Mit o królu My Id-Assie

Niektórzy tworzą wysoką literaturę spod znaku Sword & Sorcery, inni kreują historie bazujące na utworach mistrza polskiej sztuki wysokiej AS-ie. Tak twierdzą wielce zaznajomieni z literatką recenzenci, katujący nas opiniami o tym, co też przeczytali w ubiegłym tygodniu.

Mnie prostemu, ludowemu ludologowi daleko do wyżyn sztuki najwyższej, więc by dać upust swoim literatkowym zapędom, spisałem mit o królu My Id - Ass-ie (potocznie zwanym jako Midas).
Czym jest Id wytłumaczy Wam Wikipedia, bowiem Freud już nie żyje. Zaś  staropongliszowe przysłowie Ass is class mówi samo za siebie.

Mitom oczywiście bliżej do karczemnych historyjek, sowizdrzalskich, babińskich, przaśnych tekstów niż górnolotnych historii jakie tworzą prawdziwi Słusznie Niedoceniani Twórcy. Proszę więc wybaczyć prostotę raczkującemu ałtorowi - kolejnymi prawdziwymi mitami greckimi będę katował ku uciesze gawiedzi niezwykle rzadko. Co najwyżej dwa razy dziennie.
Tym samym z dniem dzisiejszym opuszczam fundom i wchodzę na salony fandomu.
Tego prawdziwego, literackiego.
Bywajcie!



Wielka kupa króla My Id - Ass'a 

W Azji mniejszej, we Frygii żył ongiś król imieniem My Id - Ass. Wojować nie lubił, za to kochał muzykę i często zapraszał do siebie sławnych śpiewaków, lutnistów i harfiarzy. Dziś można by określić go jako typa aspołecznego, który oddawał się tylko uciechom, w tym najczęściej wszetecznym. Jednak największą słabością My Id – Ass' a było pomnażanie swoich bogactw, jeździł więc on na spotkania najbogatszych władców świata, zaś antyglobalistycznie nastawiony motłoch pogardzał nim i otwarcie go atakował.
My Id - Ass całe dnie spędzał na rejestrowaniu wraz z księgowymi swoich majętności i kreowaniu nowych, coraz to bardziej wyszukanych podatków od poddanych, zaś po mozolnej pracy by odprężyć się wędrował w te i we wewte po swoim ogrodzie, który dla jego bezpieczeństwa otoczono wysokim murem.
Wyalienowanego w ten sposób My Id -Ass'a dodatkowo strzegły krwiożercze pitbulle, wałęsające się przy bramie. Pewnego razu, natknął się pod swoim ulubionym drzewem na śpiącego na ziemi staruszka z wieńcem liści na czole. Nie miał on żadnego odzienia, a jego ciało pokrywała szczecina przypominającą oślą skórę. Nie wiadomo czy przeprowadzano na nim jakieś eksperymenty nowych kosmetyków, czy zwyczajnie uległ mutacji.
Półstaruszek - półosioł bełkotał coś niezrozumiale przez sen, jednak wychwytując niezrozumiałe słowa, można było się domyślić, że są to różnorakie inwektywy pod adresem ekipy rządzącej. Król klasnął w dłonie.
Zaraz zjawili się dworzanie, a spostrzegłszy śpiącego zaczęli drwić i śmiać się ze staruszka.
-Uspokójcie się ! - powiedział król. To bożek leśny, mistrz Ultrautracjusza - boga wina i radości.
- Ach prawda, wszak to miesiąc otwierania beczek! Wszystkie winnice podejmują Ultrautracjusza i jego wesoła gromadę. Ale bądź co bądź - powiedział jeden z dworzan - za dużo wypił i śpi jak zabity.
- Podnieście go ostrożnie - rzekł król i zanieście do zielonej komnaty. A łoże z eko-skóry wyścielcie miękko i ciepło, bo gotów się przeziębić - wszak leżał na nocnej rosie.
Ledwo to uczynili, z daleka dał się słyszeć orszak Ultrautracjusza. Nimfy śpiewały skoczne melodie, faunowie leśni fikali koziołki, borowcy prężyli swoje mięśnie. Na czele szedł sam Ultrautracjusz, król wina i radości.
Na jegoż widok My Id - Ass'a zapytał:
- Gdzieś tu na twojej ziemi, zawieruszył się nasz drogi Mistrz, już od wczoraj nie możemy go znaleźć. Staruszek nie ma już zbyt mocnej głowy, a wina było sporo; może gdzieś usnął w zielonej gęstwinie?
Król pokłonił się Ultrautracjuszowi, nie odzywając się w ogóle, bał się bowiem kontrolowanej prowokacji politycznej. Wnet zaprowadził go do komnaty i pokazał śpiącego bożka. Mistrz otworzył oczy, potem wolno uniósł głowę. Na powitanie przeklął siarczyście wszystkich zgromadzonych w komnacie obecnych z osobna, aż koniec, końców wyczerpany wycharczał:
- Suszy... - i na powrót osunął się na łoże.
Ultrautracjusz uściskał z radości pierw Mistrza, potem samego My Id – Ass'a. Ten ośmielony przyjacielskim gestem ze strony boga wina i radości nieśmiało zagaił:
- Znalazłem go w ogrodzie, a spał tak mocno, że się nie obudził nawet wtedy, gdy nieśli go moi ludzie.
- Zaopiekowałeś się troskliwie naszym mistrzem. Chcemy ci to wynagrodzić. Powiedz czego pragniesz najbardziej. A twoje życzenie będzie spełnione.
Król My Id - Ass odpowiedział bez wahania, bowiem był od lat przygotowywany na niespotykane sytuacje spotkania dżinów i innych niezidentyfikowanych obiektów:
- Pragnę mieć taką władzę, żeby wszystko czego dotknę zamieniało się w złoto.
Cały orszak Ultrautracjusza nie spojrzał na niego ze zdziwieniem. Wiedzieli oni, że szczęście i radość życia nie od złota zależy. Ale je ułatwia.
Niebawem i król My Id - Ass się miał o tym przekonać, gdyż Ultrautracjusz zadrwił okrutnie z jego chciwczej natury:
- Twoje życzenie ziści się wnet po mym odejściu- odrzekł Ultrautracjusz.
Kiedy tylko Ultrautracjusz opuścił progi My Id - Ass podbiegł pierw do tkwiącej w ścianie skwierczącej pochodni, pochwycił ją, a ta zmieniła się w kupę łajna która wnet rozbryzgała się o posadzkę. My Id – Ass dotknął szarego muru - ten zamienił się w brązową, cuchnącą ścianę odchodów. Podbiegł do stołu - dotknięty dzbanek zamienił się w kał. Kolejny był talerz, który zamienił się w krowi placek. Żelazny garnek zamienił się w brązową kupę. Kamienna posadzka po której się przemieszczał stopniowo zamieniała się w cuchnąca maź kloaczną. Broczył w ten sposób w kale, a towarzyszyła mu stale chmara much, ciągnących do smrodu jaki roztaczał wokół siebie Król My Id - Ass.
Gdy zasiadł do stołu - sztućce zamieniały się kolejno w wyschnięte kupy: waza - brązowa, chochla- wyschnięte łajno. Służba wniosła dymiącą zupę w wazie. Król przytknął ją bezpośrednio do ust... Zupa zamieniła się w masę o konsystencji sraczki. Wniesiono pieczyste. Ale i ono zamieniło się w śmierdzące ekskrementy. Król podniósł się od stołu. Poważnym krokiem podszedł do klatki, w której śpiewał jego ukochany ptak. Ptak usiadł na dłoni króla, i w tym samym momencie głos w gardziołku ptaszka zamarł. Wraz z zamianą ptaszka w guano, jego trele ustąpiły miejsca bzyczeniu much. Król zapłakał rzewnie, a brązowe łzy spłynęły po jego policzkach...
Chciwość sprowadziła na niego same nieszczęścia. Po głodzie który ogarnął króla naszły go tendencje samobójcze. Głęboko zasmucony udał się do swojej komnaty, zdjął z głowy brązową koronę z wielką czapą gnoju. Został sam ze swą tajemnicą. W lustrze ujrzał swe umorusane kałem oblicze.
- Cóż em takiego uczynił?! Zgubiła mnie chciwość! Ultrautracjusz ukarał mnie za mą pazerność, ale jeszcze może go dogonię, może jeszcze nie jest za późno...
Znalazł go w niedaleko położonej winnicy. Wyciągnął do niego błagalnie ręce:
-O boski Ultrautracjuszu! Błagam cię, zdejmij ze mnie ten czar, nigdy nie pragnąłem złota, a Ty słusznie zadrwiłeś z mojej zaborczej natury. Spraw by wszystko było jak dawniej.
Ultrautracjusz odrzekł:
- Idźże do rzeki Vistuli, wykąpże się w niej, wówczas czar pryśnie. Król czym prędzej pobiegł (choć lepiej byłoby rzec, by zaistnieć w fandomie: "w te dyrdy") do rzeki Vistula i wykąpał się w niej. Kiedy wrócił do pałacu, zaraz podszedł do swego ulubionego ptaka. Ptak na powrót zamienił się w śpiewaka, a jego piórkom wrócił dawny kolor i blask.
Tak było naprawdę.
 
      Rzeka Vistula wraz ze złotem zabrała klątwę. Po dziś dzień mieszkańcy kraju nad owa rzeką dysponują częścią mocy króla My Id - Ass'a. Czegokolwiek się nie dotkną to spierdolą, lub zamienią w gnój.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget