O "blogspocie niezależnym" ponownie

Parę lat temu na blogu stroiłem sobie żarty z określenia "blogosfera niezależna" i zachęcałem do korzystania z "blogosfery zależnej", znanej dziś jako Pff+. W kilku słowach wspominając tamten dialog, który wywiązał się w kilku miejscach: lepiej blogować na prywatnym, publicznym portalu (jakby powiedziałby to Kiepski), niż dla korporacji jaką jest Google. Konkluzją wtedy miały być słowa blogera z branży IT: "Ciekaw jestem co stałoby się, gdyby Google zaczęło banować konta użytkowników".
Ja sam korzystam z kilkudziesięciu z ponad 160 aplikacji Google. Pff+skasował mi kilkadziesiąt wpisów, w tm sporo wartościowych, ile jednak straciłbym gdyby pozbawiono mnie konta na Google?

W przeciągu tych kilku lat sporo się zmieniło i jeszcze więcej innowacji zostało przez Firmę wcielonych w życie.
W tym samym czasie prywatność nie istnieje stało się już sloganem, który można zaobserwować na każdym kroku. Nie tak dalej, jak kilka dni temu wprowadzono zmianę pozwalającą zamykać dostęp do treści niezgodnej z prawem danego kraju (szerzej na ten temat rozpisuje się Wojciech Usarzewicz w tekście pt. Blogger też już cenzuruje Twoje wpisy. Powolny koniec wolności słowa w sieci?). Póki co ja nie zauważyłem zmiany w końcówce .com na .pl, jednak internauta to chytry lisek i już znalazł na to remedium.
Jaki to ma wpływ na blogosferę RPG?
I duży i mały.
Bowiem Wasze wpisy mogą zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jeśli będą naruszały prawo konkretnego kraju. Piszę mogą, gdyż blogujący eRPGowcy w rażący sposób tego prawa nie łamią (poza skrajnymi przypadkami).
Tu środkiem zaradczym mogą być regularne eksporty Waszych wpisów na bloga (znajdziecie w opcjach) a nawet samego szablonu, jeśli ktoś go modyfikował. Gdyby ktoś z Was miał problemy z backupem - śmiało pytajcie.
Pomijając już kwestie techniczne, wielu z nas dopuszcza się wykroczeń takich jak córka Premiera (...przyzwolenie z przymróżeniem oka jest), czyli narusza na ten przykład prawa autorskie (ja na pewno nieraz to uczyniłem w jednej z blisko 1800 notek). Nutka ilustrująca sesje, skan artykułu, czy zdjęcie gołej pani z karabinem plazmowym  itp. znajdzie się u każdego kto bloguje jakiś czas.
Kilkukrotnie już wspominałem, że należy linkować do źródeł, warto korzystać z darmowych źródeł np. ilustracji jak Photo Pin itp. A creditsy powinny być naturalnym odruchem i ukłonem w stronę autora.
I nie chodzi tu o "dmuchanie na zimne bo mi bloga skasują", a większej mierze o szacunek dla drugiej osoby.

Skoro już jestem przy temacie, proponuję Wam odwiedzić bloga Andrzeja Zimniaka: Szósty sposób, który pokrótce pisząc proponuje dwa modele zapłaty za cyfrowe dobra kultury. Pierwszy to symboliczny dolar opłaty, drugie rozwiązanie to bezpłatny dostęp z ewentualną nieinwazyjną reklamą.
I tu muszę jeszcze zatrzymać się na chwilę.
Wyciągnąłem przed laty pewną naukę z postępowania Neurocide (+250 PD i skoczyłem na 3 stopień rozwoju), który wspierał portal w dosyć nieszablonowy sposób. Kiedy odwiedzał portal i czytał ciekawy artykuł, klikał w reklamę, tym samym przelewając na konto redakcji kilka eurocentów.
Chytre? Ja tak robię po dziś dzień, kiedy przeczytam coś wartościowego. Trybut ten stał się moim rytuałem jak psie oznaczanie terenu.
 photo credit: Olivander via photopin cc

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget