Programy do przechowywania notatek i ich zastosowanie w RPG

Programów do przechowywania notatek jest sporo. Kiedyś hołdowałem Evernote. Dziś w dobie supremacji giganta Mountain View używam Google Keep, z nakładką, która zmienia kolory na tagi oraz Sketch for Keep. Inni korzystają z Microsoft OneNote. Trudno mi porównywać, który z programów jest lepszy, który gorszy. Decyzja należy do Was.
Evernote oferuje większą gamę możliwości, z kolei Google Keep jest prosty i w zupełności potrafi spełniać oczekiwania.

Pomysł ich wykorzystania w RPG jest banalnie prosty i łatwy do wcielenia w życie, wystarczy zainstalować którykolwiek z wyżej wymienionych programów i zbierać w nich fragmenty opisów, które wykorzystamy podczas sesji.
W dawnych czasach spisywałem pomysły na sceny, bohaterów w zeszytach. Potem archiwizowałem je w folderach, a dziś korzystam z chmury (którą łatwo mogę zawsze wyeksportować by była offline).

Mam po prostu foldery w których gromadzę inspirujące fragmenty książek, dialogi, wycinki prasowe, ilustracje, pomysły itp. Folderów przez wiele lat namnożyło się (i nierzadko się w nich gubię), jednak to dzięki nim nie muszę korzystać z różnorakich generatorów. I tak znajdziecie u mnie np.:

  • Bohaterów (niezależnych, pobocznych: oszustów, ministreli, kronikarzy, karczmarzy, tchórzy ...), 
  • Sceny (ucieczki, pościgu, walki, podróży morskiej, czy lądowej ...)
  • Techniki (reminiscencje, watki równoległe, przeczucia. sceny oniryczne ...) 
  • Lokacje zewnętrzne i węwnetrzne (wieś, miasto, las, zamek, ruiny, wieża, świątynia, pokój, piwnica ... ) 
  • Pułapki (wilczy dół, spadające głazy, wrzący olej... )
  • Przedmioty (bronie, tarcze, zbroje, kryształy, pierścienie ... )

To tylko przykłady - możecie preparować jakie chcecie - nawet opisy pochodni, drzwi czy skrzyń. Takie robiłem końcem lat 80, dzięki opacznemu zrozumieniu słów Jacka Ciesielskiego "szczegółowo opisany świat". Patrz ilustracja obok z drugiego karnawału blogowego pt. Wygrzebańcy: Trollland. 

Jak wykorzystywać tego typu opisy na sesjach z kolei podałem podałem przed laty w trzeciej części wpisu o Walce w RPG: Praktyka, a narracja, więc nie ma sensu się powtarzać.
W skrócie posiłkujemy się opisami lepszych od nas, czyli np. pisarzy i fragmentami ich książek.

Zadziwiające jest, że sporo osób jak w tym pisarzy (np. Anna Brzezińska) i projektantów gier (np. Michał Oracz) segregowało foldery w podobny sposób jak i ja wiele lat temu (choć nie znaliśmy się i mieszkaliśmy w rożnych częściach kraju). Można wnioskować z tego, że skoro tyle osób korzysta z takich folderów, to sposób ten daje zamierzone efekty.

Jeszcze ciekawszym pomysłem wydaje się być społecznościowe tworzenie scen, bohaterów, przedmiotów, gdzie grupa znajomych wrzuca swoje wycinki, fragmenty, notatki, opisy do jednej chmury danych. Daje to nieograniczoną ilość pomysłów - inaczej, ograniczoną tylko aktywnością społeczności.

Tylko osoba z niewielką dozą wyobraźni nie potrafi z tych folderów wygenerować scenariusza.
Osoby przeglądające sieć np. pod kątem prozaicznych generatorów, mogą spostrzec ile identycznych lub podobnych sobie można znaleźć. Te foldery mogą to zmienić. Wystarczy po prostu te pomysły dodawać do któregoś z wyżej wymienionych programów.
Dziś dzięki smartfonom można to robić gdziekolwiek i kiedykolwiek.

Michał Furiath Markowski (autor Klanarchii) w udzielonym mi przed laty wywiadzie powiedział, że nawet gdy oddaje się rozrywce, ogląda film czy czyta - konfrontuje to wszystko z Klanarchią. Przypomnę ten fragment Jego odpowiedzi:
Uwielbiam popkulturę, to ona jest dla mnie najsilniejszym bodźcem. Odpalam wprowadzający filmik do Heroes of Might & Magic V - diabeł znika i widzimy świat przez jego oczy. Ja krzyczę: tak właśnie wygląda Pomrok! Schował się w Pomroku! Ev, choć szybko, zobacz! Oglądam Equilibrum - mówię - świetnie! Z gun-katy zrobimy techno-katę i tak będą walczyć koroderzy Wielkiego K, goście, którzy starają się upodobnić do maszyn. Albo przesłuchuję polecone mi Herbst9, słucham, słucham i marzę, aby wreszcie się skończyła ta katorga spokoju dla mych uszu (preferuję mocniejsze uderzenia). Nagle w tle jakiś dzwon i coś a la wycie upiorów - ping! Pomysłowy Dobromir mi się włączył i już mam patent do wykorzystania na sesję. Właściwie jestem maszyną do analizy i wysysania patentów z filmów i książek lub kreowania wizji na podstawie jakiegoś tła muzycznego. Zamiast wyłączyć jakiś tragiczny horror po 10 minutach, oglądam go do końca i czasem wyciągam z niego jakiś dobrze opracowany motyw. Myślę sobie wtedy, jak można było tak świetny pomysł wrzucić do tak kiepskiego filmu!

Przykładowo, niedawno z grupką przyjaciół oglądaliśmy Trzech Muszkieterów z '48 roku. Ogólnie staroć opowiadany językiem, jaki dzisiaj przemawia głównie do starszego pokolenia. Trzecia w nocy, większość już drzemie, chyba jedynie ja wpatrywałem się w migoczący ekran. Aż nagle scena, która wgniotła mnie w fotel. Milady DeWinter wchodzi do komnaty, by błagać męża o wybaczenie swych niegodziwych występków. Atos stoi na środku komnaty, a przez okna komnaty wpadają blade promienie wschodzącego słońca. Kobieta płacze, jęczy, błaga, aż w końcu zawiesza głos oczekując słów Atosa. Ten bez słowa odsuwa się nieco i dopiero teraz objawia nam się mroczna postać kata, bezdusznego oprawcy z przysłoniętą twarzą, który cały czas stał przy samym oknie. Ciarki na plecach! Werdykt już dawno zapadł. Fenomen to samo ujęcie. Atos dość wątłej postury dzięki sztuczce perspektywy przysłania potężnej postury kata. Myślę sobie, o kurcze, opłacało się to zobaczyć! A teraz identycznie skonstruowaną scenę rzucamy na sesję.

Innym razem jadę tramwajem, ścisk jak diabli, smród spoconych ciał, jakieś babcie kłócą się o miejsce. Istna psychoza klatki szczurów. I nagle, gdy w słuchawkach mp3 playera zaczyna huczeć mi Satyricon (Serpent’s Rise), wyobraźnia dostaje kopa - wagon przeobraża się w malutką komnatę pełną stłoczonych ludźmi. Raptem pęka szyba, światło migoce, pomiędzy tłum wskakuje strzygoń, umarły dzielący ciało z upiorem mordu. Rozpoczyna się krwawy taniec, ludzie padają jak muchy, zombiaki z 28 dni później to przy tej scenie Miś z okienka. Nekrozyta gdzieś znika, a wśród ciał zostaję sam w śnieżnobiałym garniturze. Stopklatka - notuję: tłok, strzygoń, masakra, facet w bialutkim garniturze. Skąd się wziął, dlaczego potwór go oszczędził?... Oto pomysł na scenę w sesji. Cud, miód!

Tak właśnie wyglądają moje inspiracje. Nie mają wiele wspólnego z tym, co naprawdę lubię, są raczej wyuczonym sposobem obserwacji i - jak mówi S. King - ciągłego zadawania sobie pytania: co by było, gdyby?

Własnie dlatego programy do przechowywania notatek są fenomenalnym narzędziem do archiwizowania naszych inspiracji i ulotnych pomysłów. I nie wyobrażam sobie bez nich dziś moich roleplaying games.
photo credit: eclectic echoes via photopin cc

Adriano 'Borejko' Kuc

Bloger. RPG są moim hobby od 1986 roku, podobnie jak gry wideo. Moje teksty pojawiały się w magazynach hobbystycznych: Magia i Miecz, Portal, Kwarta; oraz serwisach internetowych m.in. Esensja, Histmag, Gadżetomania, Polygamia.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget