Gułagi tzn. funi dla funów, a gracze realni

Łukasz w ostatnim wpisie wspomniał na wstepie o e-fundomie i graczach realnych. To zupełnie dwie inne pary kaloszy. Z jednych wystaje słoma, bo tak naprawdę ci gracze nie mają styczności z e-fundomem, nie postrzegają zmian zachodzących w RPG.

Tym drugim słoma wystaje (jednak nie z kaloszy, a Conversów - oni muszą mieć styl), bo to oni (a nawet Oni!) są tymi wszystkimi Inicjatorami, Zwycięzcami, Żiriniowskimi, Naczelnymi, Designerami, Identyfikatorami, Wydawcami etc.
I jak słusznie Łukasz zauważa piszą dla innych Inicjatorów, Zwycięzców, Żirinowskich, Naczelnych, Designerów, Identyfikatorów i Wydawców.
Ci pierwsi szczerzy i prawdziwi łupią w swoje DnD, WFRP, Neuroshimy i będzie ich kilka tysięcy osób w kraju, choć chciałbym napisać o kilkunastu tysiącach (cyfry wyssane z palca,  chyba że ktoś wierzy w policzonych przez tych domagających się twojego golda).

Ci drudzy, uwikłani w TWA muszą niestety iść na kompromisy z tymi, którym obrabiają anusy na prv. Życie - by zaistnieć dla kilkuset e-funów trzeba otworzyć swój zwieracz dla innego przyrodzenia, trzeba poklepać po ramieniu "supcio tekścik, niezła scenareczka bro".
Tak jak w pamiętnych Latających Spodkach: "Chcesz być sędzią? Nie? To startuj!". 
Te kilkaset osób jest niezmienne - skutecznie odstraszają od hobby gwałcący i gwałcone (w wyobraźni), wannabe (kostką z Pyrkonu) itp. ewenementy (choć bardziej pasowałoby komunistyczne:"element").
Nowe twarze pojawiają się niezwykle rzadko, częściej twarze są te same, a nicki inne.

Ostatnio napisał do mnie znajomy - ten z grupy w kaloszach. Gracz nie mający nic wspólnego z siecią, z fanami dla fanów. Popełnił drugą grę utrzymaną w stylu tych z lat 90. Odpisałem co sądzę o pomyśle, poparłem danymi o sprzedaży, popularności dzisiejszych gier itp.
Odpisał że cały ten FATE to jakieś niedorzeczne, abstrakcyjne pomysły i się obraził, bowiem jego grę kilka osób obejrzało i było zadowolonych z wyniku prac.
Trochę odrealniony, można by rzec - ale bawi się dobrze. To dobrze. Przez ćwierć wieku o ile dobrze pamiętam.

Koegzystencji web-real nie ma i nie zmieni tego żadne pisemko. Graczy nie interesują wyniki konkursów, jedyne fanziny, statystyki odwiedzin stron internetowych i kto jest Identyfikatorem.
Analogicznie e-fundomu nie interesują gracze. Także można poświęcać w piśmie szpaltę na Bitches of N'Kai, o której nikt nie słyszał w pierwszym lepszym sklepie z grami. Albo pisać AAR w o hacku na dryfcie stunningowanego Labirynth Mundi. 
Ego polskich publicystów erpegowych jest niezmienne od lat i każdy z nich musi ciągnąć swój wóz na drabiniasty. Na swe ego. A homonto uwiera.
Pod sklepami na papierosie z grami w Polsce gracze nie dyskutują godzinami na ten temat autora hacka, lub tego czy Borejce sprzeda się na eBayu Nobilis za pięćdziesiąt GBP i skąd go ma.

Na marginesie. Spotkanie z pierwszymi poznanymi mi osobami grającymi w RPG w Anglii, (małżeństwem Mark i Yvonne) przeświadczyło mnie, że tak może wyglądać to na całym świecie - oni nie mieli żadnych kontaktów z angielskim fandomem i całym tym blichtrem. Oni grali po prostu w DnD od końca lat siedemdziesiątych do 2004 roku.
Podobnie wydaje mi się odbierają całe to hobby pozostali gracze, z którymi miałem okazję się spotkać w UK. Np. grający w bitewniaki bywają na Golden Demonach i tyle. Chcą zobaczyć najciekawsze figurki w  tym roku, podpatrzeć, podpytać co i jak, ale nie pracują nad poprawą jakości dyskusji w fundomie lub nie skarżą się Timesowi na gwałty w wyobraźni.
"Patrz na niego - on mieszka w jakiejś pie%dolonej norce Baginnsa" 
Współlokator o graczu, od którego kupowałem old WFRP.

Z "pracy" online wyleczyłem się dawno dawno temu, stąd nawet nie wiem czy zaglądałem więcej niż pół tuzina razy na Manufaq.
Znam problem koordynatorów, wyrobników od środka. Znam klakierów, bankierów, złodziei czasu i pomysłów itp. W niezależnynych grach wideo i w grach fabularnych.

Kiedyś koordynowałem design w "dużym projekcie cRPG AAA".  Moja praca skupiała się na opracowaniu mechaniki, pozyskiwaniu sponsora strategicznego i przyklepywaniu absurdalnych pomysłów w świecie gry. Te "wybitne" pomysły Chiefa miałem akceptować jako aksjomat. Po dziś dzień to pamiętam, bo jak to Łukasz określa "byłem wykorzystany na bezczela".
Oczywiście kasę zainwestowaliśmy gdzie indziej, a "niesamowity projekt cRPG AAA" zamarł.

Poświęciłem również trochę czasu na pomoc w rozwoju portali, gier itp. "działalność fanowską".
Dziś wolę napisać sobie w wolnym czasie taki tekst, poczytać książkę lub doskonalić swoje umiejętności. Niczym człowiek renesansu np. bawię się Scribusem, nie Quarkiem.
Znam się na wszystkim i niczym.
Jak reszta rodaków.
Ale nie marnotrawię już czasu na "od fanów dla fanów (pod redakcją XY)".
Nikt mnie kupił. Nikt też nie zarabia (poza Google, które zarabia na Tobie też, w tym momencie).
Pracuję na swój kapitał.

Celnej puenty obawiam się nie będzie.
Ale spróbuję.
Szanuj swój czas, nie sprzedawaj się za reklamy, egzemplarze autorskie, śmieszne stawki 70-120 za artykuł, nie wierz w redaktorów, korektorów (zdających egzamin na dziennikarza postawieniem strony na wordpressie i zakupie domeny .com czy .pl).
Takich korektorów i redaktorów znajdziesz w swoich kontaktach również.
A przede wszystkim inwestuj w swój kapitał społeczny.
Coś co powtarzam od momentu gromkiego wydalenia z Poltera 1.1-1.9.

PS. Zagadka na koniec.
Co kieruje ludźmi, którzy potrafią jechać miesiącami po człowieku za to że napisał o "branży pojehów", a potrafią w superlatywach wspominać o ludziach którzy tytułowali nas, funów "per ku*wa" ? 


photo credit: thatguygil via photopin cc

Adriano 'Borejko' Kuc

Bloger. RPG są moim hobby od 1986 roku, podobnie jak gry wideo. Moje teksty pojawiały się w magazynach hobbystycznych: Magia i Miecz, Portal, Kwarta; oraz serwisach internetowych m.in. Esensja, Histmag, Gadżetomania, Polygamia.
Jeżeli przez przeoczenie lub jakiekolwiek zaniedbanie niechcący wykazałem jakiekolwiek odchylenie seksistowskie, rasistowskie, kulturowe, nacjonalistyczne, regionalne, intelektualne, socjoekonomiczne, etnocetrystyczne, fallocentryczne, heteropatriarchalistyczne lub inne, jeszcze nie nazwane - przepraszam i czekam na wszelkie sugestie dotyczące możliwości naprawienia moich błędów. James Finn Garner - Politycznie poprawne bajki na dobranoc.
Tagi:

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget