Trójgłos na temat nowej Magii i Miecza

Postanowiłem poprosić dwie osoby reprezentujące dwa odmienne pokolenia graczy do dyskusji na temat nowej Magii i Miecza.
Artur Marciniak [AM] współtworzył pierwsze MiMy, ja napisałem coś do MiM w późnych latach dziewięćdziesiatych [AK], natomiast Maciej Gajzlerowicz [MG] napisał tekst do nowej Magii i Miecza.



Artur Marciniak

Redaktor naczelny czasopisma Magia i Miecz w połowie lat 90-tych, obecnie prowadzi dwa blogi: Polish Miniatures | Polskie Figurki oraz Wojna w miniaturze War in miniature

Maciej "Aureus" Gajzlerowicz 

Autor licznych tekstów blogowych i artykułów internetowych związanych z grami fabularnymi, planszowymi, komputerowymi oraz filmem i muzyką (z perspektywy rozrywkowej). Jego głównym projektem jest darmowa retrogra Wiatyk oraz materiały z nią związane.

Adrian "Borejko" Kuc

Bloger. Moje teksty pojawiały się w magazynach hobbystycznych (Magia i Miecz, Portal, Kwarta) oraz serwisach internetowych (Histmag, Polygamia, Gadżetomania, Esensja). 





AK: Lekturę nMiM mamy za sobą. Wróćmy jednak do samego początku, czyli zbiórki na Wspieram.to, która wzbudziła trochę kontrowersji. Jak ją wtedy odbieraliście? Zebrano czterokrotnie więcej niż zamierzano i strach się bać co byłoby gdyby przekroczono 100 000 PLN.

MG: Zbiórkę komentowano obszernie i ciekawie, z czego dwa moim zdaniem najbardziej warte uwagi wnioski dotyczyły, po pierwsze, źle uporządkowanych (i nieatrakcyjnych) celów dodatkowych, po drugie: zbyt częstego odwoływania się do nostalgii. Zamiast podkreślać, jak wiele takie czasopismo jest w stanie wnieść do naszego hobby, skupiono się na tym, co wnosiło ono dawniej, co z mojej perspektywy jest niewłaściwym krokiem, gdyż nMiM może dla nas sprawować nie tylko rolę pomostu do lat dziewięćdziesiątych, ale też wpłynąć na współczesne pokolenie graczy i pomóc zrodzić nowe, warte uwagi idee.
Z kolei częste opinie związane z "zajmującym miejscem" działem LARP-owym wydają mi się nie na miejscu. Jakby spojrzeć na MiM z pierwszych lat, to po odrzuceniu wszystkich reklam, tekstów poświęconych grom bitewnym i Kryształom Czasu pozostawało zaskakująco mało miejsca na teksty dotyczące RPG. Pierwszy numer nMiM zawiera zaś tyle tekstów RPG-owych, ile kilka dawnych numerów razem wziętych. To, że dodatkowo czasopismo chce wspierać LARP-owców wydaje mi się nie tylko żadnym problemem (pozostałych tekstów i tak jest masa), ale też gestem, z którego wiele osób może skorzystać.
W przeciwieństwie do tekstów prawiących jak to drzewiej w MiM bywało, które zdają mi się bezużyteczne.

AK: Niewłaściwym krokiem to chyba było przekraczanie dobrego smaku - "sypnijcie goldem" ujdzie, ale "policzmy się" ?
Do tego wspomniane nieatrakcyjne cele wypunktowane przez wiele osób w sieci.
Jak pokazała zbiórka Artura Szyndlera można przeprowadzić jeszcze gorzej kampanię finansowania społecznościowego (choć przygotowana była nieźle).
Niemniej jednak cel reaktywacji legendy, którą zapoczątkował między innymi Artur został osiągnięty.
Co się tyczy LARPów - osobiście wolałbym działkę wargamingową (jak to było w MiM). Jednak pomysły, patenty te z RPG i LARP zazębiają się od lat i nie widzę w tym nic zdrożnego, a więcej pozytywów. Zgadzam się z Maciejem. Przy czym gdybym miał moc sprawczą miejsce na LARPy okroiłbym (aż 30 stron ?). Moim zdaniem "złoty podział" był w tych starych MiMach - 4 ostatnie strony na Klan Miłośników Gier Strategicznych. Ale to nie ja decydowałem o zawartości pisma, ani Czytelnicy.
Pomimo, że w wspominkach Maciej Nowak Kreyer pisze: "Nie prowadziliśmy badań rynkowych, nie modelowaliśmy uśrednionego odbiorcy, pod którego można było dopasować teksty" to ankietę w każdym numerze MiM, każdy pamięta.
Nawet jeśli miałaby mieć ona taki wpływ jak pierwsza ankieta Fajne RPG (dotycząca gry, która miałaby się ukazać na polskim rynku) to dałaby chociaż złudzenie decyzyjności Czytelnikom.

AM: Co do zbiórki, nie mam większych zastrzeżeń, może dlatego, że nie śledziłem jej na bieżąco, zerknąłem kilka razy na początku, a potem już nieregularnie. Co mi się podobało, to dość dobry kontakt z osobami interesującymi się samą zbiórką, powinien być to standard w każdym przypadku korzystania z crowdfundingu, a jak bywa, wszyscy chyba wiemy. Nie podobały mi się niektóre wpisy obecnego wydawcy, publikowane na fejsie. Jakoś tak trąciły nie tą samą kategorią jakościową, co komunikacja na stronie zbiórki. Ale to może tylko moje wrażenie.
Wspomnę też o tym, że wydawca nie ma teraz lekko, o nie ma. Pokazanie pierwszej wersji okładki wzbudziło falę krytyki, jakiej w życiu bym się nie spodziewał. "Profesjonalizm" niektórych uwag porażał... No ale nasz klient, nasz pan. Skoro o okładce mowa - podoba mi się logo pisma. Bardzo delikatnie nawiązujące do starego, bardziej symbolicznie niż namacalnie, i ma coś, co sprawia że się je pamięta.
Zarzut uciekania się do nostalgii połączyłbym z samym pismem. Ok, mamy nową Magię i Miecz. Wiemy już, że to pismo powstałe jako reaktywacja starego, z nowym wydawcą i nowymi ludźmi w redakcji. Z nowym, miejmy nadzieję, planem działania. Tekstów o tym, jak w starej Magii było, jest - obiektywnie - za dużo. Wystarczyłby chyba jeden, może napisany przez grono autorów, a nie jednego, o objętości góra połowy istniejących tekstów wspominkowych. Nie wnoszą one, praktycznie, nic do pisma, zwłaszcza iż jeden z nich był w niemal identycznej formie dostępny znacznie wcześniej w Sieci, bynajmniej nie na stronie projektu.
A LARP-y... Hmm, nie będę ukrywał, nie jestem specjalnym zwolennikiem, trudno jednak zaprzeczyć, że istnieje grono fanów, w znacznej mierze pokrywające się z fanami RPG. Uważam jednak, że jak na pismo o grach fabularnych, to objętość "larpowa" jest o wiele, wiele za duża. 4 strony, wspomniane przez Adriana, byłyby chyba niezłym rozwiązaniem.

AK: Nie chciałem poruszać tych tekstów wspominkowych, że znalazło się ich za dużo, bo u mnie chyba z trzydzieści osób się wypowiadało na ten temat. Kiedy z papierowego pisma "ucieka" więc 40 stron (10 stron na wspominki, 30 na LARP-y) to przypominam sobie Portale z fontem ósemką...

AM: Fakt, sporo tych stron zniknęło na rozmaite tematy niezbyt ściśle związane z grami RPG. O ile materiały wspominkowe raczej znikną, o tyle z tymi dotyczącymi LARP-ów zapewne przyjdzie nam żyć... Sądząc po dotychczasowych wypowiedziach redakcji. Trudno - dla mnie te strony są raczej zmarnowane. Parę stron mogłoby stanowić zachętę dla graczy RPG, by zagrać i w LARP-y, a tak robi się pismo, które w bardzo dużej mierze, jak dla mnie, przeznaczone jest, po prostu, dla LARP-owców.

MG: Pod wieloma względami się zgadzamy - sporo w tej zbiórce było nie tak, coś z pierwszym numerem (którego kształt poznaliśmy dopiero pod koniec zbiórki) było nie tak. A jednak kampania crowdfundingowa skończyła się sukcesem. Dowód na to, że sentyment polskim fanom przytępia zmysły, czy przeciwnie: czasopismo RPG-owe jest nam tak bardzo potrzebne, że jesteśmy w stanie na wiele przymknąć oko w nadziei, że będzie lepiej?

AM: Myślę, że to wpływ obu tych czynników, choć nostalgii zapewne mniejszy. I słusznie - to jednak nowe pismo, a i sami odbiorcy i warunki, w jakich się ukazuje, są całkowicie odmienne. Trudno ukryć, że prawdziwe, papierowe pismo jest, po prostu, fajną rzeczą. Jakoś lepiej czyta się staromodny papier, grupujący wyselekcjonowane materiały, niż najlepsze nawet, pojedyncze teksty rozsiane po Sieci.

AK: Zmysły są przytępiane nam od lat i raczej nie tylko sentymentami.
Czasopismo było nam potrzebne w momencie kiedy upadał Gwiezdny Pirat, Fantazyn, czyli ostatnie pisma dotyczące gier fabularnych. Przez osiem lat ludzie przyzwyczaili się do internetu. Do zakupów w sieci. Do PDF, blogów, RSSów, sieci społecznościowych i wielu innych elementów, z którymi stykamy się na co dzień.
nMiM trzyma fason - tu oka nie trzeba przymykać - co więcej pod względem redakcji stoi bardzo wysoko. Tylko czy w dzisiejszych czasach to ma sens?
Kiedy GW i czołowe strony informacyjne (z praktycznie każdej branży) mają gorszą korektę i redakcję niż nie jeden tekst erpegowy.
Piszę to z całą powagą, wystarczy poczytać +Press, Orlińskiego, posłuchać wypowiedzi artystów na temat kultury i całej rzeszy ludzi, którzy znają się lepiej od nas na mediach.
Ja w tym wszystkim upatruję nadal tej chęci poklasku, błyśnięcia nazwiskiem w magazynie, fanzinie. Ot, zawsze musimy być bardziej amerykańscy niż sami Amerykanie.
Bo jak obserwuję te duże media, to raczej wszystkie eksperymentują z nowymi formami publikacji w sieci. Tymczasem my wracamy do papieru, który wszystko przetrwa.
Oprócz rzeczywistości rynkowej.

MG: Z kolei sam jestem przekonany, że nowy MiM jednocześnie może okazać się przydatny, jak i jest potrzebny. Wiadomo, że stworzono w ostatnich latach wielką bazę tekstów w sieci, lepszych i gorszych, zapomnianych i cytowanych. Wiele osób jednak kojarzy blogosferę RPG-ową z pewną społecznością i rzadko pojawiają się w niej nowe osoby, które zostałyby na dłużej - podobnie to zresztą wygląda na Polterze. nMiM zaś jest szansą na świeżą krew, na zabrania głosu przez osoby, która swoje spojrzenie na hobby długi czas zachowywały dla siebie.
Sam nigdy nie byłem w stanie (i nie bardzo chciałem) zrealizować koncepcji "Jesiennej gawędy", jednak nie odmawiam tekstom Ignacego Trzewiczka ogromnej kreatywności i wpływu na setki grających, które z kolei zaowocowały charakterystyczną, "polską szkołą" myślenia o światach fantasy - co z pewnością odcisnęło się na całej mojej historii grania. Może nMiM zdoła odkryć autorów z podobną siłą głosu.
Niewiele osób pamięta, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku dwudziestego pierwszego wieku w Internecie było sporo portali RPG-owych które wyprodukowały tysiące scenariuszy, NPC-ów, modyfikacji mechanik, magicznych przedmiotów, potworów itp. Wszystko to jednak odeszło w niepamięć. Także współcześni twórcy blogów często porzucają dawne projekty i decydują się na świeży start. Internet potwierdza swoją nietrwałość, natomiast wciąż znajdą się osoby, które cytują lub przywołują mające niemal dwadzieścia lat artykuły z Magii i Miecza lub do niego sięgają, by zobaczyć jak to było.
Zarazem wiele z tych dawnych tekstów wydaje się już zabawnych, nieaktualnych, wręcz zbyt górnolotnych - skupiają się na głębi fabularnej, wczuwaniu się w złożoną psychologicznie postać, poświęcaniu się prowadzącego na rzecz "prawdziwej sesji". Nowy MiM da szansę utrwalić nowe spojrzenie, do którego również, być może, będą niektórzy odnosili się za choćby dekadę.

AM: Jeszcze chwilka, może zanim zaczniemy o tekstach, przypomniałem sobie, że chciałem powiedzieć kilka zdań na temat wyglądu pisma jako całości i jego makiety. Nie jestem grafikiem, prowadziłem jednak przez ostatnie kilkanaście lat sporo różnych pism, naoglądałem się więc, siłą rzeczy, projektów w dużych ilościach. Okładka mi się podoba, i pod względem graficznym, i pod względem układu napisów. Co mi się nie podoba... Nie podoba mi się makieta, wygląd stron pisma. Tytuły i "stopki" artykułów miały być chyba identyczne. W niektórych pojawia się opis treści, w innych nie. Dwułamowy układ strony nie jest dla mnie czytelny. Jeszcze idzie wytrzymać, gdy na stronie nie ma ilustracji zajmujących jeden lub co gorsza półtora łamu. Ale gdy są, wzrok ślizga się po niemal pojedynczych wyrazach. Kiepsko się to czyta. Denerwuje mnie też bardzo duże światło na stronie, zwłaszcza margines dolny. Bardzo, bardzo nierówne są również ilustracje, ale tym bym się nie przejmował. Część grafików się wyrobi, część się wykruszy, przyjdą nowi. Gorzej, że znaczna większość ilustracji sprawia na mnie wrażenie wciśniętych do tekstu naprawdę na siłę, ma najczęściej nikły związek z treścią.

AK: Na ten brak związku ilustracji z tekstem faktycznie zwróciłem uwagę, natomiast same jako takie mi się podobają tzn. są dla mnie w porządku, ani na plus, ani na minus.
Okładka już jest taka sobie - zbyt dużo kolorów jak dla mnie dla mnie.

AM: Ok, czas chyba na mięcho, czyli samą zawartość pisma. Zanim przejdę do innych, przez chwilę wspomnę o jednym, który wywarł na mnie marne wrażenie. "Larpowa Kamasutra"... Rozumiem, że jesteśmy dorośli... Przynajmniej w większości. Rozumiem, że czasami scenariusze niektórych LARP-ów mogą mieć coś wspólnego z szeroko pojętą erotyką... Ale na Cthulhu... ten tekst jest, po prostu, żenujący... Opisywanie technik odgrywania scen seksu na larpie, "bo może to być ważne dla gry"? Machanie rękoma bez dotykania ciała drugiej osoby, techniki chorwacka, norweska czy włoska... Czytałem to z niesmakiem. Dla mnie strzał w stopę.

MG: Jako anty ideał wybrałbym "Sztuczki językowe w narracji". Może to ze względu na ciągnące się za mną widmo filologii polskiej, jednak w rzeczywistości nie wiem, dlaczego takie, a nie inne chwyty językowe zostały wybrane, zaś ich ostateczny zbiór wygląda jak próba streszczenia dowolnego podręcznika do poetyki. Mniej tu porad dla grających, więcej suchych danych (nie ma nic bardziej fascynującego jak omawianie "porównań") zaś podane przykłady (jak "lodowaty płomień szaleństwa w oczach") humorystycznie zniechęcają do wysłuchania almanachu. Końcowe podsumowanie ("tak naprawdę graczom jest zupełnie obojętne, co i jak mówi MG") doskonale odpowiada na ciągle obecne przy lekturze pytanie: "ale po co to robić?".

AM: Tak, nie sposób się nie zgodzić - ten tekst jest ewidentnym wodolejstwem, nie wnosi kompletnie nic ani do pisma, ani do wiedzy osoby, która go przeczytała. Redakcja powinna być wyczulona na coś takiego, a zwłaszcza na zakończenie tego rodzaju - to przyznanie się autora, że napisał coś, do czego sam nie jest przekonany. Sztuka dla sztuki, tekst dla zajęcia papieru.
Żeby nie było tak negatywnie - mam też teksty, które uważam za całkiem niezłe. Zważywszy, że ze zbiórki wynikało, iż "Nowa Magia i Miecz" ma pełnić rolę kaganka wiedzy na temat RPG wśród nowych adeptów, podobał mi się artykuł "Miłe lepszego początki", o rozpoczęciu przygody z grami fabularnymi. Nic odkrywczego, ale jestem przekonany, że rozjaśni w głowie osoby, która nie ma pojęcia "z czym to się je". Całkiem fajny był też tekst Tomka przeznaczony dla chcących pograć czterdziestolatków. Również oparty raczej na oczywistościach, jednak wbrew pozorom nie dotyczy li tylko osób w wieku zaawansowanym. Problem braku czasu jest dość uniwersalny i zaczyna się chyba zaraz po studiach...

MG: Moją uwagę też zwróciły "Miłe lepszego początki", które uważam za jeden z najlepszych tekstów w całym numerze (a zarazem jeden z najlepszych tekstów dla początkujących w ogóle). Autorka pisze w tonie koleżeńskim, wyluzowanym, dzieląc się radami, z którymi owszem, sam nie zawsze bym się zgodził, ale, jak podkreśla:, odnosi się do najbardziej trwałych stereotypów i perspektyw, zachęcając, by od jej tekstu zacząć, a później szukać własnego stylu. Naprawdę sądzę, że jej praca jest w stanie bardzo ułatwić początkującym RPG-owcom stawiać pierwsze kroki. Wszystko to zaś podane jest radośnie i z wręcz zarażającą pasją. Myślę, że to właśnie ten artykuł powinien otwierać pierwszy numer Magii i Miecza - poprzedzając nie tylko mój, mocno teoretyczny i poważny tekst, ale też teksty wspominkowe.

AK: Trochę się zastanawiam, bo z moją niewyparzoną gębą mógłbym się przyczepiać długo, począwszy od wspominek, skończywszy na nieszczęsnym seksie na LARPach."Larpowa Kamasutra" - “nie dla mnie całe to porno, od porno ta ja chce mieć głowę wolną”. Zgadnę - tekst pojawił się chyba by wzbudzić kontrowersje, a więc dyskusję wokół nMiMa?
A tej jak na lekarstwo po dwóch tygodniach prawda?

I właśnie to mnie zadziwia - pojawia się SL, pojawia się nMiM i ich redaktorzy nie mogą zrobić jednej prostej rzeczy, która udawała się Trzewikowi co dwa miesiące - mieć jednego Tekściora numeru, tekst do którego wracamy niczym do starych dawnych MiMów, by dowiedzieć się czegoś konkretnego o konkretnym elemencie gry, przypomnieć patent na prowadzenie, czy odgrywanie.
Znajdujecie / znaleźliście taki tekst do którego wrócicie i wyciągniecie nMiMa po raz kolejny z półki? Wspominacie o "Miłe lepszego początki" - to ten tekst ?

MG: Przeglądam ten numer po raz kolejny i muszę przyznać, że nie widzę w nim tekstu numeru, który po latach byłby wciąż dobrym tematem do dyskusji. Ale nie widziałem ich też co miesiąc w starych numerach Magii i Miecza. Myślę, że średni poziom dawnych tekstów jest mocno zawyżany przez nostalgię. Mam przy tym nadzieję, że w przyszłych numerach pojawi się mniej tekstów w stylu "Grzechy główne organizatora konwentu" albo "Dziesięć grzechów LARP-owego Mistrza Gry", które wyglądają jak zbytnio rozbudowane żarciki z Joemonstera.

Nie ma możliwości, by cały numer był naszpikowany ponadczasowymi tekstami dla każdego. Ten numer adresuje do różnych grup grających. Jest dużo scenariuszy i tekstów scenariuszocentrycznych, są poradniki (w większości marne) dla prowadzących i już wcześniej omówiony przez nas świetny tekst dla początkujących. Nawet darmowa gra Wicka poszerza krąg odbiorców o fanów gier niezależnych, co fajnie koresponduje z tekstami do Sewedży. Jestem na tak.

Ale gdyby zważyć w jednej ręce wartość tekstów z pierwszego numeru nMiM-a zaś w drugiej teksty z drugiego numeru Spotkań Losowych, myślę, że ostatecznie korzystniej wypadają Spotkania Losowe. Przy gorszych ilustracjach są to jednak teksty bardzo ciekawe, o wiele bardziej zbliżone do poziomu naukowego (zresztą czasopismo jest nadzorowane przez ludologów, nie wydawców), adresowane do teoretyków. Z drugiej strony można przyznać, że nMiM mniej ma teorii, a więcej praktycznych wskazówek. Jednak czytając "Dobre rady wujka Curtisa" lub "Sztuczki językowe w narracji" można powątpiewać, czy rzeczywiście wyszło to na korzyść.

Gdybym miał podać moje top trzy tekstów z tego numeru wskazałbym już omówione "Miłe lepszego początki, czyli poradnik początkującego gracza", wywiad (niestety już dość stary) z Johnem Wickiem oraz "Dobrze wyglądamy i gramy po czterdziestce - to nie takie proste...". Wywiad zawiera wiele bardzo ciekawych wypowiedzi które dobrze podsumowują współczesną szkołę grania, z którą fani pierwszej edycji Legendy Pięciu Kręgów wcale nie muszą się utożsamiać.  Z kolei tekst o graniu w wieku średnim, choć rozpoczęty zbędnym fluffem, pokazuje faktycznie nową dla wielu perspektywę, z którą warto się skonfrontować, a z którą też wielu będzie musiało się zmierzyć wcześniej czy później. A ostatni akapit stale wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

AM: Według mnie wyróżniające się teksty, to już wspomniane "Miłe lepszego początki...", "Dobrze wyglądamy i gramy po czterdziestce..." oraz "Liceum Byron Falls". Nie są to teksty super-znaczące, które będą odbijać się jeszcze długo echem, jednak mają ważne zalety. Nieźle napisane, wnoszą coś istotnego i - w przypadku "Liceum..." pozwalają zrozumieć czym są gry RPG niezbyt, nazwałbym je, tradycyjne. Zawiedziony jestem nieco pomysłami na przygody, mocno sztampowymi, niemniej jednak trudno tu o coś specjalnie rewolucyjnego. Ogólnie numer oceniam na delikatny plus, mam też nadzieję na tendencję wznoszącą. Warto też pamiętać, że pismo startuje jednak w otoczeniu całkowicie odmiennym, niż pierwowzór. Nie ma i nie będzie łatwo.

AK: Również przeglądnąłem ponownie nMiM. Konfrontując z naszą dyskusją nie sądzę że pierwszy numer spełnił swoją rolę (co nie oznacza, że jest zły, a wręcz przeciwnie!).
Wpływ na nowe pokolenie RPGowców mizerny, dyskusji na temat zawartości niewiele, bądź pojawia się w hermetycznych społecznościach. Nie stworzył jakiejś pozytywnej wymiany informacji. Współtworzą i komentują go nadal ci sami ludzie (o których wspomina Maciej mówiąc o nietrwałości internetu). Gracze to w zdecydowanej większości rozsiane po kraju grupki znajomych, które grają a nie stanowią o fandomie o jakim pisze Marcin Segit w tekście „Ten straszny fandom”.
Zdecydowana większość graczy to ci spotykający się przy piwie/coli/chipsach, a nie szukający pokrewnych dusz na konwentach, bądź podnoszący swój współczynnik Morale kolejną zaliczoną grą w cefałce erpegowej przed kolejnym internetowym flejmem.
Sądzę, że Twoja waga Macieju jest rozregulowana przez osobiste sympatie i upodobania kiedy wspominasz o przewadze SL nad nMiM (Ludolodzy w SL w liczbie mnogiej? Naprawdę?). SL to hermetyczne pisemko, zaś przed Tomaszem Chmielikiem stoi zupełnie odwrotne zadanie - trafianie do większego grona odbiorców niż fani gry Witches on N'kai czy osoby roztkliwiające się nad kosmogonią DnD. 

Nie widzę w tym nMiM tej herbatki w niedzielę (o której wspomina Sting), przy której poczytam sobie ponownie konkretny artykuł w poszukiwaniu inspiracji czy informacji. Natomiast do tekstów z starego MiMa zdarza mi się wracać ponownie. Dziś do pigułkowego opisu demonów WFRP Artura wracam, pomimo że mógłbym przejrzeć oficjalne opracowania.
Tu nie widzę takich tekstów... ot jak napisał Pilch ” Każdy ma takiego demona, na jakiego zasłużył”.

AK: Dziękuję Arturze i Macieju za poświęcony czas, zaś Czytelnikom za dobrnięcie do końca.

MG: Dziękuję za możliwość uczestnictwa w dyskusji i życzę przyjemnej lektury kolejnych numerów Magii i Miecza.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget