Czemu nie jeżdżę na konwenty?

Notka pokrewna tej Nastolatku nie graj w RPG, a raczej respons na wczorajszy tekst Staszka Po co jeździmy na konwenty?
Parę razy już odpowiadałem, dlaczego nie jeżdżę na konwenty.
Dzisiaj jeszcze raz, bardziej oficjalnie.


Spotkania towarzyskie. Nie loguję się na NK, by odświeżać znajomości z podstawówki, tak naprawdę nie mam czasu na to by spotykać się z dobrymi znajomymi, a na odświeżanie zamierzchłych brakuje mi czasu.
Co więcej brakuje tego czasu, by pograć ze znajomymi u mnie w mieście, a tu jeszcze mecze sparingowe na wyjeździe.
Wiem, może to zabrzmieć wrednie, ale takie są fakty. I wiem, że niektórzy odczytają to jako: "Borejko to cham, bezel, prostak, kawał debila, nie szanuje nikogo". OI!, OI!, OI!
Jeśli już mam z kimś się spotkać to mogę zrobić to tet'a tet, nie w otoczeniu 50 ludzi. Spotkałem się prywatnie z kilkoma osobami z sieci. Zresztą i tak np. z trzech spotkań z Pewną Osobą, dwa wypadły z harmonogramu (raz miałem podjehane oko, drugi raz stypowałem się). Takie życie.


Prelekcje. Nie są mi do szczęścia potrzebne. Niezbędne/ zbędne informacje, wymianę doświadczeń i poglądów mam dziś online. I to z dobrymi narzędziami selekcjonowania. I w terminach wygodniejszych. I z kawą, tą którą lubię.
Kiedyś, gdy panowały czasy pism papierowych mogłoby być inaczej, takie zjazdy miałyby w moim przypadku rację bytu. Dziś niekoniecznie.
Jako prelegent mógłbym się również nie sprawdzić - gram dopiero 23  lata w RPG, nie mam więc zbyt dużej wiedzy o grach fabularnych, którą mógłbym komuś przekazać. Trzeba się jeszcze trochę poedukować i pograć. Potem nauczać. Parafrazując Staszka, nie sądzę by mój staż mógł kogoś zainteresować, dostarczyć odrobiny wiedzy, pokazać coś nowego. Nihil novi, nie wiele wiem więcej niż inni, a powielać słowa innych mi się zwyczajnie nie chce.






Nie wiem, nie znam się, nie orientuje się, zarobiony jestem...

Granie konwentowe. Mit miejski. U samych podstaw i założeń niewypał. Skoro nie znam preferencji współgraczy, co więcej skoro gram z ludźmi, których nie znam, bądź ustalam zasady gry w trakcie "losowania postaci", lub popieram "solidnym" social contractem zawieranym przez 45 minut+/-k3*10 min., to istnieje duże prawdopodobieństwo, że taka sesja będzie bardziej kiepska, niż dobra.
Prowadziłem kiedyś przygodę graczom, którzy w 90 latach grywali u mnie. Początkiem tej dekady zagraliśmy znowu. Nasze style gry zupełnie rozeszły się przez te dziesięć lat. Ja prowadziłem inaczej, oni inaczej chcieli grać. Znaliśmy się bardzo dobrze! (czas po tych latach spróbować znowu. Tylko kiedy?).
Jeśli kogoś poznam w piątek na Kukunamuniukonie, nie sądzę by sesja pod salą XXV w sobotę była wyśmienita.
Abstrahując już od przygód z predefiniowanymi bohaterami jak np. Latające Ogrody Bah-Ellona, o których pisałem przy omawianiu MiMa 11/94

RPG nie są uber alles. Lubie tez inne lepsze zabawy. Średnia wieku konwentowiczów jest trochę niższa od mojego i tu jest też troszku różnic, mogę pić wódkę oficjalnie, nie muszę uciekać się do wyjazdów, czy pokątnego łykanias pięćdziesiony po ubikacjach. Wyjazdy i same konwenty pochłaniają trochę sosu, który w sumie mógłbym spożytkować zabawniej.
A zdecydowanie wolę inną formę rozrywki od "biegaliśmy po konwencie jak oszaleli". Wolę kino, koncert, putykę, ognisko, góry, obserwowanie wytężonej pracy mrówek z siwuchą za paskiem.

Celebretyzm. Nie jestem zainteresowany. Cieszyłem się z publikacji papierowych. A świętować z powodu tego, że jestem w gronie redaktorów / twórców największego portalu poświęconego Nikotynowym Babuszkom nie muszę. Co więcej nie rajcuje mnie picie wódki z Redaktorem Działu Nałki na vortalu XYZ.pl. Wolę pod sklepem w gronie indywidualistów: mają tam więcej do przekazania, niż redaktorze id i ich ego kolego.
Nie rajcuje mnie też wymienianie tych samych nicków, przy mniejszowiększym  konwencie na każdej prywatnej paginie konwentowicza. I wyszczególnianie jak to pozdrawiam wszystkich przyjaciół z całej Polski (przyjaciele to są w okopie, tak nawiasem). I jakie śmieszne kawały opowiadał Gucio, a Jola jak strasznie miała brudną sznurówkę.

PS. Pominąłem tu istotną rzecz, o której wspominał onegdaj lucek - młody człowiek z Wsi Wólki nie ma gdzie pograć, temu jedzie do powiatowego miasta na 250 osobowy konwent Wólkon. To chwalebne w przypadku Ciągnikokonów, Bazyliszkozjazdów i Kombajnistokonów.
PSS. Do zobaczenia na Triconie.
Tagi:

Prześlij komentarz

Aż trudno skomentować – nasze perspektywy są tutaj wręcz skrajnie różne. Można chyba tylko pozostać przy własnych subiektywnych (i dobrze) preferencjach. :-)

Na Triconie? Tzn w pubie obok? Bo bede. :)

Na Tricon się przejadę. Bo warto.

Na Triconie ja się chyba tez pojawię. A ja konwenty nie jeżdżę z jednego powodu - dość trywialnego - nie mam czasu

To do zobaczenia w Cieszynie. :-)

Na Tricon chciałbym się wybrać, ale to zbyt odległa przyszłość. Na niewielu konwentach bylem, ale te, które zwiedziłem drażniły mnie głównie z jednego powodu (zresztą ze Staszkiem ostatnio o tym rozmawiałem w Poznaniu). Drażni mnie banda zapitych małolatów. Jasne, zapomniał wół jak cielęciem był, ale to moja sprawa, że zapomniał. W chwili obecnej odrzuca mnie świadomość tego, że nocleg na sali konwentowej może mi umilić ktoś, kto kiepsko trawi alkohol i wymiotuje nim naokoło (autentyczne przeżycie z Pyrkonu).

Co do grania konwentowego mam mało doświadczeń, ale raczej pozytywne, choć tu mogę rzec, że prowadząc w połowie miałem własną, przywiezioną ekipę. Może dlatego było łatwiej, bo kumple dyktowali tempo i styl pozostałym.

Mimo to pojeździłbym sobie... Jednak rodzina ważniejsza.

Hmmm, nie jestem zbyt doświadczoną uczestniczką konwentów (byłam bodajże na jednej prelekcji na Paradoksaliach 2008 i na kilku tegorocznej Avangardy) i już chyba raczej nie będę. Jak dla mnie to te imprezy w ogóle nie są atrakcyjne, wydaje mi się, że powinny być bardziej komercyjne. Szczerze to nie chce mi się słuchać jakiejś prelekcji wałkującej po raz setny temat wampiryzmu, czy czegoś tam innego. Za to chętnie obejrzałabym sobie fajnie zrobione stoiska wydawców (stół z upchanymi nań książkach, bokiem do góry, jaki zaprezentował na avangardzie Solaris, dobrym stoiskiem nie jest), jakieś multimedialne prezentacje planowanej na następny rok oferty etc. Coś, dla ludzi, którym nie chce się wysłuchiwać czyiś wydumanych przemyśleń "na temat", lub powtarzanych w każdym wywiadzie i na każdym spotkaniu anegdot pisarzy etc., tylko wolałby się dowiedzieć, co nowego na rynku.

Cholera, wykładów to ja mam aż za dużo na studiach... ;)

Jak byłem w głownym targecie RPG (15-25 lat), to chciało mi się awet współtworzyć końwenty.pl. Ostatni na jakim byłem, to wrocławski Solaris 200(chyba)1. Wiek (czas mija), celebryci (zawsze byli, ale jakby mniej i normalniejsi), pijane obszczymury (no to akurat pod koniec lat 90 była fajna rozrywka w granie w ilość wyp*nych z konwentów małolatów) - generalnie odpada. Lepiej faktycznie iść na koncert lub libację w d6+1 osób, bo stado na końwentach.pl jakieś słabe genetycznie i mało ciekawe.

To ja bywam rocznie na k2-1 konwentach jeżeli są spełnione 3 warunki:
1) jest jakiś w Krakowie
2) chce mi się akurat ruszyć moje szanowne 4 litery
3) nie mam za bardzo co robić w weekend

Dalej mi się tyłka nie chce wozić, a czasami nawet jak mi się chce, to nie mam czasu. Albo jest zimno. :-)

Na typowym konwencie nie znam prawie nikogo, więc głównie chodzę na prelekcje. W większości są do bani, ale czasami coś ciekawego się trafi. Czasami załapię się też na jakąś sesję. Dotychczasowe może nie były prowadzone w najlepszych warunkach i w dodatku z ludźmi z łapanki, ale nie powiem - większość z tych w których brałem udział jakiś tam poziom trzymała. Chociaż może to dlatego, że ja nie mam wielkich wymagań - wystarczy, że na sesji coś się dzieje i już jestem happy :-)

OI! Wszyscy razem wypowiadacie się o pijaństwie, a ten aspekt konwentu chyba jest najmniej istotny.
Picie Palenie i Pie...enie to nasze narodowe sporty, szczególnie w tym pierwszym odnosimy sukcesy nie do pobicia.
Dlatego występują nagminnie nie tylko na konwentach a np. na koncertach (na których też bywam rzadziej), festynach, w sejmie i szkołach.
"Piwo, piwo, piwo musi być!" jak to śpiewał klasyk.

Idąc dalej spanie na karimacie też już jakby nie dla mnie, starczy kręgosłup wiecie, ketanol garściami itp. heh. Muszę więc spać na ustronnej hacjendzie, na wyjeździe zjeść hralowane kolano i popić gorzałą. Wygodny się zrobiłem, choć miałem okresy w życiu że do podróżowania wystarczała mi szczoteczka do zębów... Teraz już trochę inaczej.

A faktycznie oczekuję tego samego co Arieen.
Tyle że w odniesieniu do RPG.
Nie interesuje mnie setna pogawędka o przedstawiana przez 20 +1k3 letniego Specjalistę ds. Wampiryzmu Stosowanego, czy klepanie tekstów Kubasika sprzed lat, że RPG wywodzą się z gier strategicznych (swoiste odkrycie roku, jak czytuje programy konwentów).
"Za to chętnie obejrzałbym sobie fajnie zrobione stoiska wydawców (stół z upchanymi nań książkach, bokiem do góry" wydawnictwa erpegowego.
Dodam to co pisałem o RPG w Brazylii, pojechałbym zobaczyć co powie Jay Little o nowej edycji WFRP3, pojechałbym zobaczyć się z Kenem Rolstonem, Kubasikiem, czy innym Sandym Petersenem.
Dotychczas było dwóch gości znanych w Polsce, pierwszego Wallisa zdaję się zaprosił Trzewik, a teraz po dziesięciu latach lucek jak się nie mylę Wicka.
To wszystko.
Ale, ale, ale nie powinienem się wypowiadać bo:
Nie wiem! Nie znam się! Nie orientuję się! a ostatni raz byłem na konwencie w czasach tych co O.K.

Skoro tyle osób o chlaniu pisze, to widać jest z tym jakiś problem.

Jasne spotkać (a raczej posłuchać) Petersena, ale to raczej nie u nas. Może dlatego wolę konwenty związane głównie z SF nie z RPG, gdzie można posłuchać, co ma do powiedzenia pisarz. RPG to ja lubię kameralnie, u kumpla na chacie.

A to oczywiste że lepiej czytać co ma do powiedzenia autor książek o budowaniu fabuł, niż Jasio 'Blak Wulf' Kowalski.

Problem alko istnieje wszędzie i na to zwracam uwagę. Picie jest na targach budownictwa, turystycznych to dlaczego nie ma go być na konwentach.
Moim zdaniem musi, tradycję kultywować należy.

Powiem tak: demonizujecie.
Byłem tylko dwa razy na R-konie gdzie można było wieczorem kulturalnie nspić sie lub napierdzielić w knajpce konwentowej.
Wypitych było sporo, pijanych niewielu. Nikt nie rzygał po korytarzach i nikt nie zataczał się jak oszalały pomiędzy games roomem a swoim legowiskiem.
Picie na konwentach = mit ukuty

Qball pisałem ze swojego, niedużego doświadczenia. Może miałem pecha, ale ten rzygacz z sali gimnastycznej i kilku innych z korytarzy nie są wymysłem mego rozgorączkowanego umysłu.

Ależ ja Cię świetnie rozumiem smartfox - masz takie a nie inne doświadczenia i tyle. Ja z mojego ubogiego doświadczenia konwentowego moge powiedzieć - sprawa picia po konwentach jest mocno rozdmuchanym mitem ( jednakowoż opartym na autentycznych wydarzeniach).

ekhm, że tak powiem z większości komentarzy mieści się w cyklu "czytałem/słyszałem o tym lub raz widziałem" - zresztą to typowe u internautów (nikogo nie obrażając)

1. Picie na konwentach - nie mit a prawda, tyle że z lat '90. Teraz zapewne też zdażają się incydenty - ale że tak powiem "ja pierdolę" (cyt.), jak słusznie zauważył Borejko to nasz sport narodowy - aczkolwiek nie dorastamy do nacji na wchód od Buga. Mogę śmiało powiedzieć że wycieczka szkolna (liceum lub coś podobnego)wypija (lub wciąga)więcej % niż grupa podobnej ilości konwentowiczów. Obecnie konwenty są już zbyt dużym i poważnym przedsięwzięciem aby w ogóle dopuszczalne były wałęsające się grupki pijanych goowniarzy.

2. Nieatrakcyjość programu - zalezy jak leży. Czyli co przygotowali organizatorzy -

a. prelekcje typowo eRPeGowe - czyli ile wampiur może naraz wyssać i kto ma dłuższego elf czy krasnolud

b. spotkania autorskie - czyli z tfórcami (pisarze i pisarzopodobni + stworzyciele światów (czyli po prostu twórcy gier rpg/plansz/crpg itp.))

c. spotkania z wydawcami/redakcjami - jw. (tutaj można wrzucić Arienn), są też stoiska wydawców - a że ubogo w tym temacie w kraju nad wisłą....

d. prelekcje okołoerpegowe - czyli jakieś konkrety - historia, fizyka(sf) psychologia, religiozn, antropologia/etnologia itp.
d2.inne spotkania/warsztaty okołoerpegowe - pokazy walk (różnych), tańce hulanki i swawole (czyli pokazy różnych grup fanatyków starych zwyczajów/zawodów/rozrywek)

e. zabawy dodatkowe - sale do gier planszowych, bitewniaków, figurniaków i konsolowo-komputerowe, projekcje filmów, wycieczki(!), siakieś disko, jakiś paintball(airsoftgun)

f. rpg i rpgopodobne - tak naprawde pureRPG jest najmniej na konwencie, więcj LARPów DRAM(atów) itp

tak mniej więcej wygląda poważny konwent dla kilkuset osób.

Cały Naród wie, jak zrobić tę jebaną reformę oświaty - ponieważ chodził kiedyś do szkoły.

Cały Naród wie, jak przeprowadzić operację mózgu - ponieważ oglądał kiedyś ostry dyżur.

Konwenty są złe, wiem, byłem na dwóch osiem lat temu.


pozdro,

[Borejku, ten komentarz do Twoich komentatorów, nie do Twojego wpisu]

l.

I cały Naród wie, co tkwi w głowie kilku komentatorów, bo słyszało o psychologii...

Drogi lucku!
Komentarz jest jak najbardziej do mnie bowiem Hipotetyczni Komentatorzy, komentują pod moim tekstem, który aspiruje do miana wpisu wypowiadają się na temat tego co napisałem. To ja poruszyłem temat, więc ja jestem winny ocet.
A w dodatku Nie wiem! Nie znam się! Nie orientuję się! , i dodam "nie bywam."
GGadałem m.in. z Tobą, Qballem, Smartfoxem z udzielających się tutaj Komentujących czemu nie bywam.
I w sumie napisałem to samo co Wam.

Moim zdaniem problem alkoholu na konwentach nie ma. To problem globalny, a fotografie utopionej puszki w pisuarze to mogę zrobić na dworcu/ w MDK/ bibliotece/ putyce/ koncercie/ ratuszu/ urzędzie bezrobocia. Wszędzie się pija i jest to zacne kultywowanie kultury szlacheckiej.
Szczególnie cieszy mnie nawroty z "nalewek".
O Dużych Imprezach też Tobie pisałem. Chciałbym takowej jak wymienia Arieen.
Ale jak wspomniałem w wpisie dałeś mi kontrargument nie do zbicia że Jasiu Kowalski z Wólki jedzie na Pyrzowickon, bo na Tricon mama go nie puści. I małe imprezy też są zacne, jeśli spojrzeć na to z tego punktu widzenia.
Z ukłonem dla całej Twojej pracy fandomowej.
Adrian s. Henryka

To ja Guciowi odpowiem. Byłem na coś ok. 12-13 konwentach w latach 90, w tym 6 współorganizowałem i prawie na każdym była jakas skifa, a to rozwalone po pijaku (duże) lustro przez które szkoła nie chciała ponownie użyczyć miejsca, a to nawalona organizatorka rzygająca przez okno, a to pogo nawalonych mroczniaków i wyjebywanie ich z terenu konwentu. Łapaniu na "przemycania" flaszek czy jaraniu zioła "pod schodami" nie zliczę. Przyznam, że konwentów w tej dekadzie widziałem 2, nie były już tak porażkowate pod względem alkoholu (pewnie dlatego, że nie siedziałem w organizatorce i nie zwracałem uwagi), jak wcześniej.

Natomiast na Zachodzie, gdzie zaliczyłem circa 6 nie widziałem ani jednego wypitego / najebanego małolata. W ogóle małolatów było nie wielu.

Sorry, Gucio, Freud z Ciebie żaden i nawet jeśli ktoś bazuje na doświadczeniach z dwóch konwentów i są niefajne, to niczego nie zmienia.

Pozdro
Jarl

Czyli zgadzamy się co do tego, że o konwentach, które miały miejsce w ostatniej dekadzie, Lucek z nas wszystkich wie najwięcej? ;-)

@Staszek

Jasne, czemu nie, możemy się zgodzić. I?

Staszku ! To nie portier. To że lucek zna się, bądź nie zna się więcej, lub mniej, nie oznacza że mamy pisać:

"Świetnie lucku że zabrałeś głos. Twoja opinia jest wiążąca i nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Dobrze że są takie osoby jak Ty w fandomie
Pozdro"


Wszyscy, którzy zabrali głos mogą wiedzieć o konwentach ćwiartkę, O,7 tego co lucek. Albo vice versa.
Jednak nikt im nie zabrania zamieszczać odmiennych opinii, co więcej cieszy mnie to, że te są różne od tego Który Wie Najwięcej.

Także niekoniecznie wszyscy muszą się zgadzać i popierać wzajemnie. A wręcz odwrotnie.

Nie spoko, fajnie, ze Lucek coś rzekł od strony faceta, który sporo wie o konwentach. Nie spodobało mi się jego familiarne podejście, zwłaszcza, że nigdzie nie powiedziałem, że konwenty są złe (i chyba nikt z komentatorów). Napisałem natomiast, co mnie drażniło w tych, na których byłem i tyle.

Jasne Adrian, problem alkoholu to mam i w szkole, w której pracuję. Tam mnie drażni nawet bardziej. Ale nie o szkole czy dworcach tu napisałeś, a o konwentach. Mam takie doświadczenia, jakie mam. Może to mój pech.

Powiem krótko - niema się o co obrażać i kruszyć kopii, bo nikt nie powiedział że konwenty są do dupy i nie warto na nie jeździć. Nawet Gucio z Freudem i Majkelem Dżordanem do spóły.
Borejko wyraził swoją opinię na temat konów, ja napisałem co sądzę o pewnych mitach i że nie mam czasu, następny o pijaństwie na konach, ktoś nadinterpretował i poczuł się urażony, inny z kolei posiłkował się doświadczeniami z konwentów organizowanych w paleolicie.

A wszystko przez Borejka, który nie powinien wyrażać swojego zdania na żaden temat, bo nawet jak nie chce to i tak zajmuje się pieniactwem, heh.

Adrian - posunąłeś się w moim rankingu idoli o dwa miejsca do góry, wyprzedzając tym samym Winnetou i Gwidona Miklaszewskiego. Napisz dlaczego nie lubisz polityki, a ja będę czekał z niecierpliwością na oficjalny respons polskiego rządu w wieczornych wiadomościach.
Moc jest w Tobie silna.

nie rozumiem tej podniecanki, jedni lubią konwenty inni nie,
jeden pije wódkę drugi nie

jak słusznie zauważył Borejko, kiedyś w czasach pisma drukowanego życie fudnomowe toczyło się wokół konwentów (ogólnopolskie) i klubów (lokalne) - teraz w epoce prądu, wystarczy wpiąć się w sieć i już możesz być fundomowcem pełną gębą.

konwenty dają możliwość spotkania ludzia (takiego prawdziwego, nie cyfrowego, nie naszą imaginację kogoś kogo znamy tylko z monitora) z krwi i kości i poznania jakim jest naprawdę. powiedziałbym że to podstawa stosunków międzyludzkich.

jednych to bawi innych nie, nikt za to życia oddawać nie będzie.

ps. im człowiek starszy tym mniej czasu ma na takie pierdoły jak konwenty :) - chyba że ma w tym swój interes.

pss. zaliczyłem kilkadziesiąt konwentów (koło dwudziestu współorganizowałem)

Jasne, czemu nie, możemy się zgodzić. I?:

I tyle, że ta informacja przyda mi się do wyrobienia jakiegoś zdania (a może podtrzymania własnego) na temat konwentów z ostatnich kilku lat. Poza tym nie mam ambicji prozelity, "nie przyszedłem pana nawracać".

Smartfoksie, co do familiarności – jasne, zgoda.

Ok, to może teraz będzie merytorycznie, bez napinania się za "stado na końwentach.pl jakieś słabe genetycznie i mało ciekawe." (Przyznam, Ojcze Kanoniku, że jako element tego stada, poczułem się dość chujowo). Mówię zatem - sorry, lads i przechodzę do konkretu.

Najpierw do gospodarza - Borejku drogi, możemy się nie zgadzać i mieć inne zdania na różne tematy, wszak Jan Paweł 2 uczy nas, że trzeba się pięknie różnić. Ale, wybacz jeśli popadnę tu w demagogię i faszyzowanie, nie powinno się chyba mówić źle o jakichkolwiek inicjatywach, które pokazują fajność naszego (wspólnego) hobby.
Krytyka konwentów powinna być konstruktywna - lub nie powinno jej być wcale. Punktowanie imprez w tonie "nie jeżdżę i wy też nie jedźcie" jest słabe, nic nie wnosi.
Dlaczego, jeśli pojawiają się takie wpisy, nie ma wpisów w stylu: "[tu wstaw tytuł gry autorskiej] to wielkie gówno, mechanika jest do bani, błędy ortograficzne tłuką się z językowymi a narysowane przez autora ilustracje są jak z dupy wyjęte - nie grajcie w to gówno". Albo: "[xywa] znowu pierdoli na blogu głupoty, nie czytam go i wy też nie czytajcie". Widzimy jednak tylko "zły polter", "zły fandom" i teraz "złe konwenty".

Jasne, można mieć złe zdanie o konwentach. Doskolane rozumiem dlaczego. Zależałoby mi na tym, żeby dyskutować o tym konstruktywnie, a nie w tonie "fandom chuje, konwent chuje".


Problem alkoholu na konwentach - młodzież, po zerwaniu się ze smyczy, szaleje. Najgorzej jest na Pyrkonie, to prawda - ekscesy w szkole noclegowej mogą przerażać. Niektórzy organizatorzy starają się z tym walczyć, istnieje akcja 100% bez alkoholu, niektórym (niechlubny przykład Porytkonu) to nie przeszkadza.


Program - selekcja punktów programu to sprawa trudna z minimum trzech powodów:
- nie znamy wszystkich prowadzących,
- z tytułu i opisu prelekcji czasem nie da się wywnioskować, czy to kicker, czy dno,
- nie znamy wszystkich tematów,

Osobiście mam wrażenie, że powinniśmy (jako organizatorzy konwentów) odchodzić od schematu prelekcji - dostęp do podręczników, publikacji internetowych, artykułów i różnych for jest absurdalnie łatwy, to nie to, co 10 lat temu, kiedy 3 osoby w Polsce kupowały nowy dodatek do Warhammera i przez pół roku robiły o nim prelekcje (a później się go xerowało).

Generalnie - postuluję przeniesienie ciężaru z wiedzowych punktów programu na rzecz nauki umiejętności. Są ludzie, którzy znają się na paru rzeczach - prowadzeniu, tworzeniu scenariuszy, tworzeniu propsów i handoutów, rysowaniu dungeonów, odgrywaniu postaci, tworzeniu gier planszowych.. To doskonałe zastępniki "psychologii wampira" czy "magii chaosu".

Rzecz jasna almanachowe rzeczy, przybliżające konkretne zagadnienia (od budowania umocnień w średniowieczu, przez zielarstwo, narzędzia tortur, bronioznastwo aż do fizyki podróży gwiezdnych i napędów statków kosmicznyc) - tak. Powinny zostać, ale w mniejszej ilości, prowadzone przez naprawdę kompetentnych, sprawdzonych ludzi.

Co do programu literackiego, pokazowego i innych - nie wypowiadam się, to nie jest meritum naszej erpegowej sprawy. Oczywiście, nazwiska pisarzy to konie pociągowe każdej imprezy - i to jest jasne.

Granie na konwentach - powiem tyle - na Nawikonie poprowadziłem 4 sesje, zagrałem w kolejne dwie. Odkąd zaangażowałem się w tworzenie Parowych Opowieści prowadzę na konwentach obcym ludziom i to relatywnie dużo. Dobrą akcją jest Orient Express, ostatnio ciągnięty przez Nida i vh - razem chłopaki robią więcej dla indie niż wszystkie tłumaczenia tsoya czy uws, forum ariocha i flejmy pod APkami Deckarda. Taka jest rzeczywistość - każdy konwent to kilkadziesiąt (!) nowych (!) osób, które zapoznają się z Polaris, Dogs in the Vineyard, Dreadem i innymi grami. Pomysłem na granie jest też conquestowy konkurs Gramy!, w którym można sobie dobrze i klasycznie poerpegować u fajnych mistrzów gry. Pełne spektrum, prawda? A jednocześnie na 30 miejsc w Gramy! zgłosiło się raptem 20 osób, niektóre sesje OE nie odbywają się z braku chętnych, nikt nie przychodzi na klasyczne i oldskulowe sesje karteczkowe. Dlaczego? Bo ludziom nie chce się grać na konwentach. Jeśli o to chodzi mamy w Polsce zdecydowany naddatek podaży na rynku - i w sumie dobrze. Nie ma zniżek dla MG - bo nie są potrzebne. Ludzie po konwentach nie narzekają "nie było w co i u kogo grać" - migracja na planszówki wydaje się być najlepszą odpowiedzią.


Prezentacje i targi - widzieliśmy je na PGA 2007, Polconie 2007 w Warszawie, na Pyrkonie 2009 i na Polconie 2009 w Łodzi. Widzieliśmy też Level'01 w 2008 (?) w Krakowie. W Polsce nie da się zrobić porządnych targów gier. Mamy raptem tuzin wydawców w Polsce(Galakta, Kuźnia Gier, Trefl, Portal, Lacerta, Styks, Copernicus Corporation, Imaginator, Granna, Albi Polska, ISA, Wargamer). Do tego kilka wydawnictw zajmujących się książkami, dwa jeżdżące antykwariaty, cztery sklepy z karciankami i bitewniakami.
Na przeciętnej dużej imprezie jest około 1000 osób, wartość nabywcza ich portfeli jest słaba. Dość powiedzieć, że Level'01 spowodował, że Bard przez najbliższe 3-5 lat będzie poważnie zastanawiał się nad wzięciem udziału w jakiejkolwiek tego typu imprezie.
Targi w Essen są targami branżowymi. To miejsce, w którym hurtownicy spotykają się z wydawcami. 80% kasy, która tam płynie to b2b, klienci stanowią zaledwie ułamek handlu. Nie tędy droga.


Na koniec dwie rzeczy. Ci, co robili, to wiedzą, innym może trzeba przypomnieć - cały ten ruch fanowski jest robiony bez liczenia się z kasą. Nikt nie wyciąga z konwentów pieniędzy, często dokłada swoje - a juz kompletnie pomijam aspekt zainwestowanego w organizację czasu. Robimy to, bo to zajebista sprawa, bo mamy wrażenie, że dajemy ludziom szansę jakiegoś rozwinięcia swojego hobby. Adrian - po co prowadzisz bloga? Po co robisz te zestawienia, piszesz o tym, co w Brazylii, o dodatkach fanowskich do Warhammera?
Czym to się różni od robienia konwentów?
Choćby dlatego takie inicjatywy zasługują na większą dozę szacunku.

I druga sprawa - działam mocno i aktywnie od dziesięciu lat. Byłem na setce, może 120 konwentach. Jeżdżę, bo bardzo to lubię, mam masę znajomych, masę świetnych wspomnień. Ktoś pije wódkę, bo lubi, inny nie pije, bo nie lubi - to święta racja. Proszę o łagodne traktowanie, jestem konwentoholikiem i dlatego z zapałem zeloty bronię tych imprez. To naprawdę fajna sprawa, konwentować sobie.


l.

Przede wszystkim dzięki lucku za obszerny komentarz.
Od początku się zgadzamy w tym że nie musimy się zgadzać. I to miłe. Wszak na tym to polega. Niejednokrotnie, przepraszałem nawet tutaj za błędy, czy moją skołotaną logikę, czy potrafię zmienić zdanie pod wpływem konkretnych argumentow. Nie jestem Patafianem z Monthy Pythona, choć łatwiej jest być idiotą jak wykazuje pewien film von Triera.

Ostatnio napisałem o słabej grze Tamriel. Aureus napisał "tylko jeden człowiek tak może zrecenzować cóś tam".
Nie piszę o jednostkach, że są chujowe, słabe, kiepskie - od tego jest KK. Nie obrażam ludzi, poszczególnych jednostek, mogę napisać że na blogu takim i takim pojawiły się farmazony, ale nie napiszę "xyz pie*doli głupoty i jest chu*em".
Jeśli ktoś coś tworzy nawet nieciekawego, ma hobby nawet nieciekawe, stoi u mnie wyżej w hierarchii, niż grono indywidualistów spod sklepu.

Na temat alkoholu się wypowiedziałem. Nie stanowi on dla mnie problemu, sam pijam, sam też zrywałem się ze smyczy za małolata. Od lat podziwiam knedlikowe koncerty że tłoczą tam na potęgę i jest jak na Woodstocku, czyli normalnie, choc wszyscy są nabici.

Idąc dalej almanachy.
Wybacz, ale jakiś rok temu ogladałem online jakiś konwent. Teksty almanachowe o wilczej jagodzie, szaleju itp. grzybkach czytane z medycznego podręcznika jakoś do mnie nie trafiały. Ale to znowu można zanegować, bo to jeden odosobniony przykład. Pozostąłem programy, które czytam przeglądam etc. świecą właśnie takimi kwiatkami jak Wampir na Silesi. Przeglad legend polskich. Ale tu znowu nie byłem, mało widziałem.
I jak zauważyłem wcześniej w czasach online, na temat bronioznawstwa młody człowiek zechce poczytać i zerżnąć do swojej autorki teksty Szeji. Z prelekcji raczej nie zerżnie bo musiałby notować. Internet daje mu copy paste. Także omawianie tortur po raz kolejny... nie wydaje mi się ciekawe. Ale zawsze istnieje druga strona medalu, promil może coś zajarzy.
I mogę się mylić, bo ja sobie poczytałem, jestem stary, wiem może trochę więcej od 14 latka (ze względu na wiek).Jakiś człowiek zatrudniony w korporacji na stanowisku tortureman pewnikiem może coś ciekawego przekazać na temat szpilek pod paznokciami.

Granie na konwentach. Znam z relacji, także też jestem burak. Niewątpliwie inicjatywa kadu była najciekawszą o jakiej ostatnio słyszałem (Orient Express).

Prezentacje i targi. Jasne masz rację. Nie wymagam od Nimsarna żeby hostessy rozdawały mi jego scieżkę i polewały banieczkę rumu.
Chiałbym choć namiastkę tego.

Kasa. Organizowałem, lub współuczestniczyłem swego czasu przy organizacji wielu koncertów, także wiem ja to wygląda bo pod wzgledem finansowym - jest podobnie.

Po co prowadzę bloga? To temat zdecydowanie szerszy i brakłoby mi teraz czasu, by go omówić.
Napewno nie po to by pisać "pozdrawiam krzysia ty wiesz za co, marysię za kawusie po sesji, robercika za rozłozenie mi karimatki i wiolę bo bez niej napewno wpadłbym pod pociag"

I na koniec konwentoholiku. Przypomnę. Jeśli ktoś coś kreuje nawet nieciekawego, ma nawet kulawe hobby, stoi u mnie wysoko w hierarchii.

I jeszcze rzecz o której wspomnał Luc. Poznać kogoś z krwi i kości np. Ciebie mogę Barze Jubileuszowym. Nie musi wokół nas być 200 osób.

I Qball. Jasne. Koklusz to też Borejko.

Odniosłem się, lucek, do Twojej "napinki" na fakt, że Smartfox ma takie, a nie inne doświadczenia / zdanie bazujących na zaledwie kilku starych konwentach. To nie ma znaczenia, wystarczy 1 koń, by nabrać niechęci. Mnie zniechęca różnica wieku - ot, czas ma swoje prawa i nie widzę na zlotach dla siebie miejsca, co innego mnie bawi i za żadną kasę nie brałbym dziś czynnego udziału w organizowaniu tego typu imprez.

Resztę moich in minus wymieniłem wcześniej i w nich akurat alkohol nie był jakoś specjalnie ważnym, a nawet (z pkt. widzenia kolesia, który zajmował się przestrzeganiem przez konwentowiczów regulaminu) rzeczą zabawną i rozrywkową. Tak czy siak, niefajnie było tłumaczyć potem dyrektorce / dyrektorowi szkoły dlaczego gdzieś jest narzygane (i się nie zauważyło) lub lustro na pół ściany kibla leży w kuble. Wrzucasz tam postronnego obserwatora, nawet z małym doświadczeniem, i czuje podobną niechęć, co np. Smart.

PiS i powodzenia w organizowaniu imprez w przyszłości.

O. K.

Skoro już wymieniamy argumenty, to dwie rzeczy.

1. Jeśli chodzi o poznawanie ludzi – ekonomia, oszczędność czasu, którego mam mało. Jeżeli mogę pojechać do Warszawy, żeby spotkać znajomych z Gdańska, Łodzi, stolicy, Szczecina i Krakowa, to spotkam ich wszystkich. Nie muszę w tym celu robić dwutygodniowego objazdu po Polsce. Oczywiście, miło by było móc poświęcić trochę czasu każdemu z osobna, ale to marzenie ściętej głowy.

Naturalnie, nie każdemu taki model musi odpowiadać. Jest jednak dużo osób, którym odpowiada, i to one między innymi są bywalcami konwentów.

2. Lucek pisał o uczeniu umiejętności, zgadzam się z nim, dołożę jeszcze jedno. Bezpośrednie spotkanie może nie tylko posłużyć przekazaniu wiedzy, ale też inspiracji, zainteresowaniu tematem. Byłem na takich punktach programu, sam również do tego dążę – żeby po wyjściu z sali ludzie nie tylko mieli w głowie 3k20 informacji (które w większości i tak im zaraz z głowy wylecą), lecz także poczucie zetknięcia się z czymś ciekawym. Humor, niecodzienne skojarzenia, ciekawe dygresje, rzetelna wiedza, nawiązania do innych dzieł kultury (ja np. mówię o psychopatii na przykładzie amerykańskich filmów) – w żywym kontakcie z drugim człowiekiem, jakkolwiek patetycznie to może brzmieć, również jest miejsce na takie rzeczy. Nie tylko suche przekazywanie danych.

Rzecz jasna, są prelekcje i prelekcje.

hmm, a ja drogi lucku nie odniosłem wrażenia aby Borejko w ogóle atakował idee konwentu - po prostu napisał dlaczego on nie.

i mogę ze swego punktu siedzenia powiedzieć że teraz, w tym punkcie mego jakże za krótkiego życia, podpisać się pod tekstem Borejki obiema ręcami (i nogami też).
Po prostu z konwentów się wyrasta, drobne problemy stają się barierami nie do pokonania itp itd

i naprawdę zachęcam wszytskich do uczestnictwa w tym ruchu fanowskim - bo warto, bo fajna zabawa (jeśli masz na nią czas)

Dzięki za merytoryczny ton Lucku (lucku?). Jasne, kapuję, że na konwentach może być miło i przyjemnie. Zresztą takie mam wrażenie, nawet z tego Pyrkonu, na którym delikwent zarzygał salę gimnastyczną. Napić się lubię, czasem nawet mocno napić, ale jakoś rozdzielam pewne rzeczy. Jasne, mi łatwiej, stary koń ze mnie. Jak chcę się napić , to napiję się w domu. Już mogę na legalu.

Nie zamierzam oceniać, że konwenty są złe, bo ktoś tam zalał pałę. Same w sobie spełniają świetną rolę, jak to sam udowodniłeś na przykładzie inicjatywy promującej indie. Mówię natomiast, co jest złe w konwentach, nie generalizując przy tym, a odwołując się do swoich, ograniczonych doświadczeń.

@ all: Po buziaku i do łóżeczek.

Tak bym powiedział:

http://img42.imageshack.us/img42/8656/komix001.gif

Tak bym odpowiedział jako nieanime-owy Borejko http://img264.yfrog.com/i/at4.gif/

a ja bym rzekl jasniej
http://www.youtube.com/watch?v=-EeCynNU0HU

vaderescu

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget