Granice i dokumenty

Poniżej znajdziecie garść informacji o granicach w XVII w. i dokumentach koniecznych w podróży. Te ostatnie z powodzeniem wykorzystywaliśmy również w pewnej kampanii w Starym Świecie.

Keine grenzen

Granice zazwyczaj bywały umowne i stanowiły je naturalne bariery, takie jak rzeki, masywy górskie, surowe skały bądź wąskie przełęcze itp. Samo przekroczenie granicy niekoniecznie oznaczało przejście do innego, odmiennego świata. Zazwyczaj przechodzenie z kraju do kraju odbywało się łagodniej i na przestrzeni kilkunastu, kilkudziesięciu mil. W taki sam sposób jak przekraczana jest granica językowa (vide Frugelhofen i La Maisontaal w Liczmistrzu, podróżowanie z Rzeczypospolitej na Śląsk w Dzikich Polach i powieściach Andrzeja Sapkowskiego z cyklu Boży bojownicy).
W wielu miejscach, które stanowią granice, sypano kopce graniczne o podstawie kwadratu, stawiano symboliczne bramy bądź kamienie graniczne opatrzone herbami, a także napisy wykute w kamieniu np. Donec totum impleat orbum*. Innym rodzajem znaczników granicznych bywały węgielnice, czyli narożniki – kładło się w nie węgle, potłuczone garnki lub cegły na znak, że pagórek nie jest przypadkowy. Sypaniem kopców granicznych zajmowały się komisje graniczne, określając tym samym charakterystyczne punkty. Nierzadko takim miejscom towarzyszyły legendy.
Na moście była zapora. Drogę zagradzała długa, solidna belka, osadzona na drewnianych kozłach. Przed nią i za nią stali halabardnicy w skórzanych, nabijanych guzami kurtach i kolczych kapturach. Nad zaporą ospale powiewała purpurowa chorągiew ze znakiem srebrnego gryfa.
– Co za czort? – zdziwił się Trzy Kawki, stępa podjeżdżając bliżej. – Nie ma przejazdu?
– Glejt jest? – spytał najbliższy halabardnik, nie wyjmując z ust patyka, który żuł, nie wiadomo, z głodu czy dla zabicia czasu.
– Jaki glejt? Co to, mór? A może wojna? Z czyjego rozkazu drogę blokujecie?
– Króla Niedamira, pana na Caingorn – strażnik przesunął patyk w przeciwległy kącik ust i wskazał na chorągiew. – Bez glejtu w góry nie lza.
– Idiotyzm jakiś – rzekł Geralt zmęczonym głosem. – To przecież nie Caingorn, ale Holopolska Dziedzina. To Holopole, nie Caingorn, ściąga myto z mostów na Braa. Co ma do tego Niedamir?
– Nie mnie pytajcie – strażnik wypluł patyk. – Nie moja rzecz. Mnie aby glejty sprawdzać. Chcecie, gadajcie z naszym dziesiętnikiem.
– A gdzie on?
– Tam, za mytnika sadyba, na słonku się grzeje – rzekł halabardnik, patrząc nie na Geralta, ale na gołe uda Zerrikanek, leniwie przeciągających się na kulbakach.
Andrzej Sapkowski Granica możliwości

Inna rzecz tyczy się granic miast. Te były bez wyjątku nadzwyczaj silnie strzeżone. Miast strzegły różnorakie fortyfikacje, czy to kamienne mury, czy potężniejsze obwarowania wedle szkoły włoskiej lub niderlandzkiej. Rzadko która miejscowość bez obwarowań posiadała prawa miejskie (a i tak mieszkańcy traktowali takie osady bez murów wedle swego widzimisię, czyli jako wsie).
Brama miejska była jednocześnie punktem kontroli ruchu: pobierano tam myto, a strażnik miejski decydował o losie podróżników. Niekiedy deponowano broń palną, sieczną bądź zabronioną prawem jak np. nadziak. W niektórych miastach granicznych (stanowiących niejako granicę pomiędzy krajami) zdarzała się surowa kontrola, cenzura (w tym nie tylko religijna). Sama rewizja bagażu pozostawała na długo w pamięci podróżnych i opisywana bywała w ich silvach i pamiętnikach.
Zdarzały się też miejscowości, gdzie notowano nazwisko i miejsce pochodzenia wraz z krótki rysopisem, cel podróży, miejsce noclegu każdego obcego, a nawet broń – kto i jaką wnosił. Dotyczyło to w szczególności uzbrojonych bądź podejrzanych grup o osobników (czyli postaci graczy). Codziennie sporządzano wykaz dla wszystkich bram miejskich. Dziennie spisywano nawet i 50 grup podróżnych w większych miastach.
Jednak i bramy miejskie można było obejść fałszywymi bramami (zwanymi też furtkami) lub zakamuflowanymi wyłomami w murach. Cena przekroczenia w ten sposób murów uzależniona była od konkretnych osób, sytuacji okoliczności, jednak najczęściej zależna była od przewinień wchodzącego.

Achtung! Passport, bitte!

By wyruszyć w dalszą podróż zagraniczną, dobrze było mieć ze sobą dokumenty np. paszport. Tu kwestią sporną jest, czy dotyczyło to też stanu szlacheckiego i duchowieństwa, niemniej jednak w wielu relacjach podróżnicy takowe posiadali. Najważniejszy jednak był list osoby polecający do ustosunkowanej osoby. Pozwalał on uchronić się przed podejrzeniami o infiltrację bądź agenturę obcych mocarstw. W okresach napięć kontrola graniczna podlegała prawom korupcji zmieszanej z bezprawiem, np. grożono konfiskatą mienia, jeśli podróżny nie zapłaci odpowiedniej kwoty.
By podróżny mógł wyruszyć w podróż, powinien mieć ze sobą co najmniej:
litterae genelaogiae – list pochodzenia, ew. dowód ślubnego pochodzenia;
metrykę i poświadczenie wolności osobistej;
list polecający, zapewniający bezpieczeństwo dla osób znaczniejszych w trakcie podróży. Odpowiednikiem dla cudzoziemców zdawałby się paszport (zaświadczenie, list dostojnika lub władz gwarantujący przejazd, bezpieczeństwo, pobyt, a zarazem protegujący daną osobę).
Jeśli wybierano się w bardziej odległe kraje, dobrze było posiadać:

  • Testimonium bonae conservationis, czyli zaświadczenie o dobrym prowadzeniu się, świadectwo moralności;
  • Libertację, czyli uwolnienie od wiardunków, czynszów, stacji etc.;
  • świadectwo zdrowia z poprzedniego miejsca pobytu;
  • zezwolenie na wyjazd;
  • bilet celny;
  • list polecajcy.

Wiadomo czynię yż ten Chudzyna któregom ya z cięszkiey pogańskiey niewoli wyzwolił idzie do Baru, za którym pilnie proszę, aby dobrowolnie tak przez landy imperialne, jako i koronne bez wszelakiego stanowania przejść mógł za tym moim listem który ręką własną podpisuję i pieczęcią oznaczam. Dat w Obłuczycy die… ręka własną podpisane.
Stanisław Golski Casstellan Halycki na Barze Starosta Poseł Wyelki Corrony
I na koniec ciekawostka związana z prawami miejskimi w samej Rzeczypospolitej i nie tylko. Różniły się one, podobnie jak ceny, miary, wagi itd. W każdym województwie bądź mieście mogły bywać inne (dziś Wikipedia wymienia 6 różnych typów praw miejskich). Mistrz Gry może zatem dowolnie sobie imaginować, które z dokumentów gracze muszą/mogą mieć w trakcie podróży.
Osobiście wykorzystywałem dokumenty we wspomnianej na początku kampanii jako nobilitację postaci graczy. Pozwalały one postaciom graczy na znacznie więcej, łącznie z tym, że w Middenheim otworzyli bramę miejską w nocy. Dokumenty pozwalały postaciom swobodnie podróżować, a także uchronić się przed wieloma kłopotami, jak np. niesłusznymi podejrzeniami, aresztowaniem itp. Wszystko zależy od odpowiedniego przedstawienia sprawy na sesji. Z jednej strony może to być katorga i uciążliwość dla graczy (dbanie o dokumenty i ich zdobywanie). Może to być też cała przygoda opowiadająca o perypetiach związanych ze zdobyciem odpowiednich dokumentów (jak w naszym przypadku: owszem otrzymasz ode mnie paszport, jeśli…). Może to też być zaszczyt, jak wspomniałem powyżej.
*Donec totum impleat orbum – (łac.) Aż do skończenia świata.

Ilustracja: Księga przyjęć do prawa miejskiego

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget