Niezapomniana sesja - KC: Smoki&Głupy&Piromani&Wąpierze [KB RPG #3]

Smok Czerwony Kryształy Czasu Ilustracja autorstwa Jarosława Musiała

Wybór jednej niezapomnianej sesji jest dla mnie dosyć trudny. Jeśli miałbym przeprowadzić ranking wedle ilości, pewnikiem byłaby to przygoda "Z niewielką pomocą moich przyjaciół", którą prowadziłem chyba kilkanaście razy. Dla mnie to wyśmienita przygoda z kilku względów: gracze wrzucani są w lokację, nie mają praktycznie możliwości frontalnego ataku i ...kombinują. I jest w niej wiele frajdy jak choćby sam Hercules. Ale nie o niej będę pisał.
W sumie o "Opowieści o zemście" i "Saxendorf" Ignacego Trzewiczka też też można by pisać - prowadziłem je nieraz, więc sesje również nadałyby się do opisania.

Mam też pewne, określone wspomnienia odnośnie dramy w Wampirze, ale są to mieszane odczucia, więc to raczej nie ja powinienem o niej pisać, a mój gracz.

Jeśli miałbym pisać o prawdziwie niezapomnianej kampanii, byłby to niechybnie "Wewnętrzny Wróg" w którego graliśmy około roku, coś około 50 sesji. Bloga by zabrakło.

Warto byłoby pewnie zwrócić uwagę na solosów i nettrunerów bardziej zainteresowanych zakupami nowych drugów, niż machinacjami Arasaki i SI w sieci w przygodach z CP2020. Znalazłoby się miejsce pewnie na Toon'a i Paranoię. A na pewno też na gangsterów, filantropów i szmuglerów alkoholu w Zewie Cthulhu w świetnym "Stepującym nieboszczyku", gdzie w pierwszej scenie gracze przy stolikach zostają zbryzgani krwią. Mogłoby to być też In media Res, Johna Tynesa. Albo "Postrzyżyny Garwaka" w Złym Cieniu. Albo crossovery ZC i CP2020, W:tM i CP2020, a mieliśmy ich parę.
Autorski LARP na podstawie "Big Bangu" Kondriatiuka (opisałem go kiedyś), albo przygoda w autorskim świecie zainspirowanym lekturą Torquemady, kiedy jeszcze myślałem że światotworzenie to prosta sprawa.
Ostatnio porzuciłem Imperium na rzecz Jałowej Krainy - bardziej kosmopolityczny jest Marienburg, niż Middenheim.

Byłoby tego zaprawdę sporo, dlatego rzuciłem k100  losowo wybrałem luźną kampanię w KC, które prowadziłem w okolicach 1994- 1995 roku. Ich fabuła jest raczej nieistotna. Prawdziwą perłą tych przygód byli aktorzy pierwszoplanowi, a mianowicie: Piotrek, Mikuś, Zyzio i Duru.

Cała rzecz rozbiła się o inspirację z MiM'a (a jakże) i numer w całości poświęcony smokom. Pojawiła się tam wzmianka, że raz na kilka lat MG może zezwolić jednemu graczowi na grę smokiem, złotym smokiem, czyliż zmiennokształtnym. Co też uczyniłem.

Mieliśmy wtedy taki zwyczaj, że losowaliśmy swoje postacie osobno sam na sam w tygodniu (tworząc ich historie, ekwipując ich itp.) i w tym samym dniu rozgrywaliśmy mini-przygody do KaCetów. A dopiero w niedziele graliśmy w pełnym składzie. Dzisiaj coś podobnego nazywa się chyba social contractem (który ponoć już nie funkcjonuję należycie - dop. Red. Gender) ustalaliśmy swoje postacie, potem powiązania między nimi i dopiero w niedzielę graliśmy. A muszę nadmienić że trup słał się wtedy często i wybić się moim graczom ponad 7 level było niezwykle trudno.

Ale wracając do rzeczy.

Marek został więc smokiem, jednak by zbalansować jego potężną postać ustaliliśmy że będzie ukrywał swą smoczą naturę, a jednocześnie będzie miał kilka wad. Pamiętam tylko tą najbardziej dolegliwą - syndrom Napoleona, a raczej Katana. Marek co kilka dni rzucał na swoją Odp.Psych. i w przypadku nieudanego testu zaczynał wcielać się w postać Katana. A więc po porannej pobudce w obozowisku klaskał w dłonie i krzyczał: "Gdzie jest moja misa z wodą i płatki różane"; "Nie!Nie będę pił dzisiaj na śniadanie wina z Archipelagu Wschodniego, mam ochotę na kąpiel w krwi dziewic" (waląc się pięścią w czoło - symbol Katanów). Pierwsza taka akcja była bardzo zabawna, ale potem gracze przechodzili nad tym do codzienności, czyli "Znowu mu bije..."(albo kalambur od "bijee").

Kolejna postać Piotra była zdaje się zwykłym weteranem, jednak (fajna, jak na ówczesne czasy) przygoda "Mircalla" sprawiła że jego postać stała się wampirem- synem tytułowej Mircalli. Ten z kolei co poranek zawiadamiał, że nie będzie wędrował po trakcie Ostrogar - Getwargar dniami bo go to nuży, a poza tym słońca wypala jego Ja. Komentarze jak wcześniej "Następnemu bije", ale grupa wędrowała nocami.

O Mikusiu kiedyś, gdzieś już wspominałem. Kolega losował zazwyczaj Czarnoksiężników Chaot-Zły. Standard, jednak kto grał w KC, wie jak ciężko było wybić się na 4 - 5 level kastą magiczną. Tak więc jego postacie ginęły bardzo często. Mikuś, jako gracz dysponował jednak niesamowitą cechą. Zawsze gdy losował postać losował Ułomność. Zawsze. I zawsze było to coś z wachlarza: pedofil, homoseksualista, biseksualista, piroman. Żadne tam biedak, czy szpetny. Po dziś dzień nie wiem jak to robił, dziś myślę że miał spiłowane kości(heh). No i mieliśmy zawsze jakiegoś dewianta.

Radek, który uczestniczył wtedy w tej kampanii wylosował hobbita-złodzieja-wieśniaka. Tylko, że z podwójną ułomnością debil (czy głupek, nie pamiętam jak to już jest w KC). Radek pamiętam, że prosił mnie żeby mógł wylosować nową postać. Trzymaliśmy się wtedy sztywno zasad ("system does matter") i ...musiał grać tą postacią.
Po dziś pamiętam jak tworzyliśmy tą postać.
Ja: Gdzie urodziła się Twoja postać?
Radek: W kapuście!
Ja: Ale nie no poważnie pytam...
Radek: A gdzie taki debil się mógł urodzić?
Ja: Nie, no jakąś wioskę wybierz.
Radek: Ok. Kapusta-gar.
Ja: Rzucaj sobie na majątek...
Radek: Jaaaaaaaaaaaa! 2! Mam 2 złote monety! Ja nie chcego tego debila!
Ja: Dobra! Kup sobie wyposażenie.
Radek: Za co?
Ja: Za to co masz.
Radek. OK. Kupuję dwa garnce miodu.
...potem pogadaliśmy o czymś tam i przeszliśmy do życiorysu...
Ja: Co robiła Twoja postać w ostatnich dwóch latach?
Radek: A więc MG! Moja postać chodziła przez dwa lata dookoła jeziora okalającego Ostragar, kombinując jakby się dostać na wyspę, bo nikt nie chciał mnie przewieźć za dwa słoje miodu...
Mieliśmy więc w drużynie smoka z syndromem Katana, wampira, piromana i zboczeńca, oraz przez dwie sesje głupa - złodzieja, który w trakcie drugiej sesji popełnił samobója - powiesił się na gałęzi, gdy cała drużyna spała. Nie wytrzymał presji.

Ot, magia losowości, spotkanie kilku indywidualistów w jednej drużynie.
Pamiętam jeszcze że po sesji, kiedy Piotr stał się wampirem, postanowiliśmy schować postacie do pudła i wylosować nowe... Grać taką "grupą awanturników" nie było bardzo jak...

PS. Od tego czasu nie pozwoliłem żadnemu graczowi odgrywać roli smoka...

Jeżeli przez przeoczenie lub jakiekolwiek zaniedbanie niechcący wykazałem jakiekolwiek odchylenie seksistowskie, rasistowskie, kulturowe, nacjonalistyczne, regionalne, intelektualne, socjoekonomiczne, etnocetrystyczne, fallocentryczne, heteropatriarchalistyczne lub inne, jeszcze nie nazwane - przepraszam i czekam na wszelkie sugestie dotyczące możliwości naprawienia moich błędów. 
James Finn Garner - Politycznie poprawne bajki na dobranoc.
Tagi:

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget