"Kupię, bo wspieram polskie RPG"

Zarabianie na RPG to temat na tyle kontrowersyjny, że musi się pojawiać raz na jakiś czas w dyskusjach sieciowych. Jeśli dołączy się do niego jakieś konkretne cyfry to pozostają one na długo w pamięci fanów.
W Polsce zarobki to temat tabu. Według obiegowych informacji w Polsce nikt nie zarabia na RPG, większość dokłada. Ot, kolejny polski paradoks, kraj filantropów.
Identycznie jest z nakładami - oficjalnie wydobyć informacje od Wydawcy nie sposób, czasami ktoś przypadkiem przebąknie o dodruku np. 100 egz.
Wtedy rozpoczyna się dyskusja, a czy to dobrze czy źle ? A czy to mało czy nie? Włączają się cyferki, zerka się na ceny drukarni, oblicza i kalkuluje. W głowach erpegowców maszyny liczące pracują na najwyższych obrotach i sprawniej niż na niejednej sesji Kryształów Czasu. Potem snuje się wnioski, wysuwa tezy i kontrtezy. Nawet jak wynik był błędny.
Portal bierze za grę 35 złotych! ... Piętnaście lat temu sprzedawali o połowę taniej...

W komentarzach do tekstu Neurocide z okazji KB RPG #37 (celny tekst o Talislancie i nie tylko, polecam: Zagłada gier fabularnych - KB37) wspomniano o nakładzie Dresden Files sprzed blisko dwóch lat. Gwoli przypomnienia: dwa lata temu okazało się, że nagradzana gra Freda Hicksa sprzedała się w nakładzie kilku tysięcy.
Odbiło się to czkawką po angielskojęzycznych forach, blogach i przycichło.

Są jednak wydawnictwa i gry takie jak 6d6, o której wspominałem w lutym gdy trafiła do Drive Thru RPG.
6d6 urzekło mnie już nie tyle samą mechaniką, co Creative Commons, uczciwym podejściem do klienteli i autorów, przejrzystymi zasadami sprzedaży i wreszcie jawnymi kosztami produkcji i sprzedaży swojej gry.
Niebywałe, nieprawdaż !

Przyjrzyjcie się proszę zamierzchłym tekstom, gdyż skłaniają do zastanowienia i prezentują przemyślane podejście.
Przykładowo, przeczytajcie tekst pt. Paying Writers 1/3 of the Sales Price, traktujący o tym jak uczciwie można traktować autorów oferując im 33% zarobku, nie pozbawiając ich tym samym własności intelektualnej. Tu warto nadmienić, że w latach dziewięćdziesiątych np. stawka wynosiła 0,05 do 0,01 $ za słowo.* Kucyka z rzędem temu Autorowi, który w Polsce otrzymał 1/3 ceny nominalnej dodatku/ gry.

Zajrzyjcie do tekstu The Costs of Producing an RPG, z którego dowiecie się ile kosztuje wyprodukowanie gry za granicą i jak można ciąć koszta. Zajrzyjcie do arkusza kalkulacyjnego, gdzie wyszczególniono każdy z przychodów i wydatków za rok 2011 wraz z ekstrapolacją na ten rok.
Poza tym że 6d6 nie ukrywają tego ile zarabiają to "sprzedają swoje pomysły" i prezentują na swoje stronie jak gry robi...
W Polsce to nie do pomyślenia, zwłaszcza że polscy erpegowcy doszli do tego punktu co punkowcy 20 lat temu (poza nielicznymi wyjątkami wcześniej) . Czyli że gry można wydawać D.I.Y.

Wracając jednak do tekstu Neurocide.
Gry fabularne zatrzymały się w tej mitycznej epoce, o której On pisze. O ile gry wideo to zupełnie inna para kaloszy, to właśnie videogame potrafiły wypracować sobie zupełnie inne modele sprzedaży gier, przynoszące krociowe zyski. Niechże wspomnę tylko o mikropłatnościach. Jednak gry wideo to zupełnie inna bajka i tak jak pisze Neurocide:
"Znasz kogoś kto się dorobił na grach indie? Ja znam, ale z branży komputerowej"

Idąc dalej, szukając podobieństw - pisanie, wydawanie książek jest tak proste jak nigdy. O ile rodzice są w branży, można nawet napisać bestseller w wieku trzynastu lat, jak to uczynił Paolini, czy na naszym poletku Jacek Greczyszyn. Jeśli nie ma się koneksji lub rodziny można zapłacić za korektę, redakcję, skład i wydać tradycyjną książkę czy e-booka. Inna rzecz to czy ktoś ją kupi, a co jeszcze trudniejsze, czy przeczyta. W jednej rzeczy branża RPG nie różni się od wydawnictw książkowych.
I jedni i drudzy wydają masę poradników typu "Jak pisać?". Nikt już nie uczy jak czytać czy grać.
I brnąc jeszcze dalej i antycypując, to samo czeka pewnie gry figurkowe, kiedy rozpropagowany zostanie druk 3D. Ciekawe jak wtedy z tym problemem poradzą sobie Games Workshop i inni.

"Ja kupie wspieram polskie RPG i kupuje wszystko poza DD."
RPG stoją niczym ten Smok Rozkrok w tym samym punkcie, kiedy wróżono że systemy uniwersalne mogą dominować na rynku. Stoją w tym samym punkcie kiedy wydawano walletbreakery - setki zbędnych dodatków: Chrombooki, Player Handbooki, rekinołaki do Wilkokłaka. Dziś sprzedaje się nawet 100 imion germańskich czy 100 nazw mieczy. Stoją w tym samym momencie, kiedy wróżono im tłuste lata ze względu na rozwój druku elektronicznego.

A mi się wydaje że jeśli ktoś nie będzie szukał zmian i nowych modeli sprzedaży, czekać nas będą podwyżki cen boxsetów np. z 100$ na 200$ i jeszcze więcej koszmarnych gier autorskich.  Ale oczywiście mogę się mylić.

PS. I zajrzyjcie jeszcze na dzisiejszy profil Mleczki - Wszyscy wkoło ewoluują tylko nie ty..

/\(;;;)/\ Jeden ex-Redaktor to się wtedy nachapał tyle funtów, że do dziś bywa na ekskluzywnych konwentach w luksusowych, niebazarowych ciuchach.

Prześlij komentarz

Ten ex-Redaktor to nie funtow, a dolarow sie nachapal. Do tego wiecej, niz cena sklepowa podrecnzika. ;)

A nie pisałem? Za naszą krwawicę się bawi. A kto płaci? Społeczeństwo!

Kupuje polskie RPG, bowiem inaczej nie mogę wspierać polskich wydawnictw. Gdyby crowdfunding w Polsce był legalny płacił bym na Kickstarterze PL.
Sam pisałes o finansowaniu społecznosciowym...

Nie kupuję, bo zadławiłem się łubinem. Na śmierć...

A tak na serio, próbuję czytać Zamek Falkenstein i mam czerwony odcisk dłoni na czole i lekkie wstrząśnienie mózgu. I nic mnie już nie dziwi...

Koszta polskich gier są tańsze od zach. więc wolę zapłacić mniej i w rodzimym języku.
Kupiłem także CF jednak jeszcze nie czytałem. Nie sądzę jednak by było gorsze tłumaczenie od innych gier z Copernicusa.

Sądzę że publikując materiały do którejkolwiek z polskich gier, prowadząc bloga, cokolwiek czyniąc dla dobra tej gry DIY, bardziej pomógłbyś wydawcy niż jednokrotnie wysupłując na konkretną grę/ dodatek.
Owszem pisałem i prosiłem o wypowiedzi osób tymże crowdfundingiem się zajmujących. Nadal się interesuje bo to niezwykle ciekawe zjawisko. W kontekście gier nawet bardzo, jeśli spojrzeć pod kątem gier wideo. Jednak to temat na szerszą dyskusję.

Ciekaw właśnie jestem pamiętników Toma Olana w polskiej wersji. Gdyby był PDF to wziąłbym...
Ale jesteś kolejną osobą, która nań narzeka.

I mieć CF po kilkunastu latach?

Otwarty model biznesowy 6D6 Fireball dla klientów to świetna sprawa, nie wspominając o ich dożytowniej licencji Living Document Promise (dzięki której zakupiony system w PDF jest zawsze w najnowszej wersji). Tylko co z tego, skoro i tak nie osiągną na koniec planowanego dochodu. Sami z pół roku temu przyznawali, że ich ich model nie przynosi odpowiednich zysków. Ich aktualny kickstarterowy projekt też nie jest zbytnio popularny. Na razie mają około 85 wspierających. To mniej niż nakład niszowych gier w Polsce.

I znowu pojawia się pytanie o jakiś nowy model sprzedaży.

Grać w szachy po przeszło tysiącu lat?

Masz rację Michał, jednak szachy są trochę popularniejsze (chyba) od CF czy innego RPG.

Sethariel, LDP to powinna być oczywista oczywistość, porównując to do gier wideo. Płacisz za grę to ma działać. Zresztą aktualizacje do gier wideo pojawiają się nawet w dacie premiery konkretnego tytułu.
WotC i WW rozpropagowali modę na "DLC w wersji papierowej" i teraz tak to wygląda jak wygląda.
Nie my jedyni szukamy modelu sprzedaży który byłby korzystny dla wszystkich stron.
A Chris zaproponował świetne rozwiązanie, które przypomniało mi się własnie w kontekście polskich gier i ich nakładów.
Gdybyśmy ten model wymyślili tobyśmy byli bogaci.

Jasne. Powinna być oczywistość. Ale nawet w grach wideo nie jest. Popatrz na FIFĘ. Jeden tytuł, a jakoś co roku nie ma darmowej aktualizacji...

Co do modelu sprzedaży, na razie przyszłość kreśli się w barwach crowdfundingu. Choć ostatnio widać jakieś symptomy zadyszki.

Akurat FIFY i PESy to dla mnie zrozumiałe- sezony itp. Choć silniki pewnie nie zmieniają się co rok i masz racje co do gier sportowych. Jednak to niewielki ułamek gier w branży wideo.

Powątpiewam w ten crowdfunding kiedy spoglądam na te wszystkie indie projekty,a przede wszystkim autorów hitów gier sprzed lat obiecujących "powroty do korzeni". Coś mi się wydaje że to walletbreakery dla 30+.
Swoją drogą ciekawe czy Drewsowi tak chętnie by płacili...

Jest trochę naciągaczy. Ale to chyba nieuniknione. Co jest ciekawe, i usłyszałem to w pewnym podcaście*, to że projekty związane z grami fabularnymi o wiele częściej kończą się sukcesem niż te z innych sektorów.

Choć opieranie się na samym Kickstarterze w obecnym kształcie raczej nie nadaje się na jakiś sensowny model sprzedaży, to mimo wszystko crowdfunding wydaje mi się przyszłością wydawania. Ale jak będzie naprawdę, to zobaczymy.

*http://www.buzzsprout.com/4646/65423-funding-the-dream-on-kickstarter-ep-98-monte-cook-and-numenera

Ja tam rzeczom, które mnie bawią nie zaglądam w metrykę, czy słupki popularności (to uwaga ogólna, bo akurat CF w ręku nie miałem i pewnie mieć nie będę, aczkolwiek recenzja Blanche dość zachęcająca; konkretnie chodzi mi o powieściowy sposób przekazu treści; może kiedyś).

Ja również nie patrzę w metrykę - wszak gram w WFRP, tylko gry mają swoje upadki, wzloty oraz okresy popularności. Pamiętniki Toma Olana swój czas mają za sobą.
Akurat naście lat temu rozwiązania w CF były dosyć innowacyjne (nie nadaremno zachwycał się nimi Kubasik), dzisiaj pewnie przepadłyby w gąszczu innych gier. Ale tu pewnie też wpływ ma rozdrabnianie się rynku, o którym wspomina Sethariel.

Wybacz, przesłucham podcast później. Natomiast Kickstarter służy dobrze "celebrytom". Żuczki nie mają większych szans, zresztą śledzisz to wiesz.
A sam Kickstarter tak jak już popisywałem się na jego temat, to powrót do Jęczmykowego Nowego średniowiecza.

Fajny tekst. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś również przekonać, jak sobie poradzą, wspomniane na początku tekst Kryształy Czasu. Ja cały czas w nie wierzę.

Z KC to będzie chyba najciężej ze względu na ASZa.

A i od KC wziął się ten tekst, czyli od http://rzutkrytyczny.blogspot.co.uk/2012/11/zagada-gier-fabualrnych-kb37.html

Nie chce mi się bić piany, bo nie wiadomo co z tego wyjdzie, ale mam wrażenie, że w stosunkach Fani-A.S. jest pewien progres. Więcej to poczytaj tutaj http://www.krysztalyczasu.pl/forum/viewthread.php?thread_id=191&pid=28949#post_28947

Oczywiście najpierw zaloguj się. ;-D

zaglada gier doszla do mojegu ulubionego etapu: zalety RPG i co zrobic, zeby mlodzi grali. :P

Kryształy Czasu, w to się grało i to się wspierało. A teraz? Wszyscy i tak grają w MMO na kompie czy na telefonie.

Ja bym otworzył Augmented Reality gryfabularne. TV jest to może młodzi przejrzeli przez Google Glass? (;;;). gryfabularne.xxx mogłyby przyciągnąć znudzoną młodzież.

Może ASZ wyda MMORPG KC z kapitałem GW? (;;;)
Szczerze mówiąc nie pamiętam by KC były jakoś szczególnie promowane w czasach, kiedy upadły pisma, chyba że mowa o konwentach.

Teraz już jest etap że to biznes zawsze był.

Myślę że Kryształy sprawdziłyby się bardziej w formie MMORPG - system był skomplikowany, a w formie komputerowej mógłby być nawet zachęcający. Pytanie tylko czy miałaby to być gra przeglądarkowa, mobilna czy coś poważniejszego? KC nie było promowane, wszystkich jednak ciągnęły prostsze systemy jak np Warhammer FRP - przynajmniej w moim kręgu znajomych.

Ehh cholera nostalgia mnie dopada :)

PS Adriano ten pomysł z Augumented Reality RPG jest genialny

I dalej nie znam pozytywnych stron rpg, ale walcze!

Żartujesz sobie z nas, erpegowców Tutaj...

Nie, nie żartuje, ale chyba powinienem sprecyzować o co mi chodzi. Po prostu krytykuje system, a nie koniecznie uniwersum. Dla wielu osób było zbyt czasochłonne ciągle wypełniać te wszystkie statystki, tabelki odporności etc. - moich znajomych to po prostu zniechęcało. Mnie w pewnym momencie mnie także. Przeżyłem wiele wspaniałych chwil w Kryształach Czasu, piszę po prostu co mnie drażniło i tyle. Taki system byłby lepszy w grach MMORPG, gdzie współczynniki zależne, są obliczane przez komputer.

Pozytywne strony RPG są. Na pewno. Bo to moje hobby :P

Ale to też hobby różnorakich cudaków. Więc mogą być i "plusy dodatnie, plusy ujemne".

Jeszcze nawet nie zacząłem. Ale już niedługo - powoli kończę recenzję, pisaną na bieżąco z...
Let's say it's like reading, only more painful.

Problem tkwi w tym, że ASz nie chce się pozbyć uniwersum KC.

Drukarki 3D nie zabiją figurek. Ludzie nie zgodzą się tak łatwo na granie nimi ;)
To jak granie proxy w karcianki. Z kumplem w domu ok, ale w żadnym oficjalnym miejscu nikt na to nie pozwoli.

A na RPG zarabia się różnie - z własnego doświadczenia powiem, że na niszowych tytułach zwracają się koszty i jest na chipsy ;)

Dla niektórych nadal to bariera wejścia - koszty figurek, makiet etc.
Natomiast co do zarabiania na RPG. Sądzę że business RPG obecnie to kilka firm. W pozostałym przypadku to hobby.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget