Eschalon: Book I – recenzja

Zgodnie z zapowiedzią: PIGAMES, czyli Pure Indie Games pojawia się ponownie na gryfabularne.blogspot.com. Tym razem Ashenguar recenzuje najlepszą grę indie roku: 2007 Eschalon: Book I.
Ja zaś zachęcam Was do odwiedzania strony PIGAMES, gdyż ekipa odpowiedzialna za tą stronę nie zajmuje się samymi cRPG, znajdziecie u Nich inne gatunki niezależnych gier video, felietony, artykuły  zapowiedzi, nowości etc.

Co jest takiego w grze Eschalon: Book I że zdobyła ona tytuł dla najlepszej gry indie roku 2007? Nie ma w niej porywającej fabuły, ot mamy konflikt ludzi z goblinami, który poprzez pewne wydarzenia ostatnio przybrał na sile. Czy graficznie powala? A skąd, mimo że nie odpychająca grafika prezentuje poziom nieco lepszy niż sadze Geneforge. Nieliniowość? Proszę, mamy jedynie jedną ścieżkę, którą musimy ściśle podążać, by jedynie na końcu dokonać jedynego ważniejszego wyboru. Rozterki moralne, prowadzące do wyboru między dobre a złem lub chociaż odrobiną szarości? Też na samym końcu. Ciekawy system walki? Przyznaje, podejście jest interesujące, ale gdzie mu do taktycznych rozwiązań pochodzących ze studia Spiderweb Software. Po tym wstępie, który w dość ciemnych barwach odmalowuje produkcję studia Basilisk Game, mogę powiedzieć tylko jedno. Eschalon zdecydowanie zasłużył sobie na wyżej wspominany tytuł. Czemu zapytacie? Zapoznajcie się z jej recenzją, a zrozumiecie dlaczego, mimo tego wrogiego niemal początku, uznałem tą grę za naprawdę godną uwagi. Wpierw, tradycyjnie już, nieco historii. Grę rozpoczynamy od wiadomości iż nasz bohater, z niewiadomych na razie przyczyn, cierpi na amnezje. Budzi się w rozpadającym domostwie, w opuszczonej przez ludzi wiosce. Kim jest? Skąd się tu wziął? Na razie nie wiemy, lecz odnaleziony w leżącej przed nami list, rzuci nieco światła na zastaną sytuację. Jest on adresowany właśnie do nas lecz nie wiemy, któż miał go napisać. Odnalezienie odpowiedzi na to pytanie będzie przez długi czas głównym motorem naszych działań w Eschalonie. Niestety motyw utraty pamięci przez głównego bohatera jest nadużywany w współczesnych produkcjach. Jednak powiem, że twórcom tej gry udało się wyjść z tego obronną ręką i zgrabnie wyjaśnić jej przyczyny. Oczywiście nie zdradzę w jaki sposób, dam jednak wskazówkę. Pomysł jest zbliżony do tego, który odnajdziemy w jednym z filmów z Schwarzeneggerem w roli głównej. Wracając do listu, informacje w ni zawarte skierują nasze kroki do pobliskiej, już zamieszkanej, wioski. Po drodze doń będziemy mogli nieco przyjrzeć się światu Eschalonu. A ta część, która przyjdzie nam odwiedzić pogrąża się właśnie w chaosie. Gościńce zostały opanowane przez bandytów i dzikie zwierzęta, a z zachodu zaczęły dochodzić wieści o zbliżającej się armii gobelinów. Ba ! mówi się nawet, że tutejszy władca leży zdjęty chorobą, a przez to nie ma komu organizować działań porządkowych. Jednym słowem, źle się dzieje. Z czasem okaże się, że w rękach naszego bohatera spoczął los tej krainy. Czy podejmie się próby cofnięcia zła ? To będzie zależało już tylko i wyłącznie od nas, graczy. Owszem historia może nie jest najwyższych lotów, ale jest solidna. Co to oznacza ? Nie ma tu nieścisłych wątków, jeśli coś nie jest wyjaśnione do końca to raczej na zasadzie wolnego pola do naszej interpretacji, a nie błędu twórców. Tak samo opowieść, która rozwija się na naszych oczach jest spójna. Naprawdę widać, że ktoś włożył w nią sporo pracy.

No dobrze przejdźmy do tego co nas czeka po rozpoczęciu nowej gry, czyli do kreacji naszego bohatera. Gdy pierwszy raz ujrzałem ekran tworzenia postaci, poczułem się jak w domu. Jasny przejrzysty interfejs, który nawiązuje do produkcji z ubiegłego wieku. Musimy określić rasę, klasę oraz, co ciekawe, wyznanie. Konsekwencje naszego wyboru nie będą tylko kosmetyczne, i tak ateista będzie odporny na wszelkiego rodzaju klątwy, ale też nie uleczą go zaklęcia najpotężniejszych kapłanów. Tak więc już na tym poziomie nasze wybory mogą poważnie wpłynąć na strategie naszej gry. Nie oznacza to jednak, że pierwotny wybór całkowicie determinuje rozgrywkę. Określa on raczej zbiór początkowych umiejętności. W grze bowiem nie ma restrykcji położonej na to, czy dana klasa może nauczyć się np. władania mieczem czy też musi być ograniczona do sztyletów. W trakcie gry możemy dowolnie żonglować naszymi zdolnościami. Jednak na początku mamy do wydania na nie 20 punktów, przy czym wykupienie nowej kosztuje 3 punkty. A jest z czego wybierać jest ich bowiem ponad dwadzieścia. A wydaje się, że każda jest nam potrzebna. Tutaj drobna rada, wyuczcie się kartografii choćby na pierwszym poziomie. Bez niej wasza postać nie będzie rysowała automatycznej mapy i pozostaniecie bez tego jakże przydatnego ułatwienia. Gdy poradzimy sobie z nimi nadejdzie czas na atrybuty, których mamy aż 8. Od siły, przez inteligencję do spostrzegawczości. Jak więc widać mimo, że na początku wybieramy klasę nic nie stoi na przeszkodzie by np. nasz mag zdobył umiejętność walki bronią białą.
W trakcie gry odnajdziemy także nauczycieli, którzy za słoną opłatą nauczą nas nowej umiejętności, bądź też zwiększą poziom już posiadanej. Jak więc widać w tej grze kreacja naszego bohatera nie jest rzeczą błahą i wymaga sporo zastanowienia, co przynosi chlubę jej twórcom, a nam graczom sporą ilość zabawy w dobieraniu właściwych cech.

Kilka słów o rozgrywce. Została ona sprowadzona do tej raczej spotykanej w dungeon crawlerach. Mianowicie cały świat porusza się w systemie turowym. Dowolna nasza akcja jest równoznaczna z jedną turą, zaś przeciwnicy i cały świat także się w niej rusza. Rozwiązanie na pewno upraszczające problemy taktycznej walki, a jednak dobrze się tu sprawdzające. Zwłaszcza, że wzięto pod uwagę to, że niektóre stwory są szybsze, a niektóre wolniejsze. I tak odpowiednie pierwsze mają 1,5 ruchu na każdy nasz zaś drugie tak pół ruchu. My również możemy wyrwać się z tego sytemu poprzez zastosowanie czarów bądź mikstur zwiększających naszą szybkość. Wtedy będzie nam dostępna możliwość dwukrotnego rzucenia czaru, zaatakowania etc.

Jeśli zaś chodzi o stopień skomplikowania walk, nie jest on zbyt wielki. Owszem potyczki mogą być trudne ze względu na brak wystarczającego poziomu doświadczenia bądź też ekwipunku,. Jednak taktyka nie będzie odgrywała tak dużego znaczenia, jak np. w niedawno prze zemnie recenzowanym Avalonie. Jest to zapewne spowodowane wykorzystaniem wcześniej wspomnianego systemu czasu wykorzystywanego w dungeon crawlerach. Tym niemniej sposób walki na zwyczajową „pałę” zostanie nagrodzony wyłącznie śmiercią naszej postaci. Tu też krótka dygresja, system ten wyraźnie faworyzuje wojowników. Magowie z bardzo wolną regeneracją punktów magii i ciężko wzrastającymi ranami od ich czarów, mają nieco trudniejszą drogę przed sobą. Sam grę przeszedłem właśnie będąc czystym czarodziejem. Było to nieco frustrujące gdy po każdej niemal potyczce musiałem odsypiać jeden dzień gry, podczas którego czekałem na odnowienie many. Ale udowodniłem, że się da, choć łatwe to nie jest. Gra zaś zajęła mi nieco ponad 25 godzin, przy czym wykonałem wszystkie poboczne zadania, których w grze odnajdzie się nieco. Za ich wykonanie otrzymamy często jakiś unikatowy ekwipunek bądź złoto.
Grafika przyzwoicie spełnia swe zadanie. Nie poraża innowacyjnością, ale każdy element świata przestawionego jest jasno oddany i dobrze wykonany. Zaś obserwujemy go w perspektywie rzutu izometrycznego. Urzekło mnie natomiast intro. Krótkie, ale pieczołowicie wykonane z podkładem dźwiękowym. Taka mała perełka i to już na początku przygody z grą co bardzo dobrze wpływa na stworzenie pozytywnego pierwszego wrażenia. A jeśli już poruszyłem temat dźwięków, to pragnę dodać, że twórcy bardzo poważnie podeszli do tego tematu. Każdy rodzaj lokacji ma swój motyw muzyczny, efekty dźwiękowe towarzyszą także wszelkim naszym akcjom od rzucenia zaklęcia po wypicie mikstury. Także solidny plus za to.

Eschalon:Book I nie wyróżnia się nieliniowością, innowacyjnością czy porywającą fabułą. A jednak przyciąga. Może to za sprawą „starej szkoły” jaką prezentuje w kwestii tworzenia/rozwoju bohatera i podejścia do rozgrywki. Lecz bardziej pewnym argumentem przemawiającym na jej stronę jest jej solidność i spójność. Przypomina ona dobrze zbudowany dom, którego budowniczy nie zapomniał, ani o solidnych fundamentach, ani o wykończeniu wnętrza, a tym bardziej o szczelnym dachu. Taka jest przyciągająca moc Eschalonu, którego twórcy mogą rzec jedno. Wykonali kawał solidnej roboty, z której mogą być dumni.

Tekst pierwotnie pojawił się na stronie PIGAMES, czyli Pure Indie Games - stronie w całości poświęconej niezależnym grom video. Jeśli jesteś zainteresowany komputerowymi grami indie koniecznie powinieneś odwiedzić PIGAMES.

Prześlij komentarz

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget