Polteriada - łyżka dziegciu w Kufel

Wędrując po bezkreseach Alternatywnej Rzeczywistości Fundomu natrafiłem  na ...głupie komentarze..., ...pyskówki... i ...prostactwa... Nihil novi, oto bowiem zakończył się Kufel, do którego "trolle" dorzuciły dziegciu już przed grand finale, czyli Quentinem.
W dużym skrócie flejm rozbija się o dysproporcję pomiędzy głosami jury tzw. Wetaranów, a głosami tzw. Publiczności zgromadzonej Panie i Panowie, zagrajmy w RPG.
Ot, "doświadczeni erpegowcy" nagrodzili przygodę autorstwa Reputakowskich, zaś społeczność z FB zadecydowała zgoła odmiennie.
Życie.

Zacząć należałoby od tego czy jest co nagradzać, skoro nas tak mało, a wrzucanie różnej kategorii scenariuszy do jednego worka nie wydaje się być rozsądne. 
Dobrym tworem, może być na przykład  taki, który jest niepowtarzalny, nieprzewidywalny i niespotykany dotychczas. Zazwyczaj MG spisuje taką rzecz (w formie szczątkowej), bo chce ją poprowadzić - nie kieruje nim chęć osiągnięcia zysku, nagród, poklasku, sławy. Chodzi o sprawienie frajdy sobie i swoim znajomym. To spora satysfakcja, a zarazem motywacja do dalszego ciągnięcia scenariusza/ kampanii - dobra zabawa we wspólnym gronie znajomych.

Jeśli startujemy w jakimś plebiscycie, konkursie generujemy w dużej mierze produkt przeciętny w swej formie. Nośny, który powinien przypodobać się niekoniecznie każdemu, ale na pewno jury.

Zaś głos ludu? Podobnie jak w demokracji o wyborze decyduje i błazen i król po równo. Głosowanie to tylko narzędzie i nawet starannie dobrani sędziowie nie zagwarantują i nie odzwierciedlą gustów publiczności. Mogą się kierować swoimi sympatiami, dziwactwami, frakcjami, udostępniać głosowanie tylko jednej i wybranej grupie itp. itd.

Dzisiaj uczestniczenie w konkursie ( który może zorganizować każdy i wszędzie, nie kiwając praktycznie palcem - o czym pisze inicjator Kufla- karczmarz) przestało być nobilitujące już dawno, dawno temu. Podobnie jak pisanie dla portali, serwisów, gazetek. Owszem, niesie to pożytek. Właścicielom serwisu, jak to pisał +Tomasz Kucza czy +Piotr Gnyp w tekście Zarobki z pisania o grach.
Nagrody liczą się w przypadku showbussinesu, bestsellerów. Tam gdzie istotna jest sprzedaż produktu. Nie na polskim rynku (którego wszak nie ma).
Od pisania przygód doskonałych w swej formie, są wydawnictwa zatrudniające: pisarzy, projektantów, redaktorów, korektorów, ekspertów, grafików i całą rzeszę innych kierowników i liderów.

Szkoda, że scenariusze pojawiają się sporadycznie w blogosferze (nie wspominając o resztkach portali) - wszyscy raczej starają się przygotowywać je wyłącznie na konkursy czyli własnie "pod publikę" (przysłowiowe: "nie ma nagród - nie ma karnawału scenariuszy"). Stąd mamy od lat podobne konkursy, podobne scenariusze, podobne gusta, podobne oceny i takich też sędziów. Co z wszech miar zdaje się być złe i szkoda, że nawet alternatywa jaką mógł być Kufel nie poradziła sobie z bolączką fundomu.
I nic nie zamierza się zmienić.

Nie przypominam sobie abym zetknął się z dobrymi scenariuszami za sprawą konkursów internetowych.
Raz zdarzyło mi się przyglądać w pubie nieznanej mi bliżej grupie graczy, która naśmiewała się z scenariuszy Quentina. Zaznaczę - nie piszę tego, aby deprecjonować rolę tego konkursu, ot spostrzeżenie z realu na net. Nigdy też nie spotkałem się w realu z kimś, kto zachwycałby/polecałby mi jakiś polskojęzyczny scenariusz nadesłanym na internetowy konkurs.

Istnieje jednak cała masa dobrych scenariuszy i autorów. Kilka scenariuszy jest zapewne wybitnych, każdy z nas zna, ma takowe, prowadził je lub grał.
Zazwyczaj dobór dobrego scenariusza, a najczęściej pomysłu na przygodę zapewniają znajomi (realni i ci zapoznani internetowo), którzy mają podobne oczekiwania do moich. To ludzie o podobnych zainteresowaniach, zazwyczaj mający ukształtowany swój gust. Problematyczne jest tylko wyłonienie takiej grupy osób, która jest w stanie polecać nam to co ciekawe i to co nas interesuje.
Znalezienie takiej grupy jest dosyć czasochłonne i trudne - istnieje cała rzesza naiwnych tekstów i takich też autorów, wszak to to User Generated Content. Ale jest też sporo osób, od których możemy się dużo nauczyć i przekazują nam za darmo sporo swojej wiedzy i pomysłów.
Mamy ku temu cały wachlarz narzędzi, które nam to umożliwiają począwszy do RSS, kręgów w Google, spersonalizowanych treści za pomocą agregatów, choćby typu All Top. Jeśli znamy choć trochę język angielski jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji.
Tworzymy grupy oficjalne, nieoficjalne i towarzyskie - społecznościowe, które istniały na długo przed internetem, a doskonałym przykładem z naszego poletka może być TRUST. Grupa, która wykreowała niemało dobrych pisarzy SF w Polsce (choć miała trochę inne cele np. warsztatowe doskonalenie pisarstwa). Nie sądzę byśmy mieli z czymś  podobnym do czynienia w przypadku erpegowców.
Co najwyżej startujący w konkursie autor doradza się u poprzednich jurorów. Już takie działanie może poddawać w wątpliwość uczciwość wobec innych startujących.

Zarzucanie nam kumoterstwa jest zwyczajnie uwłaczające i po prostu mija się z prawdą.

Czymże zatem jest kumoterstwo?
Altruizmem odwzajemnionym ?

Zwróciliście kiedykolwiek uwagę ma regulaminy konkursów?
Szkoda, bowiem dotyczą one w głównej mierze zazwyczaj Was, czyli uczestników tychże konkursów. Członkowie Jury to uprzywilejowane osoby, których zasady już nie dotyczą - przyjrzyjcie się przykładowej stronie konkursu Quentin.
Kapituła ma prawo... ...nie przyznać... ...Kapituła ma prawo ...zmniejszyć liczbę prac biorących udział w finale.
Audyt?
Nie, bowiem robią to za własne pieniądze, jak twierdzą fanowsko. Nawet jeśli tak, to jaką metodą wybrać metodę głosowania? Jak powołać biegłych do analizy wiedzy jurorów, ław, kapituł, sędziów ?

Skoro nominujący Identyfikatora głosowali na kogoś zupełnie innego niż myśleli?
Ten konkurs  miał tyle nieprawidłowości, sprzeczności, uchybień i wypaczeń, że najrozsądniejszym wyjściem byłoby jego anulowanie. Poświęciłem temu całą notkę i w sumie nie bardzo jest po co wracać do tego tekstu.

Taka jest rzeczywistość polskich konkursów, a:

jeżeli to nie jest jasne, pewnie trzeba będzie to doprecyzować w przyszłości
jak odpisał jeden z inicjatorów nagrody.

Skoro sędziowie nie mają kodeksu (choćby etyczno - moralnego) nic nie stoi na przeszkodzie, aby w konkursach sędziowie wpływali na swoje nominacje - nic to zdrożnego, wszak w angielskim parlamencie rozmowy też prowadzone są w lobby. Czyli w kuluarach. Lordowie jednak nie pytają na kogo głosować na publicznych, prywatnych społecznościach, jakby to rzekł Kiepski.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby sędziowie wybierali się pomiędzy sobą również prywatnie, publicznie - to również nic zdrożnego - nawet jeśli ktoś nie zostanie sędzią, zawsze może zostać kandydatem do nagrody. Ot, w kwestii przypomnienia innej nagrody - Latających Spodków.

Wspomnę tu też casus koordynatora, menadżera, współautora i członka teamu deweloperskiego projektu Slavia (mam nadzieję, że wymieniłem wszystkie jego ówczesne tytuły), który przed drukiem nawet nie grał w dodatek, który kupowaliście. Jak sam dodaje - nie musiał iść na kompromisy, większość jego pomysłów trafiła do podręcznika.

Te przykłady (oraz z Identyfikatora), pozwalają mi stwierdzić, że takie zagrania nie są czyste.
Tych z prywatnych korespondencji z niektórymi osobami (sędziami) przecież nie będę publikował.
Nie nazywajmy rzeczy po imieniu i nie róbmy Wprost.

Zatrważająca jest właśnie ta ewolucja, powszechność, rozwój i zobojętnienie fundomu na tego typu zachowania.
A już zupełnie oderwane od rzeczywistości są komentarze osób, które krytykującym konkurs (nie scenariusze!) zalecają krytykę scenariuszy i/lub organizację swoich konkursów.
"Hola! Hola!", chciałoby się zakrzyknąć za klasykiem, albo nawet i "CiszaaAAA!!!".
To, że mam obiekcje co do funkcjonowania poszczególnego browaru, to znaczy że mam być ich kiperem, albo rozlewać swoje piwo?

Tak więc jeśli ktoś w komentarzach powołuje się na etykę, warto aby najsampierw zapoznał się z definicją tejże, a potem przyjrzał się sylwetkom waszych dzisiejszych polskich autorytetów erpegowych.

Szkoda tylko poszczególnych jednostek, które chcą dobrze, a wychodzi jak zwykle.
Jednak nie do końca rozumiem zbulwersowanie Dracha, który przecież mógł odmówić sędziowania, a tym samym nie być posądzany o kumoterstwo. Nie podoba mi się koncert, impreza, sesja - nie uczestnicze. A jeśli już wlazłeś między wrony musisz krakać jak i ony.
Tytułowy dziegieć użyłbym zgodnie z przeznaczeniem. Do smarowania kół -  niektórzy pomimo że jadą na tym wózku to powoli zaczyna odczuwać swoje lata.

A facebookowy problem z wstrzymującymi się od głosu ?
Skoro absurd sięgnął zenitu, niech głosują Prawdziwi Erpegowcy. Ci policzeni. Reszta niech uiści karę.
Tagi:

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget