Z archiwum RPG PL: Magia i Miecz #11


Jedenasty numer MiM-a  z pozoru tylko poświęcony był  kulturze średniowiecza, zamkom, turniejom etc. Jednak na pierwszych stronach znalazła się przezabawna przygoda do WFRP i to ona po dziś dzień utkwiła w mojej głowie.








"Dryfujące ogrody Bahb-Elona" to fenomenalna, okraszona sporą dawką humoru przygoda do Warhammer Fantasy Role Playing.
Nietypowa.
Rzekłbym nawet bardzo nietypowa, bo to przygoda turniejowa z Games Day 1987 i osadzona w Lustrii. Gracze dzięki niej przenoszą się do krainy Pigmejów, a celem ich eksploracji jest dryfująca w powietrzu wyspa, będąca tak naprawdę statkiem Dawnych Slannów.  Cała rozgrywka ma ścisły limit czasowy (np. 2 godziny i 7 minut), co po dziś dzień jest naprawdę rzadko spotykane w scenariuszach. Jeśli do techniki Slannów dorzucimy dwóch przeciwstawnych sobie szamanów i czempionów ich pigmejów i okrasimy pojawiającym się co rusz komunikatem "Ostrzeżenie destrukcja nieodwracalna, natychmiast opuścić kompleks!" skutki są wiadome. Przepona podczas sesji pęka ze śmiechu (swoją droga ta sesja też nadawałaby się do opisania w KB#3 - Niezapomniana sesja).

Na kolejnych stronach znalazł się opis King Arthura Pendragona - eRPG'a z Chaosium.
Na następnych stronach znalazły się "Długa droga do domu" - artykuł omawiający  zamki, potem "Świątynie i habity" - artykuł omawiający organizację i hierarchię kapłańską. Kolejnym tekstem dotyczącym zamków był spis zdarzeń  losowych "Co słychać na zamku" (nader często z niego korzystaliśmy ówcześnie) i omówienie turnieji rycerskich.
Resztę numeru wypełniła druga część opisu runów krasnoludzkich i oczywiście Kryształy Czasu (losowanie skarbów magicznych, opisy pegazów i sharanów(!), vademecum walki i czary). Całość zamknęło opowiadanie osadzone w realiach  KC, i stały już klan miłośników gier strategicznych.
I jako to w zwyczaju wstępniak:




Komentarz kapitana T'Roll Nety


Po obejrzeniu District 9 jestem pewien że twórcy tego filmu czerpali garściami z Latających ogrodów Bahb -Ellona. Te same realia, skała w powietrzu...


Tagi:

Prześlij komentarz

"Dryfujące ogrody Bahb-Elona" miały zdecydowanie najfajniejsze mapy jakie widziałem, a także ciekawy patent z graniem na czas. W tamtym czasie mocno mnie ta przygoda wbiła w fotel.

Tak tak. To właśnie słuszne spostrzeżenie że przygoda wgniotła w fotel.
Moim zdaniem w dużej mierze właśnie przez humor.
To wszystko było w pewien sposób dla nas odkrywcze, tak jak pisałem o 10 horrorowtym numerze, czy Labiryncie ze Statkiem. Pierwsze horrorowe przygody. Potem "Latające ogrody" z jajem. Dla wielu były to pierwsze wskazówki że niekoniecznie trzeba grać sword & sorcery, a można pobawić się w horror, komedię etc.

Przy okazji dość trudna przygoda. U mnie gracze polegli. Teraz nie pamiętam dokładnie szczegółów, ale coś tam pod koniec spieprzyli i było wielkie KABOOM.

Postacie świetne, potem była przygoda z gobboskami , która wprowadziła równie śmieszne postacie (Brudni, Brzydcy i Zieloni zwała się chyba).

U nas też było Kaboom! Ale za to ile frajdy było przed kaboom! A o to przeca chodzi. Abstrahując od komedii - nic strasznego, a wręcz wskazanego żeby w ZC Kutulołak ukatrupił wszystkich.
A Brudni, brzydcy, zieloni jakoś nie bardzo nas śmieszyli. Tzn. nie graliśmy w nich nawet nigdy, choć czytało się fajnie.

To słabo że nie graliście w Brudnych, Brzydkich i Zielonych. Lepsza była od przekombinowanego i wysilonego Bahb-elońskiego ogródka. Ech ta nazwa w ogóle, "Ogrody Bahb-Elona".. słabo wychodzi takie łypanie okiem w stronę rzeczywistości, jak to często z aluzjami bywa.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget