drugim, to chyba w dużej mierze kwestia papieru właśnie.
Wiadomo, nie dosłownie, ale rzecz w tym, że po pierwsze, w papierowym magazynie trzeba się
naprawdę dziesięć, albo i sto razy zastanowić, zanim umieści się jakiś tekst. Umieszczenie na sieci
jest za friko, jest szybkie i łatwe, na papierze w solidnym nakładzie – nie jest za friko, ani nie jest
szybkie, ani łatwe. Doliczając przeróżne koszta, to w sumie droga sprawa, i jeśli nie będzie
najwyższych lotów, wyłożone pieniądze nawet się nie zwrócą. A niewielu ludzi stać na cykliczne
wyrzucanie kilkunastu tysięcy złotych. Łatwiej jest szarpać się z autorem, samemu zarywać nocki
nad redakcją, łamać sobie głowę całym zespołem, jak przerobić dobre w najlepsze, świetne w
genialne, szkic pomysłu w pełne, skończone dziełko. Na sieci – co nas niby do tego wszystkiego
motywuje? Parę pochwał w komentarzach? Równie łatwo umieszczę tekst świetny, co średni i
słaby, nikt za to nie płaci, czytelnik też mniej narzeka, bo mu nie wolno, bo ma to za darmo. Nie ma
tego wielkiego, bolesnego bata – stąd taki stan rzeczy. Szczerze, sam bym w życiu nie
dopracowywał w takim pocie swoich artykułów, nie napisałbym żadnego De Profundis, gdybym
miał świadomość, że będzie to “aktualka”, która po kilku latach, przy jakichś przenosinach na inny
serwer, albo gdy ktoś zapomni zapłacić za domenę, albo z wielu innych powodów zniknie nagle i
ślad po niej wszelki zaginie. Pewnie nie ja jeden zauważyłem przez ostatnie lata, po zachłyśnięciu
się ogromnym rozkwitem twórczości sieciowej, jak krótkie jest życie dzieł żyjących na http. Wiele
z nich warto by utrwalić w papierze. Oczywiście, ma to w zamian wiele plusów, cóż, coś za coś.
Jak to jest? Napisałeś świetną grę. Jako jedyna z polskich chyba (nie sprawdzałem) została
przetłumaczona na język angielski. Była jedną z lepszych gier 2001. I nic. Pamiętam, że
pojawiło się trochę for, na których rozgrywano jakieś zabawy podobne do De Profundis. I nic.
Czemu ?
Heh, sam się do tego przyczyniłem, żeby deP się zdusiło – wypisując te wszystkie bluzgi pod
adresem nowego wciąż jeszcze wtenczas medium komunikacji, czyli sieci. O swojej niechęci do
wszelkiej rozmowy z anonimowymi idiotami, jakich niestety mnóstwo unosi się na falach internetu,
mógłbym pisać i mówić godzinami, ale koniec końców, to jak walka z wiatrakami – czasy się
zmieniają i kijem rzeki się nie powstrzyma. A wygoda, szybkość i tego typu wartości są dziś
bezkonkurencyjne, więc zamiast skakać z szabelką przed czołgi wypada się jakoś dostosować. No
ale wtedy byłem naprawdę uparty i z pełnym przekonaniem wykreślałem internet z kręgu godnych
mediów dla De Profundis. I to był główny błąd.
Druga rzecz, która przyczyniła się do skutecznego zduszenia deP to była nasza ówczesna (mówię o
naszym wydawnictwie) chaotyczność działań – nie lubiliśmy dwa razy robić tej samej rzeczy – iodnosiło się to niestety także do klasycznych działań promocji, marketingu i tym podobnych.
Jednym słowem nasze wydawnictwo było w gorącej wodzie kąpane, a zamiast doprowadzić coś do
końca, pilnować rozpoczętych projektów, zawsze rzucaliśmy się w zamian na nowe pomysły, które
pojawiały się w zastraszającym tempie. I tak po prostu z dnia na dzień olaliśmy pilnowanie
zapoczątkowanych sieci adresów, zajmowanie się De Profundis w ogóle, a robiliśmy już w
najlepsze – w sumie nie pamiętam co, może już Neuroshimę, albo kolejne numery Portali, może
wtedy były już na tapecie następne gry Nowej Fali, konwent Dracool, Władca Zimy, sam już nie
wiem, ale deP zostało gdzieś w tyle jako zrobione, odhaczone i zapomniane. A nie podlewany
kwiatek usycha.
No i trzecia rzecz. De Profundis miało samo w sobie ziarenko autodestrukcji, bo w tamtej postaci w
pewnym sensie było po prostu niegrywalne. Przeoczyło kilka problemów, które pojawiają się w
trakcie gry i skutecznie ją utrudniają, zniechęcając graczy. Nie podawało kilku koniecznych porad i
rozwiązań. To jest właśnie to, co dodaliśmy do nowej edycji – na podstawie doświadczeń z grą,
głównie tych negatywnych właśnie.
Sam prowadziłeś dużo korespondencji w formie De Profundis? Ile osób grało tak Twoim
zdaniem w tą grę, poza mną, moim znajomym i Tobą ?
Ze wszystkich graczy, jakich znałem (spora część z nich to byli moi znajomi i przyjaciele sprzed De
Profundis) ja sam byłem chyba najgorszym graczem - dlatego, że po napisaniu gry jakoś się
zablokowałem w tym temacie, nie czułem się już swobodnie korespondując z kimś, kto czytał deP i
miał świadomość, że gra z autorem – to było w moim odczuciu jakieś takie “nieteges”, ani to
śmieszne, ani fajne, po prostu popieprzone. O ile spokojnie mogę samemu grać w NS Hexa, to już
w deP, gdy muszę “czuć klimat”, cały ten balaścik totalnie odbiera mi możliwość wczucia się,
zapomnienia się w grze.
A ile osób grało? Pojęcia zielonego nie mam. Na pewno w innych krajach, gdzie deP wyszło spod
ręki bardziej doświadczonych wydawnictw, cała zabawa została rozkręcona o wiele mocniej i
lepiej, niż u nas w Polsce. My nie stworzyliśmy odpowiedniej i koniecznej bazy dla takiej gry u nas
w kraju.
De Profundis ukaże się po raz wtóry. Jakich zmian mogę się spodziewać? Ostatnie
korespondencje (takie aktywne w miarę) za pomocą tradycyjnej poczty prowadziłem chyba z
Wami tj. z Ignacym i Portalem właśnie w okolicach dwutysięcznego roku. Dzisiaj wszystko
odbywa się za pośrednictwem internetu, nawet nie wiem ile kosztuje znaczek. Sądzisz że jesteś
w stanie zainteresować jeszcze ludzi powrotem do kartki papieru i pióra, drogi na pocztę i
naklejenia znaczka? A może masz jakąś alternatywę, którą nas zaskoczysz ?
No i dokładnie, właśnie to zostało dodane do De Profundis – drzwiczki do grania przez sieć. Co
prawda, sam tekst gry nie został jakoś szczególnie zrewolucjonizowany i nadal można tam
wyczytać, jaki to pożółkły papier szlachetny, a internet do dupy, ale już na końcu dodany został
spory aneks, z czego część dotyczy wprowadzenia deP w XXI wiek (bo chyba taki już nam
strzelił?), czyli rozmienienia klimatu na kilobajty. Co do Twojego pytania – miałbym wątpliwości,
czy faktycznie udałoby się kogoś jeszcze zainteresować wysyłaniem klasycznych listów, zresztą w
obecnej sytuacji chyba nawet bym to odradzał – sam doświadczyłem, w jakim tempie i z jaką
niezawodnością obecnie działa nasza bezkonkurencyjna wciąż Poczta Polska.
Jeszcze co do zmian i nowości - główna część Aneksu to mocna dawka doświadczeń, porad i
rozwiązań kłujących problemów potencjalnych graczy deP, zebrana i napisana przez Cadracha
(cieszę się, że przy tej okazji go poznałem, bo mam od dawna na półce kolekcję jego wykwintnych
fanzinów o tematyce krwawo-rpg-owej pod szyldem “Vitus Cadaver”, zawsze się zastanawiałem,
jaki to pokręcony umysł musiał to wszystko poskładać w tak ekstremalny wytwór).
Ale nadal jest to De Profundis 1, czyli to podstawowe, tyle że w nowym wydaniu, z dodanym
patchem, żeby w końcu zadziałało, dodanym graniem przez sieć oraz poradami doświadczonego
gracza, który podobnie jak wielu innych natrafił w deP na problemy trudne do przeskoczenia.
A oczekiwania jakichś ewentualnych rewolucji i nowości powinny się raczej odnosić do czegoś, co może kiedyś powstanie, co roboczo nazywam De Profundis 2. Chciałbym to kiedyś doprowadzić do
końca – na pewno deP 2 przypominać ma bardziej zwykłą grę, taką z rzucaniem kostkami,
tabelkami, rysunkami, plus oczywiście wczuwaniem się w postać, ale z drugiej strony zawierać ma
trochę technik, za które mógłbym się nasłuchać poro jojczenia ze strony siewców idei czystego,
nieszkodliwego, niewinnego i świętoszkowatego RPG.
Wreszcie Samotnia - została potraktowana nieco po macoszemu – szykujesz coś dla
Samotników z Polski?
Celowo było to krótkie i po macoszemu. Po pierwsze, tej części nie dałoby się zamknąć w podobnej
objętości księdze, co pozostałe w deP. Po drugie, mniej więcej o tym właśnie pisałem powyżej,
wspominając o De Profundis 2. Ale mimo to chciałem już tam, w deP, zaznaczyć, że można
przenieść ciężar gry gdzieś indziej, trochę dalej, albo głębiej. Że to nie musi się kończyć na
wymyślaniu ciekawych przygód, historii i opisywaniu tego w listach, że można pójść dalej, poza
listy i larpy - i przenieść w miarę możliwości trochę świata Lovecrafta do nas. Świata HPL, czy w
ogóle oderwanego od codzienności, lepszego, albo straszniejszego, byle tylko bardziej
niezwykłego...
Zadam pytanie z innej beczki, niezwiązane z deP. Przed laty na ostatnich stronach Portala,
otwierając dział autorskich gierek napisałeś wymieniając rożnych autorów nazwisko Ursuli
Le Guin: że niby czemu nie zrobić gry osadzonej w Ziemiomorzu.
Minęło sporo lat. Masz bagaż doświadczeń związanych z RPG, a i ich tworzeniem również.
Twoje pomysły zawsze odbiegały od utartych schematów, co więcej niejednokrotnie
przełamywały je już na starcie. Moje pytanie brzmi: Podjąłbyś się stworzenia Ziemiomorze
RPG ? Na co w takiej grze trzeba położyłbyś nacisk ? Potrafiłbyś przełożyć Geda ścigającego
swój Cień na tabelki i rzuty kostką ?
Podjąć to bym się raczej nie podejmował z prostej przyczyny – w planach czekają na
“dokończenie” jeszcze dziesiątki gier, tak RPG, jak planszowych i innych, a nowe pomysły
pojawiają się codziennie. W dodatku gry to tylko jedna z wielu rzeczy, jakie chciałbym jeszcze
zrobić. Póki co, to by się po prostu nie zmieściło. Z tego swojego doświadczenia wiem jedno –
byłaby to po prostu ciężka harówa. Dopiero w trakcie tej harówki zaczęłyby się pojawiać pomysły,
dobre, czasem świetne, może jakiś wymiatający. Ale tak, jak tu sobie siedzę i stukam w klawisze,
nic genialnego na poczekaniu nie wymyślę. Ale wiem, że jak się za coś weźmie z nastawieniem na
tysiąc procent, to zrobi się to cholernie dobrze, i pomysłowo, i błyskotliwie w końcu, a jak jeszcze
zostanie trochę czasu na dopracowanie (tego zawsze za mało), to zrobi się rzecz genialną.
Dodam tylko ciekawostkę – w regułach magii, jakie stworzyliśmy dawno temu, na początku naszej
przygody z RPG, w naszej “autorskiej” grze fantasy (mieliśmy wspólną mechanikę, na której
sześciu MG prowadziło własne światy) jedna z dziedzin magii była oparta właśnie o magię z
Archipelagu!
No więc tak, dowiedziałem się, że nowe de Profundis ułatwi zabawę w sieci, będzie miało
“patcha” za sprawą którego stanie się bardziej grywalne. Aż tak dużo, albo aż tak mało.
Zdradź mi i osobom, które dotarły do końca dyskusji z Tobą największe plusy nowego
deProfundis. I kiedy możemy oczekiwać wznowienia ?
Główny plus (a dla niektórych może i minus) to taki, że znów, po kilkuletniej przerwie, będzie
można to cholerstwo kupić. Taki był główny chytry plan – po prostu wydać to znowu, bo się
skończyło lata temu. A zupełnie przy okazji wyszła sprawa, że “skoro już”, to można coś poprawić.
Planów i pomysłów na poprawki było sporo, wybraliśmy, co uznaliśmy za najważniejsze,
napisaliśmy to i upchnęliśmy na koniec podręcznika.
No i poza tym, co pisałem w powyższych odpowiedziach, w nowej edycji deP otwarły się nowe
możliwości jeśli idzie o uniwersum gry. Pierwsze wydanie kurczowo trzymało się Lovecrafta i
kilku innych autorów opowieści niesamowitych, którzy hołdowali kleceniu swoich książek z
samych listów, pamiętników, cytowanych artykułów itd. Teraz gracze sami, bardziej systematycznie, mogą wybrać, czy chcą zagrać w uniwersum Cyberpunka, fantasy, w jakiejś epoce
historycznej itd., są nawet podane gotowe przykłady takich konwencji. Ale podkreślam jeszcze raz,
że to nie jest żadne De Profundis 2, tylko nowe wydanie starego De Profundis z dodatkowymi
materiałami na końcu podręcznika.
Serdecznie dziękuje Tobie za udzielone odpowiedzi. Życzę żeby tym razem De Profundis nie
zatrzymało się wpół drogi i osiągnęło naprawdę duży sukces.
Dzięki! Zobaczymy, he he, jeśli nie, jeśli znów zdechnie w pół drogi, to może za następne 10 lat
wydamy trzecią edycję z patchem do grania na dragach, w zerowej grawitacji i w światach
wirtualnych.
Tagi:

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget