Koszty wydawania RPG i tym podobnych pozycji

Czyli dłuższa korelacja pomiędzy mandatem za picie piwa pod CPN, 

a wydawaniem gier fabularnych

Zawsze zdawało mi się, że warto czytać publikacje, w które autor zainwestował coś namacalnego, fizycznego i materialnego. Jeśli zapłacił np. za ilustracje czy druk oznacza, że wie co czyni i wie ile warta jest jego praca.
Wydawało mi się też kiedyś, że druk nobilituje. Potem pisma padały jak muchy.
Dziś po latach blogowania, publikowania w rożnych miejscach sieci i pismach mam zgoła odmienne zdanie.
Jednym kliknięciem w przycisk w prawym górnym rogu możecie ten tekst wydrukować. Ja jednym kliknięciem wysyłam ten tekst do Flipboard, który generuje mi magazyn w formie dogodnej dla tabletu, smartphone czy komputera.
W czasach kiedy prosumpcja ogarnęła RPG, uważam że nie nobilituje pisanie dla jakiegokolwiek portalu czy pisma. Nie pochwalam również pisania dla jakichkolwiek wydawnictw, ponieważ prawda jest znana od lat - zarabia ten kto kooperuje, a nie ten co treści kreuje. 
Jedyna rzecz, nad którą warto pracować to Twój kapitał społeczny. Jeśli tekst będzie wartościowy Google znajdzie go w każdej postaci czy to bloga, czy strony, czy w wersji elektronicznej .pdf czy zwykłego .doc. 
A więc czytelnik.

Jeśli chodzi o druk kilkoma kliknięciami myszki możemy wysłać plik .doc lub .pdf do drukarni, a po krótszym lub dłuższym czasie otrzymujemy upragniony nakład pachnący farbą drukarską (nie będę podawał linków do takich drukarni, bo bez trudu można je znaleźć w Google). 
Tak to niestety dziś wygląda - to całe wydawanie. O pardon! W Polsce do wydawcy pisze się per Wydawco, z dużej. Jak patrona z zamierzchłych wieków, bo to on robi łaskę tobie, że coś opublikuje gdzieś.
Wiele lat temu przeprowadziłem pewien eksperyment w Polsce (o którym można napisać kiedyś szerzej). Wysłałem anonimowo do wydawców typowy tekst erpegowy typowy z zapytaniem czy są zainteresowani jego publikacją. Nikt z ówczesnych wydawców nie raczył nawet podesłać "zwrotki", że takowy otrzymał.

Okazuje się, że to tylko sentyment sprawiał, że chciałem zostawić po sobie ślad w postaci papierowej edycji, w miarę dobrze wydanej itp.
Sentyment do druku i nic więcej.
Są jednak "pewne" wydawania koszta i na nich się skupię. Przejdę więc w końcu do sedna.

W ostatnich  latach pomyślałem sobie - wydam niektóre rzeczy. Tańszym kosztem, bo czasy takie nie inne. Czyli w formacie jakim raczyli nas w ostatnich latach wydawcy - B5 i sztywna okładka.
Poddałem korekcie teksty, które były redagowane na moim blogu w MiM i Portalu. Potem kolejne, łącznie nie wiem ile razy te teksty były poprawiane. Mogę uznać, że są w miarę dobrze poprawione.
Zamówiłem ISBNy i zacząłem kalkulować.
Jestem w uprzywilejowanej sytuacji, mieszkam w Anglii gdzie koszty prowadzenia działalności gospodarczej  są naprawdę minimalne. Moim zmartwieniem są grafiki i druk. Na prowadzenie działalności zarabiam ze sklepu. Wydrukowanie dwustronicowej książeczki, w dzisiejszych kiepskich standardach B5 (do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić)  to koszt oscylujący wokół dwudziestu złotych, przy jakichś stu, dwustu egzemplarzach.
Znajomy drukarz mówi mi, że sensowność jakiegokolwiek przedsięwzięcia to 1000 egzemplarzy. Nie sprzedam takiej ilości, muszę szukać innych rozwiązań.
Mogę skorzystać z druku w innym kraju, tym samym ograniczając jeszcze koszta, ale przy niewielkim nakładzie nie bardzo ma to sens. Mogę wykorzystać grafiki darmowe, przecież można znaleźć w internecie, trzeba poświęcić tylko na to czas i kontakty. Skład odpada, muszę to zrobić znów do it yourself.

Muszę zapłacić podatek i pewnie parę innych drobiazgów. Części nakładu mogę nie sprzedać.
Załóżmy że jestem pazerny i z każdego sprzedanego egzemplarza chcę zarobić 10 procent, czyli symboliczne 2 PLN za lata mojego pisania. Sprzedam dwie, trzy książki i mogę wypić dwa, trzy piwa przy CPN ze znajomymi.
Ale na mandat za picie alkoholu w miejscu publicznym, muszę już ich sprzedać pięćdziesiąt.
Ups.

Muszę też wysłać kilka egzemplarzy recenzenckich, kilka kosztem tytułu ISBN, kilka dla znajomych i kilka dla osób, które pomogły mi za darmo (korekta, redakcja, ilustracje).
Łącznie z 20 egzemplarzy.
Czyli na starcie nie dość, że zapłaciłem ponad dwa tysiące za druk muszę jeszcze doliczyć egzemplarze darmowe.
I jeszcze opłaty za wysyłkę. Ktoś musi to za mnie zrobić, muszę komuś postawić piwo za wysyłki i bieganie na pocztę w Polsce. Nie dam przecież towaru do dystrybucji sklepowi, który przez lata faworyzuje #fundom, bo czeka mnie podwyżka 30-35% ceny detalicznej. Taki sobie stworzył "erpegowy wirtualny EMPIK", więc ma.
Pamiętajcie, że nie mam horrendalnych opłat za działalność gospodarczą, ZUS, książki rachunkowe do działalności gospodarczej itp.

Koszt stu egzemplarzy książeczki formatu B5 (200 czarno białych stron) z kolorową okładką karto/powlekany błysk 250mg

Całkowita cena zlecenia : 1772.16 zł (+ 23% VAT)
Cena jednego egzemplarza : 17.72 zł (+ 23% VAT)
Szacunkowa waga - 37.5 kg
Szerokość grzbietu - 10 mm
Maksymalny termin realizacji :   3 dni robocze.
To przykład kosztów minimalnych, bo to moje teksty. Pal licho, że sprzeda się 50 egzemplarzy, a 20 rozdam. Mam na piwo i ew. mandat.
Tylko jak sprzedam 100 egzemplarzy np. tekstów do Dzikich Pól, czy tekstów almanachowych - kto w to gra i kto będzie czytał?

Zaryzykujmy więc w "nazwiska" i załóżmy, że opublikuję wywiady lub Karnawał Blogowy RPG. Osób wyłonionych do Antologii Karnawałowej było kilkadziesiąt. Podobną ilość wywiadów przeprowadziłem.
Przemilczę już stawkę autorską, bo nie stać mnie na wierszówkę. Musze napisać do wszystkich autorów i ich przeprosić za to, że daje tylko dwa egzemplarze autorskie i za to, że nie płacę. Faux pa na starcie wobec autorów, bo sorry, taki mamy klimat
Tnę koszta, mam nadzieję, że zrozumiecie. Przepraszam. 

Załóżmy, trzydzieści egzemplarzy dla tych osób z którymi robiłem wywiad lub pisały dla #KBRPG. 20 dla wszystkich, którzy w jakichś sposób pracowali przy tej książce.
50 egzemplarzy razy dwa. To ponad dwa tysiące dodatkowych kosztów. Jeśli będę sprzedawał z 10 % zyskiem będzie kiepsko.
Będę kapitalistą i zarabiał 50%, czyli dychę na egzemplarzu. Co mi tam. Sprzedam sto egzemplarzy po 30 PLN i będę na zero.
Przecież kupisz Czytelniku?
Kupisz?
I 99 innych?
Na pewno...
Chcę wyjść na zero, serio.
Obiecuję, że nie będę ci groził że się wycofam się na inny rynek, sępił golda i kazał dawać złotówkę od fana. Będę grał fair play wobec klienta. Ale i tak będzie faux pa, bo literówki i skład (te są zawsze). Produkt na starcie jest in minus materialnie i ja się czuje wewnętrznie źle - nie płacę autorom.

Dobra postawię wszystko na jedną kartę. Wydrukuję w nakładzie pięćset egzemplarzy hitu - różnica w cenie niewielka. Normalna inwestycja rozciągnięta w czasie kilku lat. Bądźmy dobrej nadziei - powinienem sprzedać.
Rozmawiałem ze znanym na całym świecie angielskojęzycznym autorem. Obecny na rynku prawie tyle co same gry fabularne. On doskonale wie jakie są realia rynku, nie weźmie nawet tak drogo, bo ukaże się to po polsku, nie angielsku.
Włączam kalkulator.

Koszt pięciuset egzemplarzy formatu A4 (300 czarno białych stron) z kolorową okładką karto/powlekany błysk 250mgormat A4, Lakierowane UV, błysk

Całkowita cena zlecenia : 13112.87 zł (+ 23% VAT)
Cena jednego egzemplarza : 26.23 zł (+ 23% VAT)
Szacunkowa waga - 390.6 kg
Szerokość grzbietu - 15 mm
Maksymalny termin realizacji :   9 dni robocze.
Zrezygnowałem z lepszego papieru, to oszczędność dwóch tysięcy złotych [15194.79 zł (+ 23% VAT)]. Przeznaczę je na reklamę, egz. recenzenckie itp. Grubo ponad 15 tysięcy za sam druk.
Aha, zapomniałem o profesjonalnym tłumaczu, i człowieku od DTP. Co najmniej raz tyle, jeśli poproszę i ubłagam znajomych. Foux pa. Będą źli bo firma od oryginału, będzie kontrolować ich pracę, tak jak CCTV twoje ruchy w LDN. Nie dlatego źli, że ktoś ich kontroluje, tylko za to, że za ciężką pracę płacę im niezbyt duże pieniądze.
Hipotetycznie załóżmy koszta minimalne 30 tysięcy, bez stawki autorskiej, licencji itp.

Wyłączył mi się kalkulator.
Jest taki zlepek słów w pongliszu, który dokładnie obrazuje zasadność wydawania czegokolwiek.
Fakingurwasziet.
Idę pod turecko-angielski sklep na piwo.
Nikt mi nie wlepi przynajmniej mandatu i nie będę musiał się martwić jak na niego zarobić.

PS. Nie dawajcie się ponieść fantazji, ze publikacje papierowe czy to elektroniczne gdziekolwiek i u kogokolwiek coś zmieniają. Czasami lepiej przeczytać myśli w locie wprost z bloga (niezależnie jaki rodzaj publicystyki uprawiasz). Pamiętacie jak wiele osób cytowało lub linkowało do HOW NOT TO RUN A GAME BUSINESS ?
Macie dobre treści, one same się obronią.
Nawet jeśli to ta publicystyka specyficzna ("erpegowe mięcho", czy scenariusze) papier ekonomicznie stał się martwy. W polskim języku, w przypadku niedużych nakładów na pewno. Przyzwyczajmy się do wersji elektronicznych i sprawmy ewentualnie, by te wersje elektroniczne były lepsze.
Jeśli ktoś chce wydrukować sobie konkretną pozycję, zawsze może to zrobić sam.
A jeśli ktoś znany w fandomie napisze Wam na prv: "odwalasz kawał dobrej roboty" - możecie golnąć sobie piwko. Pamiętajcie o wliczeniu w koszta ew. mandatu.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget