Jak nie zostałem aktorem RPG

Nie wiem skąd w Polsce pokutuje odwieczne poszukiwanie nawiązań do teatru, aktorstwa w grach fabularnych. To powracająca mantra (zdaje się być nie do wykorzenienia), jeden z tych tematów który wywołuje kontrowersje.
Skąd się wzięło to porównanie doprawdy nie wiem, ale też nie mam zamiaru czynić jakiś archeologicznych wędrówek i szukać u źródeł. Szkoda czasu.
Na pierwszy strzał sądzę że z: PEŚMu i ich infantylnej wyższości nad pozostałymi eRPGowcami; wypaczonej interpretacji dram i zapisu "jeden punkt - za aktorstwo" w grze Marka Rein Hagena Wampir: Maskarada. Może też ktoś opacznie zrozumiał cykl Miłosza w MiM-ach. Mogę się mylić i jak zaznaczam, nie chce mi się wnikać w szczegóły.


"Mogą wstać, przejść się dookoła, podnieść list, podać rękę na przywitanie lub podejść do okna, aby zobaczyć co dzieję się na zewnątrz."
Wampir: Maskarada

Zaznaczę od razu, że podobnie jak w poprzednim wpisie nie deprecjonowałem roli gier bitewnych, tu nie umniejszam tu roli LARPów i dram. Co więcej znaczną ich część obserwuję, bo wydają się niezwykle ciekawe i inspirujące. Ale to nie zabawa dla mnie.

Gdzieś w okolicach 2000 roku w trakcie sesji prowadzonej przeze mnie stwierdziłem:
"Heja !Karwasz Barabasz twarz, jegoż mać! Fukam to całe aktorstwo".

A było to też mniej więcej tak. Graliśmy jakąś sesje z "Wewnętrznego Wroga", w trakcie walki jeden z graczy co rusz wstawał i prezentował swoje ciosy:

"Tzn. wiesz ja staram się go chwycić za nadgarstek i uderzyć o ścianę. W następnej rundzie krążę wokół niego z nisko pochyloną głową i staram się go kopnąć w kolano, a potem ciąć na wlew. "

I pokazywał wszystkie te parady, zasłony, wyskoki i ataki. Dziś scharakteryzowałbym takiego gracza w jednym słowie: Paw.
Takie aktorstwo przez duże A.
Innym z kolei przejawem Aktorstfa były sesje w Wampira, w których na nieszczęście uczestniczyłem, a ich niezbędnym elementem dramy była jakakolwiek ciecz przypominająca krew (choć najlepiej smakowała ta bycza). Narrator tej sesji powiedział mi kiedyś:

"Bo wiesz my robimy klimat, wcielamy się i odgrywamy rolę"

Rozumiem. Dzięki, w przyszłym tygodniu nie zagram, bo mam odgrywam migrenę.
Podobne Aktorstfo stosowane po dziś dzień można zauważyć na zdjęciach i filmikach z LARPów, gdzie umowne rekwizyty imitują zbroje, miecze itp., a ich umowność pozostawia wiele do życzenia. Aktoży w ten sposób obrabiają rolę na polu.
Przemilczę nastolatków odgrywających 1000 letniego wampira i targające nim emocje, ból istnienia wizualizowany za pomocą rozchełstanej koszuli na wzór Rejtana. Każdy był młody i każdemu wydawało się wtedy rozsądne co czynił.
Umówmy się: większość takich scen postronne osoby rozbawia do łez.
Prawdopodobnie gdyby ktoś wtedy wszedł do pokoju, w którym krążył Paw pomyślałby:
"Hejże, a cóż to za matołki?"

Postanowiłem olać wtedy cale to Aktorstfo i tak też zrobiłem. Przestałem zaglądać do książek o teatrze, które czytałem, bo sądziłem, że wyniosę z nich coś konstruktywnego na sesje. Odstawiłem więc szkoły Stanisławskiego i Brechta, olałem "Wstęp do teatrologii" Adamskiego, porzuciłem "Scenariusze" Bergmana, i zakopałem "8 sztuk w poszukiwaniu teatru", wraz z "Sztuką reżyserii" i wiele innych pozycji.

Umówmy się, by być aktorem trzeba ćwiczyć przez szereg lat, albo mieć talent, czyli być naturszczykiem.
Niestety Jankiem Himilsbachem nie jestem, a w moim wieku nie chce mi się zaczynać i kończyć szkoły aktorskiej jak jego dozgonny przyjaciel Matlakiewicz.

Postanowiłem sobie wtedy: może choć domowymi sposobami nauczę się trudnej sztuki budowania fabuły i narracji? Przecież wielu autorów książek twierdzi, że to nic innego jak rzemiosło. Lepiej zostać choć przeciętnym, miernym narratorem, niźli kiepskim aktorem i jednocześnie narratorem. Nieprawdaż?
I łatwiej opanować jedną sztukę, niż łapać dwie sroki za ogon.

I jeszcze jedna dygresyjka. Bohaterowie występujący w teatrze są predefiniowani, opisani w działaniu (wiemy np. jak odegrać rolę molierowego skąpca), uczestnik zabaw fabularnych zaś tworzy swego bohatera ciągle i od nowa choćby ze względu na interakcję
Owszem można przed sesją przygotować próby sytuacyjne, czyli tego jak bohater reagował będzie np. na okazywaną jemu litość, jak zachowa się podczas pierwszej krwawej potyczki; podczas pierwszego zbliżenia; podczas gdy ktoś potrąci go/ obrazi na ulicy; kiedy będzie sfrustrowany, usatysfakcjonowany, zestresowany; wyczerpany, zraniony, poniżony itd. To wzorce reakcji.
Ale czy na wiele się to zda znając inwencje graczy i MG?
I wreszcie czy ktoś z nas tak naprawdę potrafi zrobić to w ten sposób, jak przeciętnej klasy aktor filmu klasy B (chociażby)?

Prawdopodobnie zacząłem zbierać informacje o budowaniu narracji od posłowia U. Eco do Imienia Róży, a potem już poszło dalej teksty: Ziemkiewicza, Pilipiuka, Kinga (jak ten facet zgrabnie połączył alkoholizm i pisanie! To jest Sztuka!) i wielu innych autorów piszących do Fantastyki/Nowej Fantastyki. Zaczytywałem się też w opracowaniach na temat archetypów w mitach, przeglądnąłem też trochę Star Treków, żeby zorientować się w jaki sposób eksponować temat przewodni.
Wyniosłem z tego znacznie więcej wniosków, niż z obserwowania Gajosa w Rozmowach o wycinaniu lasu.

Reasumując aktorstwo na sesji może i istnieje czy funkcjonuje na jakichś poszczególnych LARPach, ale nie u graczy, których znałem. Wyjątki są potwierdzeniem reguły, natomiast porażająca większość z naszych zabaw z teatrem improwizowanym, czy bielskimi "Szalonymi nożyczkami" ma mało wiele wspólnego.
Niestety
Moim sesjom bliżej do narracyjnych zabaw fabularnych, niźli improwizowanych sztuk teatralnych.

Darujmy sobie więc dramaty i epopeje w Starym Świecie, groteski w Świecie Mroku i inne makabreski w Pampalini: Łowca Zwierząt RPG.
Grajmy, tak jak ómimy, nie silmy się na sztókem.

Zdjęcie z bielskiego teatru: www.radiobielsko.pl/
Tagi:

Prześlij komentarz

Wszystkie zachwyty nad RPG jako teatrem były i są wynikiem niewiedzy. Prawie każdy jakimś etapie chciał być aktorem i ta tęsknota przeniosła się do gier fabularnych.

PEŚM to była straszliwa instytucja, która wywoływała u mnie dreszcze przerażenia. Pamiętam, że ludzie grający w Cthulhu prowadzili nawet na konwentach akcje "Idź cierpieć gdzie indziej".

Przykładem takiego przerostu formy nad treścią jest filmik zrobiony przez TVP Polonia, który był pokazywany na tegorocznych Dniach Fantastyki podczas prelekcji o RPG. Nie mogę go teraz wykopać, ale była tam właśnie pokazana drama, gdzie goście smarowali się krwistą wątróbką czy czymś podobnym.

I choć jeszcze w czasach maturalnych chciałem widzieć RPG jako wstęp do aktorstwa to kolejne lata życia skutecznie mnie z tego wyleczyły. RPG to RPG. Teatr to teatr. Zawsze można coś wmieszać do czegoś, ale efekt nie musi być smaczny.

Primo - a cóż z tego, jeżeli tak gra grupa? Niech się silą, rejtanią, niech próbóją - a choćby i nieporadnie - teatralnie odgrywać.

Gry fabularne mają tę zaletę, że najczęściej mają miejsce w niepublicznym miejscu. Miejscu, gdzie każdy z graczy może się zachowywać jak mu to odpowiada. Jeżeli nie przeszkadza to reszcie grupy, to nic tylko przyklasnąć.

Secudno - Dzięki Adrian za tytuł "Szalone nożyczki". Słyszałem o tym przedstawieniu jakiś rok temu ale wyleciał mi tytuł z głowy. Bielsko niedaleko jest od Pszczyny więc jeśli tylko dalej jest wystawiane, wybiorę się na spektakl z moja kobietą.

Nic dodać, nic ująć. Czekam na rzeźbiarskie podejście do RPG :).

A na serio, to ciągle wyraz tęsknoty za tym, by z RPGów zrobić coś ambitnego. Kurde, to zabawa, rozrywka. Nie widzę niczego ambitnego w piciu wódki, ale napić się czasem lubię. Podobnie z erpegami. Jedno i drugie jest dla mnie z rozrywką.

A sztuczna krew na sesji wywołałaby u mnie pawia. Serio. Nie lubię widoku krwi, poza wirtualną w grach komputerowych. Na Obscene Extreme niektóre zespoły oblewały publikę czymś krwiopodobnym. Wystarczy mi takich doznań :)

Serio podczas sesji mieliście sztuczną krew?

Z picia wódki możesz wynieść pewne korzyści oprócz chwilowej przyjemności (głównie społeczne). Podobnie z erpegów, ale tutaj te korzyści są (albo przynajmniej mogą być) bardziej zróżnicowane. ;-)

Inaczej mówiąc – ale to już dygresja – ostatnio wolę patrzeć na RPG nie jako sztukę, tylko (a) dobrą zabawę i jednocześnie (b) możliwość czerpania trwalszych korzyści, ćwiczenia różnych umiejętności (np. prowadzenie narracji u MG).

Niemniej jednak sesje skupione na (a) nadal mają rację bytu i nie są "same w sobie" gorsze od tych, które wykorzystują też (b) (gdy np. MG przed sesją przegląda różne teksty nt. "jak opowiadać", a później ćwiczy tę umiejętność w praktyce podczas gry).

Natomiast raczej nie chciałbym sesji, w której jest tylko (b). Chyba że np. miałbym poprowadzić szkolenie, za które ktoś mi zapłaci. ;-)

Przepraszam że zdawkowo. Zabiegan jestem i jeszcze prze kilka dni.
Filmik mam na HD.
@Wolvie:Piszesz Wolvie o strasznej instytucji jaką była PEŚM. Co chwilę powstają takie. Przykładem jest tego bekon czy beacon. Wyławia się, bo jest inny inny styl grania. Dla mnie bloki nie trwają tysiąc lat, blokersi, którym jestem bo mieszkam w takiej hacjendzie też. Dla innych to zastawianie się konwencją/magią/gołymi babami. Swiat Klanarchii powstawał naprędce. I taki jest.
Jednak nie interesuje mnie karnawał kotkowo myszkowy niech bawią się tym zainteresowane osoby.
@ Balgator: napisałem nie interesuje mnie styl gry w którym bedę dążył do Grabowskiego, Gajosa, etc. . Mam z nimi układ ja turlam i kiepsko prowadzę, wy zajmujcie się odgrywaniem ról, jesteście lepsi ode mnie.
Zapraszam na kawę/ wódkę/ piwo jak bedziesz w BB.
I Tomek: Rzeżbiarskie pojęcie smartfox to co innego. To gościu który zarabia krocie na nas (obecnie Stasiek King), nic nie stoi na przeszkodzie byś pisał opowiadania (pisałem o tym w nastolatku nie graj w RPG) bo z APeków nie ma nic tak naprawdę.
Podczas sesji piliśmy Byczą Krew,sam jak organizowałem taki larp też kupiłem coś w kolorze krwi bezalkoholowym. Naszeście powjawił się w Polsce Bóbr i nie mam ochoty grać w tą grę i inne z tej linni. Bułgarski rocznik prawdopodobnie 2000 w 2000 roku. Mam znajomego który nie lubi widoku krwi... i zostawię ten temat bo to prv.

@ Adrian
Dżizaz! Ale tępa dzida ze mnie! Jasne, zajarzyłem, "Bycza Krew". To, to rozumiem :).

Kurcze, swoją drogą jak ostatnio często padają moje postanowienia. "Piłeś, nie prowadź ...; RPG", a ostatnio podczas sesji WFRP padło kilka butelek miodu pitnego i porto :). Ale "Bycza Krew".... hmmmmm :)

Jasne z APeków gówno jest, to nie literatura, choć u mnie spełniają świetną rolę angażującą graczy w świat gry.

Staszku,
dokładnie, a przy okazji umiejętności. Dla mnie to trening tworzenia fabuły, zabawa tworzywem, a czasem postmodernistyczne rozpierduchy koncepcyjne. Sesje wzorowane na konstrukcji gry komputerowej, tragedii antycznej etc.
Kumpel trenował umiejętności społeczne. Nie popieram tego, bo jako MG może jestem znośny, ale jako psycholog mógłbym tylko zaszkodzić, ale jeśli twierdzi , że mu to pomogło, jego sprawa.

Natomiast to jak z SF, horrorem etc. Celem jest przede wszystkim rozrywka. Nie ma co na siłę szukać innych powodów, dla których się gra.

Nigdy nie piję jak prowadzę, to primo. Po sesji owszem. Inie zalecam Byczej, każda Sofia jest o niebo lepsza.
"choć u mnie spełniają świetną rolę angażującą graczy w świat gry."
Szacunek dla Twojej pracy. Serio. Marnujesz czas. Nastolatku nie graj w RPG. nie mam linka pod ręką, ale wisi na moim blogu.
Zabawa tworzywem, jest taka jak puszka Andy Warhola. Nie obraź się takie jest moje zdanie. Jeśli miałbym wyrazić to łagodniej to taka jak U.Eco z jego zabawą postmodernizmem w Imię Rózyczki. My bawimy się w zbieranie puszek po kimś. heheeeheh

Ale przeoczyłem jedno zdanie. "Dla mnie to trening..."
Szacunek.I przepraszam.

Naprawdę ludzie robią jeszcze takie dziwne organizacje? Wierzyć się nie chce.

Inna rzecz, że w początkach RPG prawie każdy miał "swoją szkołę" i uważał ją za najlepszą. Dla jednych to był PEŚM, dla innych cokolwiek innego.

Nie załapałem odniesienia do Klanarchii? Tam też się tworzy jakieś Elizjum? A nie można po prostu zwyczajnie pograć i ewentualnie eksperymentować z formą?

Chyba jestem za stary żeby ogarnąć te wszystkie idiotyzmy - RPG to rozrywka. Tyle i aż tyle :)

Ale ja się nie obrażam. jak będę chciał pisać książki, to zacznę je pisać. A czy dobre, ocenią inni.
Nie marnuję czasu, bo sprawia mi to przyjemność. Parafrazując Wolviego - tylko tyle i aż tyle :).

A wpis czytałem i odebrałem go głównie jako prowokację na zasadzie: "Chcesz coś tworzyć, pisać etc., to rób to. Chcesz się bawić, to się baw, lecz nie nazywaj tego czymś więcej".

"Chyba jestem za stary żeby ogarnąć te wszystkie idiotyzmy - RPG to rozrywka. Tyle i aż tyle :)
"Chcesz coś tworzyć, pisać etc., to rób to. Chcesz się bawić, to się baw, lecz nie nazywaj tego czymś więcej".

Odpowiedzieliście za mnie. Dziękuję.

[heh]
Za dwa lata na konwencie w koszarach w oparach lepszych fajek wezmę sobie zdjęcie z Red. Działu, który otrzymał order białego orła - ja z koleżanką budowniczą polskiego erpgie.

@Borejko
Dzięki za zaproszenie. Nie omieszkam kiedyś skorzystać :)

Borejko,
ech zaproszenie na wódkę kogoś, kiedy obok się słucha bardzo boli. Zdajesz sobie z tego sprawę? :)

Dodam tylko jedną rzecz, bo brak komentarza może zrodzić plotkę.
Jestem turlaczem, nigdy nie byłem aktorem i nawet nie próbowałem. No może za wyjątkiem akademii w podstawówce. Cały ten wampiryzm i narracyjność omijam szerokim łukiem a mimo, że z reguły jestem MG to moje umiejętności jako narratorsa i literackie nadają się do ...........

A co do tego skad sie to wzielo... Z reka bijaca sie w piersi chyba z MiMa... No i z pierwszych gierek WoD. Pamietam, jak usilujac tlumaczyc po raz enty ludziom, ktorzy nie mieli za wiele pojecia o rpg na roznych konwentach, posilkowalismy sie porownaniami do improwizowanego przedstawienia teatralnego... Moze stad sie roznioslo... Ale chyba nikt z nas nie zajmowal sie serio teatrologia dla rpg, bo pachnialo nam to bullshitem:) To bylo po prostu wygodne, choc nie do konca odpowiednie, porownanie...
A.M.

Ten komentarz został usunięty przez autora. -

Na moje oko z odgrywaniem w RPG jest jak z grafiką w grze komputerowej. Jeżeli sama gra ssie, to wypasiona grafika nie pomoże. Ale nie każdy będzie się chciał bawić grą, która niby daje radę, ale fajnej grafiki prawie wogóle nie ma.

Pozdro,
kadu

Też przechodziłem przez aktorstwo by skończyć na czystej zabawie. Czasem z narracją poeksperymentujemy, ale po to, by podkręcić zabawę. I świetnie zdajemy sobie sprawę z własnej śmieszności, jak wygląda, gdy zwykły gość sili się na aktorstwo.

Co do Twego przykładu Borejko o tym facecie, co ciosy pokazywał - to nie aktorstwo, to coś co kreci wielu dużych chłopców :)

@Samrtfox: I ciebie zapraszam na Bagiennikon. Tylko odległość...
@Glinthor: Moje umiejętności jako naratorsa i literackie zdają się również do dupy.Ale ja starałem się wychwytywać co lepsze teksty (w moim mniemaniu). I nie ukrywam że Brzeziński, Marciniak Miłosz, etc nauczyli mnie jak to robić. Szacunek za ich pracę.
A jeśli ktoś wypierhala za okno MiMy lub na Allegro bo gra w indie jest...przemilczę.
@AM: No i widzicie sami komentujący, AM wyjaśnił wszystko.
@Tomek: Nie zgodzę się z Tobą. Funkcjonuje sporo MUDów i ludzie się w to bawią z prostej przyczyny-playability. Obadaj proszę TES3 i tes4 i to dlaczego Ken poszedł w pizdziec po tej ostatniej.
@Michał: Narracja przejawia się w Twojej gierce cały czas. Wiesz taka którą przedstawia nam Fronczewski w ebookach. Po tych wszystkich latach ja chciałbym być dobrym narratorem, aktorem już nie zdąże. heh

@AM

Ciekawie byłoby sprawdzić dla porównania, czy na Zachodzie też pojawiały się takie analogie, a jeśli tak, to kiedy (czy od początku, czy np. od 1991 roku, czy jeszcze inaczej).

Staszku uwierz trollowi, który uczył się rosyjskiego. Codziennie mam kilkaset RSS z samego RPG BLOGERS I nie widzę jakoś TEATRHOLGY in da RPG. Bynajmniej przez rok czasu na pewno.
To po prostu polactwo.

Dzięki za informację. Nie podważam jej, ale możliwe są nadal inne wytłumaczenia. Np. Zachód mógł wcześniej niż my zrezygnować z analogii do teatru. Myślę, że przydałby się porządny przegląd historyczny.

O, może ktoś kiedyś napisze taką magisterkę kulturoznawczą o historii postrzegania gier fabularnych (i możliwych tego konsekwencjach) na Zachodzie i u nas? Bardzo chętnie bym przeczytał taką pracę (systematyczną, zdystansowaną, ale jednocześnie obficie czerpiącą ze źródeł fanowskich).

@ Adrianie, bo RPGi bazują na narracji, a nie na aktorstwie. Na snuciu wspólnej opowieści, opisie i słowie. I są pewne fajne patenty, aby podkręcić zabawę narracją - choćby w DP mówienie "Panie Bracie!" to trik narracyjny, który ma zwiększyć fun. Trikiem narracji jest też wycinanie nudziarskich kawałków sesji - a wierz mi, grałem już u MG, którzy prowadzili systemem gdzie opisywali każda minutę mijającej podróży (aż dziw, że nie opisywali 8 godzin, co śni się postaci).

A Fronczewskiego znam z narracji tylko w Baldurs Gate, Kabareciku Lipińskiej i przygodach Ambrożego Kleksa.

@Borejko O przepraszam całą kolekcję MiM odbudowałem.

@Borejko O przepraszam całą kolekcję MiM odbudowałem.

hm
trochę tej teatralności wzieło się od Dżawora (o którym wspominał gdzieś Borejko) i "jego" grupy z Kłodzka.

Zacznę od środka czyli Michała.
"bo RPGi bazują na narracji, a nie na aktorstwie."
Nic dodać nic ująć.
Fronczewski to tylko przykład. Spędziłeś taką sesję z narratorem tej klasy? Ja chciałbym.
I kontynuujac. Staszku, nawt jeśli Zachód (zgniły) miał to wczesniej to czemu u nas pojawiają się właśnie co k3 miesiące stare i odgrzewanae kotlety? "To nieuczicwe niesprawiedliwe, zamawiam cieplu kotl;et a dostaję zimną rybę"
I Luc. Tak jak pisałem, znam relację zabawy z jakiś tam szedariad i ...jestem pełen podziwu dla kunsztu Jawora. Ja jestem kiepski w tej kwestii, więc niech to robią za mnie osoby które się lepiej na tym znają.

Chciałbym się nauczyć narracji, a potem za 222 lata webdinnerować o tym. Narazie jestem zukiem. heh

//Grajmy, tak jak ómimy, nie silmy się na sztókem.//

Nic dodać, nic ująć - liczy się fun.

Bobrytów i MacBekonów wszelkiej maści można olać i pozostawić w śmieszności na ich drodze ku świetlanej wizji jedyniesłusznego RPG.

@Adrian
Może być tak, że Zachód przeszedł przez nawiązania do teatru i mu przeszło. Może być tak, że polski fandom łatwiej ogarnąć od zagranicznego i dlatego też łatwiej Ci dostrzec w nim te nawiązania. A może być tak, że to Ty masz rację. :)

@Tomakon (drugi akapit)
Eee, a co to ma wspólnego z tematem?

Staszku! Gdyby Zachód zachłystywał sie teatrem nie przeoczyłbym tego, jednak ani MiMy nigdy nie wspominały o zabawach w jakimś muzeum Translatorów. Mogę się mylić trzeba by poczytać kompetentniejsze osoby.
Wytłumaczę za Tomakona, choć nie wiem czy dobrze. To Staszku nie Polter gdzie zaznacza się opcje ty żydzie i komentarz niknie w komorze gazowej.
Całe grono tych macbobrytów dociera do rzeszy młodych ludzi, którzy szukają info o grach, tym samym wypaczając gry fabularne (wspominałem o tym ostatni).
Nie można robić ludziom szajsu z mózgu, bo potem kończy się to publikacjami pokroju "pogrzebaj w kisielu to znajdziesz kluczyk".

Co do teatralności – zatem do rozstrzygnięcia kiedyś. ;-)

Co do Poltera, Żydów i komór gazowych – nie zgadzam się, ale zaraz mi ciśnienie niepotrzebnie skoczy, więc z mojej strony EOT.

"Co do Poltera, Żydów i komór gazowych – nie zgadzam się, ale zaraz mi ciśnienie niepotrzebnie skoczy, więc z mojej strony EOT."
Taak oftopikowo.
I słusznie trzeba piętnować głupoli. Moze spalmy kilku na konwencie.

Borejko, teatralność jest pewnym skrótem, wygodnym dla osób tłumaczących hobby ludziom z zewnątrz.

Kiedyś wrzuciłem tekst o teatralności rpg. Chodziło mi wtedy o porównanie sesji do przedstawienia, nie do samego aktorstwa.

Co do teatru a sprawy zachodniej. Tam hobby powstało i trafiło do kultury popularnej. Kiedy Gaygax umarł, mówili o tym w telewizji ichniejszej, amerykańskiej.

W Polsce z braku podobnych korzeni, pozostało nam mętne tłumaczenie, porównania itp. które służyły tak naprawdę tylko wtedy, gdy dana osoba siadła do gry i zagrała swoją pierwszą sesję.

Nic mi nie pozostało Darken jak zgodzić się z "teatralność jest pewnym skrótem" i z tym że mamy trochę wypaczone erpegi, dlatego że dotarły 20 lat póżniejdo nas.

Darken a u nas RPG jest w kulturze tzw. wysokiej? W życiu, to też kultura popularna. A tłumaczenia z TV i Gygaxem nie łapię. To ma wyjaśniać, dlaczego oni do teatru RPG nie porównują?

Nie jestem naukowym specem od RPG, zresztą niewielu mamy takich. Aparat pojęciowy naukowy kształtuje się na naszych oczach teraz. Cholera wie, czy się ukształtuje. Natomiast na metodę badawczą nie ma chyba co liczyć.

Wiem tyle, że rozmawiając z kilkunastoma przynajmniej osobami, które "bawiły się" w badanie RPG (prace magisterskie, licencjackie, artykuły, konferencje, niestety nie miałem okazji pogadać na temat RPG z nikim, kto podjął się ich badania w doktoracie) tylko nieliczne znajdowały analogię do teatru. Raczej szukano w obszarach okołoliterackich, ew. psychologowie badali to całkiem po swojemu, raczej nie tykając się kultury popularnej jako takiej.

[i]A tłumaczenia z TV i Gygaxem nie łapię. To ma wyjaśniać, dlaczego oni do teatru RPG nie porównują?[/i]

U nich rpg nie musi być do niczego porównywane, bo istnieje już w ich świadomości. Choćby to, że vin diesel przyznał się do grania, a w Laboratorium Dextera był cały odcinek poświęcony rpg.

W Polsce nie mamy jakiejś dłużej tradycji grania, tak więc posługujemy się porównywaniami do rzeczy, które ktoś może znać.

Ale przeciż Czesio&zoo też łupali w RPG.

Cóż, Adrianie, jak zwykle udało Ci się wyartykułować to, co myślę o grach fabularnych - w tym wypadku o doklejaniu im etykietki teatru itd.

No cóż ja tam sobie artykuuję bzdety na blogasku, a szczerze mówiąc podświadomie zazdroszczę Ci debiutu w Warpstonie. Szkoda że tak późno tj. przy samej końcówce tego megazine.

@ Darken
Wybacz, ale IMO nie z tego poszukiwanie tej teatralności w RPG wynika. Ja częściej tu widzę kompleks typowy dla polskiej kultury popularnej. Przypomina mi się Parowski, który w fantastyce koniecznie chciał upatrywać treści ważnych, majestatycznych i głębokich. A kiedy do głosu doszło nowe pokolenie, które proponowało w zasadzie tylko rozrywkę w SF/F, to się oburzał (sprawa Zajdla dla Liedtke chociażby).

Wychodzi na to, ze wielu epregowców ma problemy ze stwierdzeniem, że to po prostu rozrywka i doszukuje się drugiego, trzeciego i któregoś tam dna. Koniecznie ambitnego. Ale cóż, mogę się mylić.

Po części porusza ten temat Furiath w ostatnim wpisie na swoim blogu.

Fajna dyskusja, znacznie ciekawsza, niż komcie pod postem na jednym z blogów polterowych ;)

Cóż, krótki flashback - z pierwszych lat z rpg (mostly WFRP i Cyberpunk) pamiętam dwie tendencje:

1. narracja oparta na odniesieniach do znanej nam literatury/filmu wspierana mechaniką (wykorzystywaną zasadniczo by the book - to były proste systemy) - pomocniczo ale ubarwiająco stosowaliśmy duperele w stylu świec, albumów z grafiką i muzykę brzdąkającą w tle (bez DJowania - po prostu czysty flow). Tak właśnie graliśmy w naszej drużynie.

2. narracja z bardzo silnymi elementami quasi-gry aktorskiej podpatrzonej jak myślę w tv i u znajomych z bogatym wykorzystaniem rekwizytów (nawet w postaci strojów) z pominięciem mechaniki --> to widziałem na konwentach (zwłaszcza pierwszych odwiedzanych - początki lat 2k). Ruch Larpowy wtedy był dość popularny, peśm właściwie wychował część pokolenia i stopił się ze zwykłymi larpowiczami.

Obalać historii nie mam zamiaru - oba trendy były właśnie trendy i jeżeli ktoś zaczynał grać wraz z pierwszymi grami na rynku, to z oboma spotykał się najczęściej jak przypuszczam.

Na niesmiertelne pytanie "czy to jest rpg" w sumie mogę odpowiedzieć dopiero teraz. Czy T1 to rpg? zasadniczo tak - wspierają tę tezę zarówno dodatki jak i praktyka gry, o której można sobie poczytac chociażby na rpg.necie czy nieszczęsnym story games. Czy T2 to jest rpg - nie, w tym celu własnie stworzono larpy, aby wydzielić tam ten styl rozrywki. Larp to nie jest rpg, podobnie jak crpg czy jrpg to nie jest rpg ani larp. Nie ma wymienności...

co poniekąd pokazuje, że część aktywistów lat `90 i `00 miało rację pisząc o nowym placu zabaw ;)

Artykuły Miłosza i Pogody and co. - na pewno wnosiły co nieco nam do głów; ale nie sądzę, aby interpretowanie ich jako wykładni miało sens. Piszący sami zaczynali gdzieś grać, jak dobrze wiemy z autopsji młody człowiek stykający się z rpg miał wtedy różne poglądy na siebie, życie i priorytety...

Dziękuje Wam wszystkim za komentarze. Postaram się odnieść do nich po powrocie z wycieczki. BIG THNX.

Hej wszystkim! O fanie fanów, coś mi tu śmierdzi i pokornie proszę o twoje i starszyzny zdanie! Dlaczego ostatnio modne wśród was jest publiczno-blogowe i asertywne podkreślanie wydawało mi się oczywistej oczywistości, że rpg to rozrywka i niewiele więcej?

Czy sami się gdzieś zapędziliście i doznaliście ostatnio otrzeźwienia? Nie wygląda mi na to. Czy istnieje w środowisku jakaś dominująca lub rosnąca w siłę grupa promująca piętnowane przez was podejście? Ja już nawet o PEŚMie zapomniałem; o LARPie piszecie jaki jest; w MiMach aktorstwo się przewijało bardziej jak w Maku "zestaw powiększony czy zwykły?" niż "lo and behold!".

Wychodzi na to, że coś przegapiłem. Czy sezon ogórkowy? Albo nagle real life was przycisnął a nie chcecie wypaść z blogo-stanu? Czy to ja się naczytałem na plaży o dwa Herkiul Płaroty za dużo?

Spermo!
Ale ja nigdy nie byłem chętny do otrzymywania orderu "orła białego PRL RPG". Fukałem i PEŚMy i SREŚMy. A czy aktorstwo się przewijało w MiMach czy nie to też nie moja brącha - jak napisałem od zawsze nie chciałem być artystą na koncercie w koszarach.
Czy Ty to widzisz? I sie nie wstydzisz ? (heh)
Gram. Nie maluję się. Nie rzucam słojem. Nie ubieram zupana. Nie przyklejam sztucznego oka w zabawie w której ma być "klimat".
Gram i staram się opisywać jak ómim.
[heh]ps. Czy mogę sobie zrobić zdjęcie z Panem? Ja niedżwiedź, padnięty konik, koleżanka Zakopane?[/heh]

Tak dwudziestoparoletni letni sezon na kleszcza. Zalecam.
Ale słysze że chcecie, że mówią już robią to co chcą.

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget