Prowadzenie niszowego bloga o RPG

Kilka lat temu odpowiedziałem w długim, kilkuczęściowym cyklu na pytania innych osób jak prowadzić niszowego bloga. Pytań i tekstu było sporo - przefiltrowałem całość ponownie.
Wybrałem najciekawsze z nich, dopisałem nowe partie tekstu i usunąłem te części, które dotyczyły aktualnych problemów.

Zaczęło się od społeczności G+ry Fabularne gdzie zobligowałem się skreślić kilka słów na temat prowadzenia niszowego bloga.

W sumie mógłbym skierować Was do profesjonalnych tekstów na ten temat, gdzie jest mnóstwo informacji o prowadzeniu blogów. I tak naprawdę to najlepsze rozwiązanie - ja te teksty czytałem i wyłuskiwałem co istotne dla mnie. Trzeba jednak przebić się przez masę tekstu.
Niestety.
Najlepiej zawsze szukać wiedzy u źródeł, a nie przefiltrowanej przez kogoś.

I tu dygresja - oczywiście analogicznie jest z grami fabularnymi, lepiej zapoznać się samemu z daną grą (choćby Starterem), niż opierać się o opinię recenzentów czy informacje prasowe.
Takie absolutne podstawy, które teraz mi się przypomniały to:

Słomiany zapał

Zastanów się więc czy nie szkoda Tobie marnować czasu na pisanie o czymś co przeczyta dwie do maksymalnie stu osób dziennie. Przemyśl czy za niedługo będziesz miał czas by tworzyć bloga. Możesz mieć egzaminy, matury, czworaczki, zostać dziadkiem/ babcią, zmienić płeć, albo możesz orbitować z LSD w kampanii wyborczej po kraju. Wiem, żartobliwie na starcie (a miało nie być) ale fakty są takie, że spośród blogów RPG, które pamiętam sprzed jakichś pięciu lat, istnieją tylko trzy pod tym samym adresem i tworzone przez te same osoby. 

Google Analytics

Na ten temat napisano grube tomiszcza. Jeśli szukacie narzędzia monitorującego ile osób odwiedza Wasz blog, dlaczego, skąd wędrują, czego szukają, ile stron odwiedzają, ile czasu spędzają na Waszym blogu to musicie kod Analytics dorzucić do swojego bloga.
Proste i nieskomplikowane.
Skomplikowane, gdy zaczniecie sprawdzać po co wędrują, czego oczekują ci UU dopiero staje się pomocne itp. itd.
Ale warto.

RSS

Korzystanie z Feedburnera pozwoli Wam śledzić ile osób subskrybuje Waszego bloga. Nie dajemy całego tekstu wpisu do feedu (czyli tzw. zwijanie tekstu). To pozwoli Wam zwiększyć ilość odwiedzin.
Tu warto nadmienić, że lead (czyli wstęp) powinien zachęcić do przeczytania tego tekstu. Jeśli napiszemy "Dzisiaj będzie o karczmach i zakapturzonych pracodawcach" lub "Różnice między kataną a szablą" są naprawdę nikłe szansę, że kogokolwiek zainteresuje kolejny tekst na ten sam temat, zwłaszcza z pozycji blogera.
Analogiczny błąd popełniany dotyczący tytułów wpisów znajdziemy na jednym z dawniej popularnych portali (co zapewne też przekłada się na spadek jego popularności). Przykład złego tytułu: "Osłoń się przed herezją" czy "Wieści z wybrzeża". Konia z rzędem przypadkowej osobie szukającej informacji o RPG, która wie czego dotyczą tak zatytułowane wpisy.

Kilka postów


Wrzucanie kilku postów pod rząd w krótkim odstępie czasu jest złe. Bardzo złe. W najlepszym wypadku Czytelnik przeczyta je wszystkie z marszu, a najczęściej przejrzy po łebkach. Nie będzie feedbacku, nie będzie nawet czytania, czyli jak to rzekł klasyk: Nie będzie niczego.

Artykuł

Jeśli zamierzasz napisać dłuższy tekst, musisz postawić sobie jeden wymóg. Ten tekst musi być interesujący i dotyczyć czegoś na czym się znasz. Powinien zawierać informacje z których Czytelnik wyciągnie wnioski, informacje które z powodzeniem wykorzysta w późniejszym czasie. Jeśli będzie naprawdę dobry, wróci do niego. Jeśli będziesz lać wodę i pisać o tym ze gobliny są brudne, brzydkie i zielone, a w appendixie wymienisz ich typy i wydumanych bogów, masz pewność że Czytelnik będzie robił scroll down i ślizgał się po akapitach. Ale nie czytał.
Takie teksty winny leżakować, czyli dobrze jest przeczytać po jakimś bliżej nieokreślonym czasie i zobaczyć czy zawiera wszystko to, co zawierać miał oraz czy nie ma w nim za dużo zbędnych informacji, które trzeba usunąć. I usunąć ich jeszcze więcej.
Trzewik to bardzo celnie nazwał w jednym w wstępniaków do Portala - Deletomanią.
Inna inszość, że warto działać w podobny sposób, jak to robił początkiem lat osiemdziesiątych np. Ziemkiewicz w TRUST. Wystarczy podesłać znajomemu, znajomym taki tekst żeby go przeczytali i podali Tobie feedback. A potem publikować. Prawdopodobnie to dzięki TRUSTowi RAZ zaistniał w fantastyce. I wielu innych pisarzy.

Ile pisać ? 

Każdy ma ograniczony czas i wie ile może poświęcić na swojego bloga. Ja swego czasu postanowiłem, że będę pisał jeden wartościowy tekst tygodniowo i jeden "bardzo wartościowy" miesięcznie.
Pamiętajcie - moim zdaniem wartościowy. Bowiem jak swego czasu napisał Paladyn, te dobre teksty nad którymi pracujesz dłuższy okres czasu, są po prostu niedostrzegane przez Czytelników. Te słabe najczęściej odbijają się szerokim echem.
Poniżej w odpowiedziach na Wasze pytania znajdziecie przykład.

Cykliczność

Kolejna rzecz związana z tekstami to cykliczność. Jeśli będziesz pisał: "aktualizacje w każdy czwartek po sumie/ zajęciach na katanę", a nie wywiążesz się z tego zobowiązania Czytelnik potraktuje Ciebie jak Ty jego - niepoważnie. Dlatego jeśli nie jesteś pewien tego, czy opublikujesz tekst w konkretnym dniu (czytaj masz gotowy tekst) - nie kłam swoich Czytelników. Jeśli będziesz miał dwa teksty to też na nic się nie zdaje, bo w trzecim tygodniu i tak nie opublikujesz tekstu, lub w czwartym wypadnie Tobie coś niespodziewanego.
Prawa Murphyego się kłaniają.

Twitty, lajki, i gieplusy

Warto docenić walory serwisów społecznościowych - Twittera,  FB, G+ etc. Jeśli masz tylko kilkanaście - kilkadziesiąt wejść dziennie na blog, a każdy z tych serwisów doda Tobie kilka wejść, to?
Chyba bardzo dobrze. Najlepiej podłączyć te serwisy do jakiegoś automatu, by aktualizacje robiły się same. Szkoda czasu na ręczne aktualizacje. Wspomniany Feedburner pozwala na takie akcje.Pamiętaj o #hashtag ach. Ponoć tylko użytkownicy FB ich nie lubią. 


Reklamy

Zarobię krocie na blogu... Pisałem o tym na ten temat w społeczności G+ry Fabularne.
Ale przytoczę to jeszcze raz, wszak nie każdy tam zagląda, trochę też dołożę innych informacji. Jeśli czytałeś to na G+ lub nie jesteś zainteresowany - w skrócie i w dwóch zdaniach.
Zapomnij. Wydawnictwa nie zarabiają na grach, a Ty chcesz zarabiać?
Możesz przejść do następnego akapitu.
Albo przeczytać co napisałem na G+.
Żadna z form reklamy nie przynosiła mi praktycznie dochodu (Nokaut, AdTaily, AdSense), przynajmniej na naszym poletku. Na Drive Thru RPG jeszcze się udało mi zarobić na gierkę. Jeśli ktoś kupi jakąś grę z programu partnerskiego Nokautu, ja zarabiałem grosze (dosłownie, nie w przenośni). AdTaily od momentu kiedy wprowadziło reklamy PPC (za kliki) również nie generuje zysku, trudno było uzbierać 100 PLN do wypłaty.
AdSense bywa różnie - sporo osób, gdy dobijało do pułapu wypłaty 100$ miało likwidowane konta... bez podania przyczyny.

Powyższe info o reklamach piszę ku Waszej przestrodze. Miałem ponoć 1/5  polskiej blogosfery w swoich łapach wg. Raportu o Blogosferze RPG.
Blog o RPG nie generuje zysków. Pomimo, że rozmawiałem z osobami, które znają się na sprzedaży powierzchni reklamowych. RPG, to nie IT.
Dlatego nie pakujcie się w żadne reklamy, bo staniecie tak jak ja w połowie i będziecie czekać kiedy w końcu wypłacicie swoje wygenerowane pieniądze, by pozbyć się tego całego crapu i w końcu przestaniecie reklamować firmy, które te reklamy sprzedają.
Do programów afiliacyjnych pokroju Rebela czy Replikatora pisałem również wielokrotnie -  ponabijali kosztem fanów i witryn oglądalność, a potem z współpracy się wycofali. Najpierw z klientów indywidualnych, a potem nawet z współpracy z firmami.

Generalnie dochód z gier zaczął przynosić mi e-handel. Miałem już kilka sklepów internetowych więc mogę na ten temat też się wypowiedzieć.

O promocji bloga? Byłoby super, ale akurat to Ci chyba samo przyszło za sprawą wartościowych treści, czy się mylę?

Odwołałem się wyżej do słów Paladyna. To Wy decydujecie o tym czy coś jest wartościowe, czy nie. Dla mnie na przykład ostatni wartościowy tekst to ten napisany pospołu z Arturem Marciniakiem pt. Stulecie gier wojennych. Choćby dlatego, że Czytelnicy mogą na przykład dowiedzieć się skąd się wzięły testy kostką w RPG, czy jaki był wpływ książeczki Wellsa na obecne gry.
Czytelnik to jednak taka bestia, która woli czytać jedno i to samo. I tekst o Rynku RPG wylądował w Bagnie. I kilkanaście osób na niego głosuje. Nie na ten o grze Wellsa.

Ja np. chętnie poczytałabym o Twoich metodach prowadzenia bloga: zasadach, jakimi się kierujesz tworząc content (jeśli to coś więcej, niż widzi-mi-się), sposobach na przyciągnięcie czytelników, tym, co uważasz za najważniejsze w swoim blogu z perspektywy swojego sukcesu, etc.

Pytanie z gatunku:
"Jak powstają Twoje teksty, gdy mnie ktoś tak spyta, zakuwie z laczka i poprawie z kopyta."
Kazik
Ale odpowiem.
Nie ma żadnego sukcesu.
Pomimo że miałem połowę odwiedzin Gadzinowskiego, czy innych osób piszących o IT, to nijak nie przekłada się to na sukces. Nie zarabiam takich pieniędzy jak oni, ani nie jestem Człowiekiem Sukcesu zapraszanym na rausze i żywiącym się z szwedzkiego stołu.

Pomiędzy te cztery "wartościowe" i jeden "bardzo wartościowy" teksty wrzucałem newsy i informacje. Tych było znacznie więcej, także masz pewność, że jeśli ktoś będzie pisał o Twoim blogu przyczepi Tobie etykietę "informacyjny" albo "lifestylowy". Bo o tym że piszesz inne teksty dotyczące RPG rychło zapomni. W zalewie  newsów o darmowych grach czy innych ciekawostkach.

Ja wypracowałem sobie metodę "Nie informuje o tym co piszą inni". Jeśli wszyscy blogerzy, portale, serwisy i im podobni piszą o tym że wydawnictwo Z zabiera się do pracy nad grą Y, to są nikłe szanse, że ktoś przeczyta k666 raz to samo u Ciebie. Chyba że zawrzesz w nim swoją opinię na temat tego "zabierania się do pracy". Ale to już nie news.

Nikogo nie interesuje, że ukazało się nowe pismo, czy fanzin. Osoby które czytają te pisma wiedzą to ze stron, które te pisma tworzą. Reszta to biegunka wylewająca się z monitora na moje biurko i klawiaturę :"Ukazał się nowy Rebel Times"; "Rebel Times już do pobrania" "Już jest! Nowy RT" "Kolejny Gwiezdny Pirat ujrzał światło nocne" itd. 
I analogicznie jest z grami zachodnimi czy pismami. Ludzi informujących o tych rzeczach trafnie określił kiedyś toread "jumacze i tumacze" tekstów.

Inna rzecz to znajomość rzeczy. Jeśli napiszesz, że do gry Y pojawił się nowy monster lub poster, albo wyszła gra W: RPG o wiewiórkach, a w tym samym czasie do teamu najpopularniejszej gry T'nT dołączy najbardziej znany projektant Skała Kucharz narazisz się w najlepszym razie na drwiny. Bo o niekompetencji nie trzeba wspomnieć.
Pamiętaj, też że nikt nie podziękuję Tobie za wartościowy tekst.
Pomyłkę wytknie momentalnie po publikacji.

Polityka wydawnicza - czyli długofalowa strategia zamieszczania wpisów blogowych. Trafianie w "grupę docelową" (target). "Jak GryFabularne.Blogspot.Com stał się popularny?" (czyli możliwe wnioski inne niż pozycjonowanie i SEO, spamowanie popularnymi tagami jak "bielizna"). Polityka/nastawienie wobec czytelników.

Pisałem o tym powyżej. Cztery, pięć wpisów w miesiącu. W tym jeden bardzo dobry np. wpis gościnny eksperta w konkretnej dziedzinie. Do tego krótkie informacje, aktualności, wieści.
Nie trafiałem w target, to raczej grupa docelowa trafiła do mnie (i nie wiem czemu tak się stało).
W swoim kolejnym pytaniu wykluczono właśnie wszystko to czego nie robiłem, czyli: tagi bielizna, SEO. itp. Po prostu pisałem, tak jak zwykle - to co myślę na dany temat i jaka jest moja opinia.
Nader często krytycznym, satyrycznym okiem.
"na ch*j się przejmujesz tym że Borejko piętnuje patologie nad którymi większość userów przechodzi do porządku dziennego, nie reagując?" 
Qball
Polityka, nastawienie wobec Czytelników jest niezmienna.
Szanuję każdego z Nich, nawet w czasach kiedy określałem ich mianem "Hipotetyczni Czytelnicy" i miałem ilość odwiedzin mniejszą niż ma obecnie większość blogerów. Kiedy blogowałem o RPG robiło to kilka może kilkanaście osób. Nie pisałem nigdy o Czytelnikach per "Czytacze". Nie udawałem dziennikarza piszącego szkice, rozprawki i nie zaczynałem wpisów od: "w moim ostatnim eseju". Nie kasowałem i manipulowałem komentarzami.

Jeśli Czytelnik potrafi wyciągnąć swoje wnioski z tego co piszę i odfiltrować to co istotne dla Niego jest dla mnie niezwykle cenny. Ten który potrafi się ze mną nie zgodzić i przekonać mnie do swoich racji (zwłaszcza jeśli się mylę) jest dla mnie Czytelnikiem na wagę złota.

Osoby które incydentalnie wpadają i wypadają np.  porzucać trollami, o tym że niszczę fundom, lub branżę, szydzę i szykanizuję, atakuję personalnie (w tak małej grupie ludzi można inaczej tylko w sposób "takie rzeczy to na prv.", co samo w sobie jest już wielce zabawne)  zwyczajnie ignoruję, choć najczęściej bawię się z nimi dobrze.
Co jakiś czas np. w pełni muszą o sobie przypomnieć.


Ciekawi mnie, jak dobierasz tematy, skąd czerpiesz inspiracje, ale sam mam w planach i tak znacznie więcej notek, niż jestem w stanie napisać.

Tematy oczywiście nasuwają się same - jest impuls, jest i reakcja. W doborze treści pomagają mi agregatory, RSS oraz media społecznościowe jak Twitter, Flipboard czy G+. Oraz to co mnie otacza: metro, autobus, pub, TV, sieć, ludzie. Wszystko to o czym mówi Furiath w wywiadzie, którego mi udzielił pięć lat temu. Nie miewam nie mieć pomysłów. Gorzej z czasem i środkami na ich realizację - ale często  pomagają osoby znane mi tylko z sieci.

Przykładowo The Telegraph pisze o Games Workshop, informuję o tym i przelewam spostrzeżenia np. o likwidowanych w mojej okolicy sklepach GW na klawiaturę. Nierzadko się mylę - jestem tylko człowiekiem. Ale tu zawsze mogę liczyć na fundom, który uwielbia wytykać błędy. Blogując musisz wiedzieć że pochwały dostaniesz raczej via prv, niż na aulum publicznym - pisał już dawno temu o tym Piotr Koryś w odniesieniu do swojego wydawnictwa GRAmel.

Swobodne przelewanie myśli na ekran umożliwiło mi właśnie ...blogowanie.
Pierwsze teksty jakie pisałem pod redakcją Michała Mochocki powstawały tygodniami, a nawet miesiącami. Jak to określił Maciej Sabat jestem naturszczykiem. Jak Himilsbach.
I skłamałbym gdybym napisał, że nie mam w planach więcej tekstów, niż jestem w stanie napisać.


Propozycja tekstu: chciałbym czytać Twoje eseje pisane na poważnie. Bez zbędnego poczucia humoru (które jest trudne :) ), bez wbijania szpil, bez ciężkich metafor i ostrego krytycyzmu. Coś pisanego poważniej, niż treści i felietony pisane na głównym blogu. Proponowane tematy:
- nowa metoda wydania RPG (własne środki)
- zmiana wyglądu podręczników RPG (kiedyś grube tomy A4, teraz niewielkie książeczki z szybką mechanika)


Trochę trudno pisać na poważnie w tak niepoważnym i niezrównoważonym środowisku, jakim jest fundom.
Odnośnie poczucia humoru zdaję sobie spraw - mam kilku znajomych którzy, również dysponują "trudnym poczuciem humoru". Wytłumaczenie im tego, jest samo w sobie trudne.
Ja na szczęście zdaję sobie z tego sprawę, że nie każdemu może to odpowiadać. I tak się cenzuruje - im więcej wolności, tym więcej odpowiedzialności.

Wspominasz o nie "wbijaniu szpil".
Punkt widzenia zmienia się względem siedzenia.
Kiedy ktoś pisze (nazwijmy to "niepochlebnie") o mnie, rzucając niewyszukanymi epitetami ("leczy się w psychiatryku", "jest najehany)" walczy z chamstwem, trollingiem i wichrzycielem fundomu. Moje teksty określa jako niepełnosprawne lub trolling.
Czy są to internetowe pozy tych ludzi - odpowiedz sobie sam.

Zwróć też uwagę jak dyskusja o anonimowości w sieci potrafi zmienić się w pyskusję o długości penisa znanego publicysty w branży polskich gier wideo.
Abstrahując już od tego że w Polsce nie ma miejsca na satyrę (zwłaszcza jeśli mamy się śmiać sami z siebie), nie wspominając o tym że (strzelam) 90% osób w sieci nie potrafiłoby odróżnić felietonu od pamfletu i paszkwilu wspomnianego w dyskusji na Antywebie.

Zważ też na pamiętne słowa Lema odnośnie internetu. Czy idąc dalej, tekst z L'Espresso z kwietnia 2000 Ta odnoga jeziora.com*, w którym Umberto Eco obawia się że nowe formy komunikacji zmienią nasz sposób myślenia i komunikowania się (to stało się już - "Pozdro i Powo", czy "ql scenarkę chcę do Młotka - ASAP :)".
Niestety.

Dla wielu ludzi internet powinien być tylko"do odczytu". Inna rzecz, że tak nigdy nie będzie. Pozostaje więc, odgradzać się kręgami od "diaspory erpegowej" i tworzyć mikrospołeczności, gdzie możesz wymieniać opinię na poziomie.
Przykre, ale prawdziwe.
Ilość członków ma się wprost proporcjonalnie odwrotnie do jakości dyskusji - im mniej tym lepiej.

Do wydawania Do It Yourself, self publishingu oraz transformacji z opasłych tomiszczy do książeczek postaram się wrócić w najbliższym czasie - wróciłem nie tak dawno z wystawy poświęconej Do It Yourself.
Może coś więcej napiszę na falach nostalgii - zwłaszcza, że robiłem pierwsze fanowskie publikacje ponad ćwierć wieku temu.
Pamiętam doskonale czasy Trzeciego Obiegu w Polsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych - dowiedziałem się stamtąd czym było "zrób to sam". W sumie mogę powiedzieć że byłem niewielką częścią obiegu. A jak każdy nastolatek wierzyłem idolom, zaś samo środowisko hard core wywarło na mnie silny wpływ.
Tak, byłem wtedy "działaczem", więc chyba coś wyniosłem z tamtych czasów.
Tekst na razie nie jest priorytetowy, bo i tak ktoś "wbiłby szpilę" że znam się na wszystkim. Choć nie wiem czemu ja miałbym o tym pisać - przecież jeden z Waszych Identyfikatorów, który dowiadywał się ode mnie, co DIY oznacza i skąd się wywodzi jest obecnie ekspertem w tych kwestiach i wykłada na największych konwentach w Polsce.
To właśnie ten fundom.

Chętnie poczytałbym różnorakie porady, być może wiele z nich wziąłbym sobie do serca, ale nie potrafię wskazać obszarów, które mnie interesują.

Ja również.

photo credit: iMAL.org via photopin cc photo credit: Kevin Conor Keller via photopin ccjmoneyyyyyyy via photopin cc  The Daring Librarian via photopin cc photo credit: violet.blue via photopin cc

photo credit: jepoirrier via photopin cc

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget