Słusznie Niedoceniani Twórcy Prezentz: Neverending Story

System does matter, a jak nie to Ha!khuj !!!


Czy jest coś dziwnego w tym, że pojawiają się takie teksty jak SNT: Scenariusze i SNT: Gry ?
Od lat? 
Nie.
Mam ich jeszcze sporo, pamiętam przedmioty magiczne, profesje (Czarny Paladyn!)
Jest cała rzesza nastolatków, którym sprawia niekłamaną satysfakcję publikacja tekstów typu. Tych pomijam, bowiem każdy był/ jest/ będzie młodym człowiekiem jak i każdy popełnia masę błędów.

Są też ludzie, którzy nie wyciągają sensownych wniosków z tego co czytali, widzieli, grali. Wielu z nich nie zmieni się nigdy i nadal będzie drążyć tematy, w których niewiele więcej nie da się powiedzieć.
Człowiek uczy się na błędach?
Typowy Designer Typowy, Antyczny Projektant Grający od czasów Nowej Fali, czy Słusznie Niedoceniany Twórca ma jednak rację (zawsze swoją i to on ma do niej prawa licencyjne).
SNT najprawdopodobniej nie zajrzy do źródeł (i nie myślę tu o rozwodnionym przez trzecią grę z rzędu cenniku), no bo po co?  
Nawet jeśli nie jest pewien może powołać się na jednego z jego popleczników, który czytał/ grał w taką grę, która twierdzi, to co on twierdzi.

Wielu dorosłym ludziom wydaje się, że tworzą wiekopomne dzieła, tymczasem zapełniają sieć masą niepotrzebnych znaków. Mark Rein Hagen napisał kiedyś, że nie ma nic śmieszniejszego, niż przeczytanie tekstu swojego autorstwa sprzed lat (uznawanego wtedy za górnolotny i natchniony) - czy coś w tym stylu.

Pamiętacie czasy kiedy pojawił się Lamanach RPG?
To może bliżej? Nie tak dawny Iron Sapce ?

Cała rzesza SNT dziś wykorzystuje "zdobycze technologiczne": blogi, parablogi, społeczności, fora i strony www aby jak najszybciej podzielić z całym światem grą zaprojektowaną w późnych godzinach nocnych.
Tą wymyśloną rankiem musi skonsultować po Teleexpresie z dziatwą, by tuż dziennikiem opublikować wersję wstępną.
Czasami każdemu pomysłowi warto dać trochę poleżakować. Tydzień, miesiąc, rok.
Jednak nie dotyczy to SNT - oni muszą być szybsi od przycisku "publikuj"

Dobrze, że czasami Słusznie Niedoceniani Twórcy słusznie doceniają siebie, w swoich słusznie docenianych publikacjach:


Znajdziemy w tych publikacjach dziś, dawniej wszystkie błędy o jakich można pomyśleć.
Włącznie z tymi, które stoją u podstaw Manufaktury RPG - świadom swoich praw i obowiązków zajrzałem tam po dłuższej, acz usprawiedliwionej nieobecności.

Dziś nie mam już tyle czasu (a przede wszystkim chęci, aby zgłębiać dziesiątki projektów) tak więc  dla lepszego zrozumienia posłużę się tylko dwoma przykładami. Wybór zupełnie przypadkowy (za co autora przepraszam), oczywiście biorę na siebie cięgi za hejt, szykanizmy i szyderę.

Autor Rasariusza przedstawił nam dotychczas dwie rasy, których przykładowy efekt wraz z opisem nie wiemy czemu służy. Bowiem czym są i mają być cechy, współczynniki itp. występujące w opisie tych ras nie wytłumaczono nam dotychczas. Jako ómysł wnikliwy nie natknąłem się na ich opis nawet na RPG Manufakturze, zaś Google podało mi tylko arkusz kalkulacyjny z pustymi tabelami.

Przykładowe rasy mają pochodzenie magiczne - to "zabezpieczenie autorskie" znane jest od wielu lat.
Jeśli ktoś wytknie błędy i wypaczenia, odpowiedź jest zawsze podobna "to świat przepełniony Prastarą Magią/ Maną wysysaną Odkurzaczami Manicznymi/ Mocą wylewającą się z Olbrzymiej Tykwy/ Czymkolwiek Magicznym).

Najpierw Gnolpowie

Jak już zauważyłem wcześniej - nie znamy Rasariusza, ani Poszukiwaczy Przygód, więc nie wiemy czemu ma służyć stosowna cześć dot. wzrostu po urodzeniu.

"Skały sprzyjają organizowaniu zasadzek."
Naprawdę? A mrówki posiadają oburęczność, zaś kruki są kosmopolityczne, tak?

"z racji takiej a nie innej budowy ciała, odżywiają się skałami"
Każdy gracz zna przykłady "wszystkożernych"  żywiących się skałami. Przesiaduje z nimi na sesjach, oraz w szkołach. W komentarzach dostajemy info od autora że są "smakoszami skał wapiennych". Wapno zawsze zdawało mi się, że służy procesom wiązania i twardnienia, ale świat magiczny, istota magiczna, więc Carbonara Wapienna może mieć inne właściwości niż Frutti di wapno gaszone. 

"Pomieszczenia są ciasne, znajdują się tam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Odwiedziny większych grup się nie zdarzają, jest to bardzo prywatne domostwo."
Co staje się zrozumiałe, bowiem kilka zdań potem dowiadujemy się:
"Z racji faktu, że zamiast organów wnętrze kamiennego korpusu  wypełnia paląca ciecz, całe ciało w dotyku ma od 60 stopni w czasie snu, 160 w czasie silnych emocji."

Problematyczna więc staje się dla tej rasy egzystencja. Temperatura w trakcie pracy (kowalstwo) może sięgać powyżej 150 stopni - "Robota mi się pali w rękach" - trzonki młotów kowalskich będą się tlić, zaś temperatura spalania drzewa to około 350 stopni, jeśli mnie pamięć nie myli.
Tym samym wartość bojowa ich ulubionych broni spada, bowiem w trakcie silnych emocji (walki) ich bronie będą wrażliwsze na uszkodzenia lub/i złamanie. Za to tlące się trzonki czy styliska mogą rozpraszać dymem adwersarzy.

Podobnie może być z narzędziami wykonywanymi przez tę rasę. Te wykonywane przez nich mogą być dosyć toporne, bowiem mogą mieć niewiele zdobień - metale szlachetne i stopy używane do zdobień mają nieco niższą temperaturę topnienia...

Nie wspominając już o trudach życia codziennego - pergamin z zbyt dużym rachunkiem za bimber może po prostu spłonąć w rękach, a nie od splunięcia (przy omówieniu kolejnej rasy wszystko stanie się zrozumiałe).

"Oczy znajdują się w tułowiu, podobnie jak uszy... Ciało z kamienia, brak głowy zamiast której w ciele zieje dziura wypełniona palącą substancją, którą w każdej chwili mogą wykorzystać do ognistego splunięcia."

To musi być niezwykle problematyczna rasa dla kompanów graczy, bowiem Gnolp zanim splunie musi popatrzeć gdzie splunąć. Oczami umiejscowionymi zamiast sutków. Gorzej gdy spluwa gdzie popadnie, od niechcenia schylając swe ciało do fleka. Plując do góry, zgodnie z wylotem (przy bezwietrznej pogodzie) może się po prostu popluć.

"Wieczny dym unoszący się z otworu znamionuje obecność gnolpa. W większej grupie widziani są z daleka jak wielkie ognisko, co może wywołać dość silne zdziwienie dla przypadkowych podróżnych szukających ciepła i towarzystwa."

Poszukiwacze przygód wielkie ogniska mogą mylić z grupami karawaniarek (tirówki w świecie niepowstałej jeszcze gry) oferujących i ciepło i towarzystwo Poszukiwaczom Przygód.

Krótki tekst jest tak najeżony absurdami i stylem złycienistym, że przeskoczę do rasy kolejnej -Olfantów. Od początku natykamy się na to samo co znamy z podręcznika wydawnictwa Szaman:"Ciało aby mogło podnieść tę głowę musi być cięższe".
W tym przypadku mamy do czynienia z rasą ludzi - słoni (jednak dla odmiany w stanie wskazującym). W sumie inspirująco, bowiem odurzone zwierzęta to swego czasu rozpowszechniana historia przez media. Znacznie częściej, niż potworny Człowiek-Słoń, Lyncha.

Świat przedstawiany nam przez autora powoli składa się w całość "Gnolpowie są najpierwszym tworem elkadów, magów z Szarego Miasta". "Najpierwszy" to chyba słowo pochodzące (za internetowym słownikiem PWN z gwary warszawskiej), zaś bimbrownictwo to również i domena Pragi i tamtejszych, ówczesnych bimbro-birbantów.  
I jak dowiadujemy się dalej:
"Niemal każdy olfant jest uzależniony od bimbru, a najlepszy bimber robi się właśnie ze składników dostarczanych przez magów. Zatem obie strony zdają się być zadowolone z układu. Co ciekawe środkiem wymiany handlowej jest właśnie miarka bimbru, im lepszego tym droższego, pełni on formę waluty"
Stąd można domniemywać, Magowie z Szarego Miasta zwykli mawiać do swoich kontrahentów: 
- Masz Pan dyszkie krystalicznej substancji na pół litra Starki, bułkie i sardynki eksztra francuskie ?

Ponoć słonie wykorzystują nie tylko trąbę, ale i swe stopy do odbierania sygnałów od przedstawicieli swojego gatunku. Początkiem tego tysiąclecia przez kilka lat prowadzono badania, wykazujące że słonie są w stanie wykryć opady deszczu z odległości aż (!) 240 kilometrów. Autor jednak przedstawia nam rasę, która ma węch lepszy od ludzkiego 5 razy. Szkoda bowiem marginalizowanie czułych stóp słoni daje masę inspiracji dla graczy, a szczególnie eliminowania (wszystkich stron). 

Język Olfantów jest bardzo trudny jak stwierdza autor. Aby sprawnie się posługiwać tą mową należy mieć trąbę. Słonie porozumiewają się  przy pomocy głębokich, chrapliwych odgłosów, pochodzących z nosa, gardła i właśnie trąby. Fakt konieczności posiadania trąby, by posługiwać się tym językiem jest nieco dziwny, bowiem w przypadku wcześniej omówionej rasy - Gnolpów nie trzeba mieć kotła, by zrozumieć bulgot (ich mowa to bulgot substancji w kotle). 
Ponoć wśród słoni sporo homoseksualnych zachowań, czy to nie ciekawy element do wykorzystania w opisie? 

Na co dzień pogodni, zwłaszcza w stanie wskazującym. Na głodzie nie do zniesienia, drażliwi i nerwowi. Zamiłowanie do konstrukcji nowych mechanizmów do destylacji, ekstrakcji cennej substancji przekłada się na wiele innych elementów życia codziennego. W miejscach pracy tj. kamieniołomy stosują własnej konstrukcji podnoszone platformy o napędzie kieratowym. Nie uważają siebie za niewolników magów, czują się wolni od ich wypływu, mimo że rzeczywistość jest znacznie inna. 

Dlatego wypływam z przyglądania się tego typu publikacjom.

Wątpliwa jest dla mnie przydatność takowego Rasariusza bowiem powstało tyleż adekwatnych opracowań, że szkoda ich szukać i pisać o nich. Wystarczy spojrzeć na moje ulubione poletko grajdołka, do Tabeli Mutacji Chaosu z Realm of the Chaos, gdzie możemy tworzyć bestie nawet na gąsienicach (jak u czołgu). Lub znacznie ciekawszego  opracowania: The Metamorphica Being a Very Large Collection of System-Agnostic Random Mutation Tables, napisaną przed laty przez Johnstonea Metzgera. Metamorphica jest podręcznikiem uniwersalnym, co oznacza, że nie ma żadnych zasad per se: żadnych bonusów ataku, nie ma punktów życia, stopni trudności. Dzięki tej pozycji można po prostu uzupełnić zasady w swojej grze. Za darmo.

Za dziecka pamiętam zabawę w rysownie  potworów. Pierwsza osoba rysowała głowę potwora, zaginała kartkę, tak aby kolejna osoba nie widziała co narysowano. Kolejna osoba rysowała w ten sam sposób tułów i ostatnia nogi. Zabawa trwała tak długo, aż nauczycielka nie przechwyciła wszystkich kartek dzieciaków, na lekcji lub się znudziła (zabawa, nie nauczycielka).
Taka zabawa zapełniała w 45 minut lekcji niejeden dziecięcy Monster Manual.

Projektowanie, projektowaniem jednak śmiecenie, śmieceniem. To jak autor odbierze powyższe słowa Jego sprawa.
Jeśli ktoś decyduje się na publikacje w stylu złycienistym - niech nie spodziewa się feedbacku innego niż znany z Poltera.
Jeśli chce by reputacja wyniesiona z poprzednich publikacji została przyćmiona tą złą, niech wie że zniwelować ją trudno (nie tylko w RPG).

Problem rozbija się jak zwykle o pamiętną kwestię Stanisława Lema dotyczącą internetu.
Nie śmiećmy internetu nadaremno, bowiem spośród stu publikacji trudniej znaleźć cztery, które można przeczytać, a z jednej wyciągnąć coś sensownego.

Zamknięte społeczności, czy np. grupy osób zgromadzone wokół jakiegoś projektu służą/ służyły korektą, składem, czy wreszcie poradą i wsparciem. W założeniach.
Potem grupy te zmieniają się w PZPNy (Polterowe Związki Poklepywaczy Nawzajem) w których fundom wręcz się lubuje i udostępniania wieści .Tu dygresja: nadmierne shareowanie w ten sposób przynosi odwrotny od zamierzonego efekt, piszą o tym media.
Te wszystkie pomysły są potem promowane przez innych i redaktorów, tym samym akceptacja dla tego typu tworów staje się powszechna i nikt nie ma zamiaru tego zmienić.

Czasami może się przytrafić , że ktoś Was przeczyta?
Może nawet postara się niefundomowo, czyli ze zrozumieniem ?

Świeży przykład jak promuje się potem na konwentach i nazwiska i gry:

W pierwszym lepszym sklepie z grami wszyscy słyszeli o tych znanych, polskich systemach.
Choć... nie zaręczam.


Jeżeli przez przeoczenie lub jakiekolwiek zaniedbanie niechcący wykazałem jakiekolwiek odchylenie seksistowskie, rasistowskie, kulturowe, nacjonalistyczne, regionalne, intelektualne, socjoekonomiczne, etnocetrystyczne, fallocentryczne, heteropatriarchalistyczne lub inne, jeszcze nie nazwane - przepraszam i czekam na wszelkie sugestie dotyczące możliwości naprawienia moich błędów. 
James Finn Garner - Politycznie poprawne bajki na dobranoc.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget