Podróż do PRL: Lech Pijanowski - Podróże w krainie gier

Miałem tego wymowne dowody u nas, miałem mianowicie okazje dowiedzieć się w rozmowie od jednego z wybitnych naszych specjalistów w dziedzinie mechanizacji górnictwa, co to są tak zwane ,,gry górnicze". Odbywają się one w naszych kopalniach. Planszą do gry jest plan kopalni, uczestnikami gry sztygarowie, dozór górniczy, drużyny ratownicze kopalni. Prowadzący grę zakłada, że w kopalni zdarzyło się nieszczęście (wybuch gazu, pożar, poważne tąpniecie). Na planie oznacza się miejsce katastrofy, uczestnicy gry podejmują teoretyczne decyzje, co dalej robić, jak ratować ludzi, kopalnię, sprzęt. Gra rozwija się w zależności od ich decyzji. Jest to oczywiście gra przede wszystkim z nazwy, w gruncie rzeczy nie wygrywa w niej żaden z grających, zyskuje tylko z teoretycznego ćwiczenia przyszła praktyka, z emocjonującej rozgrywki wynika lepsza znajomość przepisów bezpieczeństwa pracy, większa umiejętność ich praktycznego zastosowania w konkretnych warunkach określonej kopalni.
Lech Pijanowski "Podróże w krainie gier" Iskry Warszawa 1969 r.
Na książkę Lecha Pijanowskiego (ojca znanego nam popularyzatora gier) natknąłem się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w szkolnej bibliotece. Graliśmy już w gry fabularne i mieliśmy w nich rozeznanie dzięki Ciesielskiemu, materiałom zza granicy i grom wideo. Problemem jednak były materiały dotyczące gier i je wspierające.

Stąd przeszukiwałem katalogi biblioteczne i wyłuskiwałem takie pozycje jak Tezeusz w labiryncie, Sztuka komiksu czy wreszcie tytułowe Podróże w krainie gier. Pozycja z roku 1969, a więc trudno w niej o gry fabularne, niemniej jednak są tam rozdziały dotyczące gier  wojennych, politycznych, ekonomicznych i strategicznych, bez których nie byłoby role playing game takich jakie znamy dziś. 

Książka spisana jest w charakterystyczny dla tamtych czasów sposób, pełna aluzji politycznych ii najeżona ideologiczną propagandą.
Sam z trudem mam problemy z percepcją tamtejszych czasów. O ile Bareja śmieszy mnie i niezmiernie i niezmiennie, to okres kiedy sekretarzem PZPR był Władysław Gomułka jest już niepojęty dla mnie i znany z opowieści mojego ojca.
Jak to rzekł Kryszak: "Największym absurdem tamtych czasów były... tamte czasy".
Co prawda powiedział to w odniesieniu do czasów kiedy powstawały Alternatywy 4, ale słowa niezwykle prawdziwe. Osiemdziesiąte lata wspominam w z rozrzewnieniem (przez fotoplastikon Balcerka z Alternatywy 4). Ot, stałem pół dnia za kubańskimi grejpfrutami przed świętami. Sztuk trzy, zamiast cztery ze względu na duże zapotrzebowanie.

Indoktrynacja w książce o grach pozostawia naprawdę kiepskie odczucia.
Rozumiem przemilczane fakty przez Ciesielskiego dot. Travellera czy Paranoi, bowiem pamiętam kiedy została definitywnie zniesiona cenzura w Polsce. 
Dziś Podróże w krainie gier mogą być lekcją, kiedy to wpajane są nam określone ideologie, poglądy lub przekonania. Nawet za pomocą gier. Wciąganie gier w tryby komunistycznej ideologii do dziś mnie zniesmacza i przypomina o kolekcjonowanych w dzieciństwie komiksach z serii Kapitan Żbik.
Cóż, ku pokrzepieniu serc mogę napisać, że dziś mamy dostęp do wielu tworów popkultury.  Ale i nie warto zapominać, że podobny proces w niezauważalny przez wielu z nas zachodzi ponownie. 

Na początek każdemu pewnie rzuci się nieużywane dziś słownictwo  "bridż" czy"projektodawcy gry" (oznaczające autorów gry) i wiele innych słów, które nie weszły do powszechnego użycia, bądź pojawiły się w zmienionej formie.
Jest też mylna percepcja nadchodzących czasów - autorowi wydawało się, że będziemy mieć więcej wolnego czasu, który będziemy mogli przeznaczyć na rozrywkę.
Dziś niestety okazuje się, że czasu znacznie mniej, nawet na tyle by odbyć spotkanie towarzyskie - jeden z kluczowych elementów gier fabularnych.

Jak sam autor stwierdza w posłowiu:
Ta książka nie jest poważna, nie jest naukowa i nie jest badawcza. Jest owocem zainteresowania ("konika", "hobby" - nazywać to można różnorako) skutkiem poszukiwań, notatek i oczywiście lektury
Niemniej jednak już w pierwszym rozdziale pojawiają się ludolodzy, o których wspomina się po dziś dzień. Jest i Huizinga i Callois. Kto wie czy podział wprowadzony przez tego ostatniego (gry: ilinx, mimicry, alea i agon) nie pojawia się po raz pierwszy na łamach książki w Polsce?
Pierwsze próby klasyfikacji gier i łamigłówek, a więc już ludologiczne podejście autor określa jako "prostą pedanterię Anglików od patentów" zbywając je "lepszym polskim prawem patentowym
(podobne do obowiązującego w ZSRR, obu państwach niemieckich, w krajach skandynawskich i wielu innych europejskich)".

Powrót do tej książki w ubiegłym roku był fascynującą podróżą w czasie.

Nie chciałbym abyście mnie źle zrozumieli - książka ma masę aluzji do rzeczywistości bloku wschodniego i czasów. To nie jednak wina autora, a czasów.
Autorowi chwała za to, że w tamtych czasach propagował gry wszelakie i przemycił masę gier o których usłyszeliśmy dużo dużo później, jak Diplomacy, Risk, czy wreszcie Monopoly.
I zaszczepił to nie tylko swojemu synowi, jednemu z największych polskich popularyzatorów gier, Wojciechowi Pijanowskiemu ale i wielu, wielu innym osobom.
Dziękujmy Panu!

Dziś trudno znaleźć w Internecie tę książkę, ja sam nabyłem ją w ubiegłym roku na aukcji - wspominałem o tym już w krótkiej notce Wargaming za żelazną kurtyną.
Przedstawię Wam najciekawsze fragmenty dotyczące gier symulujących życie, wojenny, politycznych i ekonomicznych.
Zwróćcie uwagę na to jak klasyfikowano i przedstawiano ówcześnie gry w naszym bloku wschodnim, oraz przez Waddingtona, Calloisa, Huizinga, Murraya, Boyeraa, Bella.
Myślę, że powinny one Was zainteresować.
Zwłaszcza kończąc, nasz rodzimy autor Łukasz Gołębiowski w książce 1831 roku Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym, lub niektórych tylko prowincyach (jest ogólnie dostępna w Google Books).
Zabawa jest celem gry najprostszej, najlichszej i najwyszukańszej, tysiąc kombinacji za sobą pociągającej. Szuka jej zarówno wiek dziecinny, średni i podeszły, nie odrzuca późna starość nawet po trudach i pracy rozrywa się nią w swobodniejszej chwili kmiotek, mieszczanin, kupiec, szlachcic, pan możny, za nią ubiega się rycerz i prawnik, człowiek światowy i kapłan lub zakonnik, uczony i prostak, płeć jedna i druga, z tą tylko różnicą, że sobie właściwej szuka, tę wybiera, tej nad innymi daje pierwszeństwo; a stad wielka jest rozmaitość, niezliczona prawie mnogość i trudne ich wyliczenie, podział, opisanie trudne; iąć się ich przecie godzi, ażeby i w tym względzie skreślić zwyczaje ojczyste...

Nie zapominajmy o tym i tolerujmy wszystkich graczy, bez względu na ich bigoteryjne podejście.
Do książki jeszcze wrócę, obiecuję że w nie będzie to roczny odstęp czasu.
Miłej lektury.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget