listopada 2007
30-dniowe Wyzwanie WFRP aktualności alantar archiwum Blog czasopisma DDGF Dungeons and Dragons Dzikie Pola Encore english Felieton Free RPG Day fundom gadżetomania galeria Galmadrin gamasutra game chef game day game design Game Developers Conference Game Geek Issues Game Industry Trends game studies gamebook gamedev Games Designer Workshop games workshop Gamestudies Gamification Gamma World Gamsutra Gary Gygax GenCon generator geolokalizacja GF Nowości Git Games Gnome Steve gnomy Gold Piece Publications Golden Geek Awards Gonzalo Frasca Goodman Games GRAmel grand theft auto granie online greame davis Green Ronin Publishing greg christopher Groteka groza gry autorskie gry bezkostkowe gry bitewne gry darmowe gry dla dzieci gry edukacyjne gry fabularne gry fabularne na żywo gry historyczne gry karciane gry miejskie gry mobilne gry niezależne gry paragrafowe gry planszowe gry przeglądarkowe gry przygodowe gry rzeczywistości rozszerzonej gry solo gry strategiczne gry wideo gry wojenne gry zręcznościowe grywalizacja GTA Gun Metal Games GURPS H.G. Wells handheldy handouty Happy Bishop Games Hasbro Hell on Earth: Reloaded Hellfrost Hero Press Hero System Heroes of the Feywild hipertekst historia historia gier fabularnych w Polsce historia role playing games Hobbit horror Howard Philips Lovecraft howard philips lovecraft. wieści hugo human contact humor Icons icv2 idiota zagra nica Immersive Cocoon Inc indeks Independent Games Festival indie Indie Cade Indie of the Year Indie RPG Awards Infinite Power RPG infografika informacje prasowe inicjatywy inne Inspiracje interaktywna fikcja Interface Zero International Journal of Roleplaying internet Into the Fray IOTY iPad iPhone Iron Crow Enterprises Irregular isa it J.U.L.I.A. Jacek Brzeziński Jacek Ciesielski Jacek Komuda James Wallis Jarosław Musiał Jason J. Patterson Jason Morningstar Jeff Grubb Jesper Juul John Four Johnn Four Judgment Day Justin Gerard k1000 k1000 słów na niedzielę karty KB RPG ken rolston kickstarter Kids Dungeon Adventures Kingdoms of Amalur: Reckoning Kithtakharos klanarchia Knights of Pen & Paper Kobold Quarterly Kobold Quarterly Issue komiks komputerowe gry fabularne konferencje konkurs konkursy konsole konspekty kontrolery do gier konwenty kości Krajowa Konferencja Wytwarzania Gier Komputerowych krasnoludy kreskówki Kryształy Czasu Kult labirynt Labirynt Śmierci LARP Legend LEGO legoland lem stanisław Leprechaun literatura loch locus london London Gaming Fest Lone Wolf Lord of the Rings ludologia lulu łapu capu magazyny Magia i Miecz Magic the Gathering Majesty: The Fantasy Kingdom Sim mapy Margaret Weis Productions Mars Marvel Heroic Marvel Heroic Roleplaying Game Mass Effect Max Payne 3 McFarlane mechawojownik MechWarrior meksyk Menhir Microlite 74 microsoft Microsoft Flight microsoft surface Międzynarodowy Dzień Mówienia jak Pirat mikser Minecraft mity mity sowizdrzalskie mmorpg modele mody modyfikacje mongoose publishing Monte Cook Monty Python Moongose Moongose Publishing Mouse Guard Munchkin muppet show musical Mutants and Masterminds muzyka Mystical Throne Entertainment Myth and Magic Nagroda im. Philipa K. Dicka nagrody narracja nauka nehrim Neuroglyph Game Neverwinter Nights norska Nowa Fantastyka nowości Nuclear Dawn Nuln Numenera Obcy oblivion Obsidian Portal obuchem miecza OGGIE OGO Publications OGRE Oko Yrrhedesa Olympian Breed omówienia Once Upon a Time OpeeRy Open Game Table oprogramowanie origin Origin Awards pac man paizo Palladium Books Pantheon paranoia pastafarianizm Pathfinder Role Playing Game patronat pax Pelgrane Press Peru PES PEŚM Philip K. Dick piątkowa piątka Pieśń Lodu i Ognia Pinnacle Entertainment Group piraci pisarze o RPG Pitaval RPG plagiaty Planescape Play by Mail podcast podsumowanie Pokażę Wam sztuczkę polecanki Polternatywy pomoce do gry popkultura port postapokalipsa Poza Czasem praktyka Precis Intermedia programy projektanci gier wideo o RPG projektory projektowanie gier promocje Protodimension Magazine protodimensions przypomnę to wam hurtowo ptbg ptolus publicystyka pulp puszka pandory Quentin QUERP r-type random wizards raport Raport Game Industry Trends Razem Read an RPG Book in Public Week recenzja recenzje Red Brick Reign of Steel relacja religia retro Risen Rite Publishing Rite Review RITS Rob Zombie robotica Rock of the Dead Rockstar rocznice Rogue Trader roguelike Rolemaster roleplaying tips RPG RPG Kickstarters RPG na świecie rpg review RPG Superstar RPGirl Zine Project RPGNow RPGWatch Runequest rynek RPG rzeczywistość alternatywna rzeczywistość alternatywna fundom rzeczywistość rozszerzona Saints Row salvatore Sandy Petersen Savage Worlds scenariusz scenariusze science fiction Secret Fire Games Secret Fire RPG sens żucia RPG sensacja i przygoda seriale sf fiction SF Signal ShadowCon Shadowrun Showdown Signal Fire Studios Sixtystone Press skirmish skyrim Snatcher SNT sobieski South Park Space 1889 Stalker star trek star wars Star Wars: The Old Republic Stargazer's World startup Steam steampunk Steampunk Musha Steve Jackson Games storytelling Storytelling Adventure System Stowarzyszenie Miłośników Gier Fabularnych Strefa Śmierci Strike to Stun Studio 2 Publishing studnia O Sundered Skies Super Mario Bros superhero Surfacescapes Sword and Sorcery Swords and Wizardry synapse system sztuka komiksu Świat Młodych świat mroku Światotworzenie Światowy Dzień Książki Światowy Dzień Mistrza Gry Techland technoir technologie teoria Tera Clapper Terminal Space terraria tetryki The Atlantean Trilogy The British Science Fiction Association Awards The Elder Scrolls The Escapist The Lord of the Rings The One Page Dungeon Contest The One Ring The Organization of Gamers and Roleplaying Enthusiasts The Realms of Atlantasia: The Game Master's Bible The Thousand Thrones Third Eye Games Tidbits TimCon Times Timthy Leary todd howard Tomasz Kołodziejczak Trail of Cthulhu Traveller Travellers Of The Wasteland Triple Ace Games Troll Lord Games Trollland TSR Tunnels and Trolls twitter Tydzień e-książki tydzień małych publikacji Tym Którzy Chcieliby Ale Już Nie Mogą Tym Którzy Pierwszy Raz Typowe Myśli Typowe UDK UK Games Expo Ultramodern4 Umläut: Game of Metal Unhallowed Metropolis unity Unreal Development Kit Untold Vampire the Masquarade varia VGA Victoria video Video Game Awards Virtual Table Top VR W.R.O.N.G. War of the Dead wargaming Warhammer 40000 Warhammer Fantasy Role Play Wasted Lands Wastedlands wasteland Watch Dogs web 2.0 West End Games White Dwarf white wolf wiedeń Wiedźmin Wii Wikileaks Winter Runes wired Wizard and Warriors Wizard of the Coast Wizards' World Wojna Światów Wolsung World of Darkness World of Warcraft wpis gościnny WWII: Hand of Steel wydawnictwo Portal wywiady X-plorers RPG XXX XXX lat RPG Zamek Drachenfels zapowiedzi zew cthulhu ZWEIHÄNDER


Jako nastolatekt zainteresowałem się kolekcjonerską zabawą jaką są gry fabularne, nadchodzi więc kolejny 21 już rok, mojej przygody z RPG. W międzyczasie zapoznałem się z kilkunastoma- kilkudziesięcioma systemami RPG, moje przygody, artykuły opublikowano w paru pismach papierowych, na jakichś stronach www, rozegrałem setki sesji, stworzyłem parę mechanik i kilka światów gier fabularnych, które wstyd nawet komuś pokazać...

Wzorem Umberto Eco i jego "Jak rozplanować czas" z pierwszego zbioru eseji "Zapiski na pudełku od zapałek" przeprowadziłem pewne obliczenia. I podobnie jak autor zachęcam erpegowców do sprawdzenia czy jest ono poprawne.

Rok nieprzestępny liczy sobie 8760 godzin.
8 godzin na sen, 1,5 godziny na "dźwignięcie się z łóżka, zabiegi toaletowe, rozbieranie się i postawienie na stoliku nocnym wody mineralnej" nie więcej jak 2 godziny na posiłki, i mamy 4170 godzin.
Dwie godziny na poruszanie się po mieście, co daje 730 godzin.
Pracuję często więcej niż 8 godzin, odliczając święta, więc po jakimś zaokrągleniu jest to 2400 godzin
Prowadzę przeciętnie swoje scenariusze raz w tygodniu (6 - 7 godzin+ przygotowania do sesji - 2 do 4 godzin), co daje przeciętnie 520 godzin.
Prowadzę bloga, przeglądam fora, czytam serwisy informacyjne (a zazwyczaj większość tego czasu poświęcone jest mojemu hobby...) ok. 2 godziny dziennie - 730 godzin.

Łącznie 8550 godzin.

Pozostaje 210 godzin na spotkania towarzyskie, rozrywkę, sport, gry komputerowe i inne uciechy jak: picie, trzeźwienie. 210 godzin...
W przeciwieństwie do Umberto Eco rzucać palenia nie muszę - robię to w trakcie oddawania się swojemu hobby, tytoń mam zawsze pod ręką, więc nie tracę czasu na jego szukanie. Muszę przestać trzeźwieć. Zbyt dużo pochłania to mojego czasu wygospodorowanego na hobby.

Hobby zajmuje mi rocznie ok. 1250 godzin. Pomimo, że wcześniej nie było internetu to znacznie intensywniej zaangażowany byłem w zabawy narracyjne, więc i ten wolny czas był spożytkowany na pokrewne tym zainteresowaniom działania. 21 lat razy 1250... Jakieś niecałe trzy lata ze swojego 34 letniego życia poświęciłem na RPG...Około półtorej miesiąca poświęcam na RPG rocznie...
Gdybym ten czas spożytkował na coś innego np. bardziej twórczego jakim jest np. garncarstwo, byłbym prawdopodobnie dobrym garncarzem.
W trakcie tego czasu przeczytałem jednak sporo pokrewnych RPG porad autorów książek: jak tworzyć światy, jak pisać książki, jak budować tempo akcji etc. - by nie szukać daleko przykład Stephena Kinga, który pisarstwo określił rzemiosłem w swojej książce: "Jak pisać", dalej poszedł za nim Andrzej Pilipiuk- który porównał pisanie do garncarstwa- gdybym tyle lat temu zajął się pisaniem opowiadań, może byłbym pisarzem. To "tylko" składanie słów jak z kolei twierdzi R.A.Z., a i wielu innych pisarzy w innych swoich książkach. Zwykła ciężka harówa, podobna do pracy garncarza.
I tu pytanie lepiej być autorem "Morderczych budyniów nad Klewkami" czy autorem profesji Czarny Paladyn?

I to pytanie to już jest koniec. Nie ma już nic w dalszej części wpisu. Wnioski wysuńcie sobie sami. Reszta to kolejna polemika alkoholika, więc czytać dalej nie warto.

Jedyny garnek jaki ulepiłem, rozpadł się po kilku godzinach, nie napisałem też niczego interesującego, choć często skowyczę na forach, blogach i serwisach na wzór AS'owego Jaskra: "Kiepska ballada, bo nie moja"...
Na RPG nie zarobiłem ani grosza, o numery autorskie prosiłem jak Rzędziana, co jak się okazało w Polsce kuriozum nie jest.
Wybrałem skostniałą rozrywkę jaką jest RPG. Czemu i po co nie wiem już - zbyt wiele czasu upłynęło. Spłycam tu wszelkie aspekty tego co zyskałem dzięki RPG- że rozwinęły mi się poprzez gry RPG zdolności interpersonalne, empatia, poznałem masę ciekawych ludzi, czy to że dzięki Dzikim Polom, liznąłem nieco wiedzy historycznej. Było, nie było to czas zmarnowany, kolejny diem perdidi

W grach nic ciekawego się w tym okresie nie wydarzyło. Poza trzema przełomowymi etapami w historii gier fabularnych rewolucji jednak nie było:
  • wyjście z podziemi - czyli wysyp gier w latach 80 pokazujących inne gry jak chociażby horror, SF, czy komedia
  • "narracyjna rewolucja" czyli wskazanie nowych dróg w tworzeniu opowieści, zaczerpnięte z literatury, kina, komiksu etc.
  • przesunięcie ciężaru MG w stronę graczy, lub nawet całkowite zlikwidowanie roli MG w niektórych grach
(wyciągnięte z dyskusji kilku osób na jakimś serwisie o grach fabularnych z Drozdalem).
Poza tymi trzema kro(cz)kami gry fabularne nadal są skostniałą formą rozrywki, jak i trzydzieści parę lat temu. W Polsce otwarł się rynek na RPG i to oczywiste, że jest to bardziej znamienne dla nas, niż wyżej wymienione.

Do myślenia RPG nadal nie zmusza, wystarczy spojrzeć jak rzadko w scenariuszach pojawia się temat przewodni jak np. miłość, nienawiść, moralność, autorytet), na sesjach nie ma go już prawie w ogóle.

50 % scenariuszy mnie śmieszy, 45 % nuży… powielane chwyty rodem z generatora scenariuszy, czy kampanii, z wymiennymi elementami (bohaterów, tła, scenerii, motywów, konfliktów, nastrojów), na te pozostałe dobre scenariusze trafić w sieci (bo pism w których była naturalna selekcja- nie ma) jest tak samo trudno, jak pierwszym ciosem pieści obalić trolla na ziemię...

Porażająca większość internetowych dyskusji o grach fabularnych dotyczy mechaniki kopania rowów, coby znaleźć informacje dotyczące np. symbolizmu w narracji szansa jest identyczna jak dziabnięcia smoka sztyletem w tęczówkę. A najlepiej szukać w miejscach zupełnie niepowiązanych z RPG.

1250 godzin rocznie z Waszego życia. Wybierzcie dobrze...

Właśnie znalazłem sobie mój tekst opublikowany swego czasu na Valkirii... Znalazłem go w sieci podpisanym przez niejakiego Odyna na jakimś serwisie zegota.
Tekst ałtorstwa Słusznie Niedocenianego Tfórcy Łodyna jest tutaj.
i zawiera odnośniki do księgarni internetowej ELDAMAR - liczę że zakupy będą udane.
Az mi się przypomina rysunek Mleczki "W zawodzie wikinga najbardziej cenię sobie gwałcenie. "
Odynów oczywiście

Na załączonym obok obrazku zauważyć możemy kości dla administratorów sieciowych, aż dziw że QWorkshop nie zajął się jeszcze owym cudeńkiem po swoich wszystkich nuklearnych, militarnych i termoelfich dice'ach.

Nim jednak zadziała stupidfilter odsiewający idiotyzmy w społecznościach z zakresu 1.1- 1.9 i zupełnie wyczerpie się internet trzeba trochę poczekać, więc siekłem z obucha na wylew po moich zakładkach i ło to co znalazłem w folderze neoporteryzmy.

Absolutnym faworytem jest oczywiście temat kopania rowów podczas sesji RPG. (nie mylić z kopaniem w rów, ani kopaniem w wory- bo te jak wiemy z Złego Cienia szkodę wyrządzając tylko płci męskiej...)
Po religii i technologii nadszedł czas na Ekonomię Starego Świata będącą niejako wstępem do Socjologii Starego Świata (co tam się będzie działo!). Radzę zwrócić uwagę na ciekawe analogie do naszego świata.
Szkoda że autor tematu zapomniał, że swój post zamieszcza na forum , na którym to spotyka się różnorakie osobniki społecznościowe z IQ 1.1-1.9, i tak dyskusja ewoluowała od błędów i wypaczeń cennika Zbrojowni Starego Świata (całkiem słusznych zresztą) do uciemiężanego rolnika w Starym Świecie, którego nie stać na rybę. Na szczęście w sukurs przyszedł pewien osobnik, który analogią do naszego poletka rozwiał wszelkie wątpliwości dlaczego imperialne rolnictwo jest nieopłacalne.

"W moim Warhammerze część chłopów ma nie tylko krowy, ale nawet ziemię.
Ewentualnie możemy założyć, że właścicielem całego inwentarza jest właściciel wsi, czyli szlachcic. Wtedy chłopa nigdy nie będzie stać..."
"Teoretycznie Polski Rolnik też nie kojarzy się z zamożną osobą, a ziemia i inwentarz przeciętnego rolnika kosztuje więcej niż ma większość obywateli. Można by pytać, jak to możliwe że ledwo ciułający koniec z końcem polscy rolnicy mają maszyny rolne warte setki tysięcy złotych i grunty warte miliony. A przecież mają, a mimo to zarabiają grosze."
"
Ja chciałbym tylko zauważyć że współczesny rolnik drogie specjalistyczne maszyny ma kupione najczęściej na kredyt, w leasingu itp. A w SŚ takie instrumenty finansowe to może tylko w Marienburgu... Poza tym duży kapitał czy nawet duże obroty nie zawsze przekładają sie na duży zysk.
"

A wina leży oczywiście po stronie twórców WFRP 2ED, którzy zapomnieli śledzić zmiany w trendach RPG i nie zajrzeli do podręcznika Zły Cień: Kruki Urojenia- miast rubli erengardzich, marek reiklandzkich, mogli zastosować skrzacie łezki i byłoby po sprawie...

Aż się łezka w oku kręci...

O kradzieży wirtualnych mebli, wszyscy pewno słyszeli, miałem nawet skrobnąć więcej na ten temat, jednak moja uwaga skupiła się na moim znajomym którego postać w Tibiii jest warta 4000PLN. Ja tu bloguje, a on zarabia z każdą sekundą parę grosików na swoim levelowaniu. W całym tym handlowaniu postaciami i packami zastanawiają mnie jednak coś. Skoro handlują postaciami, a i packami, czyli jest to sprzedaż hurtowa np. 12 mieczy, 11 zbroi i 60 kryształów mocy to powinni zostać traktowani na równo z osobami handlującymi na szeroką skalę markowymi kosmetykami, przypominam że bez zarejestrowanej działalności gospodarczej. Dlatego sądzę że fiskus nowo powstałego rządu powinien wnikliwie zbadać sprawę handlarzy wirtualnymi postaciami (niewolnikami!?); organami i przedmiotami(nie jednokrotnie pochodzącymi z rabieży!). Konkludując nie mam nic przeciwko MMORPG, ani mnie ziębią ani grzeją, jednak jeśli handel wirtualny zostanie opodatkowany bojówki Samoobrony Second Life, Tibii czy innego WoWa itp. będą miały utrudnione zadanie- no bo jak tu wysypać przed sejmem 200 ton wirtualnych mieczy? Gobliny dróg blokować też raczej nie będą, i wreszcie kto miałby odejść? Chyba że znowu Balcerowicz?!

No i udało mi się w końcu pojąć naturę graczy bolywódkowego Indiie. Uświadomiłem sobie to nie tak całkiem dawno... zauważyliście że gracze gier indie, strasznie cierpią ? Że ich gry są nie takie, że RPG nie pozwalają im rozgrywać pięknych melodramatycznych scen, że gracze są nie fair, że MG kiepsko opisuje, że scenariusz kiepski i wreszcie że są skazani na infantylną rozrywkę. Oni są fan-EMO!-nami.

No i biedne fandomciuchy co było do przewidzenia umierają śmiercią naturalną. Pomimo że w początkowej formie czerpały najlepsze tradycji polterowego obuchem miecza zaczęły zajmować się opisami powoli starzejących się panów sympatyzujących z J.K. Mikke, wyborami PiSiorów, bądź usilnie szukały keczupu w opisie na gg.
Świeć Pan Panie Szatanie nad ich duszą!

No...no .no! Doom-Mushrooms sie nie spodziewałem tak prędko, a w kategorii gier komputerowych wypada również całkiem nieźle. Łowiło się ryby, piło się w karczmach...czas na grzyby. Swoją droga planszówka Grzybobranie robiła niezłą furorę parę lat temu u nas.

Do następnej prezentacji łobuchóf, czyli przeglądu broni siecznej, a jednak obuchowej, czyli rykoszetowej jakowym jest bumerang.
*Cytaty za Złym Cieniem - wszystkie prawa należą do Szamana

Bed ded trasz, trasz, blod fajer det, Bathory, Chrobry, Mieszko i inni jeszcze...Bo metal to metal!!!Argh!Metal do krwi, metal do kości...Drakula jest już blisko... jest już za górami...Więcej metalu... mniej pank roka!Ledwo dysze, ledwo słyszę...Ona zawładneła moją duszą...Dziewica! Widzę ją przed swoimi oczami! Smirnoff, Szatańskie moce są w naszych rękach, zginiecie wszyscy! Już nam wyrastają rogi! Metaliści!

Mortal Tassak to legenda kabaretu hejvimetalowego, działająca w latach 90 ubiegłego tysiąclecia. Z zespołem zapoznałem się podczas koncertu w Bielsku- Białej w Wapienicy. Ta śmiertelna data spowodowała że zaangażowałem się w rozwój i działanie Bielskiej Sekcji Satanistycznej- niedługo potem zostałem frontmanem zespołu Bloody Winniczek, oscylującego wokół twórczości Mortal Tassacka. W międzyczasie udało nam się pogonić sporo czarnych kotów, złożyć w ofierze udziec barani (własnoręcznie pieczony), zagrać jakiś koncert.
Wracając do Wojtasa i Wiktora, czyli Mortal Tassaka widziałem parę ich koncertów, przeoczyłem tylko jeden na Śląsku kiedy to wymalowali miasto butaprenem w krzyże oczywiście do góry nogami i płonące, koniec końców podpalili scenę- organizatorzy nie chcieli im zwrócić "należnych tantiemów za koncert".
"Oddajcie pieniądze bo szatana wzywamy"

Wszystko to uwiecznione było na VHS, ale jak to wiadomo wraz z czasem kaseta znikła.
Live in Bielsko- Biała to plik z zapisem za konsolety, jednak kaseta sporo czasu już przeleżała i jakość jest nie najlepsza, choć znacznie lepsza od pliku który znalazłem na Nicotine tj. na Soulseek.
Sam koncert był wyśmienity- okazało się że niemiecka kapela Happy Cadaver nie dojechała na czas, więc po F.O.B. na scenie pojawiły się szatańskie moce...I nawet facet za konsoletą nie mógł uciszyć Wiktora...
"Mężczyno jeśli nie chcesz spłonąć to włącz mikrofon..."
Miłego słuchania...
Pliki do pobrania:
Mortal Tassak - Live in Bielsko - Biała.
Mortal Tassak - Live (gdzieś w czasie i przestrzeni)

Do końca roku zostało kilkadziesiąt dni, jednak złapanym w sieć czas umyka tak szybko że nawet nie wiadomo kiedy i gdzie on umyka. W związku z tym wrzuciłem ankietę, czyli najlepsze historie z znanego i cenionego portalu www.porter.pl, które "przytrafiły" się jej twórcom i userom z zakresu 1.1-1.9 w okresie od XI 2006 do XI 2007.
Wydarzenia nie są ustawione chronologicznie, zachęcam jednak do jednego głębszego lub choć zastanowienia się posześciokroć, bo ankieta nie jest wielokrotnego głosowania, jak to kiedyś proponował Neurocide
Uprzywilejowani w tej sytuacji są jedynie użyszkodnicy Neosraty, ze zmiennymi IP, lub włażący poprzez bramy.



  • Ankieta socjologiczna z tatusiem w tle. Sprawa ankiety Sraty Taty, której Twórca Socjolog z wykształcenia, zachęcał aby posłać naszych rodziców do szkół wieczorowych, co zaowocuje tym że będziemy grać w droższe gry w domu i na zagrodzie.
  • Komentarze poprawne polterowo, czyli jak to pewien Jegomość o proclamatio : Ja też Jestem Autorem chciał, aby było merytorycznie i mądrze, czyli po Jegomościa myśli.
  • Wypuście Nilrema z klatki ! Czyli historia Daniela Salika siłą usuniętego przez złośliwego modernatora. Tej persony w fundomie przedstawiać nie trzeba...ją trzeba znać by w fundomie istnieć.
  • Klanazizm czyli wczesna promocja gry RPG. Kolejny przebój roku czyli przedstawiamy niesłuszne rozwiązanie, a potem podsuwamy rozwiązanie słuszne w postaci...swojego jedynie słusznego rozwiązania.
  • Majowa sielanka, czyli news, newsa newsem newsuje !!! W maju okazało się że jak trwoga to do Newsa. Jeśli ktoś krytykuje że źle się dzieje, że brak recenzji artykułów etc.- wystarczy newsować. I to na różne tematy. Byle dużo. Albo jeszcze lepiej bardzo dużo.
  • Nałka w Porterze. Najbardziej prężny i rozwinięty dział portera, czyli nałka, do tego popularna. News w każdy kwartał. Co dekada artykuł. Porter był zawsze fachowy i profesjonalny. Nałkę dzięki porterowi mamy w jednym palcu. Środkowym. Czyli digitus impudicus.
Niestety gołe baby na blogu u beacona (jeden z absolutnych faworytów) nie zakwalifikowały się ze względu na upływ czasu...

Nagród nie będzie, bo wiadomo że pieniądze szczęścia nie dają (choć każdy chce to sprawdzić). Tak więc końcem roku zbierze się Tajne Zgromadzenie Posiedzenia Ogólnego i ew. ustali wyniki po swojemu końcem roku. A cisza wyborcza i tak zostanie przesunięta.
Galę wręczenia nagród poprowadzę ja we własnej osobie wraz z znanym i cenionym Marianem z Navarony i Miss Kristal z Harbutowic. A wyniki opublikuję za pośrednictwem bloga łobuhem miecza.
Tak wiec na blogu Borejki oddaj głos za kotarą, za siebie i swoją starą...


Jakiś czas temu na forum gildia.pl w temacie WFRP - co mnie irytuje w opisie świata, kilka osób wymieniło swe poglądy na temat religii Starego Świata (nieco później pojawił się podobny wątek na forum poltergeista)
Oba tematy są na pewien sposób kontynuacją dyskusji na temat technologii - obydwie dziedziny łączy zastój, brak aktywności, zmian i postępu, czyli nic się nie dzieje... nuda... żenada... aż chce się wyjść z sesji. Kolejna przysłowiowa wojna o Brodę.

Mamy oto skostniały twór zwany Imperium. Założony przed dwudziestoma pięcioma wiekami przez Sigmara Młotodzierżcę. Zapał, odwaga i inne heroiczne cechy przysporzyły temu ostatniemu, sojuszników z którymi to odparł zagrożenie ze strony Chaosu. Koniec, końców dołączył do panteonu bóstw Starego Świata, istot kierujących naszym losem, śmiercią, naturą, prawem, wojną etc.
I tu pies pogrzebany, pomimo że Sigmar, założyciel Imperium wyewoluował na przewodnią religię Imperium, to w żadnym okresie historii Imperium Wielki Teogonista Sigmara nigdy nie uzurpował sobie absolutnej władzy. Nigdy nie doszło do tumultu religijnego, ani nigdy sigmaryci nie pomyśleli by religię politeistyczną zastąpić monoteistyczną.
Trzy potężne najazdy Chaosu, były doskonałą okazją do przejęcia władzy przez jakiegoś fanatyka religijnego (jakim był np. Magnus Pobożny). Przez 2500 lat jednak nie trafił się w Imperium fanatyk religijny jakich w naszym świecie i naszej historii było od groma.
Poza najazdami rycerzy do Arabyi i drobnymi utarczkami na linii Ulryk - Sigmar nie mamy w historii większych tarć religijnych. Prawie jak w D&D- ptaszki ćwierkają, mnisi mają śnieżnobiałe habity i modlą się w intencji deszczu w ichniejszych świątyniach.
Zresztą cała staroświatowa religia jest traktowana po macoszemu i przypomina znaną ze świata Orchii z Kryształów Czasu. Tyle że opisaną w miarę szczegółowiej. I nic ponadto.
Mamy opisany
zespół wierzeń, związane z nimi przykładowe obrzędy, przykładowe zasady moralne i gdzieniegdzie formy organizacyjne kultu. Nie ukazał się żaden w miarę rozsądny dodatek dla mnichów, kapłanów, kleryków etc.(...jeśli się mylę proszę mnie poprawić)
Wszystko to razem doprowadziło do sytuacji, w której religia jest sprawą drugorzędną, traktowaną marginalnie- niekiedy tylko MG każe przejść jakąś próbę druidowi, by ten miał swojego chowańca.
Nie przypominam sobie jakiegoś scenariusza (polskojęzycznego), który kładzie nacisk na religię, w którym jest ona tematem przewodnim (nie liczę tu dochodzeń i śledztw czy zwykłych pizgawek w różnych klasztorach, monastyrach i innych odosobnionych miejscach).
Pomysłu na diametralne zmiany w religii występującej w Starym Świecie nie mam- najlepiej byłoby pewnie przejrzeć angielskojęzyczne gierki, lub fora i zobaczyć jak to jest rozwiązane w innych grach i zacząć od od początków i źródeł czyli np. Pax Dei.

Tyle marudzenia o religii w WFRP, czas przejść do odgrzewanego kotleta czyli N.O.P.- a sprzed lat.
Dawno temu w trakcie prowadzenia pewnej kampanii dla moich graczy chcąc, nie chcąc skorzystałem z tego co miałem dostępnego na półce i przygotowałem sobie ściągawkę.
Służyła mi do oceniania postępowania moich graczy względem ich pobożności, zakazów i nakazów danej religii (oceniałem w trakcie zabawy, lub po niej samej).
Dzięki temu mogłem dodawać graczom plusy i minusy (czyli dobre i złe uczynki) względem ich postępowania w trakcie opowieści, a dzięki zebranym dobrym uczynkom po udanej modlitwie mogłem obdarować gracza Darem Bożym adekwatnym z wiarą w danego Boga. Czyli błogosławieństwem, czy inną formą nagrody.
Przypominać by to mogło Nagrody i Kary boskie z Kryształów Czasu, a bardziej Dobre i Złe Uczynki z Dzikich Pól.
Gracze oczywiście wiedzieli że, ich oceniam i przynosiło to naprawdę wymierny efekt podczas sesji. Zgodnie z zasadą kija i marchewki, graczom opłacało się modlić, składać ofiary, przechodzić testy wiary i co za tym idzie prosić w trudnych sytuacjach o pomoc. A to już wnosiło coś na sesje- nie były one uduchowione, ani mistyczne, nie była to jakaś olbrzymia zmiana, ale gracze nieco inaczej traktowali zasady dotyczące bogów.
Dlatego sądzę, że warto stawiać przed graczami jeden lub nawet kilka konfliktów moralnych (i nie tylko) opartych o religię podczas każdej opowieści.
A oto moja ściągawka z bóstw Starego Świata.



SIGMAR
  • + jedność, siła, nadrzędność Imperium, lojalność i oddanie wobec Cesarza i jego podwładnych, niszczenie i zabijanie sług Chaosu
  • - odmowa pomocy krasnoludowi, bierność (podczas gdy można się wykazać na rzecz Imperium)
Testy: strach, groza, przesłuchanie, reakcja, cechy siłowe...

ULRYK

  • + siła, uczciwość, bezpośrednie żołnierskie męstwo,
  • - kwestionowanie i lekceważenie rozkazów przełożonych, odmowa wyzwania (do walki), kłamstwo, oszustwo, noszenie skóry wilka (nie zabitego własnoręcznie), używanie broni palnej, wybuchowej, kusz.
Testy: powiązane z walką,strach, groza, furia, lojalność, reakcja, cechy siłowe...


VERENA


  • + mądrość, rozwaga, sprawiedliwość, bezstronność, neutralność, pacyfizm, podzielenie się "nowo nabytą" wiedzą
  • - zdrada sekretu, kłamstwo, przekupstwo, wahanie się pod wpływem gróźb, przychylność, odrzucenie prośby o arbitraż, bądź pośredniczenie
Testy: odkrycie, ochrona wiedzy, zapobieżenie konfliktowi, ocena, magia, zauważenie zrozumienie języka...

MYRMIDIA

  • + taktyka, strategia wojenna, planowanie
  • - "dobicie" adwersarza, kwestionowanie rozkazów,
Testy: pokonać kogoś w dies irae, wyszkolenie wieśniaków i dowodzenie nimi podczas obrony (ah... ten Kurosawa...)



RANALD


  • + dziesięcina (jedyny prawdziwy Bóg, głoszący czego otwarcie chcą jego Braciszkowie...heh)
  • - donoszenie władzom, używanie przemocy (mord jest złą sławą)

Testy: porwanie urzędnika, kapitana (lub danie mu nauczki),

TAAL

  • + złożenie ofiary ze zwierzęcia(schwytanego własnoręcznie), spędzić 7 dni i 7 nocy w dzikich ostępach (w trakcie przesilenia)
  • - krzywdzenie zwierząt, zwalczanie elementalistów, Chaosu, używanie zbroji metalowych, broni palnej lub wybuchowej
Testy: żyć w zgodzie z naturą, upolowanie dużego zwierza przy użyciu naturalnych broni i narzędzi, oczyszczenie danego obszaru z goblinów (lub innych potworów)


MORR

  • + przeciwstawianie się nekromantom,
  • - odmowa odprawienia pogrzebu, zakłócanie miejscu spoczynku zmarłych, przywoływanie ożywieńców
Testy: pokrzyżowanie planów nekromanty, zniszczenie siedziby martwiaków
MANNAN

  • + długa/ niebezpieczna wyprawa,
  • - marynarskie przesądy: gwizdanie na okręcie, zabicie albatrosa, wyruszenie w podróż trzynastego
Testy: wykonanie map niezbadanego akwenu morskiego

Dobre i Złe Uczynki mogły się wzajemnie negować i kumulować, a ich odzwierciedleniem mogłyby być Punkty Przeznaczania z WFRP.
Jak pamiętam stosowałem przelicznik:
Kilka Dobrych Uczynków względem danego Boga równoznaczne z Punktem Przeznaczenia, czyli mogły uchronić gracza przed kalectwem, uszczerbkiem na ciele,umyśle, cechach pozycji, czy nawet ratowały przed śmiercią. Pozwalały też na uzdrowienie BG, lub Proroctwo, które miałoby istotny wpływ na przyszłe wydarzenia.
Jeden Dobry Uczynek pozwalał zyskać Błogosławieństwo, czy Bożą Pomoc na czas danej sceny (czasowa ochrona przed grozą, strachem, magią, demonami etc)

PS.Mam nadzieje, że plusy dodatnie nie przysłonią plusów ujemnych i żadne krzyki nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.



W końcu ostatnie dwa rozdziały flisu- słowniczek i pomysły na sceny, przygody, dyariusze etc.
  • VII Wokabuły i łaciny czyli słowniczek

Słowniczek może odgrywać niebagatelną rolę podczas biesiad wiślanych, zaś jego rola powiększa się znacznie gdy jeden z PG spisuje silvę, pamiętnik czy dyariusz opierający się na wydarzeniach z biesiad.
  • alveus- nurt
  • ancora- (z łac.) kotew, kotwica
  • arbor-navis et malus- maszt
  • belch,bełch- wir wodny, nurt
  • brog- dach wsparty na czterech drągach, służy do przechowywania zboża lub siana
  • brodnia- sieć z łyka do połowu na płytkich wodach
  • et secundo, et adverso flumine- i w dół, i w górę rzeki
  • flaga- fala,nawałnica
  • frajbiter- z niem. rozbójnik morski
  • flis,navigatio fluviatilis- żegluga rzeczna
  • flis,remex qui in Vistula remigat- żeglarz który pływa po Wiśle
  • gumna- miejsca, na których ustawia się sterty zboża
  • informis navis- niekształtny statek
  • izbice- lodołamy, skrzynie o podstawie trójkąta przy mostach służące do rozbijania kry.
  • kary bóbr- czarny, złowróżebny bóbr
  • kępa- maleńka wysepka, która wyłoniła się z wody dzięki naniesionemu piaskowi, kamieniom etc. Porośnięta niską, lecz gęstą roślinnością nadrzeczną.
  • lichtować- opróżniać
  • ląd- ziemia
  • machlerz- makler, pośrednik
  • miałki- piaszczysty, płytki
  • młynica- budynek młyna
  • novitus remex vel nauta- nowo przyjęty marynarz lub żeglarz
  • naupegus- szkutnik
  • naumachia- bitwa morska
  • necessitas navigandi- konieczność żeglowania
  • ostrów- wyspa inaczej insula wysepka lub wyspa porośnięta, z dawien dawna drzewami.
  • płachta- żagiel, velum
  • popiół- poprzez ługowanie popiołu drzewnego otrzymywało się potaż stosowany w mydlarstwie, farbiarstwie i piwowarstwie
  • prąd, prądowina-drzewo leżące w wodzie
  • Puppis- rufa
  • Ripa- brzeg; praerupta- urwisty; acclivis et vadosa- płaski i miałki brzeg
  • rudens- lina
  • sentina- zęza, miejsce do ścieku nieczystości na statku; nautea- plugastwo co zęzy spływa
  • sinus- wybrzeże
  • śla- postronki do ciągnięcia statku w górę rzeki
  • tłuk- wiosło remus
  • tratuj- steruj
  • udychtować- uszczelniać
  • Vandalus- Wisła
  • wanna- głeboki prąd pod samym ostrowem
  • wilk- prąd stary, zgniły
  • wasiełki- deski dębowe na klepkę
  • wiery- wiry
  • wzwód- zwodzony most

Kończymy pracę… Wychodzimy z budynku zakładamy stare znoszone okulary AR 101 i … naszym oczom ukazują się znane budynki: kina 3D, baru szybkiej obsługi, świeżo wybudowanego biurowca ZoomTube, przystanek metra. Półprzezroczyste okulary nanoszą na poszczególne obiekty napisy i grafikę pochodzącą z sieci. Na barze wyświetla nam się reklama Mc Beegosu, wraz z rozwijanym menu innych potraw, zaś na przystanku rozkład jazdy metra, na tle kina zapowiedź Obcy vs Tolek Banan. Dzięki otwieranym reklamom produktów na nasze wirtualne konto przelewa się gotówka, o czym od razu zostajemy powiadomieni. Odkładane oszczędności na koncie przynoszą nam kolejny dylemat: ukończyć sagę w Wampirze, czy rozpocząć reklamowaną kampanię do AR-MMORPG Zew Cthulhu 2020
Albo pograć w trial gry, której reklama przewija się na wieżowcu?
Nieśmiertelny bazująca luźno na filmie z 1986r pod tym samym tytułem- dołącz do grona nieśmiertelnych istot. Wspaniałe plenery (ponad 20 mln lokacji rozszerzających świat realny, świetna muzyka, kilkuset znanych aktorów z tamtego wieku między innymi Sean Connery i Marlin Monroe.
Minimalne wymagania sprzętowe: Okulary AR 600c, pakiet zdalek do zastosowań SuHi-Res
Oprogramowanie: d20 oraz Super Human Speech Recognition Microsft service patch 0.666
Direct X777
Przelewamy nieco z naszego konta wybieramy jednak rozpoczętego Wampira, okulary przyciemniają dochodzące światło dzienne, zaczyna kropić wirtualny deszcz, twarze przechodniów powolutku zmieniają się w grymasy, niektóre z wieżowców przyozdobiły monstrualnych rozmiarów maszkarony. I wtem wpadamy na Ghoula, będącego we władaniu Księcia Modiusa… Mamy za pół godziny stawić się w Elizjum na obrzeżach miasta… Zaraz odjeżdża metro… Wszystko na pozór jest normalne. Jedyne co przypomina nam o tym, że Ghoul jest wirtualny i znajdujemy się w świecie gry to reklamy wydawcy gry oraz napis przewijający się w prawym rogu okularów Uczestniczysz w grze zmieniającej rzeczywistość Wampir: Maskarada, wszelkie podobieństwo do postaci…

Mrzonka? Kolejny scenariusz do Cyberpunka- Wcale nie! 


Są to możliwości rozszerzonej rzeczywistości (z ang. Augmented Reality) zbliżającej się do nas wielkimi krokami, znacznie większymi niż zdaje się nam to wydawać. Jako że dostęp do informacji zdaje się mieć kluczowe znaczenie w nieodległej przyszłości zastosowanie Augmented Reality będzie prawdopodobnie powszechne. Co więc kryje się pod nazwą Augmented Reality?
Augmented Reality, które nie tworzy nowego wirtualnego, pełnego, nowego świata 3D (jak Virtual Reality), a rozszerza i uzupełnia ten który znamy.
Prace nad AR rozpoczął w sześćdziesiątych latach pionier grafiki komputerowej Ivan Sutherlan wraz z studentami z Harvard University i University Utah. Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte to głównie prace dla sił powietrznych USA i NASA. Początkiem lat dziewięćdziesiątych naukowcy Boeinga wprowadzili nazwę „rzeczywistość rozszerzona”, kiedy skonstruowali eksperymentalny system ułatwiający pracownikom orientację w setkach kabli i kabelków znajdujących się w ich produktach. W ciągu ostatnich kilkunastu lat znaczny spadek cen sprzętu komputerowego pozwolił na intensywniejsze prace nad AR. Od 1998 roku odbywają się coroczne konferencje poświęcone AR, a ja sam od kilku lat śledzę postępy w rozwoju AR.

Aby AR zadziałało potrzebuje kilku niezbędnych elementów tj. wyświetlacza w formie okularów, systemu śledzącego i oczywiście komputera, który będzie generował na wyświetlaczu nanoszone obiekty. Obecnie znane wyświetlacze są znacznie mniejsze od ciężkich kasków, jakie znamy z pierwszych VR (i nie mają już nic wspólnego z tym ciężarem, który nosiłem grając kiedyś w Hexen’a- to doprawdy nic przyjemnego). Najnowsze modele wyświetlaczy AR ważą około kilkudziesięciu gramów i występują w kilku formach między innymi: półprzeźroczystych/optycznych i optoelektronicznych. Te pierwsze nie mogą całkowicie przesłonić znajdujących się za nią obiektów, z kolei wyświetlacze optoelektroniczne pozwalają generować nieprzeźroczystą grafikę, lecz nie dorównują jakością ludzkiemu oku. Tych różnic, jest nieco więcej zainteresowanych szczegółami technicznymi odsyłam do stron internetowych poświęconych zagadnieniu AR.

Systemy AR potrzebują szczególnie dużej dokładności, rozdzielczości, powtarzalności i szybkości określania pozycji, jako że nie ma jednego dość dokładnego urządzenia spełniającego te warunki zdecydowano się na hybrydowe układy śledzące. Są to zestawy urządzeń mających na celu wkomponowanie grafiki w obraz świata rzeczywistego. By przestrzennie powiązać światy: ten rzeczywisty i ten generowany przez komputer konieczne jest precyzyjne śledzenie ruchu głowy obserwatora, a co za tym idzie nałożenia danych graficznych na to, co rzeczywiście widzimy. I tak na owe hybrydowe układy składa się wiele skomplikowanych urządzeń śledzących 6 parametrów (3 współrzędne XYZ i 3 kąty odpowiadające orientacji)procesory, karty graficzne wraz z oprogramowaniem przewidującym bądź ekstrapolującym najbliższe ruchy na podstawie wcześniejszych zachowań zapobiegają wszelkim opóźnieniom, błędom w pojawianiu się grafiki i aktualizacjom w czasie rzeczywistym wyświetlacza i oczywiście dostęp do szybkiej sieci.

Jednym z niskobudżetowych projektów, propagujących AR był Touring Machine- automatyczny przewodnik stworzony przez badaczy z Columbia University na przenośnym układzie MARS (Mobile Augmented Reality System). Udowodnił, on iż AR nie jest kwestią przyszłości, a problemy praktyczne takie jak koszty, ciężar, rozmiary i zużycie energii badacze przerzucili na innych przyszłych konstruktorów i zbudowali prototyp AR noszony na…plecach. Całość sporo ważyła, a użytkownik AR wyglądał nieco ko(s)micznie, jednak nie należy zapominać, że założeniem MARS’a była rezygnacja z wygody na rzecz wydajności i ułatwień w rozwoju oprogramowania.

Technologia podobna do AR od wielu lat stosowana jest w lotnictwie (dane przewijające się po HUDzie dublują przed oczami pilota wskazania urządzeń pokładowych), obsłudze technicznej (trójwymiarowa zdalna pomoc- kompletny laik dowiaduje się, w jaki sposób złożyć PC w domu, bądź naprawić… samolot) medycynie i wielu innych dziedzinach nauki.
Oczywistym jest, że zastosowania naukowe nie rozpropagują tak szeroko AR jak komercyjny rynek, a tu AR ma szerokie pole do popisu począwszy od reklam, skończywszy na grach video.

Wirtualna reklama sprawi, że korzystanie z urządzeń AR może być znacznie niższe- koszty mogą ponosić firmy- reklamodawcy (już dziś firmy płacą za reklamę w grach komputerowych). Filmy interaktywne, gry fabularne, poligony, larpy niewątpliwie w przyszłości będą bazować na AR.

Wystarczy wyobrazić sobie grę fabularną rozgrywaną na żywo (dosłownie) na terenie miasta, w którym mieszkamy z zastosowaniem AR. Obiekty z rzeczywistego świata uzupełniane mogą być o te elementy które dziś znamy z podręczników gier fabularnych.
Nie ulega chyba wątpliwości że spotkanie z Lestatem, w którego wcieli się Tom Cruise będzie ciekawsze niż oglądanie kolegi, przebranego za wampira, z którym kilka godzin wcześniej pracowaliśmy w biurze. Widok monstrualnego Cthulhu wyłaniającego się w okolicach sopockiego molo, może być równie ciekawy jak scenariusz Toon’a, gdzie w role bohaterów niezależnych wcielą się gwiazdy Looney Tunes. Zombie, wilkołaki, genokrady i cała menażeria potworów czychających za rogiem może nie będzie stanowić zagrożenia o ile naszym towarzyszem będzie kolega odgrywający Norris, lub gubernator Schwarzenneger.
Potencjał, drzemiący w AR jest nie do opisania, warto obejrzeć filmy.

Mam nadzieję, że modele 3D figurek do Warhamer Fantasy Battle AR, które mogłyby zostać umieszczone na makiecie przedstawionej na filmie powyżej, będą tańsze od tych dzisiejszych i nie będzie trzeba już tak wielkich zdolności plastycznych, koniecznych do ich „pomalowania”. Modelowanie twarzy w prosty sposób jest dostępne już obecnie w komputerowych grach fabularnych (choćby Oblivion) jednak wirtualni aktorzy, bądź postacie przeniesione ze świata popkultury do naszej ulubionej gry nadają jej niewątpliwego smaczku. Co prezentuje z kolei film nie dotyczący bezpośrednio AR, ale technologia ta, w połączeniu z AR może nadać niezwykłych efektów zabawom w przyszłości.

Ostatni film prezentuję już grę, jaką toczyć można obecnie z wirtualnymi przeciwnikami za pomocą całej gamy broni.

Przy prędkości z jaką rozwija się technologia, rzeczywistość rozszerzona nie jest tak odległa jakby się wydawało. Mam nadzieję, że może uda mi się w życiu rozegrać LARPa w rzeczywistości rozszerzonej. Choćby, dlatego warto co pewien okres czasu wpisywać w wyszukiwarki Augmented Reality.


Warto kupić dzisiejszy numer GW. Pomimo że poprzedni rząd skutecznie odsunął mnie od zainteresowania polityką, to dziś można znaleźć niezbity dowód na to że bracia Kaczyńscy zawłaszczali urzędy, czego przykładem jest spis obelg przygotowany przez Centrum Informacyjne Rządu.
C.I.R. jako swój cel ma informować o działaniach, kompetencjach, statusie prawnym i zasadach funkcjonowania i decyzjach podejmowanych przez organy władzy publicznej.
Jak widać na przygotowanym przez ten organ dokumencie C.I.R. zajmuje się zbieraniem informacji o adwersarzach politycznych braci Kaczyńskich, bądź przygotowywaniem dokumentu o dźwięcznej nazwie "2 lata solidarnego państwa"
Pytanie gdzie i na co idą nasze pieniądze jest chyba retoryczne .
Spis obelg jest może i zabawny, może i mniej, ja tam wolę Woobie Doobie na TOK FM-"to ta audycja gdzie dzwonią pijacy","oddaj głos za kotarą za siebie i swoją starą" czy "jes szur optymistik szczur" śmieszą mnie tak samo po dziś dzień- jest archiwum można posłuchać archiwalnych audycji. A jest czego- Olszak i Łasiczka to mistrzowie ciętej riposty.
Niesiołowski doprowadzający PiS do szewskiej pasji i ataki PO na PiS to jednak nie wszystko.
Numer GW warto kupić także dla pewnej listy, listy obietnic PO złożonych w kampanii wyborczej.
1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy 2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty 3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów, obwodnic 4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ 5. Uprościmy podatki - będzie podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych 6. Przyspieszymy budowę stadionów na Euro 2012 7. Szybko wypełnimy naszą misję w Iraku 8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do polski i inwestować 9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy internet 10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją

Jako że GW pewnie gdzieś mi przepadnie, a archiwum jest płatne (temu radzę już dziś skończyć pod te linki), po skończonych rządach PO zajrzę tu na bloga i ja Was kurna rozliczę...
No a wracając do braci, Anioł kilkanaście lat temu też chciał. Ale nie wyszło.
[url=http://borejko.wrzuta.pl/audio/2c2Rb2Gjy5/recorded_audio_2007-lis-03_07-36-58][img]http://www.wrzuta.pl/images_2/audio.gif.jpg[/img][/url]

Przedostatnia już część Flisu, pokrótce omawiająca sposoby zawierania kontraktów- rzecz przydatna nie tylko do DP, ale WFRP i innych systemów opierających się o historię.

  • VI Unter dem Marchte czyli sposoby zawierania kontraktów


"Kupcom gwałtownym się nie sprzeciwiaj,
a kupiectwa ucz się na wyrobach leśnych tj.klepka, potaż, wańczos"

Sebastian Fabian Klonowic "Flis..."


Sprzedać jakikolwiek towar w burzliwym XVII wieku nie było trudno, należało tylko zawrzeć umowę, czyli kontrakt na towar. Najczęściej zawieranym kontraktem był kontrakt oparty na prawie niemieckim. Każdy kontrakt powinien zawierać następujące informacje:
  • kto z kim zawiera kontrakt
  • datę zawarcia kontraktu (terminy płatności ustalano na dni poszczególnych świętych, a wszelkie długi spłacano, jako to w zwyczaju, na św.Marcina czyli 11.XI)
  • datę realizacji kontraktu (czyli dostarczenia towaru)
  • ilość towaru i jego typ (czyli wszelakiej maści zboża: żyta, pszenice, owsa oraz popiół i wyroby leśne jak: potaż, klepki, wańczos)
  • cenę (płacono także Schuldbriefami, czyli wekslami)
  • ewentualne zaliczki, prowizję i tym podobne.
Umowy takie zawierali kupcy, faktorzy lub sami szyprowie. Każdy szanujący się kupiec zatrudniał buchaltera (czyli księgowego) oraz pewną liczbę faktorów, czyli "agentów" podróżujących po kraju i kontraktujących na długo przed żniwami nie skoszone zboże. Najrzadziej umowy zawierali wspomniani szyprowie czy kapitanowie. W 1650 roku po Polsce na pewno podróżowało 50 olenderskich agentów, 20 brytyjskich i szkockich.
Często zawieranym typem kontraktu jest umowa zawierana na koszt i ryzyko producenta czyli Lieferantzkauf, znacznie rzadziej zawierano umowy Kauf auf abenteur, gdzie ryzyko i koszta dostarczenia towaru brał na siebie kupujący. Nielegalnym procederem było zawieranie umowy Lieferantzkauf czy Kauf auf abenteur z klauzulą Unter dem Marchte, czyli poza granicami miasta - zyskiem z nieopłaconego podatku dzieliły się wówczas obydwie strony, biada jednak, tym których przyłapano na takim procederze.
Targowano się ówcześnie dużo i zawzięcie, a był to po części i zwyczaj i zabawa, jednakże wszędzie tak samo. Wpierw obie strony przytaczały różnorakie argumenta, aby intrata każdej z nich była większa. Po udanym zbiciu lub podwyższeniu należało przybić czyli uderzyć dłonią w dłoń, na koniec zaś wypić litkup (z niem.), czy inaczej mohorycz ( z arab.- tak mawiało się na Rusi). Ów litkup to ofiara składana bogom z okazji zawarcia kontraktu, a polegała na wylaniu kilku kropel na ziemię (koszta litkupu ponosił kupujący) i wspólnym wybębnieniu pozostałości (w poważniejszych interesach wraz z świadkami). Transakcję nie przybitą i nie opitą łatwo było uznać za nieważną.




Jak działa opowiadanie?
Rozbudza ciekawość, rozbawia do łez, koi smutki, łagodzi skołatane nerwy, ośmiela, pociesza, poucza, zadaje pytania, przeraża i przynosi ulgę. Pozwala mówić i słuchać. Pozwala na spotkanie. Opowieść jest oddechem i przystanią, przygodą i podróżą.

Nie, nie to nie cytaty z mrocznych, klimatycznych WoD-ziarskich zabaw, ani D&D-ystów, ni warhammerowców, czy innych turlaczy.
To wpis zachecający do odwiedzenia strony grupy Studnia O., będącej pierwszym w Polsce stowarzyszeniem opowiadaczy.
O grupie tej dowiedziałem się kilka lat temu z jakiegoś papierowego tygodnika i co jakiś czas śledziłem co się z nia dzieje- dziś widzę że w końcu dorobili się regularnej witryny.

W przeciwieństwie do naszego hobby Studnia 0. nie zajmuje się improwizacją, a odtwarzaniem literatury ustnej: bajek, baśni, mitów i eposów zaczerpniętych z różnych kultur. Zbierają stare na wpół zapomniane historie, legendy i baśnie, by potem zaprezentować je szerszej publiczności w formie opowiadania okraszonego regionalnymi potrawami i muzyką, adekwatnymi do danego kraju skąd pochodzą opowieści.
Sama nazwa grupy studnia nawiązuje do baśni, znajdującej sie chyba w każdej kulturze, mówiącej, o tym że kto wejdzie do studni znajdzie się w innym świecie.

A czemu wspominam o tej grupie ludzi? Bo miło usłyszeć/przeczytać że w dobie zalewającej nas mediów i alienacji przed monitorem działają ludzie kultywujący tradycje dawnych gawędziarzy.
Nie ma sensu się rozpisywać, lepiej kliknąć i wejść na stronę Studni O.
Współcześni opowiadacze działają wszędzie: szukają miejsc, w których gromadzą się ludzie głodni historii. Zasiadają na scenach, w kawiarniach, bibliotekach, muzeach, szkołach; opowiadają dzieciom i dorosłym, starszym i młodszym. W wielkim mieście czy małej odległej wiosce - wszędzie, gdzie to możliwe - rozstawiają swój niewidzialny namiot, zapraszają do środka i dzielą się historiami.

No i mój Flis powoli się kończy, dzisiaj pułapki czychające na rzece, następnym razem będzie co nieco dla kupców, potem pomysły na przygody, podręczny słowniczek flisacki i tyle. Nic tylko siąść i grać jak reklamowany był onegdaj Flis...

  • V Haki rzeczne czyli przeszkody i niebezpieczeństwa na rzekach

"Coby Liberum Transitum zachowane było postanawia się co następuje: Wisła, Dniepr,Styr, Narew, Warta, Dunajec, Wisłoka, Bug, Wieprz, Tyśmienica, San, Nida, Prosna są rzekami wolnymi do żeglugi i osoby prywatne nie mogą czynić jakichkolwiek przeszkód spławowi"
fragment nakazu z połowy XVI

Jeśli tylko na rzece pojawił się kary bóbr, oznaczało to jakiś hak na rzece, a hakiem ówcześnie określano wszelkie niebezpieczeństwa, trudności i klęski na wodzie. Jednakże każdego niebezpieczeństwa dało się uniknąć, o ile postępowało się zgodnie ze starożytną maksymą festina lente, czyli śpiesz się powoli. Wielu właścicieli ziemskich zupełnie nie przejmowało się tym, iż utrudniają spław stawiając bądź tworząc przeszkody takie jak groble czy młyny. Warto jednak wspomnieć, iż bywali i tacy szlachetni, którym stawiano pomniki, jak np. Mikołaj Tarło (sic!), który oczyścił dno Niemna w połowie XVI w.
Bździelami zwano młyny pobrzeżne lub te mniejsze, pływające, wykorzystujące siłę prądu rzeki. W młynach pływających pogródkę, czyli rynnę, na którą spływała woda, stanowiła cała rzeka. Młynicą zaś zwano budynek główny bździela. Zderzenia z nimi były o tyleż niebezpieczniejsze niż naturalne przeszkody, że poza uszkodzeniami własnego statku, właścicielowi należało wypłacić około trzech grzywien (po 60 groszy każda końcem XVI w.) mianem nawiązki za uszkodzenia młyna. Mosty, wzwody (zwodzone mosty) wraz z izbicami czyli lodołamami (skrzyniami o podstawie trójkąta pod mostami) dla podpitych retmanów stanowiły również nie lada przeszkodę do ominięcia - wszak zawsze mogli o nie zahaczyć. Nawet wiosła lub ster w niewprawnych rękach np. fryczów mogły ich solidnie zranić, gdy uderzyły o płytkie dno - siła uderzenia mogła spowodować ciężkie stłuczenia, ktoś mógł nawet wylecieć za burtę. Na pomniejszych, mniej spławnych rzekach mogły zdarzyć się groble, czyli wały ziemne chroniące przed wylewami lub podtrzymujące wodę, tworzące na poły sztuczne zbiorniki. Cóż czyniono w takich sytuacjach? Ot co: trzeba było lichtować, czyli rozładować towar, statki przeciągnąć brzegiem, a niekiedy przy dużych transportach należało nawet rozkopać całą groblę!!! Frajbiterzy, czyli rozbójnicy wodni, nie stanowili też w tak potężnym i silnym kraju jak RzON licznej grupy, choć na mniej uczęszczanych rzekach, podobnie jak i na drogach lądowych, nigdy nie było nic wiadomo...

Na przeciwności natury jednak nikt nie miał wpływu, a te stanowiły już nie lada haki na rzekach. I tak prądowiny, czyli wyrwane konary i drzewa leżące w wodzie, jak nietrudno się domyślić, pojawiały się na skutek wichur, burz etc. Na płytkiej wodzie stanowiły nie lada zagrożenie - drzewa i pniaki mogły się nagromadzić, tworząc przeszkodę nie do przebycia do czasu, gdy nie została ona usunięta. Taranowanie ich szkutą rzadko przynosiło upragniony skutek - wręcz odwrotnie, łodzie ulegały wielu uszkodzeniom. Miałcze, czyli płaskie, miałkie brzegi mogły być piaszczyste lub kamieniste, zwano je także mieliznami. One to stanowiły niemałe zagrożenie - statek mógł na nich ugrzęznąć. O ile te piaszczyste stanowiły mniejszą, choć i nie małą trudność (kadłub statku mógł zostać uszkodzony), to te kamieniste powodowały liczne uszkodzenia, a dosyć często przedziurawienia statku. Aby zepchnąć obciążoną łódź z takowej przeszkody zwykle nie wystarczyła siła pociągowa flisaków, trzeba było uciec się do zwierząt pociągowych z pobliskich miast, wsi, karczem, młynów itp. Ówcześni retmani twierdzili, iż najwięcej takich łach znajdowało się na prawej stronie Wisły od Warszawy. Pamiętać należy, iż na miałki brzeg zdarzało się wpadać nawet najbardziej biegłym sternikom. Retman omijał jednak wszelkie przeszkody, o ile wiedział gdzie one się znajdowały lub w porę je ujrzał. Rafy, czyli podwodne skały, rzadko zdarzały się na spławnych rzekach takich jak Wisła.
Wiatr (z łac. ventus) jako zjawisko naturalne miał istotne znaczenie dla frachtu. Jedynie wiatr zwan przez flisów umiarkowanym nie miał żadnego wpływu. Wiatr zwan na suszy utrudniał żeglugę - statek dryfował, a więc poruszał się znacznie wolniej, z kolei wiatry silne sprawiały iż płynęło się szybciej, lecz istniała duża szansa iż "sukienka" czyli całe olinowanie i ożaglowanie statku ulegnie zniszczeniu lub poważnym uszkodzeniom. Podczas flisu nie można zapomnieć o jeszcze jednej klasyfikacji: iż płynie się z wiatrem, pod wiatr lub z wiatrem bocznym. Rzadko też zdarza się, aby nagle płynąc z wiatrem na suszy, zmienił się on w przeciwny bardzo silny. Podczas silnych wiatrów i burz zdarzało się tak, iż jakaś część łodzi bądź ładunku została uszkodzona, niekiedy nawet członek załogi został zraniony przez te cięższe, spadające części sukienki. Złamany maszt mógł zniszczyć budę lub nawet przedziurawić na wylot kadłub. Bełchy, czyli wiry i wiery wodne w nurcie nie były aż tak nadto często spotykane w rzekach, mogły zepchnąć jednak nieco z obranej drogi. Uszkodzoną łódź można było naprawić w krótszym lub dłuższym czasie, a wszystko uzależnione było od dostępności materiału i narzędzi koniecznych do: udychtowywania - czyli uszczelniania szkuty lub innego statku (pakuły, smoły, maty, drewno czy silnie natłuszczone grube płótna), okuwania i obijania blachami statku. Oczywiście jeśli uszkodzenia były poważniejsze, np. kadłuba, można było je usunąć tylko w suchym miejscu, chyba iż szybko dało się je zaczopować, czyli zapchać czymś powstałą dziurę (taka akcja była znacznie trudniejsza od naprawy na lądzie ze względu ciężkie warunki pracy). Po takiej prowizorycznej naprawie wciąż istniało ryzyko, że pakuły powypadają pod ciśnieniem wody, a co za tym idzie, zabezpieczenia rozpadną się. Nieraz w pośpiechu trzeba było lichtować (opróżniać) statek, by go uratować.

PLUMBER


Coś dla hydraulików.
Plumber to świetna gra logiczna. Obracamy i łączymy po prostu rurki w ten sposób by mogła nimi popłynąć woda. Odkręcamy zawór, puszczamy wodę i jeśli jest wszystko w porządku, przechodzimy do następnego levelu. Miłe wspomnienia z Amigi sie kłaniają. Uwaga! Plumber wciąga! To starsza wersja Plumbera
, a tutaj mamy juz z część drugą Plumber 2.

MEGANIC WARS

Karcianek nie lubiłem od razu jak się pojawiły u nas Magic i Doom Tropper. Kolekcjonerskie gry to doskonały sposób na wydębienie pieniędzy od młodych, naiwnych ludzi. Jednak grając w cRPG Might&Magic bez końca wciągnąłem się w turnieje Archimaga (karcianki w którą można grać w karczmach tamtejszego świta gry). Miałem nawet gdzieś zainstalowanego samego Archimaga, ale to nie to samo co szwędanie się po karczmach i wygrywanie turnieju za turniejem.
Aż tu natknąłem się na Meganic Wars nazwałbym tą grę prostackim Magic the Gatering, na tyle prostackim że pożera czas jak Dice Wars, o której wspominałem poprzednim razem.

ISLE OF THE MOON

Isle of the Moon to normalny cRPG jaki był spotykany w czasach Amigi, Atari- łazimy, tłuczemy stwory, podnosimy doświadczenie, rzucamy Bless, znowu tłuczemy, level w górę i tak w koło. Ot, tak ponudziłem się przy tym dłuższą chwilę... Niewątpliwą zaletą jest że można sobie ją save'ować - w dosyć przedziwny sposób, ale można. Dla fanów gatunku (heh).


Odnotowałem tu wszystkie ważniejsze lokacje jakie znajdowały się na drodze z Warszawy do Gdańska- ktoś mógłby spytać dlaczego wtedy nie opisałem spławu od Krakowa, czy nawet Zatora (skąd zaczynał się flis). Otóż jedyny szczegółowy opis flisu dotyczący przełomu XVI I XVII w. opisał Klonovic w swoim "Flisie"- niestety od Warszawy do Gdańska, i nim to głównie posiłkowałem sie, pisząc to opracowanie zbierałem same źródła i nie chciałem koloryzować, przedstawiając wyimaginowane miejsca. Te, które są tu opisane istniały naprawdę.
  • IV Od mostu Warszawskiego do Zielonego, czyli lokacje na Wiśle.

"Ukażeć drogę do Mołtawy prostą, Będę u ciebie wodzem i starostą, Od Warszawskiego, aż do Zielonego Mostu gdańskiego"
Sebastian Fabian Klonowic "Flis..."

Warszawa ówczesnych czasów była miastem mało wygodnym, bardzo skromnych rozmiarów, gospód bywało mało, a tłoczno bywało wszędzie. Jej rynek otoczony pięknymi kamienicami, jednej prawie wysokości, mieścił sklepy rzemieślników. Drogą rzeczną Warszawę opuszczało się nieopodal długiego i potężnego mostu warszawskiego, gdzie szybko natknąć się można było na ostrów gołędzinowskich, wyspę na wysokości Bielan, która nazwę swą wzięła od wsi na prawym brzegu Wisły - Gołędzinowa; znajdowały się tam też rogatki gołędzinowskie. Nieco dalej leżał kolejny ostrów - borakowskich ostrów przy wsi Buraków, na lewym brzegu rzeki, potem jabłońska kępa koło Jabłonnej, miejscowości na prawym brzegu, Wisła tam też skręcała w lewo. Zaraz za nią leżały dwie kolejne kępy: cząstkowska i wilkowska - pomiędzy Cząstkowem a ujściem Narwi. W widłach Narwi i Wisły napotykano na pierwsze nieprzyjemności w mieście Nowy Dwór - tam pobierano cło od frachtowanych towarów. Sławne z handlu miasto nawiedzały często powodzie, wyrządzające olbrzymie szkody. Narew wpływała z prawej strony, po czym Wisła skręcała gwałtownie w lewo, zaś wody obu rzek długo nie łączyły się ze sobą (Narew toczyła swe czarne wiry prawą częścią koryta). Przed Zakroczymem znajdują się dwie kępy: galąska za nią mochetska. Zakroczym, stare miasto na prawym wysokim brzegu Wisły, szczyciło się zamkiem książąt mazowieckich, a w XIV w. było stolicą tamtejszej ziemi, ustanowiono je na szlaku handlowym z Rusią (wzdłuż Bugu). Tutejszą przeszkodą nie były już cła, a liczne wiecznie hałasujące bździele, których wręcz nie dało się zliczyć. Obok wsi Wilków na lewym pociętym dolinami starorzeczu leżała takaż kępa, potem przed samym miastem już czerwieńska. Gdy minęło się Czerwińsk leżący na prawym brzegu Wisły, znan z klasztoru i kościoła kanoników laterańskich, płynęło się już przestronnym nurtem do Wyszegrodu, miasta naprzeciw ujścia Bzury, którego nazwa wywodziła się od usytuowania na wysokim prawym brzegu, poprzecinanym licznymi wąwozami i parowami. Człek okryty niesławą, który sprowadził do Polski Krzyżaków, wybudował tutaj zamek, gdzie potem na skrzyżowaniu gościńców u przeprawy przez Vistulę poczęły kwitnąć nie tylko sady, ale i rzemiosło, a przede wszystkim zaś sukiennictwo (co szósty mieszkaniec dwu i pół tysięcznego miasta był rzemieślnikiem!). Charakterystyczną cechą dla owego miasta było jego stopniowe obsuwanie się zabudowy w dół skarpy przez podmywającą rzekę. Za nim wyłaniał się ostrów drwalski, zwan też nieznachowskim. Mieszkali na nim dzicy nieznachowie, często walili w bębny, grali na dudach, byli to wielce niepewni ludzie, między sobą się nie kłócili, ale stale z zazdrością myśleli o przepływających tamtędy towarach. Nieopodal znajdowało się kilka pomniejszych kępek. Ostrów pomocnieński obok wsi Pomocna na prawym brzegu Wisły, potem kępa Muntawa, obok rzeki o tej samej nazwie, wpadającej do Wisły. Potem była już wiącemska (obok Wiaczemina na lewym brzegu rzeki) i zerska kępa. Potem już wyłaniało się wielkie Płocko (ok. 5000 mieszkańców), na prawym wysokim brzegu, znajdowały się tam liczne kościoły, tu także pobierano myto. Zamek, który tam stał, rozebrano, potem bytowali tam benedyktyni, by na końcu go opuścić. Od 1611 działało tu kolegium jezuickie, które usytuowano przy klasztorze. Zamkowy ostrów znajdował się zaraz za miastem, zaś trzy następne powyżej ujścia Skrwy nazwy wzięły od ówczesnych właścicieli tj. synkowów, proboszczów, parchowaczów. Biskupska kępa leżała tuż obok wsi Biskupice, przy ujściu Skrwy - prawego dopływu Wisły, oddzielającego Mazowsze od ziemi Dobrzyńskiej. Nieco powyżej wsi wpływała gostyńska rzeka, będąca lewym dopływem - mawiało się tu, że gdy krzyknąć, słyszą aż trzy powiaty (bo znajduje się tu klin trzech ziem: Dobrzyńskiej z Mazowszem i Kujawami). Pomiędzy wsią Myśliborzyce a Dobrzyniem, jednym z najstarszych miast nad dolną Wisłą, znajdowały się następujące ostrowy:myśliborski, głowieński i dobrzyński. Sam Dobrzyń (leżący bardzo wysoko nad głównym nurtem) stopniowo zamierał, wpierw spalili go Krzyżacy, mordując całą ludność, by dwa i pół wieku później Szwedzi doprowadzili je do całkowitego upadku. Chlubą miasta był prostokątny rynek z zieleńcem, kościół franciszkański, zaś z znanych person mówiło się tu o Nawojce, która w XV wieku ukończyła w przebraniu Uniwersytet Jagieloński, a przede wszystkim o Panu Adamie Adamandym Kochańskim, matematyku i bibliotekarzu nadwornym zwycięzcy spod Wiednia. Przed miastem Włodsławek leżał ostrów o tej samej nazwie, całkowicie porośnięty wierzbiną. Włodsławek, sławny księżmi, cłem i piwem, w końcu XVI wieku był w okresie rozkwitu pod władzą biskupa Rozdrażewskiego i Stanisława Karnkowskiego, tego, który to koronował Stefana Batorego. Za Mintawą, lewym dopływem Wisły, leżał drugi włodsławski ostrów, częściej zwan też karniewskim. Bobrowniki za zielonym lasem, to miasto na prawym brzegu rzeki z zamkiem wybudowanym w XIV w. Z kolei Gąbinek z ostrowem to wieś niedaleko Nieszawy, miasta na lewym brzegu, znanego z długiego rzędu przepięknych spichlerzy brzeskich, należących do kupców z pobliskiego Brzeźna. Czerpało ono znaczne zyski z handlu zbożem z terenów Kujaw. Jednak przed wpłynięciem do Nieszawy znajdowały się jeszcze wolnych kępka i nieszawskich ostrów. Kępy Brzozego, Kaczkowskiego, Białkowęskiego swe nazwy nosiły od właścicieli, a znajdowały się pomiędzy Nieszawą a ujściem Drwęcy. W Złotoryi w widłach Drwęcy i Wisły stały ruiny zamku zbudowanego przez Kazimierza Wielkiego, a zburzonego w 1409 roku. Od ujścia Drwęcy Wisła gwałtownie skręca na zachód, sama Drwęca oblewając Prusy od Brodnicy tworzyła granicę.

Mostowy ostrów znajdował się bliżej lewego brzegu Wisły w Toruniu, zwan też małpim gajem od nierządnic tam przebywających - związane było to z uchwałą senatu toruńskiego, który wypędził ladacznice poza miasto. Toruń, miasto należące do Hanzy, odznaczało się szpicami solidnych baszt i wież, czerwonymi murami, pięciokątnym nieregularnym rynkiem, wspaniałymi budowlami, mostem, winnicami i lasthauzami (altanami, domkami w ogrodach), gimnazjum luterańskim, w 1594 przemianowanym na toruńskie. Toruń wydawał wiele protestanckich ksiąg drukowanych, dzięki czemu między innymi przylgnęło do niego miano stolicy polskiego protestantyzmu. Poprzez Jezuitów przybyłych z końcem XVI wieku wybuchł znany wielki tumult religijny, zaś ponad dziesięć lat później utworzyli oni kolegium konkurencyjne wobec gimnazjum, jednakże nie szczycące się tak wysokim poziomem nauczania. Colloquim Charitativum (zjazd katolików i luteran czyli Dysputa Przyjacielska z 1645) mający zaprowadzić porozumienie pomiędzy wszelkimi wyznaniami zakończył się fiaskiem. Miasto słynące z pierników, męża, który wstrzymał słońce, ruszył ziemię, znane było także z apteki “Pod Lwem” i starej karczmy “Pod modrym fartuchem”. Za Toruniem było wiele ostrowów: Nieszewka, Górski (na prawym brzegu rzeki), Czapli, Bobrzy, Przyłubskich (koło wsi Przyłubie na lewym brzegu rzeki), Solecki (leżący naprzeciw Solca Kujawskiego, gdzie paktowali Krzyżacy z Polakami), Łęski (obok wsi Łagnewo). Następnie już wyłaniały się Piekielne Wrota - nazwane tak od rafy i kamienistej żyły w nurcie, a stanowiły one wielkie utrapienie dla flisaków. potem już obok Fordana stał ostrów Fordański, a poniżej wpadała Brda - znana z łososi i bydgoszczan spławiających tu swe garnczki do Gdańska. Pełźnińska kępa, Kozielski ostrów (obok wsi Kozielec), Kokocki (obok wsi Kokocko na prawym brzegu), Krosnowski (obok wsi Krostkowo - ten należał do benedyktynek z Chełmna) leżały przed Chełmnem - starym rzecznym portem pruskim, prowadzącym nawet handel zamorski (przez pewien czas będącym członkiem związku hanzeatyckiego). Miasto na stromej skarpie 50 metrów nad terasą zalewową Wisły szczyciło się mianem miasta idealnego, a to za sprawą foremnego rynku, ulic od niego odchodzących, a nawet stojącym pośrodku niego prętem chełmińskim (miarą długości liczącą 4,35 m). By dostać się do kolejnego miasta, należało ominąć znajdujący się po prawej chełmiński ostrów. Świecie to miasto położone w widłach głównej polskiej rzeki i Wdy zwanej też Czarną Wodą, będącej lewym dopływem Vistuli. Stał tam bogaty kościół farny i szczątki zamku krzyżackiego, kiedyś strzegącego przeprawy przez Wisłę, samo zaś miasto utrzymywało się głównie z handlu i rzemieślnictwa
Po świeckim ostrówku, porośniętym dębowym laskiem, znajdowała się sarkawska kępa, obok Sarkawic na lewym brzegu Wisły, miejsca wielce ważnego dla flisaków - tu zbudowano kościół modrzewiowy z drzewa przywiezionego przez nich. Stąd panował tu zwyczaj zatrzymywania się w Sarkawicach i ofiarowywania się św. Barbarze. Tu nauczało się też fryczy pieśni do św. Barbary. Stwoleńska, osieńska, grudziecka kępy stały przed znanym miastem Grudziądzem, gdzie można już było ujrzeć po raz pierwszy tamy żuławskie, zbudowane przez Prusaków, którzy ujęli w ryzy Wisłę. Sam Grudenz z ogromnymi wielopiętrowymi spichlerzami, ciągnącymi się jako mury, chwalił się kanałem Trynką, którym spławiano towary aż z Osy i Janem Heweliuszem, obdarzonym wielkim mentem. Miasto miało prostokątny rynek z ośmioma wylotami ulic, wieloma kościołami (przejmowanymi raz przez protestantów, raz przez katolików), końcem XVII wieku powstało tu kolegium jezuickie, zaś od zawsze była tu znana apteka “Pod Łabędziem”. Kępa Bogińska leżała tuż przed Nowym zwanym też z niemiecka Neuburgiem, miastem na lewym brzegu Wisły przy ujściu Mątawy. Stojące na wysoczyźnie miasto było kiedyś ostatnią twierdzą rycerzy zakonnych, mieściło tzw. pusty klasztor benedyktyński, wcześniej franciszkański - opuszczony w okresie reformacji przez ponad 70 lat stał pusty (1604 A.D.). Kępa Wiosłowska (nieopodal wsi Wiosło na lewym brzegu rzeki) przed dziewiczą rzeczką. Potem leżała już kokosza łacha i rybitska kępa - stały blisko Gniewu z zamkiem wzniesionym przez Krzyżaków - miasta, które szczególnie umiłował Jan III Sobieski. Szczególnie ważnym miejscem była Kuchnia, czyli ostrów otoczony starą i nową Wisłą, gdzie frycowało się fryczów na braci, przy gromkich krzykach i licznych zabawach. Miejsce to znajdowało się dokładniej nieopodal Nogatu (wschodniej odnogi Wisły), rzeki odłączającej się przy Przylądku Mątawskim, uchodzącej do Zalewu wiślanego, którym można było dopłynąć do Olbiąga, czyli Elbląga, wiecznie lojalnego RzON'owi konkurenta Gdańska). Dalej stała tam też znana karczma Piekło. Za nim malborski ostrów - wyspa na Nogacie, zwana też Marienauerkampe. Obok Międzyłęży, starej wsi między łęgami na nizinach wiślanych znajduje się też Międzyłęskiego ostrów, cnego Jegomościa. Przed Czczewem czyli Tczewem, miastem na lewym brzegu rzeki, które ogarnęła stagnacja po pożarze z 1577 roku, leżały Gorzędziejowska, Rzężygarła i kępa czczewska. Dalej był już przewóz malborski promem. Szkarpawa lub Szynberg, prawa odnoga Wisły wpadająca do zalewu Wiślanego, płynęła do Królewca, miała dziki nurt, a na samym jej końcu znajdowała się karczma Głowa. Z kolei Leniwka płynęła do morza poprzez Gdańsk, była uregulowana, na końcu jej stała pokaźnych rozmiarów latarnia morska. Połać lądu pomiędzy nimi, aż do samego morza tworzącą trójkąt, zwano Mierzeją, Miemcy zaś Neryngiem. Ostrów zwan Leniwka Nowa oraz karczmy: Czerwona, Biała, Rzym i Gęsia dzieliły flisujących już tylko od Drągu. Przy tej ostatniej karczmie trzeba było opuścić Leniwkę i płynąć prosto Motławą do ein Baumu, jak Niemcy zwali Drąg, czyli zamknięty od morza port.

Tu już był kres wędrówki flisaków, tam był Zielony Most, spichlerze, wzwody, kołowroty, wagi, trety, liczne ławy, bogaci gdańszczanie strzelający na vivat szczerozłotymi kulami (jak mawiał król Batory). Słynne w całej Europie miasto z portu, mebli, złotnictwa, bursztynów, zegarów, broni, wódki, liczyło w XVII wieku aż 77000 mieszkańców! Budżet miasta był trzydziestokrotnie większy od krakowskiego, a o jego bogactwie niech świadczy fakt, iż Batory pożyczał od tamtejszych kupców pieniądze. Walorów ówczesnego miasta nie można ot tak wymienić: obserwatorium astronomiczne, największy (Wielki) młyn w Europie, Żuraw, Długi Targ, Złota Kamienica, Dwór Artusa, Dom pod Aniołami, Kościół NMP, karyliony, setki spichrzów, pan Adryan Boreyko stołujący się w letnie miesiące w tamtejszych karczmach, etc. etc. - zdecydowanie konieczne jest obszerniejsze opracowanie, a co wiem, powstaje pod piórem wielce zasłużonej osobistości. Z niem. Danzig, żartobliwie Chłańsk, a po polsku Gdańsk robił oczywiście ogromne wrażenie na flisach. Cóż, skoro małowiele pozostawało w ich kieszeniach zarobku, tak miasto nęciło ich swymi towarami!

MKRdezign

{facebook#gitgames} {twitter#gitgames} {google-plus#GitgamesBlogspotRPG}

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Javascript DisablePlease Enable Javascript To See All Widget