Michał Mochocki [Dzikie Pola]

Witaj kasztelanie krakowski, starosto bygdoski etc. etc. Jako żem jeno w połowie
małopolanin, w połowie ślązak, to z natury miemiemickich ślazaków pytań kilka zadam, które
w sukurs Waści przyjść nie przyjdą, ale mus taki.
"A cóż to mi za mus?" - chciałoby się powtórzyć za Rochem Kowalskim. Ale niech tam! Pytaj
Waszmość.
Przede wszystkim co Was skłoniło do wydania 2 edycji Dzikich Pól - system był traktowany
po macoszemu przez uprzedniego wydawcę, słabo sprzedający się etc?
Pierwsza edycja wyprzedała się całkowicie, trzeba było, albo zrobić dodruk, albo napisać
nową wersję. Uradziliśmy napisać nową, ponieważ bogatsi o kilkuletnią eksperiencję z
Panami Graczami, mogliśmy stworzyć grę lepiej odpowiadającą oczekiwaniom.
Ponoć ma ukazać się dodruk do drugiej edycji, nie będzie już tylu błędów co w pierwszym druku?
Ano, prawda. Poprawiona wersja podręcznika od wielu miesięcy jest gotowa i czeka, aż wydawca
przekaże ją do drukarni. Wszystko, jak zwykle, rozbija się o pieniądze.
Swego czasu byłeś filarem Dzikich Pól w Polsce, by przypomnieć tylko Twoje Staropolskiego
Pierdoły Gawędy, Kwartę i scenariusze z MiMa. Co się stało że zaniechałeś wspierania tego
systemu?
Dwie rzeczy. Po pierwsze, okrutny brak czasu. Przez ostatnie lata nieustannie borykam się
jednocześnie, z pracą naukową, zarobkową i organizacyjną, nie jestem w stanie regularnie pisać do
Dzikich Pól. A po drugie, nie mam motywacji, ani ze strony wydawcy, ani czytelników. Pierwsze
pokolenie Panów Graczy zestarzało się i przestało udzielać na Dzikich Polach, a nowych graczy na
Sejmiku bywa ledwie kilku. Nie bardzo jest dla kogo pisać, nawet gdybym miał czas. Działań na
polu Sarmacji nie zaprzestałem bynajmniej, ale przeniosłem w sferę żywej rekonstrukcji historii.
Jak więc widzisz przyszłość dla DP? Nadal będzie tak jak jest, czekacie na inicjatywę młodych
Panów Braci?
Raczej nie ma na to szans. Parokrotnie próbowaliśmy wciągnąć Panów Graczy w internetowe
inicjatywy i nie było zadowalającego odzewu. Tym bardziej trudno liczyć na Ich inicjatywę. A
ściślej mówiąc: trudno liczyć na zrealizowanie jakiejś inicjatywy – świeże pomysły, owszem,
czasem się pojawiają, ale nieodmiennie jest to słomiany zapał, który wkrótce zanika. Ot, choćby
Waszmościny cykl Listów z Nowego Świata – jeden tekst jest, a drugiego ani widu, ani słychu.
Albo Konfederacja Świętego Krzyża, która planowała szeroką działalność na Swawolnej
Kompaniji, potem poprztykała się z Artutem i zapowiedziała niezależną (lepszą!) stronę Dzikich
Pól – i też chyba skończy się na zamierzeniach, bo parę miesięcy minęło, a efektów dotąd nie
widać. Tak też widzę całą przyszłość Dzikich Pól - ogólna martwota, z rzadka ożywiana
krótkotrwałymi akcjami pojedynczych osób.
Gwoli sprostowania odnośnie Listów... ja wrzuciłem na swój blog kolejny, jednak
zainteresowanie nimi jest tak znikome że... nie chce mi się nic w tym kierunku robić, pisałem
zresztą o tym.
I tak samo to wygląda od strony autorów Dzikich Pól. 
Na temat przepychanek Artuta i Valkirii się nie wypowiadam, bo mnie nie interesują internetowe zajazdy.  Zdaje mi się, że brakuje charyzmatycznej osobowości, jaką byłeś Ty Waszmość Panie za czasów Kwarty i Portala. Ale wróćmy do pytań... Zupełnie niezrozumiałym jest dla mnie niszowość szlacheckiej gry fabularnej Dzikie Pola. Mieszkamy w kraju nad Wisłą, gra opowiada o najwspanialszych czasach jego historii, w bibliotekach i księgozbiorach mamy niesamowitą bazę podręczników historycznych, źródeł do tej gry, a jednak Dzikie Pola są drugorzędne na polskim rynku. Jak wytłumaczyć "fenomen tego zjawiska"?
Dzikie Pola są systemem, który stawia pewne wymagania. Wymaga mianowicie, choćby
podstawowego zainteresowania historią i odrobiny fantazji szlacheckiej. A jedno i drugie jest rzeczą
rzadką w naszym plebejskim narodzie, zwłaszcza w młodym pokoleniu, które lubi tylko rozrywkę
łatwą i niewymagającą. Największą popularnością cieszą się gry "dla każdego", czyli takie, przy
których nie trzeba mieć żadnych zainteresowań i żadnej wiedzy poza pobieżną lekturą podręcznika.
Fani niejednokrotnie na oficjalnym forum Dzikich Pól podnoszą lament "..kiedy dodatki...".
A tu ani widu, ani słychu. Nawet nie słyszałem, abyście chcieli wznowić stare dodatki: Ogniem
i mieczem etc. Można się spodziewać czegoś w najbliższym czasie?
Na pewno nie w najbliższym, a to z przyczyn, o których dopiero co mówiłem. Oczywiście jest to
błędne koło: wydawca nie jest skłonny inwestować w publikacje, za mało jest graczy-nabywców -
ale nowych graczy nie przybędzie, skoro w sprzedaży nie ma podręcznika. Czekamy na dodruk.
Uczestniczyłeś w wielu sarmackich LARP-ach. Który z nich uważasz za najbardziej udany?
Możesz pokrótce opowiedzieć co się na nim działo?
Chyba najmilej wspominam LARP wojenny, który organizowałem na Dracoolu 2001 w szkolnej
piwnicy. Gracze siedzieli w ufortyfikowanym obozie wojsk koronnych, otoczeni przez
przeważające siły kozackie - czyli motyw Zbaraża, chociaż nie używaliśmy tej nazwy.
Zrealizowaliśmy tam kilka znakomitych koncepcji, np. ucharakteryzowaną postać Śmierci, która
przy każdym szturmie grała w kości o życie żołnierzy. Polegli żołnierze przechodzili na drugą
stronę wałów i wcielali się w atakujących Kozaków, dzięki czemu rzeczywiście co noc ludzi w
"okopach" ubywało, a przewaga liczebna Kozaków była coraz lepiej widoczna. Za posła
kozackiego robił student filologii słowiańskiej, który biegle władał ruską mową - gracze oniemieli z
wrażenia, bo to była niespodzianka. Poza tym mieliśmy prawdziwe obozowe suchary oraz podłą
gorzałkę rozcieńczoną wodą. I mnóstwo młodzieńczego zapału, tym bardziej, że był to pierwszy
LARP DP z inną fabułą, niż biesiada w karczmie.
Skoro mówimy o Zbarażu i Kozakach - Twoja ulubiona postać z Trylogii?
Nie będę oryginalny i powiem, że Zagłoba, a to ze względu na wielką fantazję i humor.
A historyczna persona z XVII w?
Najwięcej sobie cenię hetmana Żółkiewskiego, który jako jeden z nielicznych łączył w sobie
geniusz wojskowy i polityczny, nie będąc przy tym ani okrutnikiem (co częste u dowódców), ani
cynicznym łajdakiem (co jeszcze częstsze u polityków).
Jeździcie dalej po szkołach i kultywujecie sarmacką tradycję wśród młodzieży? Jak wyglądają takie spotkania? I w jaki sposób można Was zaprosić?
A i owszem, jeździmy. Taka "żywa lekcja historii" poczyna się od opowiastki o specyfice
Rzeczypospolitej Obojga Narodów i kultury sarmackiej, następnie prezentujemy polski kostium
szlachecki i uzbrojenie, a później pokaz fechtunku szablą i rapierem. Zwykle bierzemy też do nauki
paru chętnych, którzy na oczach publiki wprawiają się w machaniu orężem. Zaprosić można
telefonicznie lub mailowo, kontakt jest na stronie WWW Kujawskiej Braci Szlacheckiej. Ale czasu
wolnego nie mamy w nadmiarze, więc na podróż poza okolice Bydgoszczy, trudno będzie nas
namówić.
Zdaje się, że pracowałeś przy Zabić Szczura, dodatku do Neuroshimy. Co to była za praca i
czego dotyczyła?
Napisałem go w całości.
Zabić Szczura było jedynym dodatkiem jaki dotychczas napisałeś? Pomijam opracowania w
pismach.
Jedynym, jaki opracowałem sam. Poza tym pisałem fragmenty opisu Novigradu do Białego Wilka,
który był niby to pismem, a de facto dodatkiem do Wiedźmina.
Zajmujesz się tłumaczeniami Dungeons & Dragons dla Isy. Ile to już podręczników było?
Kilkanaście? Kilkadziesiąt ? Która część pracy tłumacza gier RPG jest najtrudniejsza?
Kilkanaście, jak sądzę. Do dwudziestu, jeszcze nie dobiłem. Anglojęzyczne podręczniki RPG
pisane są prostym, komunikatywnym stylem, więc od strony językowej nie stwarzają żadnych
trudności. Ale przy przekładaniu zdań na polski często powstają kalki językowe - dlatego
największym zadaniem jest korekta stylistyczna. Trzeba przeredagować zdania tak, żeby po polsku
brzmiały zgrabnie, a nie koślawo.
Na jednym z for poświęconych D&D znalazłem listę błędów w tłumaczeniu, zawierała kilkaset
(!) różnych błędów, powiedz skąd się biorą takie bugi i w takiej ilości? I skąd się biorą takie
kwiatki jak "Ukradkowy Atak" (w wersji oryginalnej Sneak Attack)?
Wiele z tych błędów to literówki, pomylone nazwy i pomylone liczby. Po części, wynika to z
nieuwagi tłumaczy. A po części, z ogromnej liczby danych. Słownik nazw do D&D - nazw
potworów, czarów, miejsc, zdolności etc. - dla polskiego tłumacza w tej chwili liczy około 200
stron w Wordzie. Wiele nazw jest podobnych i nawet mimo wytężonej uwagi, co jakiś czas zdarza
się pomyłka. Tak samo, gdy trzeba przepisywać kolumny i tabele zawierające setki liczb - co jakiś
czas przydarza się "błąd ludzki", a ponieważ w D&D takich liczb są tysiące, błędów także wynika
niemało. Błędów nie unikają nawet oryginalne, angielskie podręczniki, gdzie nad spójnością i
korektą pracuje cały sztab ludzi.
A cóż złego w "ukradkowym ataku"? Wszak to gra RPG - tutaj nazwy muszą być praktyczne
(krótkie, zrozumiałe), a niekoniecznie pięknie brzmiące. Choć, to wiem, że w edycji 3.5 nazwę
"ukradkowy" przemieniono na "podstępny". Ale wielkiej różnicy dla mnie to nie czyni.
Da się wyżyć w Polsce z tłumaczeń tekstów RPG?
Można – przy systematycznej, rzetelnej pracy.
Przejrzałem właśnie Twoją pracę doktorską - tak mi coś się wydaje że obok Jerzego Szeji,
tylko Ty będziesz doktorem w Polsce, który bronił tytułu omawiając gry fabularne. Ile czasu
zajęło Tobie, napisanie tak szerokiego opracowania i powiedz Czytelnikom czego ona
właściwie dotyczy?
Kolejny doktorat RPGowy szykuje się u Agaty Zarzyckiej we Wrocławiu. Gdyby liczyć daty, od
początku do końca moich prac nad doktoratem, byłyby to dwa lata. Ale to fikcja, bo przez
większość owych dwóch lat zajmowałem się czym innym. Jeżeli zsumować czas rzeczywistej
pracy, którą na to poświęciłem, byłyby to dwa miesiące badania tekstów źródłowych i dwa miesiące
pisania rozprawy doktorskiej. Jest to monografia scenariusza RPG, jako gatunku prozatorskiego,
opracowana na podstawie badań 303 scenariuszy - wszystkich, jakie ukazały się w Magii i Mieczu,
Portalu i Gwiezdnym Piracie do końca 2003 roku, co uważam za grupę reprezentatywną dla całości
gatunku. Sprawdzam, co w polskich scenariuszach jest typowe, a co marginalne, czy można je
uznać za teksty literackie, jaka jest popularność poszczególnych konwencji i motywów, jakie
tendencje rozwojowe widać na przestrzeni dziesięciu lat - ot, zwykła robota literaturoznawcy, choć
na nietypowym materiale.
Ponad 300 streszczonych scenariuszy, toż to nieporównywalnie większa praca niż my na Polterze zrobiliśmy z prehistorią RPG w Polsce. I zaręczam Czytelnikom, że nie są to
streszczenia typu "fajny scenariusz grozy z Cthulhu w roli głównej". To tytaniczna praca,
dodatkowo dla jednej osoby! Takiego zestawienia nikt nigdy nie pokusił się nawet zrobić...
Zamierzasz opublikować swoją pracę doktorską?
Coś z niej na pewno opublikuję. Na pewno nie będzie to wersja książkowa – żaden wydawca na to
nie pójdzie, chyba że z ogromnymi skrótami. Myślę, że najlepsza byłaby wersja elektroniczna, z
wyszukiwarką i programem umożliwiającym konfigurację „Tabeli Zbiorczej”, według zawężonych
kryteriów – np. wyświetlając dane dotyczące tylko jednego systemu RPG, albo tylko jednej
odmiany gatunkowej. Na razie się tym, jeszcze, nie zajmuję. Najpierw trzeba pracę obronić, dopiero
potem publikować.
Rozmawiałem z Tobą niejednokrotnie na temat pisma eRPGowego w Polsce. Nie tak dawno
poddał się Gwiezdny Pirat. Nie ma na rynku już żadnego pisma o grach fabularnych, myślisz
że teraz, w dobie Internetu, nadejdą jeszcze czasy dla papierowego magazynu?
Bardzo bym sobie tego życzył, ale nie sądzę, żeby to życzenie miało się spełnić.
Jakąś arcyzabawną facecję czytałem, z Twoją córką w roli głównej, podczas jakiegoś
spotkania szlacheckiego, tylko mój łeb skołotan niczym to koło młyńskie i zapomniałem o co w
niej chodziło, przypomniał byś Waszmość ją Czytelnikom?
A i owszem, przypomnę. Zdarzyło się, gdy miała sześć czy siedem lat, że się wziąłem za
korygowanie błędnej reguły gramatycznej, która Pannie Córce została z lat przedszkolnych.
Chodziło o tryb przypuszczający i słówko "by", które lokowała zawsze osobno od czasownika
("chciałam by" zamiast „chciałabym”). Dziecko wysłuchało krótkiej lekcji, pomyślało chwilę, po
czym odpaliło cytatem z Zemsty:
"Co on sobie tylko, proszę, mógł do tego BY upatrzyć – ten tata. Ot, krzyż Pański! A ja znoszę."
I na koniec... dla starszych czytelników... cóż Waść teraz popijasz, jaki zalecisz nam trunek na
biesiady?
Odkąd skosztowałem domowych trunków z piwniczki JMci Pana Podkomorzego Kujawskiego,
twierdzę, że nie masz to nad wino i miód z własnego nastawu. Akurat wczoraj przywiozłem z
działki wiadro porzeczek, zasięgnąłem instrukcyj u Pana Podkomorzego i sam zaczynam się parać
tą sztuką.
Życzę tedy miłego bulgotu w piwniczce i oby nam nastały lepsze czasy dla Szlachty Koronnej.
Tagi:

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget