Lovecraftescu z otchłani sieci

Obejrzyj galerię z UAZ Formów
W tamtym roku udało mi się dotrzeć do prekursora polskich gier fabularnych Pana Conanescu - autora pierwszej gry fabularnej: Bazyliszki i Barbakany. Conanescu jest po dziś dzień jest internetowany przez nastoletnich polskich grognardów w maleńkiej wiosce na Podbeskidziu.
Na dzień dzisiejszy przygotowałem równie specjalny materiał. Dotarłem do człowieka, przebywającego w zakładzie psychiatrycznym w Rybniku, który  w ubiegłym tysiącleciu przeprowadził dziesiątki UAZformów, później zwanych jeepfomami.
UAZformy zaczerpnęły swą nazwę od rosyjskiego samochodu, obecnego ówcześnie na każdej z tamtych imprez.
Sam Lovecraftescu jest postacią tajemniczą, nieeksponującą się, unika mediów, choć ma olbrzymi wpływ na polską scenę gier na żywo. Nie udziela wywiadów, jednak udało mi się namówić go, by rzekł kilka słów dla Was.
Opowie Wam o Portalu do innego świata i kręgu wyznawców Lamp Elektronowych. Tekst o śpiworkach nie uzyskał aprobaty twórcy UAZformów, w których skakanie w śpiworze po korytarzu odgrywa znaczącą rolę dla polskich gier na żywo.

O zgniłozielonym portalu
Kiedy dym się rozwiał, a ja oderwałem od owego widoku wzrok, by spojrzeć w stronę Ziemi, ujrzałem na tle zimnych, zabawnych gwiazd jedynie dogorywające słońce i blade, pogrążone w żałobie planety. Pomiędzy nimi tkwił on - świetlisty zgniłozielony portal. Ów portal nie był jedynym, obok pogrążone w czarnych morzach nieskończoności widniały inne, jednak od tegoż tylko biła aura absolutnie niepojętego i nieopisanego po dziś dzień zła. Ja jednak przekroczyłem progi owego portalu, przez co moje życie zmieniło się na zawsze.

Oniemiałem. Portal był faktycznie bramą do innego fantastycznego i nieopisanego świata. Dominował w nim straszny widok ciemnych, ociekających szlamem zgniłozielonych kamieni zapisanych zlepkiem różnorakich niezrozumiałych bliżej wyrazów oraz plusów i minusów.
Zewsząd grzmiał jednostajny, monotonny pozbawiony sensu bełkot. Tajemniczy i niezrozumiały zaśpiew wypełniał całą tą krainę i pojawiał się niezwykle regularnie.
Gdzieniegdzie trzepotała rytmicznie horda oswojonych i wytresowanych maszkar...nie były to kruki ani krety, nie myszołowy, ani też mrówki, nie zgniłe ludzkie ciała lecz coś, czego nie mogę ani nie powinienem sobie przypominać. 
Była to przerażająca rasa całkowicie obcych, podobnych do polipów istot na poły materialnych i posiadających umiejętność logicznego myślenia, pomimo braku głów...
Ostatnie co pamiętam z tamtej krainy to moje pierwsze zetknięcie się z Wieczną Istotą, która właśnie intonowała ową mroczną inkantację:
posss - druf'Kha! posss - druf'Kha! posss - druf'Kha! posss - druf'Kha!  
Było to coś ogromnego i bluźnierczego w swojej formie, mitycznego i włochatego niczym stwór z lodowców Grenlandii, który czasem chodził na dwóch, czasem na czterech, a czasem na sześciu nogach podpierając się niekiedy głową.
Kiedy maszkary usłyszały ów mistyczny zaśpiew Wiecznej Istory wtórowali mu sycząc:
plusss! plusss! plusss! plusss! plusss! plusss!plusss! plusss! plusss! plusss! plusss!
Wtedy to po raz pierwszy zostałem zamknięty w ośrodku w Kobierzynie.


O człowieku maszynie elektronowej
Kolejna moja wizyta, tym razem w Tworkach sprokurowana była przez istotę będącą na poły człowiekiem, na poły maszyną. Podróżując kiedyś samotnie po bezdrożach dotarłem do miejsca, gdzie na pustej polanie filary tworzyły krąg, niczym monolity Stonehenge.
Jednakże nie były to monolity, a setki splątanych kabli, urządzeń elektrycznych i innych bliżej mi nie znanych mechanizmów. W środku kręgu, na podwyższeniu znajdował się ogromny, rzeźbiony ołtarz do którego prowadziły trzy stopnie. Zaintrygowały mnie niezwykłe słowa na tym ołtarzu; podszedłem więc bliżej i skierowałem tam snop światła z latarki. Kiedy ujrzałem sens tego co one przedstawiają, te nagle znikły ! Gdziekolwiek pojawiły się słowa, chwilę potem znikały! Gdybym tylko dysponował wtedy fallocentografem uwieczniłbym na zdjęciach te słowa. Odskoczyłem przejęty niewysłowioną grozą i nie próbowałem już więcej zgłębiać mrocznych rytów zbroczonych zakrzepłą, spływającą strugami aż do ziemi krwią.


Wtem natknąłem się na kształt - czy też istotę stworzoną w całości z lamp elektronowych. Nie spostrzegłem, że ze zmartwiałej dłoni wypadła mi latarka, nie zwróciłem uwagi nawet na donośny chrzęst zębów, który zwyzywał mnie od najgorszych. Kiedy repertuar tychże przekleństw skończył się ów odniósł się do moich znoszonych spodni. Ogarnięty paniką wrzeszczał i wrzeszczał i wrzeszczał wysokim głosem, w którym najbliżsi nawet przyjaciele nie potrafiliby rozpoznać człowieka. Ponieważ nie był w stanie dźwignąć się na nogi, pełzłemi toczyłem się rozpaczliwie po wilgotnym bruku, gdzie z tuzinów przypominających Tartar studni dobywał się, jakby w odzewie na szaleńczy krzyk człowieka, wygłodzony skowyt i jęk. Kaleczyłem dłonie o szorstkie, luźne kamienie, kilkakrotnie uderzyłem głową w stojące mi na drodze filary z lamp elektronowych, lecz niepomny na nic, uciekłem.
Kiedy ujrzałem ponownie istotę z lamp elektronowych okazało się że jest kobietą, ja jednak na szczęście zostałem zamknięty w już Tworkach.











Prześlij komentarz

POZZZ DRUUU WKHA!

Mało śmieszne zdjęcia lepsze.

Wyborna i wyrafinowana satyra na ROLa! Brawo! Bij łobuza!

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget