Podsumowanie 2010 roku okiem fanów, twórców, wydawców RPG

Po raz kolejny świeckiej tradycji stało się zadość. 
Wydawcy, twórcy i fani RPG wypowiadają się na łamach mojego bloga o upływającym roku 2010.
Przedstawiać raczej nikogo nie muszę. Osoby są rozpoznawalne w fandomie.
Nie mam zamiaru przynudzać, gdyż bardziej kompetentne osoby wypowiedziały się poniżej.


Artur 'Garnek' Ganszyniec
Ten rok minął dla mnie, osobiście, pod znakiem Wolsunga i Savage Worlds. Zacznę od Wolsunga: udało nam się wydać dwa dodatki rozszerzające świat, z których jestem bardzo zadowolony. W Lyonesse umieściliśmy wreszcie pomysły, nad których pierwszą wersją pracowaliśmy z luckiem już osiem lat temu - i to spora satysfakcja, ujrzeć je w druku. Natomiast "W pustyni i w puszczy" to pierwszy dodatek, który pisaliśmy w wiele osób. Wyszedł bardzo spójnie i ciekawie, co dobrze rokuje na przyszłość. Jest też łyżka dziegciu - nie zdążyliśmy z Almanachem Nadzwyczajnym. Ale co się odwlecze, to nie uciecze, wolsungowy podręcznik gracza trafi na rynek w styczniu. Tyle okiem autora/wydawcy.
Natomiast okiem fana, powiem w oględny sposób: Ramel rządzi i powinien być kanonizowany za życia. Savage Worlds to świetna gra, Evernight to super setting, Światotworzenie to bardzo inspirująca inicjatywa, Supersi - wreszcie coś o komiksowych superbohaterach. No po prostu świetna sprawa. A do tego świetny kontakt z klientem. No i konkurs na Światotworzenie - ponad 50 prac. To mówi samo za siebie. Jedyne, na co mogę narzekać, to że Ramel podkrada mi czasem Erpegisa :)
Poza tym - Portal jak zawsze dostarcza regularnie i na poziomie, Klanarchia zaczyna badać rynek płatnych pdfów. Na zachodzie bez zmian.
I to chyba tyle :)
Tomasz 'Smartfox' Smejlis
Gdyby oceniać wedle ilości publikacji – kolejny dobry rok dla polskiego RPG. Kuźnia kompletnie przekonała mnie do siebie, wydając kolejne dwa „wolsungowe” suplementy, który, choć osobiście mi nie podszedł (mechanika sprawdzona wreszcie w praktyce), to faktycznie ma ogromny potencjał i wedle mnie niczym nie odstaje od systemów wydawanych za Wielką Wodą. Tymczasem niefajnie się ma Klanarchia. Nie powstał praktycznie żaden suplement z prawdziwego zdarzenia poza „Szarpanym Miastem” sprzedawanym jako PDF.
W przypadku Gramela fakty mówią za siebie – w ciągu roku system, publikacja almanachowa oraz dwa settingi, kolejne dwa w przygotowaniu. Przy jednym pracowałem, przy innym będę, toteż trudno mi wypowiadać się obiektywnie. Uważam jednak, że Piotr utrafił w sedno, wydając gry utrzymane w sprawdzonych, rozrywkowych konwencjach.
Do tego wszystkiego można dodać dwie gry Portalu i Robotikę, bardziej rozsławioną przez konfliktową naturę autora niż rewolucyjną mechanikę tudzież oryginalny świat przedstawiony.
Okazało się, że prognozowany w 2009 roku spadek publikacji nie nastąpił i cholera wie dlaczego, biorąc pod uwagę zarówno politykę państwa wobec wydawców.
Blogów przybywa, choć nie zauważam ich szczególnego rozwoju. Tyle dobrze, że regresu też nie widzę. Część ciekawych inicjatyw zamarła, nowe się pojawiły. Trudno póki co stwierdzić, czy faktycznie zaczęły pełnić większą rolę socjotwórczą. Poltergeist (jedyny serwis, na który zdarza mi się zaglądać), wciąż przyciągają większą ilość czytelników, jednakże z mojego punktu widzenia ich content jest coraz słabszy, a sam poziom toczonych dyskusji pozostawia wiele do życzenia.
Czego mi wciąż brakuje? Porozumienia między badaczami gier a graczami, czegoś, co jest oczywiste chociażby w krajach skandynawskich. Nie wiem, czy przyczyną braku takowego jest inna mentalność, kultura, a może po prostu tradycyjna wzajemny brak zaufania wspomnianych środowisk.
Wątpię też, by w najbliższym czasie coś się miało zmienić.
Prywatnie czekam na system SF z prawdziwego zdarzenia. Nemezis pewnie częściowo odpowie na moje potrzeby, ale najchętniej zobaczyłbym polski odpowiednik Eclipse Phase czy Travellera.
Kamil 'ja-prozac' Wegrzynowicz
W tym roku nie śledziłem specjalnie rynku i jego zawirowań, więc poza kilkoma tytułami, o których nie można nie wspomnieć, będzie bardzo subiektywnie i zróżnicowanie - bez podziału na mainstream i indie czy live action role play. Także wyjątkowo w tym roku mniejsza ilość gier wzbudziła moje zainteresowanie. Zaczynając więc listę:

Dogs of W*A*R- oparta o mechanikę Barbarians of Lemuria gra otwarza przygodowowojenne powieści z lat 70 i 80tych, czasu prawdziwych mężczyzn z jednostek specjalnych walczących z wszelkiej maści terrorystami. W zasadzie tania rozrywka, ale mam słabość do Ludluma.

Wild West Cinema - spaghetti western pełną gębą, czerpiący garściami z filmografii gatunku. Nie spodziewajcie się realistycznego, historycznego dzikiego zachodu (który też lubię), w zamian za to dostaniecie Django, Sartanę i Człowieka bez imienia w pojedynku w samo południe.

Hoodoo Blues - jak wszystkie gry z Vajra Enterprises, Hoodoo Blues to przede wszystkim setting - tym razem amerykańskie południe z jego skomplikowaną, bolesną historią, niewonictwem, wierzeniami i magią. Wszystko to opisane żywo, dobrze i grywalnie. Naprawdę warto. (Z poprzednich wydawnictw tej firmy polecam też Tibet, którego historia, kultura i religie są o wiele bardziej egzotyczne niż 99% światów fantasy).

Taste of Murder - należy do gatunku murder mystery, specyficznej grupy larpów odgrywanych w małym gronie, w której uczestnicy próbują odnaleźć sprawcę morderstwa lub zatuszować ślady, a wszystko rozgrywa się podobnie do fabuł powieści Agathy Christie.

Shifting Forest Storyworks - chcąc uhonorować śmierć jednego z playtesterów grupa Shifting Forests udostępniła za darmo scenariusze swoich parlor larpów - kilkusobowych larpów, które można odegrać w jednym pomieszczeniu. Dla fanów tego rodzaju rozrywki to prawdziwa gratka i konieczna lektura, która pokazuje, że nie tylko Skandynawowie mają coś do powiedzenia w tej dziedzinie.

Remember Tomorrow - nowy system Gregora Huttona i kolejne podejście do cyberpunka w ogólnie pojmowanym rpg. Pozwala bez mg rozegrać dobrą przygodę w tej konwencji.

Z honorowych wspomnień - ciekawe gry, o których było głośno:

Smallville - pokazuje, jak bardzo pomysły z systemów indie przenikają do mainstreamu. Oparta o licencję ze znanego serialu, a wydana przez większe wydawnictwo, została nazwana nowym Primetime Adventures i dobrze przyjęta przez graczy, którzy nigdy by po indie nie sięgneli.

Happy Birthsday, Robot - prosta, kolorowa gra stworzona dla dzieci. W zasadzie tyle można o niej napisać, gdyby nie fakt, że tego rodzaju produktów jest bardzo mało, a dobrych jeszcze mniej.

Apocalypse World- kolejny hit Vincenta Bakera. Bardzo dobry postapokaliptyk, być może nie dla każdego, ale do którego warto zajrzeć choćby dla opisu stylu gry i tego, co można wycisnąć z połączenia przemyślanej mechaniki, jasno określonego sposobu prowadzenia oraz nowego podejścia do samej postapokalipsy. Naprawdę warto.
Jacek 'Darken' Gołębiewski
Ten rok jest całkiem spokojny. Stabilny. To rok pokazujący, że poprawa z rynkiem wydawniczym w Polsce nie musi być tylko chwilowa. Trójka wydawnictw robi swoją robotę wydając kilka podręczników. Do sprzedaży weszły też po raz pierwszy pdfy: Klanarchii (przez co można powiedzieć, że Klanarchia w grobie obróciła się na drugi bok), Evernight oraz Interface Zero.

Co mnie mocno rozczarowało, to brak naśladowców Ścieżki oraz Trójcy, dwóch podręczników rpg, które będąc niezależnymi produkcjami, wyszły drukiem. Bez napinki i bez krzyku, chociaż może to jest podstawą problemu. W końcu wydanie drukiem to marzenie wielu niespełnionych autorów gier fabularnych, a teraz, dzięki rozpowszechnionemu drukowi cyfrowemu, każdy, za niewielkie pieniądze, może postawić na półce swoją grę i dać swojej drużynie po jednej kopii. A może to się faktycznie dzieje, tylko nikt się tym nie chwali?

Z naprawdę znaczących dla mnie rzeczy to wydanie Apocalypse World oraz InSpectres PL.
Pierwsza gra to dzieło Vincenta Bakera, pokazujące kto jest tutaj naprawdę dobrym autorem gier. Gra w strukturze może nie wydawać się rewolucyjna, ale to instrukcje w podręczniku są tym, co naprawdę kopie zad. Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się, w jaki sposób można wytłumaczyć ludziom, jak grać w ich (autorów) grę, to polecam wzorowanie się na AW.
Druga, czyli InSpectres PL to pierwsza z serii Indie gier Portalu, którą mogę w 100% polecać jako grę wybitną. Wcześniejsze gry były ciekawe, ale moim zdaniem nie miały spójnych zasad.
Jeżeli gra prezentuje odmienny styl rozrywki, musi prowadzić czytelnika za rączkę. Także polecam tą grę, która pozwala zagrać godzinną sesję bez uczucia niedosytu.

Co do świata jeszcze - zauważam próby nowych sposobów na promocję gier niezależnych. Obecny Epimas (chociaż to już kolejna edycja), promocja gier Lehmana, Vincenta. Vincent pisze o 100 sprzedanych paczkach, 25$ każda, co przekłada się na spory jednorazowy zysk ze sprzedaży samych pdfów. Inne ciekawe promocje tego roku to paczka pdfów, z których zysk poszedł na konto “lekarzy bez granic”, podczas usuwania trzęsienia ziemi w Haiti, a potem w ramach pomocy ofiarom powodzi w Tajlandii.

DriveThru zaczyna sprzedawać PoDy, co może spowoduje, że spora część niezależnych wydawców przeniesie się z lulu na ich platformę. Z tego co pamiętam, White Wolf miał przenieść się w całości na PoD. Zatem możliwe, że mamy do czynienia z przekształceniem
naszego światka w coś zupełnie nowego.

Na koniec, trochę prywaty - w marcu ruszył serwis gry-fabularne.pl. Mógłbym się przechwalać, że to mój serwis, który okazał się sporym sukcesem, ale prawda jest inna. Bez Sethariela serwis by padł. Ja tam tylko położyłem parę linijek kodu, on zrobił resztę. Obecnie pracujemy
nad szkoleniem nowej załogi (Pozdrawiam Was chłopaki!), więc nie tylko Sethariel będzie miał więcej czasu dla najbliższych, ale też ludzie dostaną jeszcze więcej ciekawych wieści ze świata.
Piotr 'Ramel' Koryś
To był dobry rok dla mnie i chyba dla rpgów. Udało mi się wejść na rynek z kilkoma produktami i mimo pogłosek, trzymam się całkiem nieźle. Pojawiło się kilka innych rzeczy do rpgów - Wolsungowe dodatki, gry Indie i dodatki z Portala, 4ed D&D i Robotica, więc jest na prawdę lepiej - choć szturmem bym tego nie nazwał. Na świecie widać zaś trend, który musi w końcu dojść do Polski - nastawienie na pdfy i na POD. No i jedna rzecz - prosperują firmy i wydawnictwa działające tak, jak Studio 2 czy Cubicle 7 - czyli wydawnictwa publikujące swoje
gry przez większego wydawcę. Tak, takie coś mi się w Polsce marzy. Co będzie za rok? Nie wiem. Mam nadzieje, że będzie jeszcze lepiej. Ja na pewno wydam Nemezis. Od tego projektu zależą dalsze losy GRAmela.
Tomasz 'Magnes' Kucza
Rok 2010 rozpieścił nas pod względem ilości wydanych w Polsce nie tylko gier RPG, ale także różnego rodzaju poradników dla Mistrzów Gry i graczy. Moim zdaniem na uwagę zasługuje fakt, że pojawiło się sporo podręczników w mniejszym formacie, które raczej nie miały zbyt dużego nakładu, a mimo to dla wydawnictw - Gramel i Portal - zapewne były opłacalne. Pokazuje to, że dzisiaj są możliwości zarabiania na niszowej rozrywce nawet jeśli docelowych odbiorców jest niewiele.

Nie należy też zapominać o Karnawale Blogowym RPG, który przetrwał i radzi sobie całkiem dobrze mimo kilkunastu edycji na karku. Powstają na niego interesujące teksty, które w innym przypadku nigdy by zapewne nie ujrzały światła dziennego i znacząco ożywiają i spajają polską blogosferę miłośników gier fabularnych.
Piotr 'Neurocide' Haraszczak
W roku 2010 zostałem rednaczem Gwiezdnego Pirata, pisma zawierającego sporo fanowskich materiałów do gier fabularnych, które ukazuję się na naszym rynku: Neuroshima, Monstyr, Cold City. Bardzo ucieszyła mnie otwartość wydawców Savage World i Wolsunga, dzięki którym w piśmie reprezentowane jest pełne spektrum dostępnych gier. Gwiezdny Pirat stał się jednym pismem o RPG w Polsce. Super, choć trochę szkoda, że za ciosem nie poszli inni, okazuje się bowiem, że można wydawać regularnie sieciowy miesięcznik. Twórczość fanowska jest niezwykle ważnym składnikiem GP i cieszę się niezmiernie, że każda z wymienionych gier mogła liczyć na tego rodzaju wsparcie – myślę, że to dodatkowa, przyjemnie stymulująca forma podziękowania wydawcy, za wysiłek włożony w publikację gry. Po dosyć gorącym kresie, mającym miejsce w miesiącach poprzedzających targi w Essen, Gwiezdny Pirat wraca do normalnego cyklu wydawniczego, zbliżający się grudniowy numer przejdzie przez korektę (oczywiście fanowską), a kolejne numery ukazywać się będą co miesiąc. Będąc szczerym, chciałbym zapomnieć o feralnym #34 numerze pisma, choć zawiera wiele fajnych materiałów od strony technicznej zaliczył wpadkę i dał mi niezapomnianą, gorzką lekcję. W światku internetowym dużą popularnością cieszył się Dzień Darmowych Gier Fabularnych oraz Tydzień Darmowych Publikacji– dzięki temu fani gier dostają za free rozmaite materiały do swoich ulubionych gier. Z dumą więc przypominam fakt, że Wydawnictwo Portal, za sprawą Gwiezdnego Pirata funduje polskim graczom taki tydzień darmowych publikacji co miesiąc.
W światku internetowym dużą popularnością cieszył się Dzień Darmowych Gier Fabularnych oraz Tydzień Darmowych Publikacji– dzięki temu fani gier dostają za free rozmaite materiały do swoich ulubionych gier.
Michał 'Furiath' Markowski
Miniony rok w Polsce, pod względem hype’u w Internecie, należał do Gramela z Savage Words oraz Kuźni Gier i Wolsungiem. Dużo dodatków, popularność w fandomie, dobry PR, pozyskanie do współpracy znanych fandomowych ksywek do pomocy przy dodatkach, mocna aktywność konwentowa i klubowa. Oba wydawnictwa pokazały, że trzymanie standardów podejścia do potencjalnego klienta ma przełożenie na zainteresowanie i opinie o produkcie. Co ciekawe, wielokrotnie oba wydawnictwa wypowiadały się tym samym głosem – dla mnie jest to symptom prób połączenia Wolsunga i Savage Wordsów, być może dzięki której autorzy spróbują zaistnieć na zachodzie, pomimo silnej tam konkurencji steampunkowej.

Drzwi na zachód to również alternatywa dla Klanarchii po tym, jak polski wydawca porzucił RPG. Oryginalny świat, atrakcyjna oprawa oraz udoskonalenie zasad i dopasowanie treści do oczekiwań odbiorców bazując na doświadczeniach i uwagach polskich klientów, dają jej duże szanse na mocne wejście na anglojęzycznym rynku.

Portalowe indiasy moim zdaniem to nisza i popularności nie zdobędą, ale poradniki z cyklu Graj wszystkim! nie schodzą z list bestsellerów Rebela. Portal coraz mocniej koncentruje się na planszówkach (trzymających dobry poziom), zarabia na nich, a czasem z sentymentu rzuci coś dla rpgowców.

Rafał Olszak, własnym nakładem środków, wydał Roboticę - pierwszy mocniejszy s-f od czasów Cybera. Autor mocno pracował nad opinią nadzwyczaj konfliktogennej osoby kasując ze swojego serwisu krytyczne głosy lub banując nieprzychylne mu osoby, kasując własne notki i wpisy z innych serwisów, tudzież starsząc sądem internautów. Zainteresowanie Roboticą jest umiarkowane. Dotąd nie wiem, co mam
mysleć o tej grze - większość recenzji albo nosiła znamiona sponsoringu, albo produkt został mocno krytykowany przez osoby, które nie dażą autora sympatią.

Ten przykład przypomniał mi, że coraz bardziej brakuje mi funkcji dobrego i niezależnego recenzenta RPG. Wyrobionego gracza, autorytetu, stojącego z boku fandomu, poza klikami wydawców, poza kregiem klubów i organizatorów konwentów, którego potrzeba integracji i wyrabiania znajomości jest zerowa, a chęć recenzowania duża. I jestem niemal pewien, że w tak małym homogenicznym
środowisku jak nasze, długo jeszcze nie będzie takiej osoby.

Niepokoi mnie, że RPGi znikneły z Empiku, głównego salonu w którym młodzież dokonuje zakupów książek i przegląda nowości. Ukryły się w lokalnych księgarniach i w sieci. Dodatkowo, wybór tytułów jest tak duży (możesz nawet kupić jeszcze nówkę Cyberpunka 2020), że mnóstwo rpgowców znalazło już swoje ulubione RPGi i nie widzą wiekszej motywacji, by śledzić nowości i interesowac się rynkiem. Rynek staje się już nasycony i kolejne tytuły będa musiały przebijać się do świadomości rpgowców głównie jeszcze większym nakładem promocji, wysiłku PRowego, niż samym tytułem, nazwiskiem autora lub konwencją.
Marcin 'Ajfel' Zawiślak
Mijający rok na polskim rynku gier fabularnych był w mojej ocenie bardzo ciekawy. Z pewnością nie rewelacyjny, ale powodów do narzekań zbyt wielu także nie ma. Rok temu podsumowania kręciły się wokół dwóch premier Wolsunga i Klanarchii, w tym roku głównym bohaterem odcinka jest z pewnością Gramel - nowy gracz w grupie rodzimych wydawców erpegowych. Mimo iż wielkim fanem Savage Worlds nie jestem, nie ukrywam że bardzo optymistycznie nastraja patrzenie, co i jak udało się Gramelowi w ciągu tego roku zrobić. Mamy więc na rynku nową erpegową linię wydawniczą, która rozwija się o kolejne, bardzo fajne publikacje. Gratuluję i tak trzymać!

Obok Gramela na nasz, nie przesadnie zatłoczony rynek wkroczyło wydawnictwo Cyfrografia z grą Robotica. I tutaj już jest znacznie trudniej z dokonywaniem ocen. Nie licząc sieciowych publikacji, Roboticę stanowi w tej chwili jeden, dość efektownie wydany podręcznik. Obecnie gra spotyka się ze sporą dawką nieprzychylności i mocno krytycznych opinii. Ze swojej strony mogę powiedzieć jedynie tyle, że czytając te opinie często mam wrażenie, że są to hasła powtarzane przez ludzi, którzy nie mieli podręcznika w ręku i o Robotice wiedzą bardzo niewiele. Za to swoje opinie o grze budują na bazie relacji z autorem, które w wielu wypadkach najlepsze nie są. Zupełnie niepotrzebne internetowe awantury, podczas których autor gry raczej sobie nie pomógł stworzyły wokół Robotiki nieciekawą atmosferę. Myślę że to w znacznej mierze utrudnia obiektywną ocenę samej gry, a kto wie czy nie wpływa także na decyzje wielu polskich graczy, czy sięgnąć po ten tytuł. Czy linia wydawnicza Robotiki zakończy się na jednym podręczniku, podobnie jak było w przypadku wielu innych polskich gier fabularnych? Na to pytanie prawdopodobnie poznamy odpowiedź w podsumowaniach przyszłorocznych.

Mijający rok wygląda trochę jak zmiana warty. Do gry wkraczają wspomniane nowe wydawnictwa, zaś niedawne filary rynku odchodzą w cień. Wydawnictwo Copernicus Corporation odstawiając na bok gry fabularne, zaproponowało nam kultowy cykl Lone Wolf - gier paragrafowych Joe Devera. W krótkim czasie nakładem Copernicusa na półki sklepowe trafiły już cztery tomy tego cyklu.

Najbardziej smutne wieści w tym roku płyną ze strony wydawnictwa ISA. Po Wampirze i Wilkołaku (podręczniki podstawowe i zero dodatków) przyszła kolej na 4 edycję Dungeons&Dragons. Po szumnych zapowiedziach ukazały się jedynie dwa z trzech podstawowych podręczników. Czyli fatalnie, bo takim zestawem nie da się grać. Jeżeli tak ma się zakończyć historia polskiej edycji D&D4ed., to będzie to mało sympatyczne pożegnanie się ISY z rynkiem gier rpg.

Wróćmy do tej części erpegowej sceny, w której dzieją się ciekawsze rzeczy. Kuźnia Gier konsekwentnie i z zaangażowaniem rozwija linię Wolsunga, co bardzo cieszy i pozwala z optymizmem patrzeć na nadchodzący rok. Pojawiły się fajne dodatki, pojawią się kolejne. Miło patrzeć, jak kolejna polska gra fabularna rozwija się, a nie umiera niedługo po narodzinach. Tymczasem wydawnictwo Portal obok Neuroshimy (której tempo wydawnicze wyraźnie przygasło, ale na szczęście system żyje i ma się dobrze) i swojego cyklu almanachów serwuje nam regularnie mniejsze, w wielu przypadkach bardzo ciekawe gry rpg pokroju Cold City czy In Spectres. Początkowo bez entuzjazmu podchodziłem do tych publikacji, dzisiaj myślę że to bardzo fajny i potrzebny element w gronie dostępnych na naszym rynku podręczników. O drugiej edycji Monastyru w tegorocznym podsumowaniu chyba nie warto mówić, trzymam kciuki by można było się na ten temat szerzej wypowiedzieć za rok.

Wygląda na to, że na naszym rynku opłaca się wydawać niewielkie i niedrogie podręczniki. Patrząc na linię Savage Worlds, dodatki do Wolsunga i podręczniki od wyd. Portal nasuwa się stwierdzenie, że właśnie takie produkty, a nie opasłe, efektownie wydane tomiszcza mają obecnie na naszym rynku rację bytu. Tak to przynajmniej wygląda na dzień dzisiejszy.

W ramach moich prywatnych, skrajnie subiektywnych wyróżnień pragnę na koniec mijającego roku gorąco pogratulować i podziękować: Gramelowi za „Światotworzenie”, Portalowi za „Cold City” oraz Kuźni za „Lyonesse”. To naprawdę świetnie, że wydajecie takie rzeczy!
Miłosz Cybowski
Jako konsument erpegów czuję się w tym roku jak w raju. Bo WRESZCIE jest w czym wybierać. Nie dość, że jest kilka działających i żyjących wydawnictw, które nie zakończą swojego żywota po jednym, dwóch podręcznikach, to jeszcze jest kilka naprawdę dobrych systemów. Żyć nie umierać: podobna sytuacja na rynku miała miejsce tuż przed tym, kiedy MAG ogłosił koniec wydawania RPG.

Jako konsument erpegów doceniam pracę, jako wydawcy włożyli w przygotowywanie kolejnych systemów i dodatków. Nareszcie nie dostaję jakichś ochłapów mających zaspokoić moje potrzeby, ale porządne i wartościowe produkty. Jeżeli coś nie prezentuje odpowiednio wysokiego poziomu - wtedy problemem wydawnictwa staje się to, że zamiast jego dodatków i systemów wybieram konkurencję.

Jako konsument erpegów mogę wreszcie wpływać na rynek wydawniczy. Mogę dany podręcznik i dodatek kupić lub nie, dając tym samym do zrozumienia wydawcy, czy mi się on podobał, czy też nie. Mam bowiem pewność, że wydawcy zaczęło robić różnicę, czy ktoś kupuje jego produkty, czy nie. Upadek kilku linii wydawniczych i wydawnictw dał wyraźnie do zrozumienia, że z fanami warto się liczyć.

Jako konsument erpegów wiem doskonale, że żaden szturm RPG nie miał i nie będzie miał miejsca. To raczej dobrze zaplanowana i przeprowadzona wojna pozycyjna, w której każdy stara się przeciągnąć na swoją stronę większą liczbę niepewnych i niezdecydowanych fanów. Z drugiej jednak strony skończyły się czasy, gdy grający należeli do obozu jednego tylko systemu: co konwersje Neuroshimy i Wolsunga na Savage Worlds wyraźnie pokazały.

Jako konsument erpegów jestem w stanie pozwolić sobie na wydawanie tych kilkudziesięciu złotych na kolejne, miękkookładkowe podręczniki w czerni i bieli lub kolorze. Jednocześnie doceniam to, że niektórzy poszli z duchem czasu i rozpoczęli sprzedaż produktów w elektronicznym formacie. Bardzo podobają mi się też darmowe materiały i przygody, które mogę wykorzystywać na swoich sesjach i które zapewniają mi odpowiednią ilość inspiracji.

Jako konsument erpegów widzę dobrze, że niektóre z polskich wydań w pełni odpowiadają zachodnim. Podoba mi się również inwestycja w nowe, niezależne gry oraz rozmaite gadżety (w tym kości) dodające smaczku sesjom.

Jako konsument erpegów będę też narzekał, bo to moje prawo i moja nieskrywana przyjemność. Ale może nie dzisiaj.
Rafał 'ROL' Olszak
Polska branża RPG? Żałuję, że wdepnąłem w te gówno zamieszkałe przez bandę sfrustrowanych pojebów. Żeby zarobić na tym rynku trzeba mieć ostre wyjebanie na opinie wszystkowiedzących ekspertów i konsekwentnie robić swoje dla grona ludzi, którzy na to zasługują (na szczęście jest sporo antyfanów samozwańczego "fandomu"). Ci, którzy nie mogą sobie na to pozwolić, mają opcję numer dwa: wydawanie niskich nakładów na papierze toaletowych i wchodzenie w dupę klienteli, żeby raz na te trzy, cztery lata kupić sobie nowe spodnie na bazarze. 
Ignacy 'Trzewik' Trzewiczek
2010 był świetnym rokiem dla polskiego RPG. Ukazało się wiele gier, na konwentach aż kipiało od sesji RPG i prelekcji poświęconych grom fabularnym. Powstał serwis gry-fabularne.pl, na nowo zaczął ukazywać się Gwiezdny Pirat, działo się tak wiele, że aż trudno to wszystko ogarnąć.

Dla wydawnictwa Portal był to bardzo fajny okres. Wydaliśmy dwie świetne gry RPG (Cold CIty oraz InSpectres), zwiększyliśmy zresztą nakłady podręczników - w porównaniu do roku 2009 gry drukowaliśmy w większych nakładach. Wydaliśmy dwa kolejne almanachy Mistrza Gry, wydaliśmy dwa dodatki do Neuroshimy plus jeden dodatkowy, fanowski. Łącznie do drukarni poszło 7 książek związanych z grami fabularnymi. Tłoczno i ciekawie. Kilkaset stron artykułów o RPG na łamach Gwiezdnego Pirata, prelekcje, sesje na konwentach. Piszemy Monastyr 2.0, testujemy RPO, szykujemy kolejne niespodzianki dla fanów na rok 2011.

Różne cymbały od lat wieszczą koniec RPG w Polsce. Ja tym różnym cymbałom od dawna tłumaczę, że psinco o rynku wiedzą. Rok 2010 pięknie cymbałom usta zamknął. RPG w Polsce ma się świetnie. I bardzo się z tego cieszę, bo zakochany w RPG jestem od dziecka. No, od wiosny 1993 roku, zeby być dokładnym.
Albert 'Omlet' Rakowski
Szczerze mówiąc do tej pory nie zastanawiałem się zbytnio na temat tego, jakim rokiem był rok 2010 jeśli chodzi o polski rynek gier fabularnych. Po chwili przemyśleń i grzebania w sieci wnioski są następujące:

Portal wydaje jakieś gry indie, niestety nie wiem jak zostały przyjęte (nie czytałem żadnej recenzji a kryzys na Islandii nie pozwolił kupić mi ani jednego podręcznika). Monastyr nadal leży i gnije, ukazał się natomiast jeden dodatek do Neuroshimy. Nie wiem co z szumnie (niegdyś) zapowiadanym RPO.

Wydawnictwo Cyfrografia wydaje Robotikę - w internetowym fundomie gra nie wywołuje tyle szumu i kontrowersji co osoba jej autora. Spośród 20-25 osób grających w gry RPG, z którymi utrzymuję bardziej stały kontakt o robotice słyszały dwie.

SWEPL - bardzo dużo szumu, dużo pozytywnych recenzji. Irytujący może być jedynie szał konwertowania na Savage Worlds wszystkiego, co tylko skonwertować się da. Czekam na przeróbkę Warzone i Warhammera 40 000.

Wolsung - kurde, nie mam zielonego pojęcia czy ta gra ukazała się w tym roku, czy w poprzednim - już mi się wszystko totalnie pomieszało. Niezależnie od tego warto nadmienić, iż jest to obecnie jedyna polska gra fabularna, do której regularnie są wydawane dodatki. Szkoda że jest to wyjątek.

Miniatury Fabularne - akcja uruchomiona przez Jagmina na jego blogu, dotycząca wydawania w formacie elektronicznym małych, kompletnych gier RPG. Szkoda że jak na razie zainteresowanie jest nikłe, a sam "rozruch" akcji nie poszedł najlepiej.

RPG FAQ - również dzieło Jagmina, stronka mająca zawierać pytania i odpowiedzi dotyczące wszelkich aspektów gier fabularnych. Jedna z ciekawszych i bardziej udanych inicjatyw tego roku (przynajmniej nie kolejny bezużyteczny serwis społecznościowy).

Sword & Wizardry PL - Squid spreparował polską edycję jednego z najbardziej znanych retroklonów. Jak dotąd podręcznik doczekał się ponad sześciuset pobrań.

Eurocon w Polsce - prawdopodobnie jedyna taka okazja. Co tu dużo mówić - warto było pojechać.

Polska nagroda RPG - kolejny dowód na to, że "dobrych" pomysłów nigdy za wiele.

Więcej grzechów nie pamiętam i przypomnieć sobie nie zamierzam.
Stanisław 'Scobin' Krawczyk
Zamiast ogólnego podsumowania powiem tylko o jednej rzeczy: o publikacji Światotworzenia Andrzeja Stója. To chyba pierwszy w Polsce przypadek książki o RPG, która została w całości poświęcona uporządkowanej, przemyślanej analizie jakiegoś ważnego problemu. Do tej pory mieliśmy albo krótkie teksty stanowiące część większych publikacji (np. świetny rozdział o prowadzeniu w Wiedźminie: Grze Wyobraźni), albo dosyć swobodne zbiory porad – przydatne, lecz niedające całościowego obrazu (seria poradników Portalu: Graj twardo, Graj z głową, Graj fabułą; wszystko wskazuje, że podobnie jest z Graj trikiem).

Oczywiście, eseje Andrzeja Stója były kiedyś zamieszczane w Poltergeiście, ale nie muszę nikogo przekonywać, że osobna, drukowana publikacja jest sprawą znacznie bardziej prestiżową. Skoro zaś Światotworzenie tak dobrze się sprzedaje (w pewnym momencie znajdowało się na pierwszym miejscu listy bestsellerów sklepu Rebel.pl), to mam nadzieję, że to nie ostatnia taka książka na naszym rynku. Warto bowiem promować dobrą teorię RPG.
Andrzej 'Enc' Stój
Dziki Rok!
Moim zdecydowanym faworytem w roli „odwalamy największą chałę, jaką się da” jest w 2010 roku Wydawnictwo ISA. Po świetnie zorganizowanej akcji pt. „Ubijamy Świat Mroku” ISA zdecydowała się pójść za ciosem i, wykorzystując entuzjazm zespołu tłumaczy, wydała w języku polskim czwartą edycję Dungeons & Dragons (a raczej dwie trzecie 4 ed.). Kiedy pojawiły się zapowiedzi o kwietniowej premierze, wiedziałem, że wydawnictwo uknuło jakiś spisek odnośnie D&D. Spodziewałem się, że będą opóźnienia w wydaniu Monster Manuala, ale intryga ISY była zakrojona na znacznie szerszą skalę. Mija ósmy miesiąc od wydania dwóch pierwszych podręczników, a MM jak na razie wciąż nie jest dostępny w naszym ojczystym języku.
Myślę, że długo nie znajdzie się wydawnictwo, które będzie w stanie odwalić bardziej wredny numer polskim graczom. Z całej sytuacji można wyciągnąć jednak pewną naukę – jeśli ISA w przyszłości zapowie wydanie nowej gry fabularnej, można w ciemno kupować oryginał i nie zaprzątać sobie głowy czymś, co pojawi się na księgarskich półkach za 2-3 lata.
Nie licząc ISY, rok 2010 był w moim odczuciu bardzo udany. Linia Wolsunga, wbrew moim obawom, żyje i mam nadzieję, będzie żyła równie długo, jak linia Neuroshimy. Ta druga doczekała się co prawda tylko jednego dodatku (Portal co prawda do niczego się nie przyznaje, ale mam nadzieję, że oznacza to pracę nad drugą edycją, koniecznie z poprawioną mechaniką), ale ekipa Trzewika nie poprzestała na NS i wydała kilka fajnych almanachów i kolejne indie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku Portal wypuści kilka „grubszych” podręczników, nie tylko same planszówki – trzymam kciuki zwłaszcza za drugą edycję Monastyru. Z mniej ważnych dla mnie premier mogę jeszcze wymienić ukazanie się Pana Brata oraz Robotiki, jednak nie wiem na ich temat nic, co pozwoliłoby mi jednoznacznie ocenić ich jakość, czy też wróżyć przyszłość odnośnie dalszych decyzji wydawców.
Najmocniejszymi punktami 2010 roku były dla mnie podręczniki wydawane przez GRAmela. Savage Worlds na pewno nie są systemem dla każdego, można im wytknąć wiele wad, ale nie zmienia to faktu, że nie ma na rynku innego, równie dobrego, któremu można by przyszyć łatkę „gry uniwersalnej”. Na chwilę obecną w SWEPla można zagrać w klimacie fantasy (Evernight), super-bohaterskim (Almanach Superbohaterów), ale w zapowiedziach mamy już western (Deadlands), kino przygodowe (Thrilling Tales), cyberpunka (Interface Zero), czy w końcu moją ukochaną space-operę (oczywiście Nemezis). Biorąc pod uwagę, że pomiędzy tymi settingami jest szansa na ukazanie się mniejszych objętościowo podręczników (kolejne almanachy, Brawurowe Światy), linia wydawnicza Savage Worlds Pl zapowiada się fantastycznie.
Topniejące pokłady wolnego czasu nie pozwalają mi śledzić nowości na zachodzie. Bardzo cieszą mnie wciąż żywe linie wydawnicze Earthdawna i D&D 4ed (choć te drugie w 2011 roku będą miały mi raczej niewiele do zaoferowania). Równie ciepłymi uczuciami darzę gry oparte na mechanice FATE (Dresden Files, Legends of Anglerre, Strands of Fate) – mam nadzieję, że ich linie wydawnicze nie umrą i będą w stanie konkurować z d20, czy SWEXem. Poza nimi ciężko mi się wypowiedzieć na temat erpegowych nowości – wiem, że FFG wypluwa ogromne ilości dodatków do gier osadzonych w realiach Warhammera i WH40k, ale ich polityka wydawnicza zupełnie do mnie nie przemawia, a ceny produktów są tak wysokie, że zabijają wszelką ciekawość dotyczącą ich produktów.
Moje życzenia odnośnie kolejnego roku są dość przyziemne. Po pierwsze, mam nadzieję, że w 2011 roku wpłynie do fandomu jak najwięcej świeżej krwi. Mam wrażenie, że już od kilku lat ci sami ludzie piszą, komentują, kłócą się i recenzują. Relacje z konwentów pokazują jasno, że młodszych stażem erpegowców nie brakuje, ale dziwnym trafem bardzo mało osób debiutuje w Sieci i na papierze. Po drugie, chciałbym, by nie spełniły się moje słowa o wzroście cen gier fabularnych – pakowanie wszystkiego, co się da w pudełka i wypuszczanie świetnie zaprojektowanych, pięknie ilustrowanych podręcznikach o marnej, nie nadającej się do wykorzystania na sesjach treści to moja największa obawa. Mam nadzieję, że unikniemy tego przynajmniej na rynku polskim. Po trzecie, mam nadzieję, że pozostanie mi dość czasu, żeby regularnie grać, a nie tylko wymądrzać się na Sieci z „teoretycznego” punktu widzenia. :)
Tomakon
To był dobry rok dla RPG w Polsce.
Dorobiliśmy się kilku etatowych zawodników na rynku (czy też ryneczku).
Kuźnia kuje wolfsungowe żelazo póki gorące. Gramel dziko napiera ze swoimi produktami, a co więcej, sprawnie zaskarbia sobie aktywność fanów (konkurs światotworzeniowy - 55 uczestników, zasłużone gratulacje). Portal oprócz almanachów serwuje swoje neuroshimowe specjały oraz egzotyczną kuchnię indyjską (ale bardzo sensownie dobiera tytuły). Nie interesują mnie D&D, ale trzeba zaznaczyć, że najnowsza odsłona (czwarta), ponoć najpopularniejszego systemu RPG, miała miejsce także w naszym kraju. Spostrzegłem ten fakt tylko dlatego, że fani wieszali psy na ISA - głównie za brak reklamy tego produktu.
Ciekawią mnie dalsze losy Klanarchii, wielu postawiło na tej pozycji krzyżyk, ale ruch z PDF’em za dychę to niemal rewolucja (msz). Kto przeskoczy Furiatha ? Jako klient czekam na śmiałka.
Pojawił się nowy wydawca - Cyfrografia, która szturmuje niszę SF na rynku (ryneczku). Jednak ze względu na specyficzne strategie marketingowe podejrzewam, że to tylko sezonowe zjawisko.
Podsumowując - mam coraz mniej miejsca na półce mimo tego, że nie kupuję wszystkiego, co się pojawia.
To był dobry rok i wszystkim życzę, żeby nadchodzący był jeszcze lepszy.

PS. Nie wspomniałem o zjawiskach typu fandom czy portale wszechfantastyczne, bo chciałem się skupić na mniej-więcej pozytywach.
Daniel 'karp' Karpiński
Nie jestem wydawcą, czy ekspertem, a przeciętnym konsumentem. Konsumuję zaś głównie Warhammera, więc tego systemu w dużej mierze dotyczy to podsumowanie.

Specjaliści z FFG z całą pewnością wiedzą jak wydusić każdego centa z licencji. Do znanych wcześniej tytułów w 2010 roku dorzucili Deathwatch. Linie większości wydanych gier mają się dobrze, ot choćby do samej trzeciej edycji WFRP w ciągu ledwie roku obecności na rynku ukazało się sześć suplementów, a wydanie kolejnych dziewięciu zapowiedziano do wiosny 2011. Choć właściwie trudno mówić o nowych materiałach w przypadku powtórnego wydania pokrojonej na małe kawałki podstawki. Nikogo nie dziwią już suplementy w cenie 30-50 dolarów, które mają więcej gadżetów niż tekstu. Wyniki sprzedaży są zadowalające i jedyne co zastanawia, to czy tak szybkie tempo dojenia klientów podyktowane jest wyłącznie chęcią szybkiego wyciągnięcia kasy, czy relatywnie krótkim okresem licencji…

W kraju nad Wisłą system może być popularny tylko jeśli jest wydany w rodzinnym języku. W przeciwnym razie, niezależnie od tego czy dostanie etykietkę „nowoczesnej gry”, czy „badziewnej pseudoplanszówki” gra w niego garść zapaleńców. Nowy Młotek jest za drogi dla młodych chętnych i zbyt wymagający dla leniwych, niedzielnych wyjadaczy. Kto to widział, żeby GRACZ musiał znać mechanikę aby sobie pograć w erpega? No i piwo nie mieści się na stole. Na coroczny konkurs na scenariusz organizowany przez wfrp.polter.pl przyszło piętnaście prac - ani jednej nie napisano pod 3 ed. Warhammera.

Wcześniejsze odsłony Wojennego Młota odchodzą do lamusa tak samo w Polsce jak i za granicą. Co prawda jest grupa fanów związana ze Strike to stun, dzięki którym ukazał się dodatek o Tilei Spears of the Maiden, czy trzecia odsłona kampanii Nuneza Gathering Darkness, ale nawet Warpstone nie doczekał się zapowiadanego dwa lata temu trzydziestego numeru. A najnowsza, siódma już Liber Fanatica, poświęcona jest trzeciej edycji WFRP.

W czerwcu Copernicus zamknął linię wydawniczą powieści z serii Czarnej Biblioteki i w ten sposób fani głodni nowych, warhammerowych materiałów muszą ich szukać w języku angielskim, albo zadowolić się tymi stworzonymi przez innych fanów. Skoro już o fanach mowa, na sieci WFRP ma coraz mniejsze wsparcie. Jeśli szukasz informacji o wszystkich grach związanych Warhammerem czy to fantasy, czy 40000 wchodzisz na per mortis ad gloria, jeśli tekstów to na wfrp.polter.pl – blisko pięćdziesiąt publikacji w tym roku, z których moim oczkiem w głowie było Waaagh! Poza tymi witrynami okazyjnie można co ś trafić na kilku blogach (Lisia nora, czy Dark fantasy). Tyle o Młotku.

W moich oczach polski rynek erpegowy w 2010 roku został w cieniu wydawnictwa GRAmel. Wydanie Savage Worlds i Evernight oraz bezprecedensowe wydarzenie jakim był konkurs na brawurowy świat, na który nadesłano 54 prace wzbudzają respekt. Zapowiedzi GRAmela są imponujące: Nemezis, Interface Zero, Deadlands Reloaded i Thrilling Tales… Pozostaje trzymać kciuki.

Ciekawiły mnie losy dwóch wydanych w zeszłym roku polskich systemów, w które nie grywam: Wolsunga (konwencja do mnie nie trafi) i Klanarchii (tak fajna gra, ze aż chwilami żałuję, ze w nią nie zagram). Pierwszy doczekał się trzech drukowanych dodatków (Operacja Wotan wyszła jeszcze w grudniu 2009) i wygląda na to, iż ma się dobrze. Do Klanarchii wyszedł jeden pedeef płatny i kilka darmowych, co raczej nie wróży jej najlepiej.

Żenada roku to wielka afera o kilkadziesiąt złotych, a raczej nie tyle ona sama, co zainteresowanie i emocje jakie wzbudziła u osób postronnych.
Marcin 'Seji' Segit
Najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła się erpegowcom w 2010 roku, było Wydawnictwo GRAmel. Jest to rzecz tak oczywista, że aż głupio o niej pisać – choć i tak napisze, a zapewne nie będę jedyny. Od momentu kwietniowej premiery podręcznika do polskiej edycji Savage Worlds Explorer's Edition, Piotr 'Ramel' Koryś zaserwował klientom dwa settingi, kilkanaście darmowych publikacji elektronicznych oraz nieco gadżetów (karty, sztony, koszulki) i rozpisał do tego konkurs na setting. W 2011 gracze mają być rozpieszczani dalej.

Jednak działalność wydawnicza na tak niszowym rynku, jakim są gry fabularne, to nie tylko publikowanie kolejnych podręczników zgodnie z zapowiedziami i bez błędów. To także – czarem wydaje mi się, że przede wszystkim – tak zwane marketing i PR. Tutaj Ramel deklasuje wszystkich. Jest obecnie najbardziej widocznym i najbardziej otwartym na klientów – fanów? – wydawcą gier fabularnych w Polsce. Jest wszędzie: w serwisach społecznościowych, na blogach, komunikatorach internetowych, mailach. Do tego nie rzuca mięsem, przyjmuje krytykę i nie dostaje białej gorączki po drugim poście (raz się zdenerwował, ale zdarza się nawet najlepszym ;)). Gdybym przy kupowaniu gier miałbym kierować się wyłącznie sympatią do wydawnictwa i jego przedstawicieli, GRAmel wygrałoby w cuglach.

Wielkie brawa i podziękowania dla Ramela i współpracowników Wydawnictw GRAmel. Oby SWPL przyjęły się i przyniosły nam wszystkim wysyp pomysłów – oczywiście brawurowych i grywalnych. ;)

Jeśli chodzi o życie fandomowe, to hitem roku był konflikt na linii Pewne Wydawnictwo (Nie linkuję! Nie linkuję!) kontra Andrzej 'Enc' Stój. Przebiegu tego żenującego przedstawienia nie ma sensu przytaczać – kto widział, ten miał zabawę. W każdym razie sprawa skończyła się dobrze dla Enca, choć nie wydaje się, by druga strona wiele się nauczyła.

Ja jednak chciałem o czymś nieco innym. Przy okazji całej awantury fandom pokazał się jako jedna, potężna siła. Nie było znaczenia, czy ten ma serwis, inny bloga, a jeszcze inny skajpuje, tłituje lub gra w piwnicy. Informacje rozchodziły się po sieci z szybkością błyskawicy. Wreszcie blogi i serwisy społecznościowe pokazały, na co je stać. A i użytkownicy potrafili przekroczyć pewne bariery – nie, żeby były one wielkie i nie do przeskoczenia, ale od czasu do czasu stają się one widoczne. Byliśmy Społecznością, Panie i Panowie. Taka z prawdziwego zdarzenia, reagującą na to, co się dzieje – fandom istnieje w sieci od lat, ale do tej pory nie miał chyba okazji, by pokazać się aż na taką skalę.

Lepiej więc pamiętać, że z fandomem nie ma żartów. Różni się między sobą, kłoci, obrzuca mięsem od czasu do czasu, ale kiedy trzeba, staje na wysokości zadania.
Krzysztof 'Khaki' Baranowski
Poproszony o podsumowanie bardzo się ucieszyłem. Zadanie domowe okazało się jednak trudne. Nie potrafię obiektywnie ocenić tego roku, poddałem się bardzo szybko i raczej opowiem o tym co ja porabiałem przez ten rok oraz jaki dla mnie był ten rok.









 









2010 from Gry Fabularne TV on Vimeo.
Rok 2010 na pewno będę bardzo dobrze wspominać. Nigdy jeszcze nie grał tak dużo i tak "dobrze" w rpg. Mam wrażenie że nauczyłem się przez ten rok tyle ile przez całą moja "karierę" erpegowca.
Michał 'Puszon' Stachyra
Mijający właśnie 2010 rok, jest drugim, w którym Wydawnictwo Kuźnia Gier działa na rynku jako wydawca RPGowy. Z pewnością mogę go określić jako - co najmniej - niezły. A może nawet dobry,
Wolsung staje się coraz bardziej popularny - nasza "praca u podstaw" na konwentach i nie tylko daje efekty - coraz więcej graczy, MG, czy w ogóle osób znających temat (choć trafiają się i takie - jak sprzedawca z pewnego warszawskiego sklepu, który sprzedał Wolsunga jako świetnego niemieckiego RPGa, niedawno przetłumaczonego na polski). A na Falkonie po raz pierwszy pojawił się cały blok wolsungowy - dwadzieścia kilka godzin programu!
Powiększyło się grono piszących do Wolsunga: do Garnka i Gerarda dołączyli Morphea, Rince, Beacon oraz Erpergis. Z racji innych obowiązków z pracą w Wolsung Teamie pożegnał się lucek.
Podstawka Wolsunga - przez cały czas sprzedawała się bardzo dobrze (utrzymując np. w czołówce bestsellerów Rebela). Ukazały się dwa nowe dodatki książkowe czyli "Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna" oraz "W pustyni i w puszczy" oraz jeden mini-dodatek czyli wolsungowy Przydatnik.
Niestety nie udało się nam zdążyć przed świętami z Almanachem Nadzwyczajnym - ukaże się on w styczniu. W 2011 roku ukażą się oprócz tego jeszcze trzy lub cztery dodatki - min. o Slawii, Wotanii, zbiór przygód (w formie jeszcze do końca nie określonej).

Tomasz 'Sting' Chmielik

To podsumowanie miało początkowo wyglądać inaczej - miałem w nim chwalić GRAMELA , wspomnieć o Robotice, ponarzekać na politykę wydawniczą White Wolfa i poopowiadać ogólnie o rynku wydawniczym. Przyjrzałem sie jednak temu, co napisałem i wywaliłem to do kosza. Zrobiłem tak, ponieważ dla mnie wydarzeniem roku 2010 jest radykalizacja polskiego fandomu i narastanie coraz większych podziałów pomiędzy tworzącymi go ludźmi.

Warto zaznaczyć, że fandom nie jest pod tym względem jakąś wyjątkową grupą społeczną. To, co możemy w nim zaobserwować, stanowi wynik pewnej choroby toczącej od dawna polskie życie społeczne. Radykalizacja polityki, rosnąca bieda, bezrobocie, kryzys i kurczenie się rynku - wszystko to wpływa na fandom, ponieważ tworzą go ludzie pochodzący z różnych środowisk. Polski fandom żyje stereotypami, dzieli się na jasno określonych zwolenników i przeciwników danych idei, podlega bardzo wyraźnej polaryzacji, która wyklucza większość możliwości dialogu. Jeśli ktoś nie wie, o czym piszę, niech przyjrzy się działaniom pewnego fandomowego celebryty, postara się być "nieżyczliwym" na pewnym dużym portalu internetowym ("nieżyczliwy" oznacza tutaj wszystko to, co nie mieści się w pojęciu ukutej na miarę "1984 roku" Orwella "życzliwości" jego włodarzy - eh pamiętam te czasy, gdy wszyscy nabijali się z Artuta i jego serwisu, a tutaj proszę, jaka niespodzianka) lub, o zgrozo, stanie się mającym własne zdanie mistrzem gry w innym miejscu fandomowej sieci. Wszystkie te zjawiska napędzają się coraz bardziej, a konsekwencją jest szukanie przez wyznawców tej czy innej idei podstaw do legitymizacji swoich separatystycznych poglądów. Widać to doskonale w blogosferze, gdzie wyskakują jak grzyby po deszczu kolejne fascynujące propozycję. Niektóre noszą znamiona naukowości (statystyczne określanie doświadczenia w erpegowaniu - takiej głupoty nie powstydziłby się sam Francis Galton), inne elitaryzmu (gracze charakteryzują się większym poziomem inteligencji i wrażliwością niż reszta społeczeństwa), wszystkie jednak prowadzą do określania jasnych granic, według których można rozpoznać "swoich" i "obcych".

Zauważmy też, że życie fandomowe jest coraz częściej próbą kompensacji niedoskonałości z innych sfer życia - marnego libido (jak nie ma erosa, zostaje tanatos), braku znaczenia w swoim środowisku, niskiej samooceny i tak dalej. Internet pozwala poczuć się silnym, wyłącza bezpośredni kontakt, sprzyja argumentom "dla poklasku grupy", nic zatem dziwnego, że gdy spotykamy pewne osoby "w realu", nagle okazują się zupełnie inne niż w wirtualnej rzeczywistości, gdzie tworzą swoją drugą osobowość, zazwyczaj odważną, bezkompromisową i z samego swojego założenia dominująco samczą (będącą w stanie przekonać do siebie i pokryć większą liczbę samic niż przeciwnicy, ale to już na poziomie podświadomości). Blichtr, leczenie kompleksów, udowadnianie całemu światu, którego to całkowicie nie obchodzi, że możemy coś znaczyć. Efekty widać najlepiej po niektórych użytkownikach popularnych portali - totalna neuroza, brak kontaktu z rzeczywistością za oknem, fascynacja własnym werbalnym onanizmem.

Rysuję tutaj bardzo pesymistyczny obrazek (chyba) nas wszystkich. Oczywiście wyolbrzymiam problem, ponieważ nadal spotykam wiele świetnych inicjatyw tworzonych przez nasze środowisko (niech za przykład posłuży mini konwent Khakiego, chociaż on sam niestety coraz częściej wpisuje się swoją działalnością w kreowanie podziałów), jednak z roku na rok jest ich coraz mniej. Często nie można ich wręcz zauważyć w zalewie tandetnych artykułów i notek blogowych, których autorzy chcą na nowo wynaleźć młotek. Blogosfera zaczyna przypominać bajoro, w którym można poczytać o wszystkim, lecz rzadko kiedy o grach fabularnych. Marazm i wtórność wypełnia niekończące się nocne, blogowe, modlitwy polaków, prowadzone językiem nienawiści i uprzedzeń.

Jeśli w naszym podejściu do hobby nie nastąpią zasadnicze zmiany, to rok 2011 upłynie nam pod szyldem dalszego "kierowania spraw do sądu w celu oczyszczenia się z zarzutów".

Tomasz 'Raziel' Seweryn
Rok 2010 był bardzo obfity dla fanów Warhammera. Przede wszystkim pochwały należą się Fantasy Flight Games że po tym jak wykupiła prawa do Warhammera i Warhammera 40 000 nie wykorzystuje licencji do trzaskania planszówek i karcianek i nie traktuje RPGów jako dodatek, jak prorokowali niektórzy ale dba o linię WFRP i wszystkie trzy systemy WH40K. Pomimo że wiele osób przepowiadało trzeciej edycji Warhammera rychły koniec z powodu jej innowacyjności to jednak Zachód ją polubił, gdyby sprawa dotyczyła ryneczku polskiego to przeciwnicy nowego WFRP najprawdopodobniej mieli by rację i szybko by diabli wzięli przedsięwzięcie ale jednak FFG widać zarabia zadowalającą ilość kasy która pozwala im na kontynuowanie linii wydawniczej i tworzenie nowych dodatków i przygód i wszystko to w boxach z masą gadżetów, żetonów, mierników i innych typowych elementów nowego Warhammera. Do tego pod koniec tego ruchu wydali dość kontrowersyjny zestaw podręczników w twardych okładkach z informacjami zawartymi w Core Set oraz dodatkach Winds of Magic i Signs of Faith oraz osobno gadżetów. Na moje oko to podręczniki te mają skusić fanów tradycyjnego RPG których odrzucały wszelkie planszówkowe elementy WFRP 3ed, aczkolwiek ci którzy nie doczytają zawiodą się bo i tak są one potrzebne i w WFRP 3 bez mocnych modyfikacji i utrudniania sobie życia nie da się grać bez tych gadżetów.
Fani od premiery 3 edycji WFRP nie są już tak jak aktywni jak za czasów 2 edycji ale i teraz nie próżnują, w sieci pojawił się niedawno siódmy numer Liber Fanatica poświęcony nowemu wcieleniu Warhammera a także świetny dodatek o Tilei do drugiej edycji WFRP, ukazały się także trzy części kampanii Mad Alfreda, a i w Polsce ekipa Poltera stworzyła suplement o zielonoskórych.
Miłym zaskoczeniem było ogłoszenie kontynuowania linii wydawniczej Dark Heresy, wiele osób przepowiadało że Ascension to ostatni dodatek, zamykający linię i po tym przez rok sobie system poleży martwy po czym FFG wskrzesi go na modłę 3 edycji WFRP. Nadzór nad linią przejął Mack Martin i szybko wypuścił do sieci plik PDF Knowledge is Power w którym znajdowały się zapowiedzi czterech dużych dodatków oraz nowej, trzyczęściowej kampanii. To samo dotyczy systemu Rogue Trader, też wypuszczono zapowiedzi kolejnych dodatków rozbudowujących system i nic nie zapowiada żeby którakolwiek z linii miała upaść. W tym roku miał także swoją premierę trzeci system z linii Warhammera 40 000 czyli Deathwatch, pozwalający graczom wcielić się w rolę legend tego uniwersum czyli Kosmicznych Marines.
Mimo że Fantasy Flight Games rzeczywiście trzaska planszówki i karcianki jedna za drugą to widać ewidentnie że gry fabularne w światach Warhammera i Warhammera 40 000 są dla nich bardzo ważne.
Inną ciekawą rzeczą, choć nie bezpośrednio powiązaną z RPG jest premiera filmu Ultramarines, jest to pierwsza ekranizacja (a przynajmniej pierwsza ukończona) ekranizacja dzieła Games Workshop, mimo że wciąż nie wiadomo jakie będą dalsze losy Warhammera na ekranach to pojawiły się wypowiedzi ludzi z Codex Pictures że chętnie stworzyli by albo kontynuację swojego filmu albo inny obraz w tym uniwersum.
Przyszłość dla fanów Warhammerów rysuje się dość raźnie. Fani poprzedniej edycji WFRP mogą oczekiwać dodatku o Estalii i kolejnych projektów Mad Alfreda, ci którzy zaakceptowali nowe wcielenie Starego Świata doczekają się wielu dodatków i przygód. Tak samo fani Mrocznego Millenium nie mają powodów do obaw bo wszystkie trzy systemy będą prawie że regularnie uzupełniane o nowe podręczniki.

Maciej 'lucek' Sabat
Rok temu prorokowałem na Borejkowym Portalu, że nadchodzą zmiany w kownentowaniu i konwentoróbstwie. Wskazałem na pierwsze jaskółki - i dziś chyba pokażę kolejne. Sugerowałem, że "konwenty będą się coraz bardziej dywersyfikować i dzielić. Pogłębi się podział środowisk
planszówkowych, bitewniakowych i erpegowych." Patrząc z perspektywy roku - miałem rację. Pyrkon, Polcon, Falkon i Avangarda pełniły molochową funkcję festiwali zabaw fantastycznych - mieliśmy
literantów, grantów, figurantów i planszantów. Reszta imprez celowała
raczej w pojedyncze targety, aczkolwiek debiutancki Copernicon i
półdebiutanckie (w kategorii ponadpółtysięczników) Inne Sfery
powalczyły o zdobycie różnorodnej klienteli.

Ze wszystkich imprez najmilej wspominam Setscon w Norwegii, mały,
dziesięcioosobowy konwent Polonii. Są nadzieje, że w przyszłym roku
impreza się rozwinie, w zasadzie wypracowanie 100% wzrostu nie będzie trudną rzeczą. Z imprez lokalnych najmilej wspominam warszawską Avangardę i tarnowski FanFest. Imprezy ze świetną atmosferą, klimaciarskie i czadowe.

Polcon rozczarował - totalna zlewa środowisk graczy to wielki krok w
tył w stosunku do tego, co zostało wypracowane od Lublina. Słabo,
bardzo słabo zaprezentował się fandomek czechosłowacki, totalnie
kaszaniąc gierczaną część imprezy po czeskiej stronie.

Witelona Polskich Kownentów za Najgorszy Konwent Roku 2010 szanowna Kapituła Nagrody Witelona Roku w składzie lucek, lucek i lucek postanowiła przyznać...

...werble...

...krakowskiemu fandomowi!

Uzasadnienie nagrody jest proste: po raz pierwszy od 20 (dwudziestu)
lat w Cesarsko-Królewskim mieście nie odbył się żaden konwent fanów
fantastyki (mangowa gównażeria - spadać na anime.pl).

W sferze osobistej ten rok jest dla mnie sporym sukcesem - Wolsung
działa i ludzie w niego grają, udało się wypuścić Lyonesse, które było
wielką przygodą i pewnym kamieniem milowym dla Garnka i dla mnie.
Zderzyłem się z obozami rpgowymi dla młodzieży - i było to niesamowitą sprawą. Zrobiłem trochę dobrej roboty w krakowskim klubie dla rpgowców i trochę innej roboty dla Ignacego. Napisałem dwie nowe gry, z których jedną nawet opublikowałem - "Anatomia Turinga". Rozstałem się z Wolsungiem i Kuźnią Gier w szczerym (i realizowanym) zamiarze dopilnowania paru rzeczy, które mam do zrobienia - moja magisterka woła do mnie codziennie. Jest dobrze i będzie jeszcze lepiej!


Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować wszystkim którzy wypowiedzieli się o roku 2010.
Tagi:

Prześlij komentarz

Pozdrawiam "sfrustrowanych pojebów"!

Pojeb.

Ja tez pozdrawiam.

Wlazacy w dupe wydawca, co niestety spodnie kupil w sklepie.

No to i jeden z najbardziej sfrustrowanych pojebów z "samozwańczego fandomu" pozdrawia. Dziękuje za olśnienie, którego tak potrzebowałem. Nasz "antyfandom" nauczył mnie czegoś nowego o ludziach. Uświadomił mi mianowicie jak daleko posunięte może być ludzkie zacofanie umysłowe.

LOL i tyle.

Ktos jeszcze chce z tym kolesiem rozmawiac?

Furiath, racja, zapomnialem. :P

Adrian, dzięki za podsumowanie. To jedna z tych niewielu publikacji, na których nie można się zawieść. :)

Trzy razy zaczynałem komentarz dotyczący wypowiedzi ROLa, ale za każdym razem kasowałem. Kurcze, naprawdę trudno coś powiedzieć. Gratuluję temu czemuś rozdętego ego.

Thank you for linking to Happy Birthday, Robot! It's been a fun, eventful year for gaming. :)

@ Ja-Prozac
Super zestawienie, kilka rzeczy wygląda dla mnie naprawdę interesująco.

Borejko, jak widać nie było po co pisać o TS, skoro przeszło bez echa :-)
Ale pewnie napiszę o nim u siebie czy coś w tym stylu.

Smutno mi się zrobiło gdy uświadomiłem sobie, że ROL kupi sobie nowe spodnie dopiero za 3-4 lata.

Podsumowanie roku bez wypowiedzi imć Borejki?

Jfo umrarła.
Borejko niegodzien między gwiazdy pojebane.

moim zdaniem brakuje tu lucka

Nikt nie pamięta o "Dziedzictwie Imperium"? No to jestem pod wrażeniem, że zeszło nam prawie 100 egzemplarzy w pół roku. Mimo ze rzecz jest fanowska i pod względem promocji bardziej porównywalna z "Trójcą". Panowie, na tylu konwentach się widzieliśmy, zapytajcie czasem, co to za podręczniki ze sobą targam ;) . Tych, którzy jednak chcieliby się dowiedzieć, co to za zwierzę, co jeszcze wyszło w 2010 roku zapraszam na nasze strony (zwykła www.dziedzictwo.keep.pl i Facebookową http://www.facebook.com/pages/Dziedzictwo-Imperium/282525467928)

Sorki Deailon, dzisiaj kumpel mi przypomniał, że faktycznie wasza gra istnieje.
Ale to podpada pod słabą promocje. :)

Wow, Sting, pojechałeś.

@Darken
Kłócić się nie będę. Budżetu na promocję nigdy nie mieliśmy i jedyne co możemy, to pokrzykiwać w sieci oraz jeździć po konwentach (ale w znaczeniu, że mieć prelekcje i prowadzić sesje, a nie narzekać ;)).

To tylko się jeszcze pochwalę, że już dwóch pdfowych dodatków się dorobiliśmy i trzeci, świąteczny jest w drodze. Czyli nie idzie nam jakoś gorzej niż Klanarchii i Robotice ;)

Powiem tylko - solidne zestawienie. Coolówa a ROL to dupa.

@Sting

Co jest złego w samym koncepcie "statystycznego określania doświadczenia w erpegowaniu"? Chyba że chodziło Ci o cały kontekst (mnie nieznany), w którym pojawił się ten pomysł. :-)

Stnig napisał:

@Staszku

To, że jest to działanie zupełnie bezsensu. W tym przypadku Laveris założył sobie pewne wyznaczniki, rozpisał się na ten temat, zaczął obliczać jakieś bzdury, coś mu wyszło. Ogłosił to, coś tam przebąkiwał o możliwości przeprowadzenia "poważnych" badań naukowych. Można to oczywiście potraktować jako zabawną ciekawostkę, ale w kulturze zdominowanej przez statystykę (Postman "Technopol" - tam jest o tym dużo więcej), to nie jest zabawne. Dlaczego? Dlatego, że nawet takie bzdele mają tendencję do obiektywizowania się z czasem. Rządzi nami mistycyzm naukowy, wierzymy faszerowani różnymi zestawieniami, że liczby coś nam mówią. I teraz, niech ludzie uwierzą, że liczba rozegranych sesji, lata grania i tak dalej mówią o ich doświadczeni, a otrzymasz Staszku nowy podział ("ja jestem bardziej doświadczony, bo zagrałem 120 sesji, a ty tylko 89!"). O to mi głównie chodziło.

Drodzy komentatorzy.
Było to ostatnie wystąpienie ROLa w tym gronie. Nawet jeśli wyda Pathfindera czy inne HujmujRPG w Polsce. Nie bedę publikował wypowiedzi tego pana.

Podsumowanie Borejki pojawi się osobno, jest tam i o Dziedzictwie Imperium - niegodzien jestem towarzystwa "pojebów".Niestety po dziś dzień nie odezwał się lucek. Przykro gdyż liczyłem na jego zdanie. Mam nadzieję że uda się zupdejtować, bo mi osobiście zależało na jego słowach.
I dziękuję za słowa Stinga.
Moje podsumowanie niebaVem.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim którzy zechcieli napisać o upływającym roku.
Zdrowych wesołych świąt!

PS. U was na ośkach wypie@dala się w łeb za po*eba?

@deailon
To bardzo fajnie że działacie i promujecie. Dwa dodatki to sporo, jak na wydanie tego typu.
Powodzenia w dalszej pracy.

Jak wyjdzie trzeci dodatek, do możesz podesłać cynk na darken@darken.pl?

Darken wydasz dealionowi to zaraz po TSoY?

Nie, chodzi o wrzucenie newsa na serwis :)

Przecież TSoY'a wydał jakiś Maldor.

//U was na ośkach wypie@dala się w łeb za po*eba?//
Nie. Pada hasło "twoi starzy to pojebane chłopaki".

@Sting

Aha, czyli nie krytykujesz samego wykorzystania statystyki (w celu uzyskania jakiegoś przybliżenia dotyczącego pewnej populacji), tylko nietrafne wykorzystanie statystyki i jego konsekwencje? Jeśli tak, to OK. :-)

Sting

@Sztaszku

Dokładnie. Krytykuję bezsensowne wykorzystywanie statystyki do każdego możliwego celu.

Tu Laveris.

@Sting, ty chyba kompletnie mnie nie zrozumiałeś w kontekście tamtej notki blogowej. W zasadzie ta notka blogowa była postulatem przeciwko ferowaniu osądów o czyjejś "wartości" w środowisku RPGowym na podstawie tego, kto jak długi ma staż. A zrealizowałem to pod kątem statystycznym (wymienione przeze mnie punkty obejmujące wartości mierzalne, w przeciwieństwie do np.: potencjału poznawczego mózgu jednostki autonomicznej, tempa przyswajania informacji oraz konstrukcji podmiotów na ich postawie, umiejętności oraz ekspozycji zdolności aktorskich, werbalnych, niewerbalnych i innych związanych z graniem w RPG).

Wyjdę od prozaicznej przyczyny: "skoro tak się chwalą swoim stażem, a na mniej doświadczonych wołają niczym w stwierdzeniu - dzieci głosu nie mają - to co [obiektywnie] może przemawiać za tymże argumentem z ich strony?"

W noc Wigilijną nawet zwierzęta mówią ludzkim głosem. Laveris jest odporny.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget