RPG podsumowanie 2011 okiem fanów, twórców, wydawców cz.3


To już ostatnia część corocznego podsumowania roku RPG w branży gier fabularnych.
Kilka osób zadeklarowało że jeszcze dopisze swoje podsumowania -  o aktualizacjach tej cześci podsumowania poinformuje Was za pośrednictwem G+, Twitterze lub na Facebooku.
Poprzednie podsumowania dwudziestu osób:






Na wstępie dziękuję za zaproszenie po raz pierwszy do Twojego podsumowania. Poprzednie czytało się bardzo fajnie, a i znaleźć się w tak zacnym gronie komentatorów zawsze jest miło :) no a teraz do rzeczy - dla mnie osobiście (jak i całej wolsungowej części Kuźni Gier) rok 2011 upłynął przede wszystkim pod znakiem tłumaczenia podstawki do Wolsunga na angielski. Pierwsza partia materiału, czyli darmowy World Tour, który wypuściliśmy w pdfie, był gotowy przed Falkonem 2010, a tłumaczenie całości książki - dopiero w tym miesiącu. Dla mnie był to ciężki rok łączenia przeróżnych funkcji: nauczyciela, tłumacza, pijarowca Kuźni, czy obsługi sklepu internteowego, co wydatnie wpłynęło na tempo pracy (wg pierwotnych założeń podręcznik miał być przetłumaczony już w wakacje), ale z jakości jestem zadowolony. Jak się przyjmie na Zachodzie - czas pokaże, ale wszyscy w Kuźni (i w Studio 2 mam nadzieję, że też) są dobrej myśli. Premiera wiosną 2012.

Tyle o sobie. Najważniejsze erpegowe wydarzenie tego roku w Polsce? Wydawnictwo Galmadrin i premiera Zewu Cthulhu 6.0. Dla mnie, jako wielkiego fana macek, bezapelacyjna sensacja. Chłopaki przyszli, ogłosili, wydali. Bez wielkiego szumu, bez ciągłego przekładania terminów, "bo drukarnia nawaliła", "bo tłumacz nie zdążył"... Galmadrinom kibicuję z całego serca, zrobili odważny krok tłumacząc ZC właściwie od początku, w często kontrowersyjny, "niekanoniczny" sposób, ale też zapowiadając ciągły support dla tej linii i nie rezygnując przy tym z innych systemów. O ile nie wiem czy "Gaslight" jako pierwszy dodatek do Cthulhu jest dobrym pomysłem, a L5K to zupełnie nie mój klimat, to już po Ars Magicę sięgnę choćby po to, żeby ją przeczytać, a "Horror w Orient Expressie"... No cóż, wiadomo. Legendarna kampania, w którą przynajmniej raz w życiu trzeba zagrać, a mnie się do tej pory wciąż nie udało, co po raz pierwszy publicznie ze wstydem przyznaję. Kolejnym pozytywem jest reaktywacja polskiego środowiska fanowskiego Cthulhu, które w ostatnich latach rozproszyło się i przycichło, w tym Atuma i Michała Próchniaka - ludzi, których szalenie cenię za wkład w rozwój naszej małej polskiej sceny ZC. Przy tej okazji można też wspomnieć o ponownym pojawieniu się lovecraftowskiego faniznu "The Outsider", który kiedyś miałem przyjemność współtworzyć, a który wydawał się być już nie do uratowania. A jednak, nie jest umarłym ten, kto może spoczywać wiekami...

Z innych rzeczy ważnych dla mnie, ale i pewnie większości rodzimych erpegowców - to, że Portal dalej robi swoje z Neuroshimą i almanachami, plus wydaje indiasy. To, że swoje robi dalej GRAmel - wreszcie światło dzienne ujrzało Nemezis, plus ciepłe przyjęcie Beasts and Barbarians na Zachodzie i zapowiedź Interface Zero w Polsce. The Sahdow of Yesterday - dziecko Darkena i całej ekipy pracującej nad TSoY od dłuższego czasu, której Kuźnia jako producent podręcznika miała przyjemność trochę pomóc. No i świeży nius z samej końcówki roku o przejęciu dystrybucji produktów WotC przez CD Projekt. Na razie szczegółów mało, ale CDP ustami Artuta w jednym z wywiadów zdradził, że zamierzają się skupić przede wszystkim na Magicu i DnD. Być może dla dedekowców w Polsce szykuje się bardzo dobry rok 2012. Ale myślę, że i reszta ma powody do optymizmu, na pewno będzie ciekawie.

Piotr 'Żucho' Zuchowski
Kuźnia Gier

Erpegowa megasensacja 2011 nosi nazwę GALMADRIN, co do tego nie mam wątpliwości. Portal, Gramel i Kuźnia Gier robią świetną robotę, lecz do tego zdążyli nas przyzwyczaić. Należą się im brawa za kolejne dobre produkty, tak w planszówkach/karciankach, jak i RPG... ale żadne to zaskoczenie, szczerze mówiąc, bo właśnie dobrych produktów się po nich spodziewaliśmy. Dużym krokiem naprzód dla polskiego RPG będzie niechybnie anglojęzyczna edycja "Wolsunga" - o, to warto podkreślić. Niecierpliwie przy tym czekam na "Slavię" jako miłośnik settingów sarmackich. Jednak głównym wydarzeniem 2011 jest dla mnie niespodziewane zaistnienie wydawnictwa Galmadrin. Nie dość, że wyskoczyło jakoby diabeł z pudełka (bo nikt chyba nie spodziewał się nowego gracza na rynku), to jeszcze z potężnym wykopem. Pamiętam głębokie zdumienie ekipy Kuźni i Portala na polconowym panelu wydawców na wieść, że przed startem Galmadrin zamówił profesjonalne badania rynku. Do tego od razu licencja na Cthulhu, Legendę 5 Kręgów i Ars Magicę, do tego zin "Gwiazdy są w porządku"... doprawdy, czapki z głów! No i wydawnictwo stawia w pierwszym rzędzie na RPG, co samo w sobie stanowi kuriozum. Wszak Portal i Kuźnia zgodnie twierdzą, że podstawą utrzymania firmy są planszówki i karcianki, bo na samych erpegach niewiele się zarabia. Być może rynek zweryfikuje galmadrinowy zapał - być może nie. Czas pokaże. Ja w każdym razie trzymam kciuki za pomyślność. Sfera konwentowo-larpowa także ma za sobą udany rok. Szczególne uznanie dla Drugiej Ery za sprawną organizację dwóch dużych konwentów w odstępie paru miesięcy. A w moich oczach najciekawszą sprawą jest wzrost refleksji teoretycznej (czy wręcz naukowej) na polskiej scenie larpowej. Przykładem tego m.in. zaproszeni goście z larpowej społeczności nordyckiej i konferencja larpowa KoLa szykowana na styczeń 2012. Kibicuję, współpracuję, gorąco popieram. :-) Druga potencjalna megasensacja to wejście na rynek "bez prądu" firmy CD-Projekt i przejęcie przez nich D&D. Spodziewam się, że skutkiem tego będzie solidna promocja, dająca szansę na znaczne poszerzenie polskiego rynku RPG, nie tylko dla D&D. Ale to na razie wielka niewiadoma (tym większa, że z Artutem u steru). Będziemy o tym rozmawiać w podsumowaniu roku 2012.
Michał Mochocki


     Dla mnie ten rok upłynął pod znakiem współpracy z wydawnictwem Gramel. Przez pierwszą połowę roku (a i kilka miesięcy roku 2010) siedziałem, czytałem, wypisywałem. Research pełną gębą. Blisko 50 pozycji książkowych, w cholerę innych czy to w necie, czy w prasie. Efekt jaki jest, każdy może ocenić w Sensacji i Przygodzie. Recenzje w większości pozytywnie oceniają lokalizację, za którą odpowiadałem, toteż mam satysfakcję z wykonanej pracy. Do tego można dołożyć pewną liczbę tekstów dla Piotra, które poddałem korekcie czy redakcji. Nie piszę tego dla lansu (a może nie tylko dla lansu), ale by podkreślić coś, co jest chyba szczególnie mi bliskie w tym, jak Ramel traktuje RPG. Nie tylko wydaje, ale stale prowadzi wypromowaną przez siebie markę, budując przy tym jej fanbase.
     Co do reszty. W Polsce szczególnie ważne było wznowienie Zew Cthulhu, a konkretnie publikacja kolejnej edycji. Choć nie miałem jej w rękach (wciąż jestem posiadaczem wydanej przez Maga), to doceniam wysiłek panów z wydawnictwa Galmadrin i czekam na zapowiedziane suplementy. Co mi się spodobało w zachowaniu wydawców? Spokój. Wiadomo, że w naszym erpegowym urwałdołku nie brakuje ekspertów, autorytetów i zacietrzewionych idiotów, którzy korzystając ze źle rozumianego prawa do własnej opinii czy zdania, gnoją wszystko, co mogą. Tak też było w przypadku ZC. Nie podobało się tłumaczenie, grafiki, kolory, okładka. W zasadzie chyba wszystko. Chwała Galmadrionowi, że spokojnie przeczekał te idiotyczne ataki.
     Na Zachodzie (dla mnie przynajmniej) było odejście Mongoose (w wyniku bodaj komplikacji prawnych) od mechaniki RQ na rzecz nowej, w pełni kompatybilnej, która ostatnio ukazała się pod nazwą Legend (chyba wciąż można ją dostać w pdfie za cenę jednego dolca). Dzięki temu można być pewnym, że wyjdą dzięki temu kolejne settingi. Choć Deus Veult mnie nie zachwycił, to już Merrie England czy Stupor Mundi reprezentują o wiele wyższy poziom.
     Skoro już jestem przy RQ/Legend, warto wspomnieć o tym, co ciekawego wyszło do BRP. Chaosium nie bez kozery ma opinię dynamicznego, dbającego o fanów wydawnictwa. Niestety Chronicles of Future Earth nie miały w sobie powera Umierającej Ziemi, w zasadzie wydawało się nieukończonym settingiem bez sensownej koncepcji. Co innego, jeśli idzie o settingi historyczne. Wydaje się, że mechanika BRP jest wręcz stworzona do takiej gry. Mythic Iceland jest dobry… nie, jest zwyczajnie zajebistym settingiem, który w dodatku daje się świetnie podpiąć pod Dark Ages. Podobnie ma się sprawa z drugim wydaniem Merrie England (tym razem 200 stron i pod BRP, nie RQ).
     Wspomnieć wypada jeszcze o inicjatywie ludzi zorganizowanych wokół Darkena (przepraszam, jeśli nieprecyzyjnie i niesprawiedliwie określiłem ekipę), dzięki której mogłem przeczytać TSOY w polskiej wersji. Nie jestem żadnym specem od gier, które powszechnie nazywane są indie (chyba obecnie najbardziej kontrowersyjny termin w naszym hobby). Ba, przez długi czas podchodziłem do nich jak do jeża. Ostrożnie. Jeśli coś się zmieniło, to dzięki takim tytułom jak Burning Wheel (i pochodne), Cold City (i Hot War, które wydaje mi się dużo lepsze) oraz właśnie The Shadow of Yesterday. Wiele pomysłów z tych gier (mogę tu jeszcze dodać Hell4Leather, 3:16, Dead of Night) spodobało mi się. Część wykorzystałem w praktyce, inne czekają na wykorzystanie. Tak czy inaczej, może nie jest to zalew gier indie na polskim rynku, ale pewną zmianę widać. Po kilku tytułach opublikowanych przez Portal, po TSOY do wydania podobnych tytułów szykuje się Gramel (konkretnie chodzi o Grey Ranks oraz Fiasco Morningstara).
     Czego wciąż mi brakuje? Polskiego (czy polskojęzycznego) hard SF. Najlepiej Travellera.
Tomasz Smartfox Smejlis
GRAmel, bloger Lisia Nora

Jako że funkcjonuję zupełnie obok fandomu i z wrodzonej natury patrzę bardziej w stronę "jutro" niż "dziś", zamiast analizy wszystkiego co okazało się dla rpg ważne w Polsce 2011, zaznaczę tylko kilka subiektywnych i wybiórczych spostrzeżeń.
       No i tak: najbardziej aktywni wydawcy gier fabularnych minionych lat szaleją dziś na polu planszówek, więc można powiedzieć, że planszówki trochę stłamsiły swojego „ubogiego” krewnego – czemu, odpowiedź raczej oczywista. Piszę „trochę stłamsiły”, bo nadal dzieje się niemało – a to pierwsze próby podbicia zagranicy polską jakością rpg, a to mozolne wysiłki przetarcia szlaku w naszym kraju dla gier indie. Kolejny rok rządzą almanachy MG – o czymś to świadczy, co nie?
       Osobiście wciąż czekam na dobrą planszówkę-rpg, coś co będzie pełnowymiarową rpg, ale ze wszystkimi atutami planszówek, którym aktualnie zawdzięczają  sukces – m.in. szybkie i proste przygotowanie do gry wszystkich uczestników, krótka i dynamiczna sesja bez parcia na tryb kampanii, kolorowe plansze i gadżety, atrakcyjność dla każdego, nie tylko dla fantastów czy geeków, że tak powiem bardziej familijnie lub  mainstreamowo. Jest wolna chwila, ktoś przychodzi: otwierasz, grasz, kończysz, cel osiągnięty, łamigłówka rozwiązana. Oczywiście, niektóre oddolne inicjatywy zaczynają krążyć wokół tego tematu – czy to niektóre z gier indie, czy moda na sandboxy, z których można korzystać bez wcześniejszych przygotowań do konkretnej sesji.
       Czekam wciąż na rewolucję w graniu przez sieć, na coś, co znokautuje konkurencyjne platformy typu spotkanie na żywo. Znów inicjatywa idzie od dołu – programy wspomagające granie przez Skype itd. pojawiają się od strony fanów i graczy, nie wydawców.
       Miłym momentem było dla mnie zestawienie jednocześnie w bestsellerach Rebela dawnej wielkiej trójcy polskiego świata rpg, czyli Warhammer, Cybrepunk, Zew Cthulhu, jak w latach dziewięćdziesiątych, sprzed epoki Świata Mroku, DD i innych. Cieszy też, że nieprzerwanie od dekady w pierwszej trójce nadal Neuroshima. Oczywiście, szczególnie ważne jest dla mnie to, co dzieje się w fabularnej NS - i tu rok nie należał do najaktywniejszych pod względem ilości oficjalnych dodatków, ale mam nadzieję, że kolejny rok nadrobi to z nawiązką.
       Miałem jeszcze wspomnieć o uzdrawianiu formy tradycyjnych konwentów (nareszcie odpowiednik rewolucji w stylu konwentów-gamesroomów plaszówkowych: granie, granie, granie); o „gazetowej” posusze – ale dopóki ktoś nie wymyśli „jak zrobić to dobrze”, nadal będzie panowało przekonanie, że czas magazynów się skończył; o tradycyjnie już pojawiającym sie jak co kilka lat heretyku-zbawicielu polskiego rynku rpg, który wie, co wszyscy inni robili dotąd źle; o kolejnych ewolucjach sieciowych „miejsc, gdzie gada sie o rpg”; o ciągłej czerwonej jeszcze lampce dla wydawania płatnych pedeefów po polsku; o małej kałuży indie w miejscu zapowiadanej wielkiej fali; o braku nowych talentów i zapaleńców, a może raczej o brak zapału i chęci do tworzenia nowych gier; o wydaniu Zew Cthulhu przez Gliwiczan nigdy nie związanych z Portalem; o uporze Darkena z wydaniem TSOYa; – i im dłużej sobie wypisywałem najważniejsze wydarzenia czy stany poszczególnych form aktywności rpg, tym więcej i więcej do opisania się zbierało.
       Dotarło do mnie, że dzieje się wbrew pozorom bardzo dużo, świat rpg wciąż niezwykle mocno u nas ewoluuje, a wszystko to zapowiada jakąś rewolucję lada dzień (czy może lada rok). Doktoratów i habilitacji z okolic gier fabularnych coraz więcej, większe też możliwości do naprawdę dużych działań posiadają dawni aktywiści z fandomu (własne firmy lub piastowane funkcje o atrakcyjnych możliwościach dla świata rpg), coraz popularniejsi są literaci wyrośli z dawnego fandomu gier fabularnych (Mortka, Piskorski, Żulczyk, Śmigiel i inni), teraz czekam, co wykombinują pomysłowi i aktywni ludzie pracujący w sektorze szkoleniowym, gdzie rpg wkracza w siedmiomilowych butach w świat korporacyjny,  szybko opuszczając niszę fantastyczną. Jedno jest pewne – rozwój gier fabularnych w naszym kraju mocno uniezależnił sie już od tylko i wyłącznie wydawania papierowych podręczników i dodatków do fantastycznych gier. Mam nadzieję, że i ta część się jeszcze na powrót rozwinie (wystarczą uparci i pomysłowi ludzie), ale zdecydowanie czekają nas większe rewolucje niż tylko nowe tytuły i nowe światy do eksplorowania. Możliwa przyszłość rpg wydaje się malować niezwykle różowo, ale jej kształtna pewno jest nam zupełnie jeszcze nieznany. Byle myśleć kategoriami rewolucyjności, a nie liczeniem kolejnych cegieł w starym murze.

Michał Oracz
de Profundis

W tym roku zasług dla polskiego roku chyba nie miałem. Chyba, bo Pan Adrian sugerował, że podobno współpracuję z GRAmelem. Owsze, mamy pewien pomysł na tapecie ale to pieśń przyszłości. Podsumuję więc z perspektywy obserwatora.

Na rynku wydawniczym niewiele zmieniło się od 2010. GRAmel nadal w ofensywie, Portal coraz bardziej w planszówkach ale coś tam czasem wyda. Jedyną rewolucją jaka zwróciła moją uwagę to Interface Zero, który tak na prawdę będziemy komentować dopiero za rok.

Tzw. "Fandom" również w mocnej stagnacji, a nawet degradacji. Patrząc na ilość i jakość flejmów zaczynam mocno powątpiewać w kompetencje społeczne tej grupy. Szkoda nawet komentować.

Mogę jednak bardzo pochwalić blogosferę. Kilku blogerów mocno okrzepło, piszą ciekawie i z polotem. Coraz mniej notek dla samych notek. Jakościowo przebijają jakikolwiek serwis erpegowy jaki mamy w naszym internecie. Chciałbym szczególnie wyróżnić Pana Adriana, Sejiego, Furiatha, Smartfoxa i Neurocide'a.

Trendem roku jest dla mnie retrogaming ze swoim sztandarowym sandboxem. Powrót do korzeni to dla mnie odkrycie ostatnich lat, a dla wielu gamedesignerów odświeżenie pomysłów. W '70 latach jest coś niesamowicie inspirujacego i motywującego do pisania gier.

2011 rok zasłużył na dużą pochwałę ode mnie za sporą ilość sesji jakie udało mi się poprowadzić.Po trzydziestce nie jest to już takie łatwe.

Michał 'kuglarz' Dzidt 



Osobiście trudno mi określić ten rok inaczej niż 'zły', w dużej mierze przez liczbę fandomowych pogrzebów na których byłem. Ale jeśli chodzi o sytuacje erpegowa to w sumie jest podobnie i szumnie zapowiadany 'Szturm RPG' najwyraźniej trwa w najlepsze ;)
Dodatków do erpegów poza Ramelem to chyba nikt nie wydaje. Kuźnia tłumaczy Wolsunga do wydania na Zgniły Zachód (za co trzymam kciuki), ale zapowiedziane dodatki zaczynają mieć ‘klasycznie wolsungowe’ obsuwa ;) Przy okazji dorobili się do Wolsunga figurek, ale o tym jeszcze wspomnę szerzej.
Portal zgodnie z przewidywaniami nie wydał ani RPO ani Monastyru 2.0. Wydali za to kolejna gierkę Wicka, tym razem nawet jakoś grywalną. Jeśli chodzi o dodatki do Neuroszmiry, to ten zrobiony przez fanów przebijał firmowy objętością i istnieje możliwość, że nawet jakością. Tutaj znów pojawiają się figurki - z efektem z którego środowiska figurkowe miały niezłą polewkę.
Gramel wydal najbardziej niedorobiony setting w swojej karierze – Nemezis, i pierwszy dodatek do niego, ABC, utrzymuje tę tendencje. Samo Nemezis to sztandarowy przykład tego, jak można nie trzymać się własnych rad (zaprezentowanych w Światotworzeniu) i kiepsko na tym wyjść, robiąc system, który nie wspiera niczego, poza dużą dawka komizmu wynikającego z absurdów znajdujących się w podręczniku. Dodatek trochę to poprawił i mam wrażenie, ze za 3-4 dodatki, gdy Enc w końcu zdecyduje się napisać wszystkie potrzebne rzeczy, które wspierają granie w SF zamiast wodotrysków, system może zacząć być ciekawy. Zobaczymy pewnie w 2013 patrząc na całkiem szybkie tempo wydawnicze Gramela. Za to Sensacja i Przygoda okazały się naprawdę fajną lokalizacją  Thrilling Tales, a niedługo można oczekiwać interesującego Interface Zero. Na szczęście Gramel jeszcze nie poświęcił się robieniu niedorobionej gry skirmishowej, wiec jest nadzieja ;)
Reszta roku upłynęła pod znakiem 'znowu'. Znowu wyszedł Zew Cthulhu za sprawka wydawnictwa Galmadrin, mającego ambitne plany - jak z nimi będzie to się zobaczy, ale potencjał jest. Znowu wyszedł TSoY, detronizując Nemezis w kwestii absurdu. Znowu wyszły dodatki do CP2020, choć ceny były raczej z kapelusza. A oprócz tego ISA wydala po zaledwie 3 latach obsuwy Księgę Potworów do D&D 4. W nagrodę za całokształt działalności słusznie utracili prawa do DiDów i Magica, które przejął CD Project - patrząc kto będzie za to odpowiedzialny będzie 'zajebiście'.


Wróżąc z Poltera, mam wrażenie, że przyszły rok będzie gorszy, bo należy oczekiwać absolutnego wylewu autorek POD z uwagi na modne założenie JaTeżJestemAutorem – niestety szanse na wydanie własnego niedorobionego badziewia jednak znacząco wzrosły. Wobec tego istnieje groźba, że wyjdzie kilka systemów 'hard sf' pisanych przez ludzi, którzy maja poważne problemy z arytmetyką i nie wiedza co to deltaV. Z drugiej strony - z pewnością będzie tam wiele ‘inspiracji’ (więcej niż w Nemezis), bo osoby nie skażone wiedza i intelektem nie będą się przecież ograniczać w swoich pomysłach i jestem pewien, ze nie skończy się na superlaserach strzelających z planet przez atmosferę czy aproksymacjach rozwoju ludzkości na następne 3000 lat.
Skoro już o Polterze mowa - to zachodzi widoczna zmiana pokoleń. 'Stara kadra' pokroju Kastora czy Repka coraz rzadziej dzieli się swoimi niesamowitymi mądrościami (a szkoda, żałuje oświeceń pokroju 'w WFRP nie ma miotaczy ognia'), za to zostali zastąpieni przez olbrzymi poczet autorytetów nowej fali - Kleberna, LdN, zigzaka, Headbangera, Indoctrine'a... długo by wymieniać. Do tego w tym roku gościnnie występował ROL, autor prześmiesznej niedoróbki o robotach, niemniej od jakiegoś czasu jest o nim cicho. Wiec o ile jakość flejmów znacząco spadła, o tyle ilość i głębokość popisowych wtop znacząco wzrosła. Prognozuje, ze w przyszłym roku ilość ekstremalnych głupot, które uda nam się przeczytać na Polterze będzie jeszcze wyższa niż w tym roku.


Jeśli chodzi o gry, gdzie bawimy się laleczkami, to w tym roku obrodziło.
Wyszła Neuroszmira Tactics. Trzewik przeszedł samego siebie, wracając do dawnych zwyczajów, promocja gry pełna była kłamania o innych grach (głównie oberwało się Infinity) i mówienia 'tego jeszcze nigdy w bitewniaku nie było' przy wątpliwych 'innowacjach'. Oraz oczywiście masturbowania się własną zajebistością, co niestety kontynuowane jest do chwili obecnej. Figurki prezentują się dla mnie dość nostalgicznie – podobny poziom jakościowy obserwowałem te prawie dwie dekady temu, jak zabierałem się po raz pierwszy do bitewniaków. Dzięki NST przynajmniej znajomy przestał oczerniać figurki do pierwszej edycji WZ jako najbrzydsze w Polsce – więc jest dla mnie pewien plus ;)
Zasady to zbiór pomyłek, absurdów i exploitów - myślę ze będzie dużo zabawy z obserwacja, jak będą się zmieniać, żeby dogonić rzeczywistość. Na szczęście nie trzeba się wstydzić przez zagranicznymi kolegami z 'modeli made in Poland', bo wyszło sporo porządnych modeli do dwóch kolejnych gier, które doczekały się premiery w tym roku.
Pierwsza z nich jest Wolsungowy skirmish, który zasady ma troszkę lepsze (choć cały czas sporo jest potencjalnych exploitów i IMHO niezbyt realizują to o czym są), ale za to ma ładne figurki, które można użyć sobie do czegoś innego – choć niestety ceny mają mniej zachęcające.
Jako wisienka na torcie wyszło zaś Ogniem i Mieczem w 15mm i przeglądając ładny podręcznik w twardej oprawie widać od razu, ze 5 lat pracy Rafała Szwelickiego i Sosny oraz komplet testów dają rezultaty znacznie lepsze niż w dwóch poprzednich przypadkach, gdzie zabrakło zarówno solidnych testów, doświadczenia i ciężkiej pracy. Figurki są całkiem spoko, zasady również sprawiają wrażenie grywalnych i nawet się miło zdziwiłem kilkoma pomysłami.
To bardzo budujący dla mnie akcent, ze w Polsce można wydać pełnoprawnego, porządnego bitewniaka.

Tym pozytywnym akcentem kończę swoje marudzenie.
Krzysztof 'Szczur' Hryniów


Wiele osób wieszczyło zagładę grom fabularnym. Tymczasem w eRPeGi ludzie wciąż grają choć rzeczywiście na konwentach miłośników fantastyki "turlaczy" jest jakby mniej. Wydaje mi się jednak, że ta forma rozrywki wciąż będzie się cieszyć zainteresowaniem. Kina jakoś nie zabiły teatrów, telewizja nie zniszczyła kin, internet nie zlikwidował telewizji... Rok 2011 był w Polsce chyba całkiem niezły dla eRPeGów, ale z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że 2012 będzie dużo lepszy. Na rynek wchodzi CD Projekt ze swoim nowym działem "Gier bez prądu". Podobno szykują kilka niezłych niespodzianek.

 Artur "ARTUT" Machlowski
Szef działu Gier bez prądu w firmie CD Projekt

Osobiście nie mogę tego roku uznać za udany. Za mało sesji, za dużo niepowodzeń. Dla rynku gier i fanów natomiast był to w miarę dobry rok, pełen zmian (ale nie rewolucji), przetasowań w wydawnictwach i eksploracji nowych możliwości. Choć rynek gier fabularnych się powoli kurczy, nakłady podręczników są co raz mniejsze, to przeciętny gracz ma paradoksalnie co raz lepiej.

W Polsce

Zaczęło się od niespodziewanego wejścia na rynek wydawnictwa Galmadrin, a skończyło prawdziwą bombą – przejęciem przez CD Projekt od ISA dystrybucji Dungeons and Dragons. Bomba, choć ma megatonowy potencjał, nadal może okazać się niewypałem. Na pewno jednak warto obserwować działania nowego wydawnictwa na rynku.
Wydawnictwa albo wycofują się powoli z gier fabularnych (ISA, Copernicus), albo próbują umacniać swoją pozycję na polskim rynku, równocześnie też rozpoczynając lub tocząc walkę o zachodniego gracza.
Z tą walką o zachodniego gracza mam zresztą mieszane uczucia. Cieszę się z sukcesów, natomiast obawiam się o polskie gry, bo tych może z czasem być co raz mniej wydawanych – już teraz niektórzy decydują się wydawać wyłącznie na zachód (Ancient Scroll). Wystarczy, że takie wydawnictwo GRAmel obrazi się na Polskę i już znika z kalendarza kilka premier podręczników. A obrazić się może, bo w porównaniu z polskim, rynek zagraniczny oferuje znacznie większe profity.
Samo wydawnictwo GRAmel, mimo szturmu na zachód z Beasts and Barbarians, nie zwalnia tempa, wydając kolejne podręczniki oraz dodatki. Wśród nich na pewno warto wyróżnić Sensację i Przygodę – świetna polonizacja, dzięki której polska wersja jest lepsza od oryginalnej.
Pozostałe wydawnictwa zwolniły, przegrupowując siły na wspomnianą wyżej walkę o zachodniego gracza lub też gracza karcianek, planszówek i bitewniaków – z różnym rezultatem.
Galmadrin, po mocnym wejściu latem z wydaniem Zewu Cthulhu, skupiło się na grach karcianych, pozwalając erpegowcom nieco o sobie zapomnieć.
Portal wydał kolejny dodatek do Neuroshimy, dodruki oraz kolejną grę indie – Honor i Krew.
Kuźnia Gier wydała tylko jeden dodatek do Wolsunga, ale za to wydała The Shadow of Yesterday – świetny przykład na to, że bez dużych środków, przy odrobinie samozaparcia, możliwe jest porządne wydanie podręcznika bez wielu błędów edytorskich, i do kupienia za naprawdę rozsądne pieniądze.

Na świecie

To był rok Kickstartera. Co raz więcej projektów zostaje zrealizowanych dzięki tego typu platformom. W tym roku były to takie tytuły jak: Do: Pilgrims of the Flying Temple, Technoir, Dinosaurs in Spaaace czy Far West (zostanie wydany w 2012 roku). Co ciekawe, platforma przyciąga nie tylko pojedynczych twórców gier, w przyszłym roku na Kickstarterze zobaczymy najprawdopodobniej Fading Suns 3ed.
Nie wszystkie projekty oczywiście odnoszą sukces, potencjalny mały wydawca ma teraz jednak na wyciągniecie ręki potężne narzędzie. Wystarczy pomysł, odrobina talentu i dobra prezentacja.
O ile więc wśród dużych wydawnictw, poza różnego rodzaju reorganizacjami – których efekt dla fanów zobaczymy w późniejszych terminach - niewiele się zmienia, to mniejszy rynek zyskuje co raz lepsze narzędzia do walki o klienta.
Na przyszły rok szykuje się kilka ciekawych premier: Marvel Heroic Roleplaying, wspomniane wcześniej Fading Suns 3ed oraz Far West, nowa edycja uniwersalnej mechaniki FATE czy kolejny podręcznik do The One Ring RPG. Zobaczymy też pewnie kilka niespodzianek.

Internetowa społeczność fanów

Brak. I w zasadzie nic w tym dziwnego. To odzwierciedlenie polskiej rzeczywistości. Gdzie Polaków dwóch, tam trzy opinie. Gdzie ktoś coś bezinteresownie robi, zawsze znajdzie się osoba, która się o coś przypieprzy. Tymczasem, w tle, zupełnie bezkarnie, z poparciem mediów, robi się ludzi w balona. Polska.
Na szczęście, mimo takiej, a nie innej atmosfery, ciągle nie brakuje ludzi pełnych zaangażowania, promujących nowe, pozytywne inicjatywy. Tworzących interesujące projekty. Piszących interesujące teksty. Choć blogosfera, tak mi się zdaje, nieco zwolniła, to nabrała także trochę dojrzałości – przynajmniej jeśli chodzi o blogerów, którzy piszą już od jakiegoś czasu.
Karnawał Blogowy RPG doczekał się 26 odsłony, strony na Facebooku i Blogspocie. Pojawiają się nowi prowadzący. Inicjatywa, mimo okazjonalnych niepowodzeń, trwa w najlepsze.
Po całkiem dobrym początku, serwis GF (gry-fabularne.pl) w drugiej połowie roku dotknęła lekka stagnacja. Udało się jednak ustabilizować redakcję i już od jakiegoś czasu w tle trwają prace nad tym, by nowy rok rozpocząć z przytupem. O innych serwisach pisać nie będę... o konkurencji wolę pisać albo dobrze, albo wcale.

Wojciech 'Sethariel' Żółtański
bloger Setheo, Gry Fabularne



Po trzydniowym obżeraniu się przy stole – nazwanym w Polsce „świętowaniem” – przyszedł czas na, jak zwykle w moim przypadku spóźnione, RPGowe podsumowanie roku dla Borejki. Tym razem daruję sobie „głębokie” analizy fandomowej świadomości i skoncentruję się na tym, jak radził sobie nasz rynek wydawniczy.

Zacznę od Gramela, ponieważ robi on swoje i nie zwalnia nawet na moment, a my głosujemy portfelami. Mam nadzieję, że Piotr już niedługo przestanie żerować na bazarowe okazje (jeżeli jeszcze nie zaczął kupować ciuchów w klimatyzowanych salonach marki H&M czy innego Reserved). Jednocześnie zastanawiam się, gdzie się podziała Cyfrografia i czy jeszcze ujrzymy jakiś podręcznik wypuszczony z jej stajni. Furia okazała się być żartem (przynajmniej tak ją podsumował sam autor), a informacje o Prehistoriku RPG (systemie opartym ponoć na faktach autentycznych!) też przycichły. Czas pokaże.

Portal zaskoczył mnie w tym roku świetnie wydanym Honorem & Krwią, w tłumaczeniu jednej z najbardziej rozpoznawalnych osobistości fandomu, czyli Lucka. Zarówno Maciek jak i Trzewik stanęli na wysokości zadania i podręcznik jest bardzo dobrze przetłumaczony oraz wydany. W 2012 roku oczekuję na więcej tego typu prezentów ze strony Gliwickiego wydawnictwa. Co do Monastyru 2.0, jestem jednak nieco sceptyczny, ponieważ dużą jego część należałoby przepisać od nowa (chociażby znacznie zwiększyć „power level” postaci graczy), a nie wiem czy zmiany pójdą aż tak głęboko. Mimo to czekam z niecierpliwością.

Była przed chwilą tona cukru w kierunku Portalu, teraz czas na łyżkę dziegciu w stronę Galmadrinu. Nowa edycja Zewu Cthulhu to jeden z najładniejszych polskich podręczników, które trzymałem w rękach i zarazem jeden z najbardziej skopanych pod względem tłumaczenia oraz redakcji tekstu. Błąd na błędzie, poganiany błędem, podkreślony bardzo swobodnym tłumaczeniem. Podczas lektury cieszyłem się, że mam pod ręką wersję angielską, ponieważ mogłem sprawdzić: „o co chodziło poecie”. Cóż, pierwsze koty za płoty, więc mam nadzieję, że Gaslight uniknie tego typu potknięć, a czwarta edycja L5k i Ars Magica ujrzą światło dziennie. Niepokoi mnie tylko martwa strona wydawnictwa, która od bodajże szóstego grudnia nie została zaktualizowana. Miejmy nadzieję, że jest to spowodowane chwilowymi przerwami w dostawach prądu.

Rok 2011 został dla mnie zamknięty TSOY’em, który okazał się prawdziwą perełką. Cóż z tego, że wydano go nieco budżetowo, skoro włożono w to masę wysiłku i serca? Darken i spółka udowodnili, że liczą się na polskim rynku wydawniczym i mam ogromną nadzieję, że zobaczymy ich jeszcze przy jakimś wspólnym projekcie.

Pozostała jeszcze ISA, która chce rzutem na taśmę zarobić na Księdze Potworów. Cóż, ISA jest dla mnie ciekawym przykładem wydawnictwa, które potrafi stracić na licencjach, na których stracić się nie da. Magic the Gathering, New World of Darkness, D&D… ISA udowodniła, że Polak potrafi. Teraz czas na CD Projekt, który ma szansę udowodnić to samo pod czujnym okiem Artuta, a.k.a „nie wiem, nie orientuje się, na to pytanie nie mogę w tym momencie odpowiedzieć”. Pomimo dziwnego doboru personaliów, trzymam gorąco kciuki, ponieważ nasz rynek zasługuje na dobrze poprowadzoną linię wydawniczą D&D.

A fandomowo? Nic nowego. Ostatnio na topie jest erpegowe dorastanie pewnego fejma, który odkrywa na nowo Amerykę. Wszystko to podane w sosie: „moja matematyka jest lepsza niż twoje odgrywanie”. Kto jeszcze nie rzygnął od odgrzewanych kotletów, ten ma na to szansę w 2012 roku.

Tomasz 'Sting' Chmielik
Redaktor Naczelny Rebel Times

Ten rok to dla mnie swoisty powrót po 10 latach do RPGowej branży już nie jako gracz czy mistrz gry, ale osoba, która aktywnie działa na rynku.
Po roku przygotowań, w maju wystartował mój serwis Ancient Scroll. Serwis, który wzbudza skrajne reakcje. Po kilku miesiącach jestem bogatszy o kilka doświadczeń i refleksji: nie wszystko poszło, tak jak powinno. Kilka rzeczy natomiast poszło lepiej niż się spodziewałem. Takim minisukcesem, trochę zaskaującym również dla mnie, jest mobilizacja fantastycznej ekipy Lans Macabre, by zdecydowała się publikować swoje teksty (i po polsku i po angielsku). Mówię o minisukcesie, bo po doświadczeniach tegorocznych, wierzę, że tkwi w tym ogromny potencjał. Jeśli uda się go dobrze wykorzystać, będzie to z pożytkiem i dla Lansów i dla całej erpegowej branży w Polsce (chcemy, by część materiałów dostępnych dziś tylko po angielsku, opublikowali też po polsku) i za granicą.
Krótko mówiąc: trzymam kciuki za chłopaków. No i mam nadzieję, że w 2012 roku polscy fani RPG dostaną do rąk polskie wydanie pierwszej Scroll’owej produkcji: Resistance: Cross of Lorraine.
Ok., dość autopromocji. Choć może jeszcze zdanie wyjaśnienia: Ancient Scroll nie ma na celu robienia komuś czegoś na złość. Ma być raczej katalizatorem, który wyzwoli w polskich fanach RPG ukryty potencjał. A jest on ogromny. Nie chodzi o to, by nagle rzucili się do publikowania na Zachodzie czy w Polsce swojej twórczość z logiem Scroll’a. Niech publikują gdziekolwiek, pod czyimkolwiek patronatem (mamy kilka wydawnictw, których moc kosmicznie wręcz przewyższa skromne możliwości Scroll’a, które mogłyby powalczyć na Zachodzie - tak, jak robi to np. GRAmel).
Jeśli idzie o nasz rynek, trudno tu silić się na oryginalność - powrót bluźnierczych mitów Cthulhu to wydarzenie numer jeden! Obiecująco, choć nieco na poboczu RPG, wygląda też figurkowa Neuroshima.
Zwróciłbym jeszcze uwagę na dwa ”wydarzenia” roku okołoerpegowe - warsztaty MasterMind robione przez Khakiego oraz polski serwis o FATE.
Dużo trudniej mi wskazać wydarzenie roku na Zachodzie. Gdybym miał mówić o roku 2010 wspomniałbym na pewno Eclypse Phase - moim zdaniem najlepszą grę od lat.
A w 2011? Przychodzą mi do głowy dwie gry, które można wymienić może nie jako objawienie roku, ale na pewno gdzieś w Top 10. To Apocalypse World, Technoir i Carcosa.
Ale gdybym miał zdecydować się na zakup jednej, jedynej pozycji związanej z RPG, byłaby to książka wydana przez Mongoose - Designers & Dragons. Świetnie opisana, aktualna historia branży RPG. Moim zdaniem dzieło bliskie perfekcji.

Robert ”Głodny” Ogłodziński 
AncientScroll.pl

Prześlij komentarz

Nie wiem czy mi się wydaje czy tegoroczne podsumowania duzo ciekawsze i bardziej interesujące. Rozrzut jesli chodzi o tematykę jest na pewno dużo większy, co jest dla mnie duzym plusem bo nie tylko rpg, ale i planszówki, paragrafówki i gry elektronicze sa w tym roku podsumowywane.
Dobry cykl. Konkretni ludzie. ciekawe spostrzeżenia.

Machlowski znow blysnal, wypisujac bzdury. Widac, ze na konwencie od lat nie byl, a RPG zna juz tylko z zartow przy wodce. Wyrazy wspolczucia dla CDP za dobor pracownikow.

Do tego Machlowski wrzucil jeszcze ordynarna, chamska reklame. Widac ze to kumpel Rolki. ta sama podla klasa ludzikow.

Czy ja wiem Qball> Piotrek Gnyp jest z (Zakamuflowanej Opcji) Wyborczej, a reszta raczej eRPGowcy od kilku pokoleń(na oko od 100 lat).

Nie wiem jak w tym roku, ale Machlowski rok temu bywał na konwentach ;] . I co w tym dziwnego, że zrobił coś zupełnie w swoim stylu? :D

Dziwnego - nic. Zenujacego - owszem. A to prostackie zachowanie, ktore nazywasz stylem, bawc moze tylko trzynastolatki ze zvalkirii.

"Anonimowy" jesteś jak na tchórza całkiem pyskaty. Jak już plujesz na innych to podpisz się swoim nazwiskiem podły ludziku!

"Na rynek wchodzi CD Projekt ze swoim nowym działem "Gier bez prądu". Podobno szykują kilka niezłych niespodzianek."
napisał Szef działu Gier bez prądu w firmie CD Projekt.
To jest żałosne.
Anonim to nie ja, ale jego zdanie podzielam.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget