Idiota ZAGRA Nica 3: Orcze gniazdo obok Zabronionej Planety

Jako, że pewien Czytelnik o mało co nie określił mnie redneckiem z londyńskiego Pruszkowa, początkiem grudnia postanowiłem wyruszyć na przygodę.
Do Miasta.
Parę dobrych mil. Czyli musiałem się uzbroić, sprawdzić łączność, schłodzić Żelazne Racje przed wyruszeniem na wyprawę.
Nie ufajcie wyznaczaniu trasy w Google Maps. Odległości w Londynie dzielą się tu na jedno piwo na piechotę, lub kilka piw z partyzanta w piętrowym autobusie czy metrze. Oficjalnie tutaj pić nie można nigdzie, jednak nie ma tutaj chorych restrykcyjnych praw znanych w Polsce pokroju Nie deptać trawników itp. Tak więc jeśli nie zachowujesz się jak angielska młodzież w Sylwestra, to Bob nic złego Tobie uczyni. Nie ma żadnych: wyciągnij ręce z kieszeni, gdzie pan pracuje, proszę pokazać dokumenty. Znam z autopsji i to w trakcie Olimpiady.
Są za to kamery. Mnóstwo kamer. Na przejściu dla pieszych przed moim domem znajdziecie ich tuzin. Tak jakby jedna nawaliła to jest jeszcze jedenaście.
Celowo zwlekam z rozpoczęciem historii o dwóch sklepach z grami bo występuje w niej wątek tragiczny. Rzuciłem krytyka na Urok i podejrzewam że jeden klient po dziś dzień tkwi w sklepie i kupuje gry.


Tak więc chciałem zajrzeć do Orc Nest, gdyż przypomniało mi się że 25 lat temu pisała o nim Fantastyka (wspominałem o tym numerze nie tak dawno temu).
Po przybyciu do Miasta udałem się uzupełnić Żelazne Racje w Sainsburym (lokalna sieć supermarketów).
A tam?
Kolejka pracowników biurowych w wyprasowanych koszulach, garniturach po sandwiche. Stoją z tymi sandwichami  z tabletami, phabletami i smartphonami, które to i u nas na wsi ma prawie każdy. Kolejka na kilkanaście osób przypominająca te z czasu stanu wojennego.
I znowu dygresja: Prawdziwy stan wojenny był tutaj w trakcie Olimpiady 2012, kiedy to każdy policjant obwieszony bronią (w tym automatyczną) strzegł swojego drzewa, skweru czy wejścia do budynku. Serio, ostro to wyglądało.
Zasada specjalna Sandwich 
Jeśli BG zjada sandwicha ma od razu ujemny modyfikator -10 do testów na trucizny; kwartał temu zatruło się tym czymś kilkanaście osób w szpitalu.
Przyjaznego tureckiego sklepu w Mieście z polskim piwem (rozlewanym, tutaj) nie uświadczysz. Pisałem o sklepach "cieś kolega" w poprzedniej części Idioty ZAGRA Nicą. Myślę sobie, porażka. Stać w markecie naście minut za piwem w kolejce?
Przypomniała mi się słynna kwestia Balcerkowej z Alternetywy 4:

Jak ktoś się w mieście urodził, to się za Chiny do wiochy nie przyzwyczai.

Poszedłem więc na poszukiwanie sklepu, o którym wspomniałem niestety bez prowiantu. Dotarłem w końcu w okolice gdzie sklep winien się znajdować, patrzę a tu Ja pierdziu! (jakby to rzekł Grześ Halama). Nie, nie Stepy Akermańskie, a szalik małego czarodzieja Pottera na witrynie sklepowej. Za taki szal proszę ja Ciebię dostałbym z dwadzieścia Wisły, parę Cracovii i jeszcze dorzut k5 losowych klubów z pierwszej ligi.
Myślę co to za sklep, a tu ... Forbidden Planet. Filia jednego z wielu sklepów na świecie ciesząca się niesamowitą popularnością wśród szerokiej maści nerdów, geeków i innych hiphopsterów.

Tak naprawdę Forbidden Planet to największy londyński sklep specjalizujący się w sprzedaży gadżetów filmowych, telewizyjnych, zabawek, gier w tym tych fabularnych. Poza powieściami, komiksami znajdziecie w nim szeroki wybór innych towarów kolekcjonerskich. To raj dla kolekcjonerów w którym mogą zostawić krocie. Sam sklep jest dosyć spory i jest w nim tyle stuffu, że jeśli miałbym przyjrzeć się na ten przykład samym gadżetom z Dr. Who straciłbym z pół godziny. Tak, budka też mi tam gdzieś majaczyła, zdaje się że Doktor obchodzi swoje półwieku istnienia i sporo jemu się poświęca tutaj miejsca.

Forbidden Planet

179 Shaftesbury Avenue
London WC2H 8JR, United Kingdom
020 7420 3666

Oficjalna strona sklepu

Przypomniałem sobie też słowa jednego z najstarszych polskich wydawców RPG. Przeprowadzałem z Nim nie tak dawno wywiad (niebaVem) i pozwolę sobie zacytować:
"Podczas mojego pierwszego pobytu w Londynie na początku lat 90-tych odwiedziłem sklep Forbidden Planet, w którym zafascynował mnie dział z grami fabularnymi (w tym czasie w Polsce niedostępnymi)."
To właśnie w tym miejscu zaczęła się przygoda z grami jednego z polskich wydawców-  kultowe miejsce...
Kiedy przyćwierkałem o takich jajach, merytorycznie domagano się owego przedmiotu akcentując to staropolskim "1!11Jedenaście". By było równouprawnienie przedstawicielka płci pięknej zaświergoliła "ja tesh"
Aparat nie ogarnął kuwety.
I wrócił do normy. Już miałem zapytać sprzedawcę ile Darth Vaderów jest w ich asortymencie. Na pewno kilkaset. Skarpetki, pierścionki, czapki, bławatki. Wszystko z Panem Vaderem.
W takim sklepie Rzuty na Opanowanie wykonujemy z ujemnym modyfikatorem -100%. Można w nim kupować, kupować i kupować. O ile nie mamy solidnego debetu w banku.
Makieta przedstawiająca bodajże Rivendell
Ale ja przecież przyszedłem tutaj do sklepu stricte z eRPGami, a nie gadżetami dla małolatów.
Rzuciłem tylko jeszcze raz okiem łapczywie na obiekt pożądania polskich kibiców.
W końcu dotarłem. Zauważyłem że nawet szyld nadszarpnął ząb czasu.
Sam Orc Nest nie jest zbyt duży przypomina tureckie sklepy spożywcze, tyle że z pięterkiem. Ciasno, mało przestrzeni w porównaniu z takim Leisure Games. Nic nie kupowałem w Orczym Gnieździe, jednak na pierwszy rzut oka wydaje mi się że asortyment w tym sklepie jest znacznie mniejszy niż w Leisure na Finchley. W każdym razie ząb czasu nadszarpnął to miejsce, świadczyć może o tym odrapana żółta farba.
Na dole znaleźć można sporo gier strategicznych, czasopism (np. Kobold) itp. Udałem się więc na pięterko, cokolwiek miałoby to znaczyć.
Ciasno. Muszę przyznać że kiedyś wystrój wnętrza (podłoga wraz z żółtym pólkami) mogła podobać się fanom przyszłościowych Warhammerów. Dziś to miejsce faktycznie przypomina Orcze gniazdo, gdzie każdy z przedstawicieli tej rasy wyskrobał coś pazurem na półce. Taki Punkorc design.
Jak już wspominałem jest tu gier masa. Bolączką może być fakt że wszystko zawsze zafoliowane i nie bardzo jak można sprawdzić zawartość konkretnej pozycji. Ale może to i dobrze skoro ludzie tutaj zdrapują farbę z półek...
Travellerery duże, małe i łaciate 
Na półce obok znalazłem nieco pozycji do War­ham­mer Histo­ri­cal np Showdown. Korci mnie żeby coś kupić do tego systemu z pobudek typowo kolekcjonerskich. Przypomnę że pół roku temu linia tych gier została zamknięta.
Przybyłem tu jednak by wypełnić misję specjalną. Poza tym że chciałem odwiedzić Orc Nest, chciałem znaleźć w nim jeszcze polskie produkty. Niestety półka z Savage Worlds była okupowana przez mężczyznę, który dokładał do swojej kupki co rusz to inne nowe książeczki. Wykrzyczałem więc znane z Wam z pierwszej części zaklęcie "Ajm stinking drinking polax!"  dodałem frazę wzmacniającą zaklęcie "Giw me a moment dys buk". Oszołomiony wpływem czaru wręczył mi jeden z podręczników wydawanych przez GRAmela. Fota więc na kolanie. Musiałem chyba walnąć krytyka bo pomimo że oddałem mu Beast & Barbarians, gościu dalej dokładał do swojej sterty zakupów książeczki z logiem Savage Worlds. I to długo.
Nieopodal znalazłem też de Profundis, by wyrwać klienta spod uroku, rzeczę ku niemu: de profundis clamavi...
On nic. Dalej Savage Worlds.
Mówię mu po ludzku zatem dys gejm is nominejted to popular ałards
Obejrzał i hyc z powrotem między Fun! Furious! Fast!
Nawet jego ołowica nie mogła go odciągnąć od tej półki.
Misja zakończona połowicznie, wykończyłem przypadkowo jednego klienta, który pewnie tkwi tam po dziś dzień.
Cel wypełniony.  PD przelane w sklepie u Turka. 
Pokrótce reasumując Orc Nest w porównaniu z Leisure Games ma swój erpegowy klimat.  Leisure bardziej przypomina specyficzną księgarnię, a Orc jest erpegowy.
Na koniec udałem się na Soho i wcale nie było tak różowo. Na Chinatown wcale nie było bladerunnerowo. Normalnie czyli dżdżysto, pochmurnie jak w Jesiennej Gawędzie. Ewakuowałem się więc do dwóch muzeów i sklepu z eMeMkami, ale jak wiadomo to już nikogo nie interesuje.

Orc Nest 

Witryna sklepu
6 Earlham Street
London
WC2H9RY

Na koniec. Jako że zakończyłem służbę wojskową z zaszczytnym stopniem szeregowego w 18 batalionie powietrznobibliotecznym - Książnica Beskidzka, mam więc Przeszukiwanie bibliotek na 99% i umiejętność ta przydała mi się gdy pisałem ten tekst. Przyglądając się stronie Orc Nest (zajrzyjcie do nich) znalazłem sporą listę klubów londyńskich i angielskich poświęconych grom.
Dzięki temu teraz skupię się na poszukiwaniu tutejszych bobrów wojny, beaconów i innych szanowanych lokalnych fundomitów.
Szoping jest nudny.
Dla mojej karty kredytowej nie.

Prześlij komentarz

Szanuj manę, jak tak rzucasz te swoje spelle, bo ci może zabraknąć na castowanie w krytycznym momencie.

Mam tutaj sklep z eliksirami pod nosem.

Spytaj w tych ichniejszych klubach, czy maja dziennikarzy z legitymacjami. ;)

Nie omieszkam, w przyszłym tygodniu pójdę do nich DO KLUBU. Dziś już nie zdążę. Ale i tak mnie fundom zmiażdży. Grają w DnD 3.5 i WFRP a nie niezwykle popularne Kwiaty Paproci, TSOYe i inne Słoje RPG

Do klubu to miało być z małej http://www.finchleygamesclub.org/

Powodzenia! Kiedyś mierzyłem się z tą listą i większość klubów była zdecydowanie martwa. Czyżby update?

Wg kalendarza spotykają się na Finchley co tydzień.

Chodziło mi o resztę listy - klub na Finchley praży się w aurze LG, więc dziwnym nie jest, że działa.

Ty tam nie bobrów wojny, ale Nilrema szukaj. Duzo expa za jego odnalezienie dostaniesz.

Aha, rozumiem Misiołak, dzięki za info.

Oh, to był mistrz... Ale to jak szukanie Gralla.

Forbidden Planet tzn. Zabroniona planeta? LOL

Sprawdź w Google Translatorze.(;:;)

Sto lat za murzynami jesteśmy...

Eee tam, bez przesadyzmu. Wszystko jest dostępne np. online z Forbidden Planet. Tylko... kogo stać na jajka obcych za kilka tysięcy złotych.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget