Avatar: Pandorapedia

Premiera Avatara na zachodzie już się odbyła - oficjalnie w polskich kinach ten film pojawi się po świętach. Na torrentach w tym momencie widzę setki tysięcy osób (!) wymieniających się tym filmem.
Tymczasem pojawiają się pierwsze strony poświęcone tej grze.
Z punktu widzenia MG Pandorapedia wydaje się być szczególnie interesująca - może być przydatna do prowadzenia sesji gier fabularnych w tym świecie i nie tylko.
Wszystko to jednak gdybanie, bo sam filmu nie widziałem, pograłem tylko w demo gry o tym samym tytule.
Na dzień dzisiejszy na Pandorapedii znajdują się opisane: Na'viHometree, Banshee, MountainDirehorseHammerhead TitanothereThanator, Viperwolf, The RDA,  The Avatar, ProgramAmino TankHell's GateAMP Suit (Amplified Mobility Platform)Dragon Gunship, ISV Venture StarScorpion Gunship.
Miejmy nadzieję że to wierzchołek góry lodowej, Pandorapedia pobłogosławiona  została przez oficjalną stronę filmu i pozostaje liczyć na jej dynamiczny rozwój.

Z kolei na stronie Language Log znajdziemy informacje o języku Na'vi, nad którym pracował Paul Frommer z USC Marshall School of Business.


 

Źródło: twitter del RPG 

Prześlij komentarz

O Avatarze w sieci wisi pierdylion różnych rzeczy. W końcu inwestycja musi się zwrócić z nawiązką.
Mam propozycję na mały eksperyment. Wróć do tego newsa, powiedzmy za rok. Ciekawe jak ten projekt skończy :-)

Tak tylko że Pandorapedia pojawiła się na stronie oficjalnej. A to już o czymś świadczy. To tak jakby zamieścić newsa na oficjalnej stronie DnD w Polsce. A ustawię sobie w kalendarzu Robert zaraz datę przypominajkę. Zobaczymy. Fajny pomysł z takim experymentem.
Odnośnie zwrotu inwestycji. Nie śledzę dokładnie ale już się chyba zwróciła. Po 3 dniach mieli 72 banie na koncie a wydanych było 260/500. Sadzę że do końca tego roku zwróci się.

Czy ktoś mi może bliżej powiedzieć dlaczego ludzie tak zachwycają się tym filmem? Z informacji, które udało mi się zebrać wypada na to, że jest to kolejna power fantasy białasów (lub raczej małego białasa Camerona). Gdzie ratuje taki białas wszechświat, przesypia się z czarnulką (lub niebieskolulką), zostaje zaakceptowany do plemienia błękitnoskórych wcale nie przypominających afrykanów obcych i potem ratuje to plemię od cięmięzenia i zagrałady z rąk swoich ludzi.

White guilt story.

Zero innowacji takich historii jest na pęczki. Po sukcesie i zysku jaki ten film przyniół wróże kinu SF przynajmniej 10 lat obcych z różnymi kolorami skóry. Bo to jak widać się sprzedaje.

Może właśnie dlatego się podoba, że lubimy piosenki, które już słyszeliśmy?

Muad'dib na smoku zamiast na robalu, ratuje Indian, przy okazji odzyskując nogi i przelatując (zarówno normalnie, jak i sprzęgając się układem nerwowym) atrakcyjną kosmiczną smerfetkę. Ludzie to idioci, a dzicy (jak na obcych, cholernie ludzcy) są idealni. Wszystko to w świetnej oprawie graficznej (Panie Lucas, niech Pan się uczy...) i z takim hype-em, że niech się inni schowają.

Mimo to jestem pewien, że za rok nadal będzie się o filmie pamiętać. Cameron jednak wie, jak robić kino.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget