Michał i Ewa Markowscy [Klanarchia]

Kiedy planowałem wydanie drukiem wywiadów, które przeprowadziłem, pomyślałem że dobrym zabiegiem będzie wzbogacenie tychże rozmów o odpowiedzi autorów po latach. Jedne z takich pytań zadałem Furiathowi i jego małżonce.

Po latach zapytałem małżonkę Furiatha -Senmarę, o to jak wyglądał okres w domu kiedy “pisała się” Klanarchia.
Która część Klanarchii była Twoim pomysłem lub powstała dzięki Twoim sugestiom? Wydawało mi się po prostu, że jako miłośniczka horrorów, musiałaś mieć jakiś wpływ na kształt gry.

Czytałeś Historię Lisey? To tak samo, zwłaszcza w kwestii powrotów z innego świata. No i bez śmierci i popaprania w rodzinie bo jak dotąd wszyscy żyjemy i mamy się świetnie :)

Michał pisał odkąd go znam i to, że utknął w Klanarchii to nie jakieś odstępstwo od normy.  Miałam swoje zajęcia, coś tam pisałam no i doceniałam faceta, który nie marudzi, że całymi dniami czytam i gram. Co prawda w okresie wzmożonego pisania/składania/redagowania itp cierpiały nasze kontakty towarzyskie, ale miałam alarmowe hasło: skarbie, jeśli pójdę sama i na tę imprę, to pomyślą, że się rozstaliśmy i znów będą mnie podrywać dziwni kolesie. To odrywało Furiatha od komputera na jeden wieczór.

Organizowałam też spotkania rodzinne, przypominałam o urodzinach i czasem wbrew sobie decydowałam "nie, w wigilię nie testujemy nowej mechaniki".

Bywało, że wstawałam w nocy, żeby rzucić okiem na grafikę i powstrzymywałam Michała od rękoczynów, gdy otrzymywał e-maile w stylu: ale ja nie wiem, jak narysować... W trakcie dnia wymagał odpowiedzi na gg od razu i walić to, że jestem w pracy. On właśnie pisze i potrzebuje innego spojrzenia.
Ale serio, mąż, który jest twórcą erpegów to skarb: oprócz oczywistego lansu (który spływa nawet na nic nie tworzącą żonę), to nie trzeba go zabawiać i nie ma pretensji o te 300 godzin w Skyrimie, Diablo czy utknięcie w Mrocznej Wieży na całą noc.

Jako gracz, no, przyznam, że mam trochę pretensji. A to głównie dlatego, że od lat nasze granie jest przyporządkowane testowaniu. Nie ma zmiłuj, nie ma 30 sesji z jedną postacią. Przeglądając swoje cmentarzysko postaci widzę kolejne mechaniki, zmiany na karcie, klany, archetypy. Bo trzeba coś przetestować, ocenić. Rety, czasem mam ochotę dopisać gdzieś z tyłu podręcznika: testowane na naszej ekipie.

Raz czy dwa strzeliłam focha - gdy Furiath bez litości wyciął interiory i pozmieniał śnienie. Potem się przyzwyczaiłam.

Za to wielkim plusem dla jest to, że Klanarchia jest systemem dla kobiet bez odnośników, że to słabsza płeć i czymś tam nie mogą grać. Sądzę, że wpływ na to miała także moja obecność na sesjach, bo skoro gramy, to wszyscy razem.

Mój wkład? Niewielki. Konsultował ze mną grafiki, kilka pomysłów jest moich, np. zasugerowałam, żeby jedna z postaci na rysunku miała twarz Michała. Napisałam kilka tekstów fabularnych. Ja sama świetnie się sprawdzam w podejmowaniu decyzji, gdy on nie wie, czy ma być A czy B?

Furiath bywa strasznym despotą i tu uwaga do przyszłych potencjalnych współpracowników: w obszarach projektowych praktycznie zawsze ma rację i o tym wie.
I pytanie do Michała:
Udało ci się opublikować najlepiej wydaną grę polską.  I... ani widu ani słychu o wersji angielskojezycznej. Zerowe wsparcie (pomijając Klasztor) a wspominałeś że to jak dziecko.

Najpierw o tym wsparciu.

Moje wsparcie było takie, że przez rok wypromowałem tak Klanarchię, że była niesamowitym bestsellerem premierowym. Przygotowałem grunt pod napisanie masy dodatków i przygotowałem wszystko, aby było gotowe na premierę w roku największej posuchy RPGOwej w Polsce i to przed świętami. Wiedziałem, że do urodzenia mojego dziecka, będę ostro mógł wspierać projekt własnymi tekstami, pisząc dodatki, felietony. Wynegocjowałem z QW specjalne kości do gry, a potem jakieś zastępcze, gdy spalił im się magazyn blisko premiery. Dla dodatków miałem gotowe tytuły i wiedziałem, co będą zawierać (pisanie dodatku, jeśli wiesz, co ma w nim być to dla mnie jest już przyjemność).

Premiera została przez wydawcę przesunięta na ten sam miesiąc, w którym rodzi mi się dziecko. Przy premierze wrzało,czułem, że oto jest system, który wielu wyczekiwało,mamy dobre recenzje, wiele osób się aktywizuje. I trzy tygodnie później dostaję wiadomość od wydawcy, że nie planuje dodatków. To jak informacja dla wypuszczonej podstawki bitewniaka, że dalszych figurek nie będzie... To znaczy że nic, co zostanie napisane do Klanarchii nie zostanie wydane drukiem. Jestem realistą, rynek ebooków w Polsce nie istnieje. Wraz z grupą miłośników systemu, zaczynamy prace nad materiałami pomocniczymi (chociaż mi w głowie kołacze, że nigdy nie zostaną wydane drukiem): publikujemy w pełnej profesce (layout, ilustracje, treść) technoklanyckie manewry bojowe, archetyp szturmowca, snajpera, chorążego soldackiego, nazwy klanów, materiały o egzopancerzach, artykuł o rupieciarstwie, tekst o machinach, soldackie manewry i dodatkowy sprzęt. Z ilustracjami od Mariusza (rysownik oryginałów) lub zrobionymi fanowsko przez miłośników. Skład zapewnił nam Triki, pełna profeska, jak wersja podstawki. Dodatkowo porozumiałem się z wydawcą, aby wydać przygodę, którą napisałem Szarpane miasto, której powstawanie widziała grupa wsparcia na wewnętrznym forum. I po roku, byłem wypruty. Czułem, że robię na dwa etaty - autora i wydawcy, o życiu prywatnym i zawodowym nie wspominając. I wtedy się wycofałem, postanawiając w przypadku Klanarchii być autorem - oddając działkę promowania, zapotrzebowania na nowe materiałów, konkursy, prelekcje i ogólnie ten obszar właściwemu wydawcy, który posiada licencję na tę grę. O ile mnie pamięć nie myli, to od wtedy fani Klanarchii zaczęli wypominać, że temat systemu całkowicie ucichł.

Jest taki wywiad z Sapkiem, gdzie pytający drąży o to, jak będzie wydana jego następna książka, czy będzie ebookiem itd. [ link:  http://legalnakultura.pl/pl/czytelnia-kulturalna/rozmowy/news/1414,moda-na-bycie-glabem ]

Sapek odbija:
"Pytanie kieruje Pan pod zupełnie niewłaściwym adresem. Ja książki piszę. Wydaje je i o sposobach wydawania decyduje kto inny, mający swą własną politykę i realizujący ją według własnego najlepszego rozeznania, w sposób najkorzystniejszy dla swej firmy. Do owej polityki nie wtrącam się pryncypialnie."

Teraz odnośnie rozwoju:

Uwielbiam wyzwania. Mam wizję, jak powinien wyglądać nowy podręcznik, jaki podręcznik do gry chciałbym mieć i jaki byłby dla mnie najbardziej użyteczny. Jest ona na tyle inna, niż wydają je inni, że wymaga ode mnie masy pracy i znalezienia współpracowników (głównie grafików), ale też programistów. Chciałbym odejść od podręczników wypełnionych maczkiem informacjami na rzecz takiego podręcznika, który będzie dla gracza niesamowitym fanem i inspiracjami.

Tym razem już nie zadowoli mnie sama publikacja systemu, ale odpowiednie wsparcie powydawnicze, dbałość o linię. Mógłbym to finansować sam, ale wtedy znów robię na dwa etaty, zamiast głównie skupiać się na pisaniu materiałów. Nie siadam do poważnych rozmów o partnerstwie  dopóki nie będę miał gotowych 4 dodatków. Chcę mieć gwarancję, że wyjdą w ciągu roku. Najtrudniej będzie tym razem znaleźć partnera, z którym to zrobię na warunkach zapewniającym od razu życie całej linii.

Świat Klanarchii nieco uproszczam, aby łatwiej było go ogarnąć, śmielej wejść do gry, ale bez żadnych rewolucji. Odchodzę od horroru na rzecz konwencji bardziej techno-fantasy i rozpinam większą kurtynę tajemnicy nad tematami magii, upiorów. Zbyt dokładne opisanie tych tematów zabiera tajemnicę i ładuje w świat niepotrzebne treści. Wole te miejsca wypełnić lokacjami, przykładowymi klanami i mięsem.

Robię również gwałtowny odwrót od modnej u nas koncepcji designerskiej "graj mechaniką" w kierunku "szalej swoją postacią", mechanikę przykleimy pod deklaracje po fakcie. Zdałem sobie sprawę ostatnio, że gram w tak fajowe planszówki i gry komputerowe, że jedyna zaleta gier fabularnych, która przeważa jeszcze nad tymi formami rozrywki, to właśnie spontan odgrywania i deklaracji, robienia postacią, czego się chce, a nie co się mechanicznie opłaca. Zdecydowanie całość projektuję w tym kierunku.

Nie odpowiedziałeś mi o wersję angielskojęzyczną przed rokiem, deklarujesz wydanie takiej w przypadku Clanarchy 2? 
Tak, gdy uporamy się ze składem i grafikami, wyjdzie najpierw wersja polska potem anglojęzyczna.

Każdy kto coś robi, projektuje cokolwiek skrywa te najcenniejsze pomysły głęboko i wyciąga je niczym Jokera, atut w grze w najdogodniejszym momencie.
Miałem masę pomysłów i Ty zapewne także, bo wydaje mi się że naszą cechą wspólną (moją i Twoją) jest to ciągłe zadawanie sobie pytań: co by było, gdyby? (o których wspominałeś mi przed laty). Wtedy pomysły znajdują się same.  
Miałem foldery opatrzone jako “Nowe Odważne Pomysły” i tam skrywałem pomysły, które później okazywały się niekoniecznie innowacyjne.
I tu clou, Twój obecny pomysł na nową Klanarchię tkwi w graphic rulebook (analogicznie do graphic novel). 
A Ty ten atut wyrzuciłeś ot, tak. Przecież mogłeś spokojnie zagrać niższą kartą.
Nie wierzę w błąd, niedopatrzenie - promocja pierwszej edycji Klanarchii była przemyślana. Przecież ktoś może Twój pomysł wykorzystać na Zachodzie na tego typu publikację zanim Ty to zrobisz.

Hej, nie robię biznesu z RPGa. Jak ktoś tak zrobi grę, to będę się cieszył, że mój pomysł okazał się inspirujący. Zobaczę wtedy w praktyce jak działa taka gra i co można poprawiać. Pamiętajmy, że pionier jest eksperymentatorem na własnej skórze, może lepiej być tym drugim. Realizacje RPGa jako graficzna instrukcja wymaga zmiany postrzegania podręcznika – odmitologizowania ich jako książki, dzieła pisanego, encyklopedii nowych światów. Zmiany zawsze wiążą się z hejterstwem i łatkami „gra dla przygłupów” „obrazki mają zastąpić treść”, „dziękuje – czytanie nie sprawia mi problemu”. Aby zrozumieć ten mechanizm przypomnijmy sobie ile kontrowersji wzbudzają w miłośnikach książek tradycyjnych ebooki. Mnie hejt powiewa, bo jestem aktywnym uczestnikiem Internetu i wiem, na jakiej zasadzie działa - ale wielu dużych i poważnych wydawców nie podejmie takiego projektu, bojąc się zrażenia klientów. Drugą sprawą – takie wydanie wymaga masy ilustracji. Korporacja za każdą z nich musi zapłacić spore pieniądze – stawki grafików dla bogatej korporacji są wyższe, niż taki Furiath prosi grafika o parę grafik do swojej gry, którą robi z pasji, nie dla zysku. Czyli taki produkt dla zachodniego wydawcy to wielka inwestycja kasowa w kontrowersyjnej formie. Niewielu zechce zaryzykować swoimi stołkami, aby wydać coś takiego.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget