Podsumowanie roku 2012 RPG według twórców, wydawców i fanów



Podsumowania roku RPG na gryfabularne.blogspot.com przez szereg lat weszły już do świeckiej tradycji.
Corocznie najbardziej znane osoby w polskiej branży RPG dzielą się tutaj swoimi opiniami. Nie inaczej jest i w tym roku. Na początek przeczytajcie proszę opinie tych osób:

  • Piotra Korysia z GRAmela
  • Michała Oracza pracującego dla Portala
  • Krzysztofa 'Khakiego' Baranowskiego
  • Piotra Żuchowskiego z Kuźni Gier
  • Sławomira Września, blogera (dawna Aleja Fantasy)
  • Jacka Gdańca, redaktora naczelnego Gildii
  • Przemka 'zegarmistrza' Muszyńskiego, polterblogera
  • Marcina Segita, blogera
  • Marcina Roszkowskiego, blogera
  • Rafała Szymy z Portala


To był ciężki rok. Stał pod znakiem drogich i ryzykownych inwestycji (Deadlands Reloaded), problemów rodzinnych i zdrowotnych (O których Ci, którzy mieli wiedzieć, wiedzą) i walki o rynki zagraniczne. Wycofaliśmy się z Polski, i po reorganizacji, działamy teraz głównie na zachodzie. Mamy tam całkiem fajną pozycję dzięki Bestiom i Barbarzyńcom, a teraz ją ugruntowaliśmy angielską wersją Nemezis. Planujemy następne podręczniki do Savage Worlds, a także próbujemy sił w innych dziedzinach - wydaliśmy pierwszą grę paragrafową, wykorzystującą możliwości, jakie dają pdfy czy formaty jak epub i mobi. Tyle o GRAmelu. Bardzo fajnie stało się, że wyszły nowe rpgi, i to w całkiem solidnej liczbie - w końcu dostałem Castle Falkenstein, cieszy mnie też wydanie Głębi Przestrzeni i Afterbomb. Na ten drugi system ostrze sobie zęby - mimo tego, że Robotica mi nie podpasowała, a Rafał miał dość specyficzne podejście do innych ludzi, to cieszy mnie jego zmiana, a i gra wygląda ciekawie. Szkoda, że nie dostaliśmy Slavii, ale nie można mieć wszystkiego. No i na prawdę, z całego serca, przepraszam fanów GRAmela za brak działania na naszym rynku. Jeżeli dobre wiatry pozwolą, to wrócimy do Was. Tak, pamiętamy o Fiasko i Szarych Szeregach, choć oddaliśmy je na razie w ręce tłumaczy i redaktorów z Wielosferu i jeszcze na nie czekamy. A Światotworzenie? Krzyżowca szykujemy na zachód, możliwe, że Frostberg też.

Piotr Koryś
Savage Worlds Line Editor, 
Pinnacle Entertainment Group
Wydawnictwo Gramel

Zakopany w tworzeniu grafik, składzie czasopism, projektowaniu planszówek i milionie innych dziwnych aktywności, nie mam jak zwykle zielonego pojęcia, co się wokół dzieje, kto jest kim dzisiaj, a kto już nie jest, tym bardziej w naszym rodzimym środowisku gier fabularnych. Dlatego też nie będę nawet próbował podsumowywać kondycji rpg w naszym kraju, działań wydawców, wymądrzać się w temacie przemian w fandomie, a zamiast tego podsumuję ten rok czysto osobiście, co pewnie zainteresuje nielicznych, ale za to mogę pisać szczerze ;)

Po pierwsze, to najlepszy dla mnie od wielu lat rok pod względem grania i prowadzenia. Oj, nagrałem się (głównie w genialnie opakowane przez MG milionami gadżetów Cold City, także choć trochę w uwielbiany przeze mnie Eclipse Phase). Jasne, nie ma co porównywać do lat, gdzie grało się od piątkowego popołudnia do niedzielnej nocy co tydzień, ale zawsze to lepsze niż ostatnie lata przesadnej gonitwy, z krótkimi sesjami ledwie wciskanymi raz na kilka miesięcy.

Wróciłem też wreszcie do prowadzenia, choć do lat świetności daleko, trzeba mi jeszcze mocno odświeżyć zapomniane umiejętności - szare komórki odpowiedzialne za dobre mistrzowanie osłabły straszliwie. Pod względem tworzenia jest za to trochę słabiej. Projekty krótkich autorek leżą i porastają kurzem, a chciałem dokończyć chociażby CKT ("Cały Kraj Terrorystów"), żeby wypróbować drastyczną mechanikę zadawania losowych, makabrycznych ran wszystkiemu co winne lub niewinne i wejdzie przed lufę naszych misji pokojowych. Almanach "Graj inaczej" wciąż niedokończony, choć zostało już niewiele do zrobienia - przeredagowanie po uwagach Ignacego i dwa rozdziały.

Jeśli chodzi o Neuroshimę, od jakiegoś czasu nie prowadzę już linii wydawniczej, więc jedynie mogłem wziąć udział w dwóch z dodatków wydanych w tym roku, przy czym ten drugi (Bohater Maxx) z tego co wiem dopiero zaczyna docierać do nabywców - mam nadzieję, że się spodoba! Włożyliśmy w niego naprawdę sporo sił, serca i pisaliśmy jak nakręceni, nie jest cieniutką broszurką, a burze mózgów trwały do samiutkiego końca - takie tworzenie to lubię. I nawet gdy w erpegi przestanie już grać ostatni erpegowiec w tym kraju, mogę tak pisać dalej ;) No, może nie kolejne części Bohaterów, hehe, bo na razie ten cykl można zamknąć, ale na liście jest wiele "większych" tematów, za które baaardzo chciałbym się zabrać - Mutanci, miasta, front, Moloch, trzeci, dość zaskakujący bestiariusz oraz coś w stylu mini-gry o schronach, o tworzeniu i zabezpieczaniu swojej siedziby położonej pośród postapokaliptycznego horroru).

Zaś jeśli chodzi o mój aktualnie największy projekt erpegowy o roboczym tytule "Kosmiczny Krzyk", to po wielomiesięcznej przerwie (spowodowanej oczywiście głównie projektami spod szyldu planszowego) wrócił na kreślarskie biurko i zyskał wreszcie coś w rodzaju terminu wydania. Nie mogę więc odkładać pracy nad nim na później i muszę to jakoś wcisnąć w ramki 2013. Chcę tu upakować naprawdę wiele patentów, które oddadzą klaustrofobiczne (w większości kosmiczne) klimaty horrorów rodem z pierwszego Aliena, Kuli, The Thing, Otchłani, Event Horizon, Below, czy Moontrap. I choć początkowy zamysł był taki, że gra nie będzie miała stałego uniwersum, a przygody będą skakać z kosmosu niedalekiej przyszłości do podwodnych głębin II wojny światowej, to znów na stację arktyczną sprzed dekady, czy do postnuklearnego schronu, to jednak wszystko wskazuje, że ostatecznie wróci do gry klasyczne rozwiązanie z podstawowym uniwersum, choć i tu będzie tkwił mały haczyk dzielący przygody na odcięte od wszystkiego pojedyncze epizody. W wielu miejscach gra na szczęście nie znormalnieje, ale o tym na razie cicho sza.

Na koniec zaś wrócę na moment do sytuacji rpg w Polsce. Nie wnikam w to, jak ogromne liczby graczy sprowadzają sobie dziś gry angielskojęzyczne, kupują pdfy, czy też sięgają po darmowe lub własne gry, trudno mi to policzyć, ale patrząc na same nowości wydawane po polsku i na papierze można odnieść wrażenie, że aż tak źle nie jest. Na szczęście wciąż w tej branży pojawiają się szaleńcy, którzy wkładają wysiłek i pieniądze, by wydawać niekoniecznie dochodowe tytuły - chwała im za to! Jeśli zaś komuś zależy na propagowaniu naszego hobby, z każdej nowej gry na rynku powinien się tylko cieszyć, czy jest wydawcą, czy nie jest - rynek ten jest tak maleńki, że może się dzięki temu tylko powiększać, bo zmniejszyć się już nie może, a dzielić tu nie ma czego. Afterbomb, Falkenstein po dłuuugich latach, Tsoy, Głębia przestrzeni, Cthulhu, Savage, Wolsung, Warhammer, Neuroshima, Cold City, In Spectres, Crystalicum, Klanarchia, Cyberpunk, Dzikie Pola, Monastyr, Honor i Krew i jeszcze z drugie tyle - no, wybór jest, ja bym nie narzekał, bo "za moich czasów" nie było nic, a potem przez długi czas tylko trzy gry do wyboru ;)

Ale podobno im więcej człowiek ma, tym bardziej narzeka, że nic nie ma - no chyba że jednak nikt w tym kraju nie narzeka? :)

Michał Oracz

autor między innymi takiej gry 

jak de Profundis, nominowanej do ENnie Awards

Konwenty
Pyrkon doprowadził do rozłamu w konwentach. Do tej pory konwenty było w miarę jednolitym zjawiskiem. Różniły się od siebie tylko w kilku aspektach i powoli rozwijały prze lata. Były mniejsze i większe, mniej i bardziej erpegowe i takie, którą są w nieco ładniejszych albo nieco brzydszych miejscach. Generalnie były podobne do siebie.
Pyrkon ze swoim konwentem na targach, profesjonalną obsługą, przystępną ceną, znakomitym merketingiem, szeroką ofertą i ponad 6 tysiącami użytkownikami stworzył na polskiej arenie konwentowej nową jakość. Stworzył coś co nazwałbym targami fantastyki. (Nazwa trochę krzywdząca poprzez naleciałości znaczeniowe z innych targów ale nie znalazłem innego lepszego określenia.) To pierwszy rodzaj konwentów jakie teraz będzie się robić.
Inna rodzaj to będą konwenty lokalne, małe, kameralne i nastawione na jeden temat (np: rpg, planszówki, larpy). Takie na paręset osób z mała ilością atrakcji. Proste i łatwe w organizacji. Znikną za to spore konwenty z małej formule. Awangarda, Copernikon, Grojkon wg. mnie będą musiały przenieść się na targi i robić grubo, tłusto i dużo jak Pyrkon. Albo zamienią się w małe growe konwenty. Albo po prostu znikną.

Moje granie
Rozstałem się z moja drużyna z którą grałem ostatnie kilka lat. powodów było kilka, różne oczekiwania co do stylu gry i konwencji, ale również poczułem, że potrzebuje zmiany, czegoś nowego, innego. Z tego powodu tułałem się przez kilka miesięcy od sporadycznej sesji do sesji, aż w końcu poznałem Anię, lepszego erpegowca ode mnie. Nie tylko gramy razem co nawet mieszkamy. O wiele łatwiej sesje zorganizować z dziewczyną, która gra w gry - polecam każdemu.

Moje erpegi
Napisałem gre fabularną na zamówienie. Projekt wykorzystania gier fabularnych w kształtowaniu postaw przedsiębiorczości jest prowadzony przez Fundację Edukacji, Innowacji i Wdrażania Nowoczesnych Technologii z Poznania. Projekt jest finansowany ze środków Unii Europejskich w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Podręcznik jest gotowy. Drukowana wersja trafi do szkół dopiero w 2014 roku. Więcej możecie poznac na stronie edurpg.pl

Gry nie gry
Od pewnego czasu docierają do mnie przeróżne informacje na temat wykorzystania gier fabularnych nie tylko do grania. Przedsiębiorczość, nauka języka, umiejętności miękkie, biologia, historia... to tylko kilka przykładów. Do tego dochodzi coraz większa liczba gier miejskich. Na razie nie stało się nic przełomowego ale wróżę, że być może gry fabularne, które tak lubimy, mogą okazać się znakomitym narzędziem edukacyjnym.

Nowe gry
Wypadłem nieco z obiegu ale nie kojarzę aby w tym roku wydano coś wielkiego. Może to kogoś zdziwi ale wydaje mi się, że najciekawszą pozycją jest Głębia Przestrzeni. Od kilku lat rozwija się trend gier fabularnych bardzo lekkich, brawurowych, pulpowych i przygodowych. Systemu i mechaniki w których idzie się na kompromisy, nie liczy się strzał w kołczanie, umiejętność strzelania służyć do strzelania ze wszystkiego i gdzie można negocjować z MG stawki. Głębia na tym tle prezentuje się bardzo odmiennie. Byłem na prelekcji autora, który od razu został zaatakowany przez trolli chcących mu udowodnić, że nie da się zrobić systemu SF bez kompromisów i uogólnień. Zadawali mu trudne pytania z zakresu fizyki próbując go ośmieszyć i wytknąć błędy. Po entym pytaniu dali sobie spokój i z uwaga słuchali końca prelekcji. Myślę, że ten podręcznik (niestety nie miałem okazji czytać) obroni się równie dobrze jak jego autor. To się chyba nazywać hard science fiction, tak?
Co prawda w tym roku wydano również Deadlands i Interface Zero ale wydawnictwo Gramel zakończyło działalność i nie ma kto wspierać więc chyba nie staną się popularne. Galmadrin to kolejny zawód erpegowy. Mieli ambitne plany i składali piękne obietnice ale chyba coś poszło nie tak. Kiedy z nimi rozmawiałem wierzyli, że mogą sprzedawać po kilka (do dziesięciu)  tysięcy egzemplarzy podręcznika. Mają znakomity plan marketingowy: wydawać tylko gry które odniosły duży sukces za granica i wydawać je ładnie w Polsce. Nie sprawdza się to jakoś. Portal rozwinął się już w zupełnie inna stronę. Chyba też trzeba uznać że nie jest już to wydawnictwo robiące gry RPG. Isa i Copernikus to już dinazaury polskiego rynku gier fabularnych - nie wiem czy maja coś w planach. CD Project na swojej stronie w dziale Gry bez prądu ma opcje filtrowania ale nie ma nic w kategorii gier fabularnych.
Co to oznacza? Nie ma Polskiego rynku gier fabularnych? Według mnie otwiera się nowy rynek. Model biznesowy Galmadrina się nie sprawdza więc wydaje mi się, że być może trzeba znaleźć inny:
  • croudfunding na polakpotrafi.pl
  • wydawanie brukowych gier fabularnych - tani druk
  • zamiast tworzyć podręcznik do gry tworzy się serwis online z zasadami, grafikami i narzędziami do grania, aplikacją na tablet
  • główny podręcznik bardzo tanio i minidodatki za kilka i kilkanaście złotych
  • autorskie gry nie na licencji

Krzysztof Baranowski

autor wielu inicjatyw poświęconych grom fabularnym 
między innymi takich jak: Master Mind

Do udziału w niniejszym podsumowaniu jestem zaproszony po raz drugi i choć w zeszłym roku trochę się rozpisałem, tym razem będzie krótko. Najpierw prywata - dla mnie osobiście rok 2012 stał pod znakiem angielskiego Wolsunga. Podręcznik wreszcie doczekał się premiery i to nie byle gdzie, bo na słynnym GenConie. To chyba pierwszy polski klasyczny erpeg wydany na zachodzie i w dodatku zbierający całkiem niezłe oceny. Oczywiście pomijam tu genialne De Profundis Michała Oracza, bo choć jest świetne - to jednak produkt z Nowej Fali, a nie "tradycyjna" gra fabularna. Niestety z Wolsungiem wiąże się też spora wtopa tego roku - opóźnienie, jakie zalicza dodatek Slawia. Przepraszamy i obiecujemy poprawić się w 2013! Podsumowując zaś bardziej ogólnie całe polskie środowisko RPG - ubiegły rok pokazał, że choć mały i hermetyczny, nasz rodzimy rynek pomimo kryzysu nie zdechł całkowicie. Ukazały się kolejne polskie gry (mniej lub bardziej udane, ale najważniejsze, że wyszły): Głębia Przestrzeni, Charakternik, Afterbomb; fani steampunka mają wreszcie po polsku długo oczekiwany Castle Falkenstein. Największe rozczarowanie? Milczenie wydawnictwa Galmadrin i ogromne opóźnienie Gaslight. Po dobrze przyjętej podstawce chyba jednak kultyści Cthulhu za wcześnie zacierali ręce, oczekując powrotu Wielkich Przedwiecznych w glorii i chwale...

Piotr Żuchowski

sekretarz redakcji, PR/marketing w Kuźni Gier

Kolejny rok mija. Znów RPGowy światek nie przestaje mnie zadziwiać, choć tym razem wielkich zaskoczeń nie było.
Po pierwsze dzieje się coś nowego w kwestii wydawania na rynku polskim. Zwiększa się liczba gier wydawanych niezależnie (własnym sumptem lub bez dedykowanego im wydawnictwa). W tym roku pojawiły się choćby Aferbomb Madness i Głębia Przestrzeni. Do obu gier planowane są dodatki. Jeśli ten trend się utrzyma to jest szansa, że z szuflad wypłyną jeszcze jakieś ciekawe projekty.
Przy okazji warto zauważyć, że jeden z wydawców nieco się nam ucywilizował. To akurat nie powinno dziwić, szczególnie tych co pamiętają np. Ignacego Trzewiczka sprzed dekady (i wcześniej). Pewnie za kilka lat wyskoków autora gry Robotica prawie nikt już nie będzie pamiętał.
Warty odnotowania jest coraz silniejszy trend półprofesjonalnego tworzenia gier fabularnych, szczególnie w zestawieniu z niezależnym ich wydawaniem. W tym roku wypaliła XIX edycja Nibykonkursu z nieco inną formułą. Trudno ocenić, czy pojawienie się, fundowanychwewnętrznie przez uczestników, nagród wpłynęło tak znacząco na frekwencję, ale prac było aż dziewiętnaście w tym znacząca część naprawdę dobrych. Autorzy czterech finałowych prac mogą być z nich z całą pewnością dumni.
Podobnym sukcesem okazał się Rzut na Inicjatywę, który doczekał się drugiej edycji. W tym wypadku mamy do czynienia z niezależnym finansowaniem niskonakładowego druku gry tworzonej na potrzeby tegoż konkursu. Świetny pomysł który chwycił.
Rodzime wydawnictwa nie rozpieszczały nas jakoś szczególnie. Niczym królik z kapelusza wyskoczyło Castle Falkenstein. W tym wypadku trudno mi oprzeć się wrażeniu, że ktoś podjął decyzję, że skoro mamy prawie skończony produkt, to można go  bez większych kosztów puścić do ludzi, skoro wyraźnie darzą stare gry sentymentem. Inaczej mówiąc skoro mamy wyrzucić to do kosza to zainwestujmy kilka złotych może się zwróci.
Gramel wyraźnie, zgodnie z zapowiedziami, skupił się na rynku anglojęzycznym, gdzie jest dość aktywny (choćby dodatki do Beasts & Barbarians). Dla polskojęzycznego czytelnika pojawił się tylko podręcznik do Deadlands: Reloaded.
Wydawnictwo Portal w tematyce gier fabularnych wydaje właściwie tylko neuroshimowe dodatki: Nowy JorkSkażeniaBohater Maxx. Nawet ich Gwiezdny Pirat coraz więcej łam oddaje bitewniakowi.
Mamy jeszcze w kraju jakieś wydawnictwo na literę „G”. Nie przytoczę z pamięci, a nie znajduję powodu, żeby szukać. Pewnie klika osób czekających na Gaslighta będzie wiedziało.
Patrząc na gry fabularne w kraju warto jeszcze wyróżnić dwie osoby. Nie można pominąć Jacka Gołębiowskiego, który sporo czasu i pracy poświęca projektom erpegowym. Jego wysiłkom i pracy zespołu jaki udało mu się stworzyć zawdzięczamy między innymi Lady Blackbird w języku polskim. Warto też wspomnieć o Krzysztofie Baranowskim, którego słomiany zapał, nadaktywność, coś co biorę za naiwność i umiejętność robienia wokół siebie szumu przyciąga nowe kręgi ludzi w pobliże gier fabularnych. Obym źle oceniał potencjalne skutki takiego sposobu prowadzenia działalności.
Chciałbym rzec, że „na zachodzie bez zmian”, bo to świetny tekst do śródtytułu. Niestety to nie prawda. Jak donosi Moongoose rynek papierowych gier fabularnych chwieje się w posadach. Ludzie coraz częściej kupują cyfrowe (PDF, ePub) wersje podręczników. Trend ten jest zresztą obserwowalny i u nas. Ponoć sprzedaż drukarskich nakładów oscyluje wokół kilkuset sztuk i to w przypadku renomowanych wydawnictw i linii wydawniczych.
Na szczęście rynek elektroniczny rzeczywiście się rozwija. Coraz częściej niewielkie wydawnictwa i sami autorzy korzystają z dobrodziejstw serwisów takich jak Kickstarter, czy IndieGoGo (z tego ostatniego nawet nasz rodzimy Gramel). Siłę marki (autora lub wydawnictwa) i tego sposobu finansowania pokazuje choćby zbiórka Evil Hat na Fate Core. W kilka dni uzbierali prawie 100 tysięcy dolarów, choć kwotę minimalną ustalili na zaledwie 3 tys. Na tą wersję mechaniki przyszło nam długo czekać (kilka lat), ale wszystko wskazuje na to, że było warto.
Z innych projektów, które ufundowano lub ukończono w ostatnim roku jeszcze tylko kilka zwróciło moją uwagę. Full MoonDungeon WorldHillfolkDuranceNova PraxistremulusNumeneraOur Last Best Hope. Jak zauważyłem Kickstarter to także podróże sentymentalne, czyli wydawanie po raz kolejny tego samego, ale w nowej lepszej oprawie (Traveller). Oczywiście projektów na obu serwisach zbiórkowych jest więcej i warto się im przyjrzeć. Ci, którzy nie lubią kupowania kota w worku (szczególnie, że w tym wypadku to kot Schrödingera) spora część ufundowanych gier pojawia się potem w postaci elektronicznej choćby w sklepie DriveThruRPG.
2012 to także rok pisania o grach fabularnych oraz ich historii, czy tworzeniu. Tytułów przytaczać nie będę, ale odnotowałem przynajmniej 5 pozycji książkowych. Oczywiście anglojęzycznych.
W podsumowaniu aż się prosi o greckie pantha rhei, ale i tym razem jest coś co psuje mi pomysł na fajny podtytuł. Są jednak rzeczy niezmienne – Poltergeistowy dział gier fabularnych nadal dryfuje w kierunku onetu. I tak optymistyczny akcent szlag trafił.

Sławomir Wrzesień

blog SIX

Ten rok to dla Gildii rpgowa porażka :/
Zaczęliśmy z nową ekipą stawiać dział na nogi, zapowiadało się świetnie ale chłopakom zabrakło wytrwałości i teraz Gildia RPG jest opuszczona całkowicie.
Pewnie zostanie przeniesiona do archiwum, bo raczej sił już nie mam by po raz kolejny ją podnieść.
Więc jak widzisz nie ma zbytnio kto tworzyć tego podsumowania :(

Jacek Gdaniec

Redaktor naczelny portalu Gildia.pl

Moim, czysto subiektywnym zdaniem ten rok był do bani.

Znaczy się: pod wszystkimi względami życiowymi ostatnie 12 miesięcy udało mi się nadzwyczajnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jedyną zaletą roku 2011 było to, że nikt w mojej rodzinie nie umarł. Niemniej jednak pisać mam o RPG, a nie o sobie. A jeśli chodzi o RPG, a w szczególności RPG w Polsce to było do bani.

Owszem, w zeszłym roku, o tej samej porze niektórzy z nas patrzyli w przyszłość bardzo optymistycznie. Gramel wydawać będzie, aż trzeszczy! Wkrótce dołączy do niego Galmadrin! Pozostałe wydawnictwa także pozwalały mieć nadzieję, że będzie się działo. Jaki był tego efekt? Cóż: wyszło u nas kilka tytułów. Deadlands: Reloaded, Interface Zero, Afterbomb, Zamek Falkenstein, Honor i Krew, chyba Skażenia i Bohater Maxx do Neuroschimy, chyba jakiś krótki materiał do Wolsunga, z niskonakładówek: Głębia Przestrzeni i Charakternik...

Chyba dziesięć tytułów.

Czyli mamy do czynienia z być może drugim, najgorszym (ex equo z 2011, kiedy też wyszło tylko 10 podręczników) rokiem w historii polskiego RPG. Gorzej było tylko w 2008, kiedy podręczników wyszło 9 i w 1994, kiedy ukazały się trzy (za to pierwsze). Czasy, kiedy na rynku ukazywało się po dwa pody na miesiąc to już pieśń przeszłości. Nawiasem mówiąc nakłady też były wyższe niż 250-500 sztuk. Kurcze, nawet poeta współczesny z mojej pracy sprzedaje się lepiej!

Co więcej: nie jestem pewien, czy należy liczyć to coś, co chyba wyszło do Wolsunga, bo posiadanie jedynie 25 stron. Nie jest to ilość powalająca. Również Neuroschimowe „Skażenie” nie porywa objętością, choć jest prawie dwa razy dłuższe. Mimo całej mojej sympatii do Indoctrine również „Głębia Przestrzeni” jest trudna do nazwania „Zbawicielem Polskiego RPG”, bowiem, jeśli wierzyć plotkom jej nakład był dość skromny. Charakternika liczyć natomiast można chyba jedynie in minus.

Galmadrin mimo wielkich nadziei, które zdaje się wiązało z nim kilka osób nie wypalił. Wydał Chtulhu pod koniec 2011 i od tego czasu jedynie dzielnie zapowiada kolejne gry.

Kuźnia, mam wrażenie erpegi kuła głównie na eksport.

Portal jak roku co wydał co nieco do Neuroshimy. Wydawnictwo to od lat konsekwentnie trzyma się swojej niszy i chyba wielkich zmian w przyszłości nie należy się po nim spodziewać. Jeśli ktoś jest miłośnikiem Neuro, to rok ten ma prawo uznawać za niezły. Wypuścili też Honor i Krew, które jest jednak produktem przeznaczonym dla dość mocno ograniczonej widowni.

Wszystkich zaskoczyła Cyfrografia, której nie dość, że udało się wyprodukować niezły (choć bez szału) produkt, to tym razem dokonała tego bez wywoływania burdy na pół Internetu. Pytanie brzmi na jak długo Rollowi wystarczy zapału (i ogłady)? Jeśli będzie pracował konsekwentnie, to może kiedyś wyrośnie nam na czarnego konia polskiego RPG. Jeśli nie, to za niedługo będziemy mieli fajerwerki.

Ze snu przebudził się Copernicus, który wydał Zamek Falkenstein, zaliczając przy okazji obsuwę prawie równą tej, którą zaliczył Duke Nukem Forever. Ciekawe, ile osób w ogóle pamiętało, że coś takiego miało kiedyś wyjść? Podejrzewam, że większość tych, którzy pamiętali, przez te lata albo sprowadziła podręczniki z Zachodu, albo je spiraciła, albo położyła kreskę na tej grze.

Najgorzej wygląda chyba sytuacja z wydawnictwem, któremu najbardziej kibicowałem, czyli Gramelem. Gramel bowiem z jednej strony oferował najbardziej interesujące mnie produkty, z drugiej: próbowałem mu wcisnąć jedną ze swoich prac (i wcisnąłem kawałek Nemezis: Eclipse) z trzeciej: wydawał jak głupi.

I nadal wydaje.

Na Zachodzie.

Nie zdziwiłbym się, gdyby sprzedawał tam 5-6 razy tyle, co w Polce (a płacą mu też w dolarach, a nie złotówkach). Trudno dziwić się więc, że jego polityka wydawnicza także się zmieniła. Gdybym ja miał do wyboru „zajmuję się rynkiem gdzie sprzedam X albo takim gdzie sprzedam X razy N i zapłacą mi w dolarach” to też bym zdecydował się na ten drugi.

Życzę mu żeby tak było w rzeczywistości.

Szkoda tylko, że w efekcie w Polsce na rynek trafiły tylko 2 podręczniki. Choć Interface: Zero i Deadlands: Reloaded muszę uznać za najciekawsze podręczniki wydane w roku 2012 w naszym kraju.

Niestety obawiam się, że nie wróży nam to najlepiej na przyszłe lata. Galmadrin albo dołączy do grona Wydawnictw Jednego Podręcznika, jak wielu przed nim, albo nadal będzie dziarsko zapowiadał. Copernicus może znów coś wznowi. Pewnie znowu ktoś wyda drukiem swój system autorski. Może pojawi się kolejne wydawnictwo, które wtopi na pierwszej grze i zniknie z rynku.

Jeśli zaś chodzi o Kuźnię Gier, Gramela i Portal, to, jeśli ich systemy dobrze sprzedadzą się za granicą, wydawcy zastanowią się czy lepiej zarobić jeszcze trochę dolarów, czy też utopić je w Polsce. Będziemy więc dostawali po jednym podręczniku raz na 1k12 miesięcy.

Nadal panować będzie więc stagnacja.

Uratować może nas już chyba tylko CD-Project, jeśli faktycznie wyda nową edycję Dungeons and Dragons Next.

Jeśli nie, to kiepsko z nami...

Przemek Muszyński

polterbloger znany bardziej jako zegarmistrz

Odniosę się tylko do jednej, ale dla mnie najważniejszej kwestii mijającego roku.  Rok 2012 utwierdził mnie w przekonaniu, że w fandomie padła kultura dyskusji o RPGach. Obecnie nie widzę żadnego miejsca, który sprzyjałby rozmowie o RPG na poziomie ponadprzedszkolnym. Możliwe, że jest to spowodowane brakiem dyskutantów – doświadczeni RPGowcy usunęli się w cień, przeważają dyskusje dla poczatkujących. Niesamowitym jest też skala zalewu bełkotliwej treści w artykułach, blogach, a w szczególności komentarzach. I nie, nie chodzi mi o trollowanie, ale o te wpisy w wierze merytoryczne, a w jakości tragiczne. Dlatego też odpalenie przez G+ grup dyskusyjnych uważam za najlepsze wydarzenie RPGowe tego roku i tam pokładam wiarę w odrodzenie inspirującej wymiany zdań, miejsca, w którym czułbym intelektualny ferment RPGowych nerdów.  

Michał Markowski

autor narracyjnej gry fabularnej Klanarchia

Generator podsumowań i wniosków

Niniejszy generator może posłużyć do wygenerowania podsumowań rynku RPG i fandomu za rok 2012, a także za lata poprzednie, a być może także i kolejne. Wyniki oczywiście trzeba zinterpretować i opisać. Aby wygenerować podsumowanie, należy wykonać serię rzutów dla każdego istniejącego bądź potencjalnego wydawnictwa na rynku.

Wydawnictwo wydaje (k12)
1. RPG
2. Indie RPG
3. RPG z Indii
4. Mainstream dark fantasy
5. Indie mainstream dark fantasy
6. Indyjski dark mainstream
7. Mainstream indie
8. Warhammera
9. Rewolucyjną mechanikę
10. Na razie nie mogą powiedzieć
11. Zapowiedzi
12. Rzuć dwa razy

Model wydawniczy (k10)
1. Fani dla fanów
2. Fani dla kasy
3. Fani za darmo
4. Rękami fanów
5. Profesjonalnie
6. Z konsultacjami
7. Zespół tłumaczy
8. Walka z piractwem
9. „Żałuję, że wdepnąłem”
10. Rzuć dwa razy.

Twórcy i Autorzy (k10)
1. Koledzy i koleżanki
2. Fani
3. Ciocia
4. Doktor polonistyki
5. Angliści i lingwiści
6. Translator
7. Korektor
8. Redaktor
9. „Ja Też Jestem Autorem”
10. Rzuć dwa razy

PR i chwyty marketingowe (k12)
1. Wydawnictwo informuje
2. Wydawnictwo nie informuje
3. Wydawnictwo czasem informuje
4. Wydawnictwo odpisuje
5. Na fejsbuku
6. Na ćwierkaczu
7. Na gieplusie
8. Nie można komentować
9. Foch!
10. Proces
11. Cycki
12. Rzuć dwa razy

Kłody Pod Nogi (k5)
1. Choroba
2. Inna choroba
3. Skład się wysypał
4. Wina drukarni
5. Rzuć dwa razy

Hejterzy (k12)
1. Klienci
2. Konkurencja
3. Wiosna
4. Lato
5. Jesień
6. Zima
7. Serwisy
8. Blogerzy
9. Tyldy
10. Piraci
11. Nieżyczliwi czytelnicy
12. Rzuć dwa razy

Fani (k10)
1. Kochają
2. Wspierają
3. Nienawidzą
4. Ignorują
5. Piracą
6. Kupują
7. Krytykują
8. Tworzą
9. Chwalą
10. Rzuć dwa razy

Web 1.5, 2.0 i 3.33 (2k8)
2. Recenzje na blogach
3. Recenzje w serwisach
4. Redaktor poleca
5. Redaktor odradza
6. Ktoś lubi to!
7. Ktoś +1 to!
8. Ktoś ćwierka to!
9. Włamanie na konto
10. Po sąsiedzku
11. Konkurs z nagrodami
12. Plusikowe
13. Lista bestsellerów 
14. Nieprzychylny fandom internetowy
15. Awesome Polish RPG now in English
16. Rzuć dwa razy


Marcin Segit

bloger, ex zastępca redaktora naczelnego Poltera 
"za którego czasów wszystko było lepiej"

2012… czy gwiazdy były w porządku?
No i kolejny rok minął. Kiedy piszę te sowa, świat za oknem jeszcze istnieje, choć widać tu i ówdzie oznaki apokalipsy. Nadciąga kolejna edycja D&D, z letargu budzą się rodzimi przedwieczni i chcą wydawać kolejne gry w Polsce. Trzeba się śpieszyć, bo już niedługo nastąpi Armageddon.

Na rodzimym podwórku
W polskim erpegówku działo się dużo i to dobrego. Choć rynek upada i się kurczy, choć młódź nie gra w RPG, to jednak nie zdechliśmy, jak nam się wydawało, że będziemy konać. Wyszło kilka fajnych i charakterystycznych gier: z dawna oczekiwany Zamek Falkenstein, który próbuje wypełnić niszę po przywiędłym nieco Wolsungu, Głębia Przestrzeni, która próbuje z kolei królować w nieodkrytych rejonach, jakim jest polski system SF. Wyszła Afterbomb Madness Rafała Olszaka, gra zbiera pozytywne recenzje pomimo gołych cycków w promocji i tego, że ma mocną konkurencję w postaci Neuroshimy. Ta jakoś się trzyma, podobno wychodzą dodatki, piszę podobno, bo nie znam szczegółów i nie śledzę tematu. GRAmel uraczył nas Deadlands Reloaded i prężnie rozwija się na zachodzie. Innymi słowy, dzieje się, pomimo czarnowidztwa.
W naszym jestem niestety środowisku bez zmian: moderacja i zamordyzm w serwisach, blogi rozwijają się prężnie. W zasadzie agregator w tym roku rósł, pojawiały się coraz to nowe strony. Niektóre przetrwały, inne popadły w letarg, ale codziennie jest coś do czytania. Zwykle ciekawego.  Pojawiały się inicjatywy stworzenia następnej generacji Blogów RPG, z forum samodzielnie wrzucanymi newsami, ale na szczęście przycichły, projekt ten nieuchronnie prowadził w stronę kolejnego serwisu, a tego akurat chciałbym uniknąć. Niestety, w Internecie może panować albo totalna swoboda (anarchia, chamów, bezhołowie), albo zamordyzm (cenzura, moderacja, bany). Sprawy pozostawione samym sobie orbitują w stronę tej pierwszej opcjo.
Najprzyjemniejszą niespodzianką w tym roku były dla mnie nowe gry, jakie ukazały się na rynku. Cieszę się, że ktoś chce zaryzykować pieniądze i wydać RPG, niektórym udało się nawet wyprzedać cały nakład. Jeśli chodzi o zawód, to niezrealizowane obietnice wydawnicze i kompletny brak wsparcia dla D&D. Starałem się zorganizować D&D Encouters, nie udało się.

W świecie szerokim…
Też się dużo działo. Nowa edycja D&D i przetasowania w Wizards of the Coast. Pojawiły się nowe, ciekawe gry (choć nie dla mnie), a liderem wydawniczym jest chyba FFG, które położyło łapę na kilku ciekawych licencjach.  Niestety, widoczny jest trend: RPG musi być wspierane innymi gałęziami przemysłu rozrywkowego, samo na siebie nie zarobi. Dowodem może być polityka Mongoose Publishing, to firma, która stanowi dla mnie kompas sytuacji na rynku.
Trudno mi wskazać jakiś szczególnie jasny punkt tego roku, nie spotkałem się z niczym, co wprawiłoby mnie w erpegową ekstazę. Obserwuję sobie te poletka, które mnie interesują, niekiedy zerkam na boki, ale sytuacja jest spokojna i bez niespodzianek. Żadna firma nie upadła, żadna nie powstała z zaskoczenia. Tak samo mam z zawiedzionymi nadziejami: skoro na nic specjalnie nie liczyłem, to i nie miałem się na czym obciąć. Mogę powiedzieć, że nie podoba mi się kierunek, w jakim zmierza D&D Next, ale to wrażenia po lekturze materiału, a nie po grze, czyli jak mądrzenie się o jedzeniu po przeczytaniu książki kucharskiej.
Trudno mi podsumować ten rok innymi słowami jak: „minął”. Nie przeżyłem jakiegoś okrutnego zawodu (no dobra, Baldur’s Gate: Enhanced Edition), nie miałem powodów do spazmów radości. Jak mawiają Anglosasi: „no news is a good news”.

Czyli to był kolejny niezły rok.

Marcin Roszkowski

prowadzący blog Zwój ze Skelos

Pytasz o erpegowy rok 2012?
W Portalu wreszcie udało się osiągnąć wymarzoną równowagę w rozwoju linii Neuroshimy, tzn. równowagę nowych erpegowych pozycji w stosunku do pozostałych realizacji naszego uniwersum (planszowej – NS Hex, seria 51. Stan, Konwój; komputerowej – NS Apocalypse; bitewnej – NS Tactics). Ukazały się bowiem trzy dodatki – dziewiętnasty, dwudziesty i dwudziesty pierwszy.
W styczniu mieliśmy „Nowy Jork”, czyli nationbook w odświeżonej formie. Wiosną fani otrzymali „Skażenia”, tematyczny suplement w pigułkowej formule. A teraz, w grudniu, świętujemy premierę „Bohatera Maxx”, dodatku dedykowanego przede wszystkim graczom. Naprawdę się tym jaram, bo te dodatki – zwłaszcza NJ i B:M – widzę nie ilościowo, jako porcję materiału do „starej NS-ki”, ale jako nowe settingi, moduły, nowe opcje grania, które eksplorują często dotąd nieruszone, a bardzo grywalne i świeże strony naszej gry.
Tak rozpędzeni wchodzimy w rok 2013, w którym czeka nas i fanów jubileusz dziesięciolecia Neuroshimy RPG. Mam świadomość, że pary temu pędowi dostarcza nie tylko to, co piszemy w firmie, lecz przede wszystkim niesłabnące zaangażowanie fanów. Każdy dodatek przynosi zatrzęsienie dodatkowych, fanowskich materiałów udostępnianych w plikach pdf i Gwiezdnym Piracie. Nieustannie powstają sieciowe dodatki (w tym roku m.in. Tworzenie postaci do Neuroshimy 2020 Grzelicha czy Tworzenie mutantów Aesandilla). Zasrane Stany służą dzielnie jako sceneria LARPów i gier terenowych. Otrzymujemy dziesiątki prac nadsyłanych w konkursach Portalu, a materiały do NS są stale obecne w konkursach innych organizatorów. To prawdziwy, niegasnący fenomen, a zarazem coś, co uważam za największą wartość i specyfikę Neuroshimy. Choć pojawiają się nowe, nieraz bardzo fajne gry, kolejni gracze wciąż właśnie w Neuroshimie znajdują najlepsze erpegowe emocje i przygody. I to jej oddają swój czas, talent i serducho. Niesamowita sprawa, jak najbardziej aktualna w 2012 roku.
W roku tym skupiliśmy się w Portalu właśnie na Neuroshimie RPG, a wszystkie inne erpegowe pozycje oznaczyliśmy sobie statusem „całkowicie hobbystyczna”. Realizowaliśmy je sobie zupełnie po godzinach, z własnej, nieprzymuszonej woli i fanowskiego zacięcia. Oto dlaczego nie doczekaliśmy się nowego tomu almanachów, zapowiadanej nieśmiało gry Michała Oracza czy – dużo śmielej – Monastyru 2.0. Każdy z tych projektów zyskał kilka, czasem kilkadziesiąt procent na pasku postępu, ale żaden nie został doprowadzony do magicznej setki.
Sięgając pokrótce poza Portal, z fascynacją obserwuję fluktuacje i przemiany naszego erpegowego światka. Spośród tych zjawisk, które zdołałem dostrzec (a na różnych poziomach: konwentowym, larpowym, e-fandomu i e-fanów, wreszcie wydawniczym komercyjnym i niekomercyjnym, dzieje się naprawdę sporo; więcej niż zdołałbym - a czasem więcej niż chciałbym – ogarnąć), najbardziej kibicuję wszelkim erpegowym przedsięwzięciom wykorzystującym możliwości stosunkowo niedrogiej, cyfrowej, niskonakładowej publikacji. Tylko czekać, aż pojawi się wśród nich prawdziwa perełka. Tego, że pojawić się musi, jestem pewien.
Na polu pozycji, które przyprawiają mnie o drżenie serca, rok 2012 upłynął raczej pod znakiem rzeczy zapowiedzianych, a niestety niewydanych (chlubnym wyjątkiem jest tu „Zamek Falkenstein”, znakomita gra o premierze, która jednakże nastąpiła co najmniej 10 lat za późno). Za to z autentyczną niecierpliwością wyczekuję chwili, aż w moje ręce wpadnie nowa erpegowa realizacja postapokalipsy, czyli „Afterbomb”.
O jednym jestem przekonany. 2012 rok to czas, gdy ciekawych rzeczy do zagrania (czy do wypróbowania, czy też wielosesyjnej realizacji) jest/było całe mnóstwo! Więcej niż czasu na sesje u średnio zaangażowanego pasjonata erpegów (nie mówiąc o pasjonatach podstarzałych, którzy czasu na hobby mają ledwie znikomą ilość). A nie wspomniałem nawet o kuszących, mniej lub bardziej nowych tytułach zagranicznych (anglo-, niemiecko- i innojęzycznych), dostępnych dziś łatwiej niż kiedykolwiek.
Nic, tylko grać!

Rafał Szyma

redaktor z wydawnictwa Portal





photo credit: j-dub1980(THANK YOU FOR 50k+ Views) via photopin cc

Prześlij komentarz

Dzięki Adriano za tegoroczne podsumowania, Czekałem na nie i ciekaw byłem czy w tym roku sie u Ciebie pokarzą. Big up!

Zabrakło wypowiedzi zigzaka i repka.

Wiesz, to ja dziękuje Wszystkim tym osobom, którym chce się od pięciu lat i niektórym może mniej coś napisać.

A kto to, to jacyś ludzie którzy zajmują się RPG?

Przynajmniej w podobnym stopniu, jak imć zegarmistrz. ;-)

Lub ja? Bo zagrałem w jedną sesję w ostatnich 180 dniach?

Dzięki za podsumowanie. O rynku polskim czytam tylko w ramach podsumowań. Marcin Segit ujął to najlepiej. Aktualne wczoraj, dziś i jutro :D

Seji zapomniałeś o 'drobnych problemach z licencją' ;)

Marcin od dłuższego czasu kradnie mi literki, choćby Jego cykl: "A fundom tańczy dla mnie", krótki acz zacny.

Multi wspomina o Monie 2.0 A dlaczego nie Neuro 2.0 na dziesięciolecie?

Jeśli jest zegarmistrz, to powinno być i jego nemezis, zigzak.

Kajam sie za zgubienie problemow z licencja, w przyszlym roku wydam druga edycje i tam na pewno taka pozycja sie znajdzie. ;) Tymczasem zamieszczam alternatywna wersje zasad (niebawem w druku na zadanie):

Kłody Pod Nogi (k5) - wersja alternatywna
1. Choroba
2. Drobne problemy z licencją
3. Skład się wysypał
4. Wina drukarni
5. Rzuć dwa razy

Poza ego różnymi alterego i nickami niestety nie mam z nim kontaktu. Ja już po prostu nie wiem który zigzak jest zigzakiem.

Kadu bo nawet nie zaczęli pisać dwójki, tyle mają jeszcze suplementów, jak skończą się pomysły na dodatki to wtedy wyjdzie Neuro Zwei. Najpierw muszą skończyć Monastyra 2 pisać czyli tak za 10 lat pewnie skończą, więc może na 30 lecie zdążą z NS 2.0. Ok. 2040 spodziewajmy się RPO.

Jak zawsze ciekawe. Widzę, że tegoroczne należy do Afterbomb, Głębi Przestrzeni, Portalu (jak zawsze na topie) i wypominania Glamadrinowi (może się poprawią).

Najbardziej smucą słowa Michała Markowskiego(brakuje jego nazwiska w prologu). Niestety, jest w tym sporo prawdy, ale należy również wspomnieć, że niektórzy się starają. Ale czego wymagać gdy autorytetów brak? Mało jest miejsc, gdzie ludzie sami chcą trzymać poziom dyskusji (np. IMHO MasterMind prezentuje wysoką kulturę). W innych miejscach komentarze to wylewania na dyskutanta błota i przekrzykiwanie się.

Uprawiasz Piastun kryptoreklame? (heh).
Poprawie potem ten lead, przepraszam.
Niestety nie bywam na Masters Mindzie chyba poprzez upartosc Khakiego do uzywania tego dziwacznego oprogramowania do komunikacji.
Na takich audycjach radia 404 dalo sie bywac nawet jak mi sie nie chcialo.
A poza tym G+ daje sporo więcej mozliwosci.
Odnośnie autorytetów, wez przestań za czasow Sejiego bylo wszystko lepiej.

Uprawiasz Piastun kryptoreklame? (heh).
Poprawie potem ten lead, przepraszam.
Niestety nie bywam na Masters Mindzie chyba poprzez upartosc Khakiego do uzywania tego dziwacznego oprogramowania do komunikacji.
Na takich audycjach radia 404 dalo sie bywac nawet jak mi sie nie chcialo.
A poza tym G+ daje sporo więcej mozliwosci.
Odnośnie autorytetów, wez przestań za czasow Sejiego bylo wszystko lepiej.

Nie uprawiam kryptoreklamy, bo również nie bywam na MasterMindzie. Odsłuchałem kilka materiałów i to pozwala mi sądzić, że jest kulturka. Dodatkowo poznałem ludzi, który tam siedzą więc nie spodziewam się po nich zjawisk powszechnych :)

Radia 404 szkoda, mam nadzieję, że Darken to widzi.

Za czasów Sejiego głową państwa był Król. A tak serio, to myślę, że było lepiej. Teraz każdy może sobie pisać co mu się podoba. Ma to oczywiście ogromne zalety, ale brakuje mi takiego prestiżu jaki dawało publikowanie w MiMie czy Portalu. Czytanie czasopism zaczynałem od znanych nazwisk (Trzewik, Oracz, JeRzy, Majkowski itd.). Teraz nawet ja siadam do kompa i piszę te swoje bzdury. Chciałbym mieć lepszych nauczycieli, którzy skomentują i pomogą. Wydaje mi się, że Redakcje kiedyś pełniły właśnie takie role, nauczycieli. A teraz jest jakoś tak inaczej. Nie chcę pierniczyć jak stary dziad, ale brakuje mi tego czegoś...

Podsumowanie podsumowań:
@Ramel
Wracaj do kraju, ludzie tęsknią. Nie kupują Twoich produktów, ale lubią Twoją obecność w e-fundomie.
@Michał Oracz
Dzielenie się prywatą jest passe. Odpowiedziałbym na merytoryczne kwestie, ale odpowiadanie na dzielenie się prywatą również jest passe.
@Khaki
TL;DR. Jeszcze nie dostałem e-maila z tematem dzisiejszego MM.
@Żucho
Pracownik wydawnictwa innego niż ulubione (GRAmel), DR.
@Suchar
Dalej zbyt optymistycznie, czy Pan aby z pewnością jest członkiem polskiego fandomu?
@Gildia
WTF is Gildia.pl?
@zegarmistrz
Poleciłem pięc Twoich wpisów, żadnego nie przeczytałem. Gdzie jest zigzak?
@Furiath
Master Mind. Kto szuka, ten znajdzie. PS dołączyłem do dwóch grup na G+ utworzonych ostatnio przez e-fundom. Obie są martwe.
@Seji
Piękne podsumowanie roku spłycania OSR. Puchar Mistrza Mistrzów mu!
@ZsS
Czytam ten blog, nic z niego nie pamiętam. Te podsumowanie jest równie bezpłciowe.
@Portal
Pracownik wydawnictwa innego niż ulubione (GRAmel), DR.
@PPA
Gdzie Arioch, ja się pytam.

@2012
Nudy. Ktoś coś wydał, ktoś co wymyślił, fajnie. Jak jednak pokazał ten rok na losie inicjatyw z 2011, nie ma czym się podniecać. Poklepanko po plecach, udawane uznanie w fundomii, potem zapomnienie i dewaluacja poprzez zbiorową ignorancję. Dobrze że Borejko po okresie wielkiej smuty czuwa nad nolifeami. Za 2012 warto odnotować: metautoironiczny rozłam na Polterq; wypieprzenie PPA z Bagna; skuteczną cycko-reklamę; narzekanie jak zawsze; humory dobre jak nigdy.

@PPA
G+ ma znacznie mniej możliwości. Tak, używam hangouts w G+. Nie spełnia ono potrzeb Master Mind.
@Piastun
1. Darcane, nie Darken.
2. Lepsze dyskusje o RPG zazwyczaj mają miejsce na Master Mindzie poza nagraniami. Ale prawdą jest, że panuje tam wysoki (jak na e-fundom) poziom kultury oraz argumentacji.

Kto to Arioch, czy aby on żyję?
Czy ocknie sie znowu ze swoimi statystykami, slupkami i przelicznikiem kubków na kostke?
Czy ja czuwam nad nolifeami?
Znaczy w takim sensie katolickim? Czuwania i te sprawy?
Z bagna to chyba sie sam wykaraskalem bo mi opatrznosc drag podala...

Opozycję tak Panie ignorować? Pełen przekrój poglądów zaprezentować należałoby, albo obciąć z tekstu fejmusów, którzy niczego wartościowego do powiedzenia nie mieli.

A czuwać, czuwać ktoś musi.

Ważne nie są przyczyna i skutek, ale spin, jaki bezrefleksyjny e-fundom nada.

Te pol wigwamu pod Wiejska to opozycja?

Amen.

Racja, święta.

E-fundom ma opozycje? Olaboga!

Koniec efundomu nadejdzie gdy Arioch powróci zza morza! Wtedy będą sobie w trójkę z zegarmistrzem i zigzakiem udowadniać kto nie ma racji.

Jariochsław! Jariochsław! Jariochsław!

To i tak dobrze (jedna sesja w 180 dni), niektórzy w Redakcji się chwalą, że od paru lat nie zagrali ani jednej.

Ale ile wartościowych rzeczy zrobili w tym czasie ku chwale e-fundomu!

Koniec efundomu podobnie jak i świata to Swięto Ruchome.

RPG w tym kraju jest jak Jezus. Co roku umiera i rodzi się na nowo. Wieszcze wieszczą zagładę, ludzie i tak turlają po chałupach :)

Czasami turlają się ze śmiechu... spoglądając na polskie RPG.

Mie sie podoba ten pomysł z grami brukowymi. Potem bedom gry chodnikowe i występy w Opolu na gali Miszcz Qientina Qabaretu. A potem już tylko bedziem ostrzyć noże o twarde płyty chodnika.

Linkujo na polteró, alarm! alarm!!!

Zarzut że ktoś jest "nadaktywny" bo coś robi? O rany przykro czytać :(

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget