Moja chwilowa absencja blogowa spowodowana była (i będzie jeszcze) oddawaniem się temu co najlepiej umiem robić, czyli odpoczywaniu. W początkowej fazie planów mieliśmy pojechać do Grecji (choć myślałem też o Lądku- Zdrój na Wyspach Brytyjskich lub telebimie w Wiedniu), jednak kleszcz który mnie użarł (nie pierwszy zresztą) sprawił ze tydzień czasu miałem wyrwane z butów- nigdy dotychczas nie bylem tak chory... I z urlopu uciekło nam sporo dni. Trzeba było pojechać gdzieś bliżej i na znacznie krócej.
Wszystkim hipotetycznym czytelnikom zalecam zaszczepienie się przeciwko boleriozie, bądź chociaż stosowanie dezodorantów odstraszających (podobno) te małe paskudztwa. Chyba że macie ochotę jeść jak Adam Małysz i ja, czyli bułka + banan/24h przez kilka dni. Przy czym Adaś nie zwracał wszystkiego od razu.

No ale do przyjemniejszych rzeczy- tak wiec z braku czasu wybór padł na wyjazd na pobliska Słowację.
Pomimo że sama Słowacja przypomina nasz kraj sprzed 15 lat, to wchodzi do strefy euro od stycznia przyszłego roku. Ceny w związku z tym idą stale w górę, wiec najlepiej eksplorować Słowację jeszcze tego roku, a są naprawdę korzystne – w miarę dobre noclegi (łazienka, TV, etc.) około 25-30 PLN, duże drugie danie ok 8 -10 PLN (choć zdarzyło mi się też zapłacić prawie 700 koron za dwa obiady, ale to ewenement...), pięciolitrowy szklany baniak wina- niecałe 20 PLN.
Rozklekotane autobusy, blaszane przystanki oblepione xerówkami DISCO, brudne dworce, sklepowe w białych kitlach, robotnicy w beretach z antenką, stare skody i tatry, budynki fabryczne pamiętające komunizm, sklepy Billi (myślałem że to już nie istnieje!). Jednak to nie taki zwyczajny kraj przełomu gospodarczego, nasiąkł on BRAVO i w ten sposób powstała taka swoista emokomuna- odsetek wymalowanych dziewcząt w trampkach jest zatrważający- to coś takiego jakby u nas dwa lata temu na ulicach zamienić wszystkich hipchłopów na emoholki.
No i oczywiście przestroga- Ci którzy nie byli nigdy ani w SK ani w CZ- życie w weekendy zamiera, także ciężko znaleźć lokale, a tym bardziej sklepy- choć od czasu moich pierwszych wyjazdów do Czech i Słowacji i tak dużo się zmieniło (otwarte są niektóre lepsze restauracje czy wspomniane już duże sieci handlowe).
Cóż, o atrakcjach Słowacji: wodach geotermalnych, jeziorach, górach, lasach, tatrzańskich rajach etc. rozpisywać się nie muszę- wystarczy poszperać w internecie 15 minut i to może sprawić że wywczasujecie się właśnie w Slovakii.


Tyle marudzenia mojego o Słowacji, przejdę więc do atrakcji na którą sobie ostrzyłem pazury- czyli Zamku Orawskiego, który przypomina ten w którym bytował sobie Drachenfels.
Większość informacji dotyczących historii, architektury, jest w powyższym linku na Wikipedii i np. tutaj.
Od siebie dodam że w interesujących mnie czasach I RzoN-u, był to chyba największy zamek na granicy z Węgrami, a sam nigdy nie zwiedzałem tak dużego zamku (pomijając Malbork). Po ponad godzinnej wędrówce schodami w dół i górę naprawdę bolą nogi, a ilość atrakcji jakie można zobaczyć w Oravskim Hradzie naprawdę powala i deklasuje wszystkie zamki w których byłem (choć nie zwiedzałem tych nad Loarą, ani Renem). Przewodnik (są polskojęzyczni, ale słowacki nie rożni się tak bardzo od naszego i da się zrozumieć "ło co loto") nawija jak najęty, także trudno wszystko spamiętać.
Zamek oczywiście zamykany jest na zamek YETI...(hłeh)--->
Kręcono w tym zamku sceny do naszego Janosika, Nosferatu- Murnaua (tego z 1922) , Kanclerza (tego o Zamoyskim) i kilku innych filmów.
W zamku jest wiele ciekawych gadżetów jak np. zegar dla służby bez wskazówek (wszak dla pacholika czas nie ma znaczenia- musi być on gotów do służby stale!), krzesła w ten sposób spreparowane że pacholicy bez trudu mogli wynieść upitego Pana z sali w której się biesiadowało,
obrazy przedstawiające posesjonatów, którzy w prawej ręce mają 6 palców, w lewej 4 (wiadomo że ręką zaopatrzoną w 6 palców można więcej wsiąść, a lewą, którą się daje- mniej dać...), są też ślady mutacji Chaosu, które załączam na zdjęciu.
A! (zupdejtowałem) W weekendy odbywają się różne ciekawostki- a to jarmark średniowieczny, a to nocne zwiedzanie zamku z duchami i Dracula- mi, a to koncerty, włącznie z tym że na zamku można wsiąść sobie ślub...
Bilet do zamku stojącego na stumetrowej skale kosztuje około 15 PLN + ew. dodatkowe 50 koron jeśli chcemy fotografować sale w których znajdują się obrazy i inne dzieła wrażliwe na błyski fleszy.
Nieopodal są jeszcze dwa muzea- leśnictwa i powozów, kolejka wąskotorowa, spław rzeczny także atrakcji wystarczy na cały jeden dzień spokojnie.



I DROBNA EURODYGRESYJKA

"Kto gra od nas gorzej na tych Mistrzostwach?"

To retoryczne pytanie zadał chyba Zbig Boniek....

Myśle sobie czerwcowego poranka, gdyby tu bylo przedszkole w przyszlosci...

Mysle sobie czerwcowego poranka że Kazelot nagra coś o naszej reprezentacji, skoro od dawna zapowiada ze jest kibicem...

W mniej więcej tym samym czasie jak ja byłem na Słowacji, Polacy zostali podwójnie oszukani przez Webba Killaz Łeba. Polacy wracają do domu, zacznie sie rzeź niewiniątek czyli świniobicie, choć Leo wydaje się już być na to przygotowany. Ja osobiście typuje ze Jan Tomaszewski wie już co i jak zrobić- choć co dziwne zapowiada ze Leo powinien zostać na swoim miejscu. A my jak zwykle mieliśmy powtórkę z rozrywki- Polacy genialnie prą do przodu, kiedy przychodzą istotne mecze zawalają na całej linii.
Widziałem sporo programów, czytałem trochę wywiadów i jedno co niestety mnie wkóhwia w tym kraju to to że wszyscy równo jadą po Łebie, że nam zabrał Mistrzostwa- nikt jednak nie wspomina w ogóle, o tym że nasz jedyny gol został zdobyty również w niezbyt uczciwy sposób.
Ale taka już nasza natura, wystawić billboard do opluwania Webba, ale przyznać się do naszego błędu to już raczej nie bardzo...
Za to Mistrzostwo w Opluwaniu 2008 mamy już pewne, w szczególności że flegma po Wałęsie spływa już od dłuższego czasu...
Zupełnie jak w fundomie, nieprawdaż ? Po łebkach tylko przejrzałem co tam się dzieje w fantastycznej krainie fantastów, ale po tym już mi sie odechciało.
Zalecam by znajomi internauci nie namawiali mnie już na przyjechanie na te Wasze konwenty- pokazujcie sobie fajfusy sami i tańczcie te Wasze pornokujawiaki.
No i na koniec w związku z zmianą stanu cywilnego QBALL-a:
życzę Wam wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia
(byleby nie była jak polskie drogi-hłeh)
PS 666
A z wpisami w okresie wakacyjnym będzie różnie- mam zamiar trochę się jeszcze po wczasować.