KB RPG #7: Gracze kuglarza „trudny gracz”

Dzisiaj wpis gościnny Kuglarza. 
Nie prowadzi swojego bloga, napisał do mnie maila o dziwnej wenie twórczej, która kazała Jemu popełnić tekst o "trudnym graczu" w ramach KB#7. W załączniku znajdował się ten tekst, posłałem go do poprawek (dziękuję Tomasz !) i tekst znalazł się na blogu.

Przeczytajcie proszę co napisał.
Borejko




Nie jestem Indie. Znacznie bliżej mi do erpegowego dinozaura. Nie rozumiem alternatywnych sposobów uprawiania gier fabularnych. Podział ról na Mistrza Gry (czy też „prowadzącego”, jak pisze Aureus) oraz Graczy jest dla mnie naturalny i intuicyjny. Dzięki temu tworzy się grupa o jasno zarysowanych zasadach. Ktoś prowadzi, ktoś uczestniczy. Z tej perspektywy piszę tą notkę.

Zazwyczaj prowadzę, co nie uchroniło mnie przed paradoksem o wiele częstszego przyjmowania roli gracza. Nie będę tutaj tego tłumaczył, ot, po prostu rozbieżność pomiędzy wyobrażeniem a matematyką. Gdy tworzy się grupa, zwracam uwagę przede wszystkim na wartości jakie do niej wnoszę. Zazwyczaj jest ich kilka, lecz zawsze występują co najmniej dwie, które potrafię bardzo precyzyjnie nazwać. To dobra zabawa i zaangażowanie. O ile to pierwsze jest bardzo złożonym stanem, warunkowanym wieloma czynnikami to druga wartość jest dość klarowna. Każdy z uczestników powinien poświęcić maksimum uwagi celom grupy. Mówię tutaj zarówno o tych fabularnych związanych ze scenariuszem jak i towarzyskich.

To zaangażowanie w proces budowania grupy jest fundamentem, na którym możemy zorganizować kilka wspaniale spędzonych godzin. Łatwo się mówi, trudno zrobić. Powyższe zdanie słyszę niejednokrotnie w pracy od managerów i szefów firm. Problemy z wciąganiem ludzi w grupę generuje sławne zjawisko nazywane „trudnym uczestnikiem” czy „trudnym graczem”. Uwielbiam to określenie. Po prostu idealna wymówka dla Misia Gry. „Sesja byłaby super, gdyby nie ten trudny gracz”. Moja tolerancja dla takich indywiduów wynosi minus pół. Wybijcie sobie z głowy raz na zawsze coś takiego jak trudny gracz. Tobie może brakować jeszcze umiejętności, aby wciągać w opowieść wymagających graczy. Nie jest to miejsce na opisywanie narzędzi, którymi neutralizuje się zachowania destruktywne w grupie. Nie o Mistrzach Gry, lecz Graczach miał być wpis.

Pozwól, że popełnię kilka akapitów na temat „trudnych uczestników”.

Zawsze intrygowało mnie, dlaczego pewni ludzie przychodzą na sesję tylko po to, żeby innym zepsuć zabawę. Nie ma to jak zadać totalnie nietrafione pytanie. Powinienem pytać siebie, dlaczego niektórych ludzi absolutnie nie kręci styl, w jaki prowadzę opowieść? Co robię nie tak? Jak generuję „trudnych graczy”? Poniżej kilka najpopularniejszych sposobów na podłożenie sobie miny:

  1. Dopuszczenie do sesji osób, które są skonfliktowane na linii towarzyskiej czy nie daj Boże zawodowej. Teksty o zostawianiu „reala” za drzwiami możecie sobie między bajki włożyć. Konflikt prędzej czy później wypłynie na sesji i masz po zabawie.
  2. Zignorowanie sygnałów gracza, któremu nie podoba się konwencja, w której prowadzisz. Nie ma to jak namówić na sesję fantasy gracza, który nie cierpi tej konwencji, a jego ulubioną zabawą jest nabijanie się z geeków, którzy przyklejają sobie elfie uszy.
  3. Ignorowanie tzw. „testów” czyli sytuacji, w których gracz sprawdza Twoje przygotowanie i umiejętności.
  4. Olanie tzw. „kontraktu” czyli ustalenia i instalacji zasad, jakimi będzie kierować się grupa.
  5. Wpuszczanie się w prowokacje, jakimi są konflikty na linii merytorycznej. Nie ma to jak popełnić błąd i nie potrafić się do niego przyznać. To jest tak nagminne, że woła o pomstę do nieba. Jeśli wchodzisz w konflikt, to najpierw upewnij się, że będziesz potrafił go rozładować.
  6. Zwracanie uwagi przede wszystkim na swoje potrzeby, a nie potrzeby grupy. Lubisz nadętych bufonów? Ja nienawidzę! Pamiętaj, że dobry lider, błyszczy odbitym światłem swojej grupy.



Znalazłbym jeszcze kilkanaście innych błędów w prowadzeniu gry, ale nie będę Cię już dziś terroryzował. To jest moja szkoła, moje podejście. Nie wiń gracza, wiń siebie, wyciągaj wnioski i koryguj zachowania. Gdy już wejdę na właściwą pętlę komunikacji, gdy wytworzy się swoista dwubiegunowość współpracy pozostaje już tylko grupa, ja i nieustanny feedback. Wbijam się w ten strumień informacji zwrotnej i nagle okazuje się, że „trudny gracz” okazał się najłatwiejszym, że synergia grupy generuje taką ilość wątków, że mam materiału na kolejne cztery sesje, że pięć godzin mija jak piętnaście minut, że, że, że. Znacie przecież ten stan?

W takich warunkach, każdy gracz potrafi w pełni zaangażować się w opowieść i czerpać przyjemność z gry, a w końcu to o nią chodzi. Bo przecież to tylko gra.
Tagi:

Prześlij komentarz

Dzięki Adrian za publikację. Postaram się napisać też coś w styczniu.

Świetny wpis!
Dzięki niemu znów czuję moc i może w tym karnawale coś napiszę :D (Temat śmierci mi się nie ułożył...)

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget