Ludzie luźni czy grupa awanturników

"Lament różnego stanu ludzi nad umarłym kredytem"
Jednym z największych andronów w grach fabularnych, osadzonych w realiach przypominających Europę schyłku średniowiecza, jest grupa awanturników. Drużyna zbrojnych swobodnie przemieszczająca się po kraju, wędrująca od wsi do miasta, od miasta do stolicy i z powrotem. Sądzę, że jej żywot byłby niezwykle krótki, a co najwyżej na tyle barwny, że powstałoby kilka opowieści niczym o Janosiku, czy innym Rabin Hoodzie i ich kompanach.
W swych domysłach pomijam gry pokroju Warhammer, by nie wspomnieć o światach zupełnie oderwanych od rzeczywistości, które z realizmem mają małowiele wspólnego.
Encyklopedia PWN takich „poszukiwaczy przygód” definiuje następująco:
ludzie luźni: hultaje, ludzie swawolni, włóczęgi, wałęsy, wagabundzi, w Polsce od XV do XVIII w. ludzie bez majątku, stałego zajęcia i miejsca zamieszkania, niebędący w stosunku zależności osobistej; rekrutowali się przeważnie ze zbiegłych chłopów, także spośród biedoty miejskiej, stanowiąc element kryminogenny.
Warto zauważyć, że nie dotyczy to tylko ludzi luźnych z Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a całej Europy. Pisał o nich np. Bronisław Geremek w Ludzie marginesu w późnośredniowiecznym Paryżu. XIV-XV wiek; Hanna Zaremska w Banici w średniowiecznej Europie i wielu innych autorów. Przykładem może być znany szerzej członek przestępczej organizacji les Coquillards François Villon, wybitny średniowieczny poeta. Ów złodziejaszek za użycie noża w bójce trafił do więzienia, po uwolnieniu zaś zbiegł z Paryża i niecały rok później słuch o nim zaginął.

Oczywiście w przygodach nie występują stereotypowi ludzie luźni, którzy uciekali z różnych przyczyn z miejsc zamieszkania i pracy, lecz persony, które od początku obrały taki żywot, wyposażyły się w swej historii w bronie, nierzadko zabronione w adekwatnych czasach historycznych. W sytuacji, gdyby w okolicy pojawiła się tak uzbrojona banda, wieść raczej szybko by się rozniosła, a zwierzchnik sprawujący władzę na danym terenie za taką grupą wysłałby lokalne siły zbrojne, czy to w postaci milicjantów, czy innych drabów. Jeśli dobrze pamiętam, w Polsce występowała nawet nagroda za schwytanie człowieka luźnego, więc i inni byliby zainteresowani schwytaniem takich „bohaterów”. W przypadku niespokojnych czasów (czyli np. Imperium A.S. 2512) uzbrojeni awanturnicy traktowani byliby prawdopodobnie jak inne zagrożenia, czyli np. mutanci i raczej powieszono by ich na pierwszej lepszej gałęzi, niż starano się zapewnić im sprawiedliwy proces.

Lokalny władyka zazwyczaj mógł sobie korzystać do woli z tak schwytanej persony, wykorzystując ją np. do pracy na roli, do czasu, gdy nie upomniał się o nią „prawowity właściciel”, czyli np. szlachcic bądź rzemieślnik, któremu ów zbieg podlegał.
Podobne prawo imperialne dotyczy np. łodzi, a przedstawione było w Śmierci na rzece Reik, gdzie bohaterowie znajdują na rzece opuszczoną łódź i mogą się nią posługiwać do czasu, aż nie odnajdzie jej właściciel.

Celowo tutaj porównuję człowieka luźnego, do przedmiotu materialnego, zbieg bowiem nie miał żadnych praw i traktowany był gorzej niż chłop i jemu podobni. Teoretycznie respektowanie praw przypominające te obowiązujące w ówczesnej Europie dotyczących wagabundów uniemożliwiłoby rozgrywanie większości przygód. Warto zwrócić uwagę na to, że w niektórych regionach ludzi takich obarczono dodatkowymi obciążeniami np. podatkiem.

Istniało jednak sporo dokumentów, które pozwalały na swobodne podróżowanie, począwszy od metryki, a skończywszy na paszportach.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget