Re: Średniowieczne jedzenie...

Wczoraj trafiłem na post na jakiejś substytutosferze, w którym jakieś bulbasze dyskutowały o tym, jak powinny wyglądać jedzenie w średniowieczu. Dyskusja była głupia, opierała się o tym, że karniapłody naczytały się Życia codziennego w... i wiedzą, że żeby było realistycznie musi być globalnie.
Wychodzi im więc z tego odcinek Boćwiniarz w podróży: W trzydzieści tysięcy znaków dookoła średniowiecznego jedzenia oraz dumanie jak przyrządzić w makutrze tradycyjny wilamowicki groch z kapustą bez massali z chili z lekkim dodatkiem obdartego moździerza.
Kiedy wspomnę zamierzchłe teksty choćby Macieja Nowaka Kreyera, Jacka Komudy czy Tomasza Mogily Szajewskiego i porównam je z tekstami dzisiejszych "publicystów", indolencja tych ostatnich  poraża. Specyfika czasów czy publicystów?

W jednym z ostatnich wywiadów Jacek Komuda powiedział (mniej więcej) że aby pisać o historii trzeba wiedzieć jak zabrać się za researching. Moim zdaniem połowa biedy kiedy ktoś nie wie jak zebrać fakty historyczne, jeszcze gorzej jeśli nie wie jak zgromadzone fakty przedstawić. Powstają androny, z których rodzą się stereotypy pokutujące potem na sesjach.
Na ten przykład w postaci suto zastawionych dwunastopokojowych karczm mazurskich z karczmarzami, kelnerkami i chłopcami stajennymi w XVII w.

Nie inaczej jest właśnie w przypadku tekstu Jedzenie w średniowieczu, gdzie autor miesza epoki, kraje i kontynenty okraszając wszystko trywialnymi ciekawostkami rodem z Pani Domu z cyklu Czy wiesz że... 
Autor na ten przykład pisze:
"na skutek wycinania lasów i wzrostu liczby ludności zmieniła się dieta"
Fakt. Tak jak z tym że jesteśmy nerwiczni, bo mamy mało słońca, a lato bywa nie gorące.
W przeciwieństwie do German którzy porzucili zbieractwo, na naszych terenach podkreślano walory leśnego runa np. grzyby leczyły niepłodność, a Słowianom zapewniały łączność z bogami.
"Przyprawy były zbyt drogie, by tak je marnować"
Fakt. Transport syropu klonowego machinami Leonarda da Vinci z Kanady był koszmarnie drogi i dochodziły opłaty lotniskowe.
Przypraw było nadto starczy wspomnieć u nas: dziki czosnek, macierzankę, jagody jałowca, czy lebiodkę pospolitą. Niepotrzebne są sole trzeźwiące z XVIII wieku, by wspomnieć o  Wieliczce.
"Jako, że funkcjonowały w nich bardzo restrykcyjne zasady dotyczące handlu mięsem (popularny mit jest taki, że w średniowieczu jedzono zepsute mięso, bo nie mieli lodówek to bajka), a zwłaszcza dopuszczalną jego świeżością, a nieprzestrzegającego ich rzeźnika mogły spotkać bardzo dotkliwe kary (pręgierz, chłosta) handlarze, by pokazać, że ich towar jest świeży bili i rozbierali zwierzęta na ulicach..."
Fakt. Podobnie jak kurczak musiał być podawany w rękawicy z blachy płytówki 2 cale, a noże do zarzynania świń musiały mieć atest Bractwa Zabójców, żeby zwierzęta mordowano bezstresowo. Takie były wymogi Unii brzeskiej.
Mięso ubijano na ulicach nie z dbałości o dobro klienta lub datę ważności zarzynanej kury, a po prostu z musu - prawo tego wymagało by pieniądze zostawały w miastach. Bezwzględne na ten przykład prawo składu, względne i częściowe, przymus drożny, prawo składu, prawo o stanowieniu jarmarków itp. Nie wspominając już o transporcie mięsa na targowisko żywca. Na ten przykład dla putoszy w Żywcu z okolicznych wsi Świnnej czy Wieprza (nazwy chyba mówią same za siebie).

Mógłbym punktować cały tekst krok po kroku. Brak pitnego od święta miodu, wszechobecnego na stole szlacheckim, kiszeniu barszczu, rdestach, szczawiu, bryjach i polewkach, soku brzozowym zwanym oskołą.
Tylko po co?

Podstawowy błąd to próba ogarnięcia kontynentu (a nawet kontynentów, wszak pojawia się i ryż i chilli) w jednym wpisie. A więc i ówczesnym zaludnieniu i rozproszeniu ludności.
Proste dla każdego kto jadł obiad u dalszej czy bliższej rodziny Ten wie że jeden i ten sam posiłek nie smakuje tak samo. Nie porównując już salami z wurstem, a naszą kiełbasą.

Kolejne wypaczenie to próba opisania jednego okresu historycznego w jednym wpisie. Posiłki zmieniały się nader często względem upływu lat, różnic kulturowych, religijnych, etnicznych, regionalnych.

Problem więc tkwi w założeniach wejściowych jakie wyznaczył sobie autor: "napisać o jedzeniu w średniowieczu".
Kolejny zaś w tym iż by skracać, upraszczać i selekcjonować odpowiednie treści jest niezwykle trudno zwłaszcza w przypadku tak długiego okresu i tak olbrzymiego terytorium .
Jeśli nie umiemy się z tym uporać możemy wprowadzić tylko w błąd Czytelników, co przykre acz częste.
Smacznego.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget