Zaplanowana nieprzydatność edycji

Na jednym z blogów 1UP pojawił się tekst pt. From Card Game to Board Game, Games Workshop Returns to Basics, którego autorem jest Noe V. Sam tekst może i nie jest odkrywczy czy przełomowy. Skłania jednak do poszukiwań i nostalgicznego spojrzenia na takie tytuły jak Space Hulk, Blood Bowl, Mordheim czy Man O'War i inne jeszcze mniej popularne i zapomniane gry FFG czy GW, których zaniechano ich rozwoju.

ilustracja pochodzi z Wikipedii
Do takich gier należeć może postapokaliptyczna gra bitewna Dark Future, Jacka Yeovila znanego pewnie szerzej fanom RPG.
Korzeni tej gry można szukać w kolejnej pozycji Games Workshop z 1980 roku, czyli Battlecars (choć Board GameGeek pisze o grze z 1983 roku). Battlecars to prosta gra wojenna osadzona również w postapokaliptycznym świecie zdominowanym przez zwalczające się nawzajem ze sobą gangi. Jej autorami byli Gary Chalk i Ian Livingstone.
Poszukując dalej można natknąć się na komputerowe adaptacje gier GW stworzone między innymi przez Rogera Keana, jednego z pionierów elektronicznej rozrywki, który Battlecars adaptował na ZX Spectrum. Tu niezwykle ciekawa okazać się może rozmowa: Roger Kean talks to Angus Ryall about GW... czy wywiad z Rogerem Keanem.

Analogicznie jak w przypadku WotC, ogromna rzesza gier do których prawa dzierży Games Workshop, daje firmie olbrzymi potencjał na kolejne, świetlane lata. Wystarczy odwołać się do historii i zagrać na uczuciach graczy "powrotem legendy" czyli nieudanej gry przed kilkunastu-kilkudziesięciu laty.
Rzućcie popcornem we mnie jeśli nie znajdzie się ani jeden chętny na "kolekcjonerskie wydanie Blood bath at Orc's Drift" sprzed lat.
Tu warto również zwrócić uwagę na profity z licencji na gry komputerowe (a wiadomo że tych jest sporo) z których da się wyżyć po zamknięciu, bądź w trakcie zamykania konkretnej edycji. Za przykład może posłużyć Dungeons and Dragons, który wyciska firmy z branży gier wideo (i nie tylko) jak cytrynę. Co zresztą już zaczął robić w przypadku czwartej edycji. Czas nagli, niedługo firmy nie będą chciały płacić za "starą edycję".  BioWare pewnie już kalkuluje ile będą kosztować ich kolejne zasady Dungeon & Dragons (na czymś trzeba zrobić nowe NvN), a WotC ostrzy szpony na przychody pod presją patrzącego mu przez ramię Hasbro.
Można tą "edycyjność" RPG przyrównać do mechanizmu, który zowie się zaplanowaną nieprzydatnością (wg. specjalistów obok reklamy i kredytów napędza rozwój).
Wprowadza się nową edycję, funkcjonuje ona na rynku X lat, po czym tworzy lepszą poprawioną edycję "revised."

A kto za to płaci?
Pan, Pani, społeczeństwo znaczy się płaci.
Jeden z czynników w których tkwi problem spadku sprzedaży RPG to właśnie skostniały od osiemdziesiątych lat model sprzedaży opierający się na "wydaniu gry i jej wsparciu" przykładowo D&D 2ed lub GURPS 3ed. Rynek gier fabularnych oczekuje innowacji, choćby na miarę tych jakie są w branży gier mobilnych. Niestety tych nie ma.

Wracjąc do początku. Jaki związek mają zapomniane gry GW z zaplanowaną nieprzydatnością?
W sumie żaden, bowiem na forach już toczą się dyskusje o WFR 4 ed., tak więc prędzej czy później do dojdzie do reedycji. Jednak stare gierki dają "wentyl bezpieczeństwa" Games Workshop - gdyby któraś z gier się przejadła (co rzadko się zdarza w przypadku uznanych marek)  zawsze można wrócić do "zapomnianej legendy"...
Chciałbym się mylić ale wydumana ew. kolejna edycja WFR, pewnie będzie wyglądać jak D&D Next.

PS. Zdziwiłem się kiedy we wpisie blogowym z  1UP ujrzałem tytuły takich gier jak: Zaxxon, Frogger, Donkey Kong czy Pac Man.
Na  planszy.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget