Z archiwum RPG PL: Złoty Smok #1 & Labirynt #1

W okolicach 10 numeru Magii i Miecza w Polsce powoli zaczął kształtować się się quasi - rynek RPG. WFRP trafiał do rąk graczy, pojawiły się 2 nowe pisma, pierwszym z nich był Labirynt wydawany przez MAG-a, zaś drugim konkurencyjne pismo dla MiMa - Złoty Smok.
Nie bez kozery wspominam te czasy z rozrzewnieniem, nie z powodu tych kilku pisemek, a treści w nich zawartych.



Zacznę od Labirynt-u. Pismo to pojawiło się ze względu na zapotrzebowanie graczy i MG na scenariusze, jak pisał ówcześnie Tomasz Kołodziejczak we wstępniaku. W pierwszym numerze tego pisma pojawiły dwie przygody: słaba w moim mniemaniu "Nie wywołuj wilka z lasu" do Warhammer FRP i świetny "Statek". Świetny bowiem do morskiej przygody grozy zostały dołączone opcjonalne zasady odgrywania szaleństwa. Ktoś kto nie miał styczności (jak np. my) z Zewem Cthulhu otrzymał narzędzie do regulowania szaleństwa, obłędu itp. na sesjach. Oczywiście te opcjonalne zasady nie dawały takiej frajdy jak Punkty Poczytalności z ZC, ale te do wielu trafiły dopiero po tym jak MAG wydał właśnie Zew Cthulhu ."Rozrzewnienie" o którym wspomniałem, wiąże się z planami komnat, które dziś znamy pod nazwą delvów. Dziś można takie kupić np. na RPG Thru od 0,99$ wzwyż. W tamtych czasach były dodawane do pisma za darmo. Były toporne, było ich mało, a jednak były.
I jak zwykle wstępniak.


Drugie pismo które ukazało się mniej więcej wtedy to Złoty Smok. Powiem szczerze miałem co do niego ambiwalentne uczucia. Na pewno ze względu treści jakie w nim się zawarły, ale i stopki. Pamiętam, że zaraz po otwarciu pisemka okazało się, że wydawcą jest SZCZERBIEC - pierwszym moim skojarzeniem był Moczulski i Konfederacja Polski Niepodległej. A ja nie przepadam za przyklejaniem komuś etykiety: "troll", "żyd", "gej". Ale to było tylko pierwsze wrażenie.
W numerze pojawiły się dwa opowiadania polskich autorów "Samotrzeć" i "To strach piękna pani".
Na kolejnych stronach zamieszczono dwie gry planszowe. Dzisiaj takie gry opatruje się lepszym layoutem, wkłada do pudełka po DVD i sprzedaje za np. 19.99 PLN. Wiem, że gry te pozostawiały sporo do życzenia, ale były one podobnie jak delvy z Labiryntu w piśmie jako bonus. Mam w domu parę książek zapełnionych grami planszowymi z lat 70-80, dzisiaj z każdej strony z tej książki robi się pełnoprawną grę i robi ultrasmallbusssines. Takie czasy, niestety.
Na kolejnych stronach pierwszego numeru zamieszczono Galerię Postaci, czyli ilustracje przedstawiające bohaterów - poniżej średniego poziomu.
Następnie pierwsza część dosyć linearnego scenariusza pt. "24 Godziny". Do dziś zastanawia mnie fakt po co było zamieszczać w comiesięcznych odstępach, tak krótkie scenariusze. Nasze postacie, pamiętam były "uwiezione" na odstępy comiesięczne. Po raz pierwszy, w tym scenariuszu (fantasy) MG oddelegował moją postać do Izby Wytrzeźwień i stanęła ona oko w oko z starym i cenionym wróżem Rambo.
W Gildii Magów pojawił się pierwsza część cyklu "Zodiak - klucz do fantasy" - całkiem inspirujący artykuł. Końcówka numeru to Gospoda (recenzja) i Komiks Wilcze Kły- kreska nie odbiegała niczym od Złego Cienia.
Wstępniak z tego numeru.
Tagi:

Prześlij komentarz

Ech Złotych Smoków nie miałem swoich, tylko pożyczone, a pamiętam, że poprowadziłęm na bazie jednego z zamieszczonych scenariuszy jedną z fajniejszych przygód. Nie pamiętam tytułu, ale scenariusz odwoływał się do mitologii celtyckiej, a motywem centralnym było ciało giganta (takiego job twoju, mającego z parę kilometrów) leżącego jako wyspy na jeziorze. Ktoś kojarzy?

A "Labirynt" taki sobie z perspektywy czasu, choć po Oldenhallerze, przygoda z Wilkiem Chaosu była naszą drugą.

Statek też przerobiłem na WFRP, nie powiem, udany scenariusz, ale nic wielkiego.

Rzeczony scenariusz "Miecz z Eidaskod" rzeczywiście był fajny, niestety MG spieprzył nam nieco zabawę i ... wyszła farsa. Zresztą kiedy kilkakrotnie potem czytałem go to w moim mniemaniu to pomysł na świetną kampanię, nigdy nie chciało mi się jednak dorobić szczegółów i poprowadzić go. Ale podsunałeś mi fajny pomysł, nie będę miał za co się wziąść, chwycę jego.

A ja Statku nie uważam za coś "BIG". Jednak wtedy, w tamtych czasach podobał mi sie bardzo. Po 10 MiMie to pierwsze horrorowate scenariusze były.

"Miecz z Eidaskodd", właśnie. Dzięki.
Ja go wplotłem w moją kampanię w Albionie, gdzie jeden z BG został naznaczony przez boga Lugh i miał wykonać 7 prac. Udało nam się wtedy stworzyć klimat a la "Robin of Sherwood" i muzyka Enyi i Clannad. Magiczne sesje z Dagdą, Lugh, Cuchulainnem i Crom Cruakiem, Miałem wtedy pierdolca na punkcie mitologii celtyckiej.

FarsA? Dlaczego? Scena z przebudzeniem giganta? Pamiętam, iż bałem się, że gracze tego nie kupią. Jak, gigant wielki na kilka kilometrów?! Ale udało się.

Farsa wynikła przez MG, który prowadził nam nieudolnie ta przygodę.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget