Agnieszka Hałas: You can look (but you better not touch) - o fantastach, kobietach i bezpieczeństwie na konwentach

Tancerki z grupy Sunanda - Pyrkon 2012. (Zdjęcie: oficjalna strona Pyrkonu 2012).
Agnieszka Hałas i jej niezwykle zdroworozsądkowy głos dotyczący "przejawów seksizmu czy niechcianej uwagi ze strony kolegów z fandomu".


Kiedy deklarowałam, że nigdy nie doświadczyłam przejawów seksizmu czy niechcianej uwagi ze strony kolegów z fandomu, moją intencją nie było bagatelizowanie sprawy bezpieczeństwa kobiet na konwentach. Przepraszam, jeśli ktoś tak odczytał moją wypowiedź. W kontekście wpisu Nerd Kobiety o molestowaniu seksualnym na konwentach oraz wypowiedzi na Facebooku w rodzaju „goła baba w wannie pokazuje brzydką prawdę, jakie nerdy mają podejście do kobiet”, czuję, że powinnam doprecyzować poprzedni wpis o kostkach w wannie, rozebranych dziewczynach i swoje intencje.

Tam, gdzie bawią się tłumy, z samej statystyki wynika, że komuś ukradną komórkę (albo gorzej – okradną stoisko), ktoś przyjdzie pijany i ochrona go wyrzuci, a któryś z kilku tysięcy chłopaków okaże się chamem łapiącym koleżanki za biust. Moją intencją nie było negowanie, że może dochodzić do sytuacji tego typu. Chodziło mi o coś innego - o to, żeby zaprotestować przeciwko wrażeniu, które mógłby odnieść ktoś z zewnątrz, że seksizm (do molestowania kobiet włącznie) jest w fandomie zjawiskiem powszechnym i tolerowanym.

 „Normalni”, szarzy zjadacze chleba i tak dość często podejrzewają nas o bycie satanistami albo osobami, łagodnie mówiąc, nie całkiem kontaktującymi z rzeczywistością (czytaj: takimi, po których można się spodziewać dowolnego odchyłu), a doświadczenie pokazuje, że media chętnie podchwytują i nagłaśniają doniesienia o tym, że coś w fantastycznym światku poszło nie tak (jak na Polconie 2013 zdarzyła się wpadka z kolejką, Gazeta Wyborcza od razu informowała o tym na pierwszej stronie serwisu, jak wybuchła afera z kostkami w wannie - to samo). Ja ze swojej strony - jako fantastka z długim stażem - nie chciałabym, żeby w świat poszedł przekaz, że polski fandom to gniazdo męskich szowinistów, a obmacywanie na konwentach jest na porządku dziennym. Serio - już widzę tych przerażonych rodziców, którzy nie wiedzą o fantastyce kompletnie nic (albo nie daj Boże zainteresowali się tematem, poszli i przeczytali w Empiku kawałek „Achai” oraz te fragmenty z sagi o wiedźminie, gdzie pojawia się słowo „chędożyć”) i potem boją się puścić swoje nastoletnie córki na konwent, w obawie, że straszni brodaci faceci w czerni je tam zgwałcą, zabiją i zjedzą (zwłaszcza że częstym punktem programu na konwentach są też prelekcje o seryjnych mordercach, kanibalach i o tym, jak się pozbyć zwłok). Dlatego ze swojej strony z całą uczciwością mówię: poza fandomem i owszem, bywałam brzydko zaczepiana (werbalnie), natomiast na dwudziestu konwentach, wielu spotkaniach klubu fantastyki i różnych nieformalnych imprezach - nigdy, nigdy też nie byłam świadkiem podobnych zachowań w stosunku do innej dziewczyny. Fakt - fantasta fantaście nierówny, ja mam raczej styczność z ludźmi w wieku 20+ lat (średnia wieku pewnie ok. 38), którzy czytają książki i/lub grają w RPG, nigdy nie byłam np. na konwencie mangowym. Ale w tych kręgach, w których się obracam, nie widzę czegoś takiego, jak plaga szowinizmu i instrumentalnego traktowania kobiet. Jeden z drugim chamski obleśny typ może wyskoczyć jak diabełek z pudełka wszędzie, w każdym otoczeniu. Może na przykład mieć siwe włosy, garnitur, tytuł profesora i wygłaszać obleśne teksty pod adresem kobiet z katedry, w trakcie wykładu (widziałam taki przypadek).

 Ogólnie - nie generalizowałabym ideologicznie, i nie opatrywałabym realnego problemu, jakim jest bezpieczeństwo uczestniczek konwentów (przed tymi oblechami, co się statystycznie trafią wśród tłumu sympatycznych i dobrze wychowanych chłopaków), transparentem "bo fantaści mają instrumentalne podejście do kobiet, czego dowodzi rozbierana reklama kostek".

Problem molestowania - niezależnie od tego, jak często dochodzi do incydentów tego typu - to JEST sprawa do przemyślenia dla organizatorów konwentów, zwłaszcza teraz, kiedy skala imprez coraz bardziej się zwiększa (vide 24-tysięczny Pyrkon 2014), a wymyślne i roznegliżowane cosplaye są na porządku dziennym (dziesięć lat temu nie były). Sądzę, że niezależnie od skali zjawiska warto podjąć kroki, żeby było widać, że organizatorom zależy na bezpieczeństwie uczestniczek. Zapisy w regulaminie, jak najbardziej, że za chamskie zaczepki, propozycje, dotykanie itp. wylatuje się za drzwi. (Ja wiem, że kiedy pada propozycja regulowania tej kwestii przez regulamin konwentu, to chłopcy od razu się boją, że jakaś dziewczyna ich oskarży o molestowanie z powodu, bo ja wiem, osobistych animozji, ale chodzi o zasadę - regulamin powinien w pierwszej kolejności chronić słabszych.) Przeszkolenie ochrony, że doniesień o takich incydentach się nie ignoruje ani nie obśmiewa. Może jakaś oddolna akcja społeczna, jakieś vlepki z hasłem w rodzaju „Możesz patrzeć, ale nie dotykaj”? A chłopaki - odpuśćcie sobie obcesowe komplementy (że już nie wspomnę o łapaniu za biust czy szczypaniu w pupę), nawet jeśli nie mieliście nic złego na myśli, bo jedna koleżanka wyszczerzy ząbki i poczuje się doceniona, druga pokaże wam stosowny gest, a trzecia się rozpłacze.

Teraz powiem coś ponurego: to, czym wszyscy powinniśmy się martwić, to nie kartki z napisem „pokaż cycki” i inne przejawy niezbyt dżentelmeńskiego poczucia humoru, tylko możliwość, że wśród tłumów przychodzących na konwenty trafi się autentyczny przestępca seksualny (i pół biedy, jeśli to będzie „tylko” ekshibicjonista). Konwent to generalnie miejsce, gdzie ludzie są nastawieni do bliźnich z sympatią i nie spodziewają się, że kolega w koszulce skandynawskiego zespołu okaże się na przykład początkującym gwałcicielem (a taki typ może się trafić wszędzie: na dworcu, na dyskotece, w parku, w centrum handlowym... więc i na konwencie też). Dlatego jeśli doszło do napastowania w jakiejkolwiek formie - w imię bezpieczeństwa innych, zawsze zgłaszać i podać opis delikwenta. Ochrona - nie lekceważyć doniesienia. A reszta - reagować, kiedy słyszycie, że ktoś krzyczy.

Gdy chodzi o - nazwijmy to - niechciane zainteresowanie ze strony facetów, to owszem, poza fandomem zdarzyło mi się doświadczyć paru nieprzyjemnych (choć szczęśliwie niegroźnych) sytuacji, a przyjaciółkom zdarzyło się doświadczyć sytuacji groźnych, wymagających samoobrony. Wiem, że wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie, a strój może być najzupełniej nieprowokujący (do mnie kiedyś przyczepił się jakiś nieszczęsny erotoman gawędziarz, kiedy brnęłam przez śnieg w parku, ubrana w spodnie i grubą kurtkę). Ale jest też faktem - NIESTETY - że pokazywanie ciała to zwracanie na siebie uwagi w większym stopniu niż niepokazywanie go. (Może to się z czasem zmieni. Dwa stulecia temu, kiedy Europejki nosiły gorsety i suknie do ziemi, wszystkie bez różnicy - ja w moich bojówkach i T-shirtach, koleżanki w krótkich spódniczkach, cosplayerki świecące nagim ciałem - zostałybyśmy uznane za szalone, rozwiązłe i w ogóle z piekła rodem. Może za sto lat dziewczyny będą mogły spacerować latem po ulicy z nagimi piersiami, jak w wioskach Nowej Gwinei, i nikt nawet nie mrugnie okiem?) Póki co, jeśli ewentualne napatoczenie się chama będzie traumatyzującym doświadczeniem, jeśli nie potrafisz dać chamowi po twarzy/kopnąć go w nabiał/krzyczeć/drapać i gryźć/zawołać ochrony i opowiedzieć, co się stało, jeśli jesteś drobna i wiesz, że w razie czego się nie obronisz, to miej świadomość, że skąpy czy ultraskąpy ubiór zwiększa ryzyko. To jak z - nie wiem - jedzeniem tatara w restauracji albo lodów z budki. Sanepid Sanepidem, a jakieś ryzyko zawsze jest.

A że organizatorzy i ochrona na konwentach powinni zawsze bardzo poważnie traktować zgłoszenia o zaczepkach i napaściach na kobiety - to nie ulega kwestii!

Niech konwenty będą bezpieczne. W interesie wszystkich, którzy chcą się na nich miło bawić.

P.S. Żeby zakończyć nieco mniej ponuro - oto piosenka Bruce'a Springsteena z 1980 r. (czyli mająca tyle lat co ja) z adekwatnym tytułem i tekstem.



Agnieszka Anna Hałas

[review](ur. 31 grudnia 1980 w Lublinie) - autorka fantasy, z wykształcenia biolog molekularny.
Znana głównie z opowiadań utrzymanych w mroczno-baśniowej stylistyce; pisze też wiersze. Od 1996 r. należy do Lubelskiego Klubu Fantastyki "Syriusz". Studiowała biotechnologię na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, pracę magisterską obroniła w 2004 r. Od 2006 r. na studiach doktoranckich w Deutsches Krebsforschungszentrum (DKFZ) w Heidelbergu, doktoryzowała się w styczniu 2010 r.[/review]

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu pisarki, Agnieszki Hałas: Między kotem a komputerem - fantastyka i źródła inspiracji. Magia, alchemia, malarstwo, muzyka...

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget