Mit o Prometseuszu

Mit o Prometeuszu 1515, olej na drewnie, fragment
Alte Pinakothek, Monachium 
Kolejny mit powstał trzy lata później po Mit o królu My Id Ass'ie, rzuca on nieco światła na osoby, które dzisiaj spotykamy w okolicach centr handlowych.

Jeśli tylko popracuję nad tempem pisania ("bo warsztat mam niezły" - "Też Jestem Autorem"), będę dożywotnio żył z snucia mitów.

Mit o Promotseuszu, który wykradł ogień. 

A skończył z marskością wątroby.


Żył sobie onegdaj upośledzony finansowo Tytan - garncarz. Zwali go Promotseusz, gdyż mimo dobrej jakości wytwarzanych towarów jego interes nie był zbyt rentowny. Hobbystycznie w wolnych chwilach zajmował się reklamą i public relations. Dlatego też często wprowadzał promocje, przykładowo wrzucając  do garnca flakon z tanim nektarem lub dumpingując ceny swych towarów.

Kiedy jego interes już praktycznie upadł, rozsierdzony odszedł na pustkowie i zapłakał rzewnymi łzami. Po załamaniu nerwowym naturalnie nastąpił okres podekscytowania i w jego umyśle pojawiła się górnolotna idea.
Skoro nikt nie kupuje od niego garnków, ani dzbanów; zacznie lepić krasnale ogrodowe i zaleję nimi jakikolwiek rynek, na ten przykład germański. Chwycił więc w swe dłonie glinę rozmiękłą od jego łez i ulepił z nich krasnala.
Jakaż radość ogarnęła Tytana, kiedy okazało się, iż istota ożyła! Promotseusz poszedł za ciosem, zaczął pocierać oczy cebulą i tworzyć hurtowo kolejne istoty...

Nieco później, wszedł w kooperację z pewną Tytanką w podeszłym wieku. Ich system mógłby przypominać dzisiejsze offsety - kompensował wydatki ponoszone na uprawę największego ogrodu w okolicy, tym samym mając nieograniczony dostęp do cebuli.
Stworzeni za pomocą łez Promotseusza ludzie-cebularze zaczęli parzyć się miedzy sobą ponad miarę. Ku zdumieniu ich protoplasty populacja wcale nie rosła, a wręcz przeciwnie malała w zatrważającym tempie. Ludzie nie umieli się bronić przed dziką zwierzyną, długotrwałe żywienie się roślinami powodowało, iż popadali w anemię, a surowe mięso, którym nadmiernie się posilali wpędzało ich w przeróżne choroby. Począwszy od zwykłej otyłości, a skończywszy na nieuleczalnej ówcześnie rybiej, mamuciej i tyranozaurzej grypie. Spory odsetek z nich uzależnił się od nektaru - odurzeni
wykazywali różnorakie aspołeczne zachowania - skończywszy na tym że w rozlicznych libacjach palili się, mordowali, a nawet imaginowali sobie gwałty, o których opowiadali przy ogniskach.
 -Trzeba to zmienić! Przecież to moje dzieci! Promotseusz wyciągnął palec wskazujący ponad swoja głowę.
-  Mam plan! - zakrzyknął, a w duchu dodał - Klawo jak cholera!

Założył swój czarny obcisły strój, zamaskował szczelnie twarz pozostawiając tylko otwór na oczy. Pognał na Olimp. Kiedy zakradł się w okolice świętego ognia, gwałtownym ruchem skubnął Żagiew Niewątpliwie Istotną i w te dyrdy* zjawił się z powrotem u swoich istot.

Ileż radości im sprawił! Ludzie parzyli yerba mate, cappuccino, latte, piekli faworki, przyrządzali chickenburgery i palili lulki. Wieczorami  tańczyli wokół ognisk napawając się ich gorącem. A Promotseusz cieszył się ich radością.

Gdy w końcu odkryli potencjał drzemiący zawarty w antracycie (który to dotychczas wykorzystywali wyłącznie do tworzenia wysublimowanych murali), ZeUS wpadł w uzasadniony gniew - ot, byle Tytan nie winien wchodzić w jego kompetencje.
Tu warto wspomnieć, iż ZeUS był ówcześnie krezusem, pozwalającym sobie na wszystko cokolwiek zechciał. Uzurpował sobie prawo do prokreacji, ognia, wody, czy nawet dwukliku wykorzystując wiele luk w dziurawym ówcześnie prawie patentowym.

W pierwszej fazie swojej misji stabilizacyjnej wymierzonej w ród Promotseusza, wysłał Pandorę. Była to nadzwyczaj urodziwa kobieta, obdarzona przez Herr Messi'a: kłamstwem, fałszem i pochlebstwem. Fala uderzeniowa jej piękna samoistnie wywoływała niezliczone polucje.
Nimfomanka bez zahamowań przewlekle pozbawiała snu bogu ducha winnego brata Promotseusza. Zmuszała go do przebywania w niewygodnych pozycjach znanych z Kamasutry, a nieoficjalne ryty naskalne potwierdzają, że posuwała się również do pissboardingu.
Jeszcze później prywatna firma ochroniarska ZeUSa pojmała Promotsuesza i przykuła do skały w górach, w epicentrum konfliktu kaukaskiego.

Pech chciał, że w okolicy znajdował się sporych rozmiarów centrum handlowe, gdzie spotykali się bogowie i tytani na tzw. shoppingu. Było to również doskonałe miejsce spotkań grona indywidualistów, gustującego w najtańszych nektarach takich jak: Komandos Strong, Patykiem Pisane czy Pokusa. Wiecznie skuty Promotseusz wykrzykiwał błagalne prośby do przechodniów odwiedzających sklep, a wtedy sępy i żule zbiegały się pod skałę u której tkwił Tytan.
Monety rzucane im przez Bogów i Tytanów w akcie łaski, pijane grono indywidualistów przeznaczało na zakup tanich nektarów.
Którymi to oczywiście dzielili się z Promotseuszem.

ZeUS zemścił się okrutnie. Dzień za dniem sępy upijały do nieprzytomności skutego Tytana, a postępujące zwłóknienie miąższu wątroby wyniszczało Promotseusza, doprowadzając go w końcu do marskości wątroby.
Po dziś dzień w okolicach centr handlowych możemy spotkać osoby czczące poświecenie i dar Promotseusza.
Wrzuć im blachę, a wypiją za Promotseusza flachę.

Jeżeli przez przeoczenie lub jakiekolwiek zaniedbanie niechcący wykazałem jakiekolwiek odchylenie seksistowskie, rasistowskie, kulturowe, nacjonalistyczne, regionalne, intelektualne, socjoekonomiczne, etnocetrystyczne, fallocentryczne, heteropatriarchalistyczne lub inne, jeszcze nie nazwane - przepraszam i czekam na wszelkie sugestie dotyczące możliwości naprawienia moich błędów. 
James Finn Garner - Politycznie poprawne bajki na dobranoc.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget